31 maja 2008

Naukowe sprośności w najlepszym stylu

Wiedzieliście, że istnieją gatunki, które mają ponad dwadzieścia tysięcy płci? Albo, że znany jest przypadek szympansicy, która onanizowała się na widok zdjęć rozebranych mężczyzn z Playgirl? Albo, że żeglarki (takie mięczaki) wystrzeliwują swoje penisy, a te żyją sobie później wewnątrz samicy? Albo, że samce niektórych roztoczy żyją tylko po to, żeby kopulować tuż po urodzeniu i nie mają nawet otworów gębowych?

Właśnie skończyłem czytać książkę Olivii Judson "Porady seksualne dr Tatiany dla wszystkich stworzeń małych i dużych". Myślę, że na podstawie tytułu i powyższych ciekawostek łatwo domyślić się o czym ona jest. A gdyby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, to dodam, że na okładce znajduje się dopisek "wprowadzenie do biologii ewolucyjnej seksu".

Książka wyróżnia się humorystyczną formą. W każdym z trzynastu rozdziałów, tytułowa dr Tatiana odpowiada na listy nadesłane do niej od przeróżnych zwierząt. Listy dotyczą oczywiście spraw związanych z seksem. Dr Tatiana udziela bardzo obszernych odpowiedzi, przytaczając liczne przykłady różnorodnych zachowań seksualnych u wielu gatunków.

Z ponda 360 stron jakie liczy sobie książka, porady dr Tatiany zajmują tylko 260. Pozostałe 100 stron to przypisy (opisują która informacja pochodzi z którego źródła), bibliografia (bagatela - 45 stron!) oraz indeks nazw polskich i łacińskich. Dlatego też książka jest prawdziwą kopalnią wiedzy i ciekawostek dotyczących seksu w świecie zwierząt.

Dwie rzeczy mogę książce zarzucić. Po pierwsze określenie książki jako "wprowadzenie do biologii ewolucyjnej seksu" może być nieco mylące. Sugeruje to (przynajmniej w moim odczuciu) pewien spójny wykład, dotyczący wspomnianej dziedziny, zaczynający się od podstaw i stopniowo poruszający coraz bardziej szczegółowe zagadnienia. Tak jednak nie jest. Książce brak jest ciągłego toku myślowego, który wprowadzałby czytelnika w kolejne arkana wiedzy. Każdy z rozdziałów jest podporządkowany pewnemu wątkowi przewodniemu, jednak całość nie tworzy spójnego, uporządkowanego obrazu. Drugi z zarzutów to dosyć pobieżne i upraszczające traktowanie niektórych zagadnień. Trzeba jednak częściowo usprawiedliwić autorkę, ponieważ porusza ona kwestie, które nie zostały jeszcze w pełni wyjaśnione przez naukowców.

Powyższe zarzuty nie znaczą bynajmniej, że książka jest zła! Czyta się ją naprawdę bardzo szybko i przyjemnie. Dlatego polecam ją jako z jednej strony bardzo pouczającą, a z drugiej bardzo rozrywkową lekturę. Książka została wydana w Polsce w 2004 roku wspólnym nakładem wydawnictw CiS oraz W.A.B.

30 maja 2008

Teoria teorii

Teoria ewolucji była i jest przedmiotem licznych ataków. Wiele zarzutów powtarzanych jest na okrągło, wręcz do znudzenia, mimo że wielokrotnie już na nie odpowiadano. Chciałbym tutaj opisać właśnie jeden z nich. Brzmi on: "Teoria ewolucji jest, jak sama nazwa wskazuje, tylko teorią. Nie jest więc niczym pewnym".

Błąd tego rozumowania wynika z podwójnego znaczenia słowa "teoria". Zgodnie ze słownikiem języka polskiego PWN "teoria" to "teza jeszcze nieudowodniona lub nieznajdująca potwierdzenia w praktyce". W takim znaczeniu używamy tego słowa w języku codziennym. Gdy jednak chodzi o naukę, słowo to nabiera drugiego znaczenia. Zgodnie z w/w słownikiem "teoria" jest to "całościowa koncepcja zawierająca opis i wyjaśnienie określonych zjawisk i zagadnień". Właśnie to drugie znaczenie mamy na myśli mówiąc "teoria ewolucji". Analogicznie mówi się o "teorii względności", "teorii rozmnażania płciowego" czy "teorii elektromagnetyzmu". Słownik języka polskiego informuje, że "teoria" może być także "czyjąkolwiek koncepcją na określony temat". Taka definicja dopuszcza niepewność i brak poparcia faktami. W takiej sytuacji znacznie lepiej jest jednak mówić o "hipotezie" (np. hipoteza Goldbacha), a nie o "teorii".

Przy okazji należy powiedzieć, że bardzo często teorie naukowe nie tylko opisują znane fakty, ale pozwalają także na przewidywanie pewnych zjawisk i prawidłowości, które nie zostały jeszcze zaobserwowane. Najlepszy przykład z obecnych czasów to tzw. Model Standardowy. Jest to teoria fizyki współczesnej, opisująca cząstki elementarne (elektrony, kwarki itd.). Przewiduje ona istnienie cząstki, tzw. bozonu Higgs'a, która nie została jeszcze zaobserwowana i póki co istnieje tylko w obliczeniach fizyków. Aby potwierdzić słuszność tej teorii, zbudowano największy na świecie akcelerator cząstek (LHC - Large Hadron Collider), który ma umożliwić wytworzenie i zaobserwowanie tej cząstki. Jeśli się uda, będzie to świadczyło o poprawności teorii.

Teoria ewolucji również jest teorią, która nie ogranicza się do opisywania znanych faktów. Darwin, w swojej książce "O powstawaniu gatunków", na podstawie obserwacji wielokrotnie dochodził do słusznych wniosków i przewidywań, których przyczyn i mechanizmów nie mógł do końca znać. A jednak, te przewidywania okazały się trafne (choć nie wszystkie) i zostały później potwierdzone dzięki rozwojowi różnych nauk, m.in. paleontologii i genetyki.

29 maja 2008

Phoenix wylądował

26 maja o godzinie 1.38 czasu polskiego na Marsie wylądował próbnik Phoenix, wysłany przez NASA. Jego celem jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, czy na Marsie była kiedyś woda w stanie ciekłym. Misja zapowiada się ciekawie, szczególnie że już na początek próbnik przesłał na Ziemię sporą liczbę zdjęć. Oczywiście, poza fotografowaniem, Phoenix będzie także analizował otaczające go skały. Ciekawe, czy misja okaże się tak wielkim sukcesem, jak wyprawa Pathfinder'a z 1997? Próbnik został sfotografowany w trakcie lądowania przez Mars Reconnaissance Orbiter:

Mars Reconnaissance Orbiter sfotografował także miejsce lądowania Pathfinder'a:

Pragnę przypomnieć, że obecnie na Marsie działają jeszcze łaziki Spirit i Oportunity, które wylądowały w 2004 roku. One również dostarczają cennych informacji i ciekawych zdjęć. Poniżej jedno z nich:

Zachęcam do zajrzenia na oficjalną stronę misji Phoenix. Można na niej śledzić na bieżąco przebieg misji oraz obejrzeć galerię zdjęć wykonanych przez Phoenixa. Warto również odwiedzić stronę NASA, ponieważ tam także zamieszczane są bieżące informacje o misji. Gdyby komuś nie chciało się przekopywać przez stronę NASA, to na Wikipedii można znaleźć sporą galerię zdjęć nadesłanych przez Spirit i Oportunity.

28 maja 2008

Społeczeństwo doskonałe?

Po raz kolejny postanowiłem przyjrzeć się mrówkom. Jak zapewne wiecie, robotnice mrówek dzielą się na kasty. Myślę też, że większość z was słyszała o mrówkach-żołnierzach. Są to robotnice, których zadaniem jest obrona kolonii. Są one najczęściej znacznie większe od swoich pracujących sióstr. Specjalizacja wśród mrówek poszła jednak o wiele dalej. U pewnych gatunków istnieje na przykład kasta robotnic-beczułek (na zdjęciu). Mają one specjalnie przekształcony odwłok, przystosowany do magazynowania pożywienia. Całe swoje życie spędzają wisząc na suficie i służąc za pojemnik na żywność dla swoich aktywnie pracujących sióstr. Nie muszą przy tym martwić się o pożywienie, ponieważ są karmione. Zjawisko podziału na kasty formalnie zwane jest polimorfizmem. Polimorfizm nie oznacza jednak, że genom mrówek jest jakoś szczególnie skomplikowany. Żyjąca w Australii Myrmecia Pilosula posiada tylko jedną parę chromosomów (samiec posiada tylko jeden chromosom). Jest to najmniejsza znana liczba chromosomów wśród wszystkich zwierząt.


Wiele gatunków mrówek stosuje niewolnictwo. Pozyskiwanie niewolników jest w pełni zorganizowane. Najpierw porywane są larwy z innych mrowisk i przenoszone są do mrowiska swoich nowych panów. Gdy z larw wyklują się robotnice, zaczynają - zgodnie z instynktem - wykonywać swoją pracę. W praktyce oznacza to służbę innemu gatunkowi. Stopień wykorzystania niewolników różni się u poszczególnych gatunków. Bardzo często niewolnicy opiekują się larwami, a panowie zdobywają pożywienie dla kolonii. U innych gatunków niewolnicy biorą udział w poszukiwaniu jedzenia dla kolonii, a ich panowie zajmują się polowaniem na nowych niewolników. Zdarzają się jednak gatunki uzależnione od niewolników do tego stopnia, że nie są w stanie bez nich samodzielnie egzystować. Darwin pisze, że "skoro Huber zamknął trzydzieści z nich bez niewolników, lecz z należytą ilością ulubionego przez nie pokarmu oraz z ich własnymi larwami i poczwarkami w celu pobudzenia ich do pracy, to nie robiły nic, nie mogły się nawet same nakarmić i wiele z nich zginęło z głodu".

Niektóre mrówki żyją w symbiozie z mszycami. Przypomina to swoistą hodowlę. Mrówki dostarczają mszycom pokarm. W zamian mogą je "doić", tzn. zbierać wydzielinę z odwłoków mszyc. Służy ona mrówkom za pokarm. Taki układ opłaca się obu stronom. Mrówki mają źródło pożywienia. Mszyce nie muszą się martwić ani o zdobycie pokarmu, ani o swoich naturalnych wrogów, ponieważ są bronione przez swoich "hodowców". Jeśli ktoś zastanawia się po co mrówki dają jedzenie mszycom, zamiast same się nim karmić, to spieszę wyjaśnić, że wydzielina mszyc zawiera dodatkowe składniki, których w pierwotnym pokarmie nie ma.

27 maja 2008

Michał Heller i Nagroda Templetona

Ostatnio mieliśmy okazję usłyszeć o nagrodzie Templetona, a to za sprawą księdza Michała Hellera, pierwszego Polaka w historii, który został jej laureatem. Jest to nagroda pieniężna, przyznawana osobom, których badania łączą naukę z religią. Są to niemałe pieniądze - wysokość nagrody przewyższa nagrodę Nobla.

Portal Onet ogłosił wiadomość o uhonorowaniu ks. Hellera w artykule szumnie zatytułowanym "Cios dla ideologów ateizmu". Cytowane są słowa jednej z irlandzkich gazet: "Nagroda dla Hellera uwypukla znaczenie wspólnych zabiegów naukowców i teologów w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania o początek i sens wszechświata. Dlatego nie spodoba się ideologom ateizmu takim jak prof. Richard Dawkins i akademikom myślącym tak jak on". Jak donosi Onet, rada miasta Tarnowa (miejsce urodzenia laureata) ma zamiar przyznać ks. Hellerowi honorowe obywatelstwo miasta: "W uzasadnieniu uchwały radni podkreślili wybitne zasługi ks. prof. Hellera »w aktywnym poszerzaniu horyzontów nauki w dziedzinach filozofii i teologii, niekwestionowane osiągnięcia w budowaniu relacji między naukami przyrodniczymi a chrześcijańską tradycją intelektualną; pracę na rzecz wzbogacenia światowego dorobku naukowego z zakresu fizyki, filozofii, kosmologii i teologii; systematyczne dążenie do odkrywania prawdy; postawę kreatywnego naukowca i refleksyjnego duszpasterza«".

Przyznam, że odczuwam sporą konsternację. Cała sprawa z pewnością by mnie rozśmieszyła, gdyby nie to, że ludzie piszą takie rzeczy na poważnie. Już samo twierdzenie, że "nagroda dla Hellera nie spodoba się ideologom ateizmu" jest bardzo mylące. Sugeruje ono, jakoby tegoroczna nagroda była czymś niezwykłym w porównaniu do wcześniejszych lat. Tak bynajmniej nie jest, a jej regularne przyznawanie nie jest żadnym ciosem dla "ideologów ateizmu". Prawda jest taka, że większość świata naukowego nie traktuje tej nagrody poważnie. Krąży powiedzenie, że jest ona przyznawana tym naukowcom, którzy zdecydują się powiedzieć coś dobrego o religii.

Śmieszne wydaje mi się mówienie o "budowaniu relacji między naukami przyrodniczymi a chrześcijańską tradycją intelektualną". Co to jest "chrześcijańska tradycja intelektualna"? Kilkaset lat życia w przekonaniu, że Słońce kręci się wokół Ziemi i prześladowanie tych, którzy twierdzili inaczej? A może uparte bronienie poglądu, że świat został stworzony w 7 dni? Biorąc pod uwagę fakt, że nauki przyrodnicze stoją w całkowitej sprzeczności z religią, to stworzenie pomiędzy nimi pomostu należy uznać za zajęcie niewykonalne. No bo jak można pogodzić ze sobą teorię ewolucji i mitologię biblijną?

Zastanawiam się też, jak można wzbogacać naukowy dorobek teologii? Teologia nie opiera się na żadnych faktach. Rozważania na temat relacji człowieka z istotą, której istnienie nie zostało w żaden sposób potwierdzone (nie ma nawet obiektywnych przesłanek, by podejrzewać, że taka istota w ogóle istnieje) uważam za bezsensowne. To trochę tak, jak by mówić o dorobku naukowym wróżenia z fusów. Można by w tym miejscu zarzucić, że o filozofii również można powiedzieć, że opiera się tylko i wyłącznie na jałowych rozważaniach i nie wnosi nic istotnego do naszego postrzegania świata. Trzeba jednak zauważyć, że filozofia połączona z psychologią, naukami społecznymi czy przyrodniczymi - a więc podparta faktami z innych dziedzin nauki - przyczynia się do budowania postępu i zwiększenia naszego zrozumienia świata. O filozofii w kontekście nauki będę jeszcze na blogu pisał.

Nie chcę zostać w tym momencie źle zrozumiany. Przyznam, że z braku czasu nie zapoznałem się jeszcze z żadną pracą ks. Hellera i nie chcę negować jego ewentualnych naukowych osiągnięć. Nie twierdzę bynajmniej, że osoba duchowna nie może mieć wkładu w rozwój nauki. Taki pogląd byłby niepoważny. Można zresztą wskazać wielu duchownych, którzy istotnie przyczynili się do rozwóju nauki (chociażby Mendel). Sprzeciwiam się jednak stanowczo próbie zrównywania teologii z prawdziwymi naukami takimi jak biologia, fizyka czy chemia.

Swoją drogą ciekawe co z podatkiem od nagrody, który wynosi 40% jej wysokości. Mógłby on zostać anulowany odpowiednim rozporządzeniem Ministra Finansów, jeśli uznałby on, że leży to w interesie społecznym. Za rządów PiSu sprawa byłaby przesądzona. Ciekawe co zrobi rząd Platformy.

26 maja 2008

Rzecz o mrówkach, czyli czemu lepiej mieć siostrę niż brata

W dzisiejszym odcinku na warsztat pójdą mrówki. Te małe społeczne owady są pod wieloma względami niezwykłe. Ostatnio ich hodowanie w domu zyskało nawet pewną popularność. Nie mam tu na myśli niechcianego gniazda gdzieś za szafką, lecz celową hodowlę w specjalnie przeznaczonym do tego celu formicarium. Doczekaliśmy się też w polskim internecie serwisów traktujących o myrmekologii (to fachowa nazwa nauki zajmującej się badaniem mrówek): http://www.formicopedia.org/ i http://www.antmania.pl/. Przyznam, że od pewnego czasu sam noszę się z pomysłem założenia własnej hodowli. Nie jest to zajęcie kosztowne - najprostsze formicarium można zbudować już za kilka złotych, a i jedzenia nie potrzeba dla mrówek dużo. Czasowo też nie powinno być to zajmujące - mrówkom trzeba poświęcić kilka minut dziennie. Oczywiście mając taką hodowlę na pewno spędza się znaczna ilość czasu na jej obserwacji. To jest zresztą powód, dla którego warto moim zdaniem zainteresować się mrówkami jako pupilami domowymi.

Mrówki, a także inne owady społeczne, jak osy czy pszczoły, są bardzo ciekawe także z genetycznego punktu widzenia. Otóż będąc mrówką lepiej jest mieć siostry, niż braci czy nawet matkę. Jak to możliwe? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Na początek krótka powtórka z genetyki. Każdy z nas - bez względu na płeć - posiada 23 pary chromosomów, czyli łącznie 46. W każdej parze jeden chromosom pochodzi od matki, a drugi od ojca. Oznacza to, że dokładnie 50% naszych genów dostaliśmy od matki, a dokładnie drugie 50% od ojca. Potraktujmy te procenty jako pewien współczynnik spokrewnienia i rozważmy jak wygląda on z punktu widzenia rodzica. Otóż każde dziecko posiada dokładnie połowę genów swojego rodzica, przy czym są to geny wybrane losowo. Tak więc każdy gen rodzica ma 50% szans na znalezienie się w ciele dziecka, a zatem pokrewieństwo pomiędzy rodzicem, a dzieckiem jest takie samo jak pomiędzy dzieckiem, a rodzicem (co wcale nie musi być takie oczywiste, o czym przekonacie się za chwilę). A jak mają się relacje pokrewieństwa genowego pomiędzy rodzeństwem? Każdemu z potomstwa matka przekazuje 50% swoich genów, wybranych losowo. Oznacza to, że u dwójki rodzeństwa statystycznie rzecz biorąc średnio 50% genów pochodzących od matki będzie takie samo, co daje 25% w przeliczeniu na ogólną liczbę genów. Analogicznie z genami pochodzącymi od ojca. Tak więc pokrewieństwo miedzy rodzeństwem z punktu widzenia genetycznego wynosi 50% takich samych genów, przy czym tutaj jest to wartość średnia, a nie dokładna (pomijam szczególny przypadek bliźniaków).

No dobrze, to było nudne i nieciekawe. Przejdźmy teraz do tego czym mrówki tak się wyróżniają. Otóż u mrówek królowa składa jaja z których wylęgają się bezpłodne robotnice, albo płodne samce. Samice rozwijają się z jaj zapłodnionych, czyli posiadają geny zarówno od ojca jak i od matki. Samce z kolei powstają z jaj niezapłodnionych, co oznacza, że samiec posiada tylko jeden zestaw chromosomów pochodzący od matki. Spójrzmy teraz jak poważne konsekwencje niesie ze sobą ten na pozór banalny fakt.

Najpierw rozpatrzmy stopień pokrewieństwa z punktu widzenia królowej. Każdemu jaju przekazuje ona dokładnie 50% swoich genów (wybranych losowo). Oznacza to, że każdy gen królowej ma 50% szans na znalezienie się w ciele każdego syna i dokładnie tyle samo szans na znalezienie się w ciele każdej z licznych córek. Zatem z punktu widzenia królowej posiadanie córek jest tak samo korzystne, jak posiadanie synów. Czyli nic specjalnego. Sytuacja zmieni się jednak, gdy rozpatrzymy pokrewieństwo genowe z punktu widzenia robotnic. Przypomnę, że robotnica ma geny od matki i od ojca. Geny pochodzące od ojca są takie same u wszystkich robotnic. Wynika to z faktu, że samce mają tylko jeden zestaw chromosomów, a tym samym wszystkie ich plemniki niosą ten sam materiał genetyczny. Nie zachodzi tutaj "losowanie" genów - fachowo zwane "crossing over" - tak jak u człowieka. Czyli już na początku robotnice mają 50% identycznych genów od ojca. Do tego dostają jeszcze połowę losowo wybranych genów swojej matki. Za statystycznego punktu widzenia oznacza to, że jeśli weźmiemy pod uwagę geny pochodzące od matki u dwóch dowolnych robotnic, to połowa tych genów będzie identyczna. Podsumowując, otrzymamy że robotnice mają 50% identycznych genów od ojca i około 25% identycznych genów otrzymanych od matki, co oznacza, że dwie robotnice mają około 75% identycznych genów (często nazywa się to "spokrewnieniem 3/4"). W rezultacie pokrewieństwo między siostrami jest większe, niż pomiędzy córkami, a matką! Teraz przyjrzyjmy się samcom. Z punktu widzenia samca jest on spokrewniony w 50% zarówno z innym samcem, z własną matką jak i z robotnicą. Z punktu widzenia robotnicy jej pokrewieństwo z samcem wynosi tylko 25%. Składają się na nie jedynie geny przekazane od matki.

To jednak nie koniec rewelacji. Powyższe obliczenia pokazują, że z punktu widzenia robotnicy, największe pokrewieństwo genetyczne wykazują inne robotnice, w dalszej kolejności matka, a na końcu samce. Spójrzmy na sprawę z punktu widzenia przetrwania genów (czyli teoria samolubnego genu). Otóż gen ma maksymalizować swoje własne szanse na przetrwanie. Doszliśmy jednak do pewnego konfliktu interesów, ponieważ strategia najkorzystniejsza dla genu będzie inna, gdy znajdzie się on w ciele robotnicy (której bardziej opłaca się mieć siostry niż braci), a inna gdy znajdzie się w ciele królowej (której opłaca się mieć tyle samo synów co córek). Kto więc zwycięża w tym konflikcie? Obserwacje wyraźnie sugerują, że robotnice, ponieważ proporcja płci jest przesunięta na korzyść samic. Czy oznacza to, że robotnice po prostu wykorzystują swoją matkę jako fabrykę sióstr? Dotarłem do kilku teorii próbujących odpowiedzieć na to pytanie. Nie zdążyłem się jeszcze z nimi wystarczająco dobrze zapoznać, dlatego też chwilowo pozwolę sobie zostawić tą kwestię otwartą. Do tematu jeszcze powrócę. Na koniec kilka zdjęć.


Richard Dawkins

Jak już zapowiedziałem, postać Richarda Dawkinsa będzie się co jakiś czas pojawiać na blogu. Dlatego też na początku chciałbym pokrótce przybliżyć jego osobę.

Dawkins jest obecnie jednym z najbardziej znanych na świecie naukowców. Zawodowo zajmuje się szeroko pojętą zoologią (w tym etologią i ewolucjonizmem). Pracuje na Uniwersytecie Oksfordzkim, choć zbliża się już do wieku emerytalnego. W przeszłości wykładał w Berkeley (Uniwersytet Kalifornijski). Trzy rzeczy przyniosły sławę Dawkinsowi.
  1. Bogaty dorobek naukowy, w szczególności wkład w rozwój teorii ewolucji. Dawkins wsławił się najbardziej trzema koncepcjami:
    • teoria doboru genowego, zaprezentowana w książce "Samolubny gen" (zwana często "teorią samolubnych genów"). Dawkins pokazał, że dobór naturalny nie działa na poziomie pojedynczych osobników (tak jak sądził Darwin oraz większość biologów po nim) czy też grup albo gatunków (jak sadzili niektórzy), lecz na poziomie genów.
    • teoria rozszerzonego fenotypu, zaprezentowana w książce "Fenotyp rozszerzony". Mówi ona, że geny organizmu oddziałują nie tylko na ten organizm, ale także na jego otoczenie (w tym inne organizmy). Centralny Teoremat Fenotypu Rozszerzonego brzmi: "Zachowanie zwierzęcia ma na celu zwiększenie szans przetrwania genów, które to zachowanie spowodowało, niezależnie od tego czy te geny należą do tego zwierzęcia czy nie."
    • pojęcie memów, wprowadzone w książce "Samolubny gen". Mem jest jednostką ewolucji kulturowej, tak samo jak gen jest jednostką ewolucji biologicznej. Przykładowym memem może być znane z reklam telewizyjnych "kopytko" :) Sam Dawkins wprowadził pojęcie memu jedynie w celu pomocniczym, jednak uzyskało ono dużą popularność (można powiedzieć, że okazało się dobrym memem) i dało początek nowej dziedzinie badań: memetyce (waham się jeszcze przed określaniem jej jako dziedziny nauki).
  2. Dawkins jest aktywnym popularyzatorem nauki. Napisał wiele książek, które dzięki klarownemu językowi są w pełni przystępne dla bardzo szerokiej publiczności. Jest założycielem The Richard Dawkins Foundation - fundacji mającej na celu promocję nauki. Na swojej stronie internetowej, a także na stronie fundacji, publikuje wywiady i dyskusje prowadzone ze znanymi naukowcami, w których porusza zagadnienia związane z nauką oraz religią.
  3. Jest ateistą, aktywnie zaangażowanym w walkę z przesądami, wiarą we wszelkie moce nadprzyrodzone itp. Z racji bezpardonowej walki (oczywiście na argumenty) w obronie ewolucji bywa nazywany "rottweilerem Darwina" :)
Tak by to w skrócie wyglądało. Przedstawianie tutaj pełnej biografii nie ma sensu, ponieważ można znaleźć ją na Wikipedii. Myślę, że każdy z powyższych punktów doczeka się w swoim czasie rozwinięcia. Tych, którzy chcą dowiedzieć się więcej o Dawkinsie już teraz zachęcam do odwiedzenia stron http://www.richarddawkinsfoundation.org/ oraz http://www.richarddawkins.net/. W szczególności polecam obejrzenie dyskusji z Lawrence'm Krauss'em (na stronie domowej) oraz wykładów z Galapagos (na stronie fundacji).

25 maja 2008

Manifest

Uznałem, że pierwszy wpis powinien być pewnym wyjaśnieniem dla czytelników, jak również manifestem celu istnienia bloga. Jestem osobą, która interesuje się nauką, a w szczególności biologią ewolucyjną. Zainteresowanie to nie pokrywa się w żaden sposób z moim wykształceniem. Z tego powodu już na początku pragnę zaznaczyć, że praktycznie całą moją wiedzę z tego zakresu czerpię z książek ukazujących się na rynku oraz internetu, nie zaś z własnych badań. Pragnę więc poświęcić ten blog przeglądowi zagadnień związanych z biologią, a także dostępnej na polskim rynku literatury popularnonaukowej.

Ponieważ dostrzegam wyraźny konflikt pomiędzy nauką, a religią, pragnę się również skupić na tym zagadnieniu. Postaram się pisać ciekawie na temat relacji pomiędzy tymi dwoma dziedzinami. Nie będę tutaj ukrywał, że mój punkt widzenia będzie stronniczy, ponieważ jestem człowiekiem rozumu i zdecydowanie odrzucam religię, opowiadając się za wyjaśnieniami naukowymi.

Tak skromnie zarysowany zarys postaram się rozbudować do jak najciekawszej postaci. Liczę, że już w niedalekiej przyszłości każdy interesujący się nauką znajdzie tu sporo ciekawych informacji dla siebie.

Na sam koniec należy się wyjaśnienie dotyczące nazwy. Jest to nawiązanie do książki Richarda Dawkinsa "Rozplatanie tęczy". Ten pan z pewnością będzie bohaterem wielu wpisów, a i samą książkę również zaprezentuję.