<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148</id><updated>2012-01-05T09:20:59.302+01:00</updated><category term='owady społeczne'/><category term='religia'/><category term='ewolucja'/><category term='książki'/><category term='znani naukowcy'/><category term='biologia'/><category term='kosmos'/><category term='filmy'/><category term='genetyka'/><title type='text'>Rozplatając Tęczę</title><subtitle type='html'>O nauce słów kilka</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>113</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-2080841587076094001</id><published>2011-05-23T20:06:00.007+02:00</published><updated>2011-05-23T20:51:37.516+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><title type='text'>Co nauka może powiedzieć o moralności? Dyskusja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Znalazłem ostatnio na Atheist Movies dyskusję pomiędzy Samem Harrisem i Richardem Dawkinsem zatytułowaną "Who Says Science has Nothing to Say About Morality?". Sam Harris jest znanym w Stanach propagatorem ateizmu i sekularyzmu. W Polsce może być nieco mniej znany bo, co ciekawe, nie doczekaliśmy się wydania żadnej z jego książek: The End of Faith, Letter to a Christian Nation i The Moral Landscape. Tematyka tej ostatniej jest tematem opisywanej dyskusji, choć słowo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dyskusja&lt;/span&gt; nie wydaje mi się tutaj do końca trafione, bo przez 90% czasu mówi Harris. Przez pierwsze trzydzieści minut nagrania, trwającego sumarycznie godzinę i 17 minut, prowadzi zwykły wykład.  Następnie zasiada do rozmowy z Dawkinsem, przy czym Dawkins ogranicza się głównie do zadawania Harrisowi pytań na temat jego poglądów. Końcówka to pytania publiczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-YoxtHwTLgYM/TdqraiLRlUI/AAAAAAAAAeU/AypVWUE7kiI/s1600/harris_dawkins_dyskusja.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 225px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-YoxtHwTLgYM/TdqraiLRlUI/AAAAAAAAAeU/AypVWUE7kiI/s400/harris_dawkins_dyskusja.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609984758182417730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;O czym jest dyskusja łatwo wywnioskować z jej tytułu - o relacji pomiędzy moralnością a nauką. Harris argumentuje, że nauka ma pełne prawo wypowiadać się o moralności i ludzkim szczęściu, gdyż są to wartości obiektywne. Ich odczuwanie wynika zarówno ze stanów otoczenia, a te jak najbardziej dają się mierzyć (podobnie zresztą jak aktywność naszego mózgu, choć jeszcze nie zawsze potrafimy ją dokładnie zinterpretować). Harris odrzuca stwierdzenie, że nauka może jedynie opisywać to co jest, a nie może się wypowiadać w kwestii tego jak powinno być. Przekonuje również, dlaczego religia nie jest obecnie najlepszym wyznacznikiem moralności (odrzucając jeszcze przy okazji relatywizm kulturowy) i dlaczego nauka może zaoferować lepsze odpowiedzi. Dyskusja jest z założenia mocno filozoficzna, nie dziwi więc że Harris porusza kwestię dobra i zła czy szczęścia - zarówno jednostkowego jak i społecznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to w skrócie wygląda. Całości nie będę streszczał, ale zachęcę do obejrzenia jeśli macie akurat wolny wieczór. Na zachętę krótki cytat Harrisa:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;I just want to suggest to you: just as we don't have Christian physics - though the Christians invented physics - and we don't have Muslim algebra - though the Muslims invented algebra - we, at some point, will not have Christian and Muslim morality. The truth has to float free from these provential ideas.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Całość można obejrzeć bez ściągania &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Mm2Jrr0tRXk"&gt;na YouTube&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-2080841587076094001?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/2080841587076094001/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2011/05/co-nauka-moze-powiedziec-o-moralnosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2080841587076094001'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2080841587076094001'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2011/05/co-nauka-moze-powiedziec-o-moralnosci.html' title='Co nauka może powiedzieć o moralności? Dyskusja'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-YoxtHwTLgYM/TdqraiLRlUI/AAAAAAAAAeU/AypVWUE7kiI/s72-c/harris_dawkins_dyskusja.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4871192552509041982</id><published>2011-02-18T15:43:00.002+01:00</published><updated>2011-02-18T16:12:37.808+01:00</updated><title type='text'>Pocztówka z Debreczyna</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W ostatnich miesiącach moja aktywność na blogu zanikła. Niestety znaczną część czasu pochłaniają mi prace nad doktoratem - nie starcza mi go już zbytnio na czytanie książek, a tym bardziej na pisanie o nich. Na szczęście mam dwa tygodnie urlopu i tym samym chwilę żeby coś napisać. Jestem właśnie w Debreczynie, drugim co do wielkości mieście Węgier. Według spisu z 2001 roku 24,8% mieszkańców deklaruje ateizm. Ta proporcja raczej nie utrzymuje się na całych Węgrzech (prędzej w Czechach), a wynikać może z tego, że na na 200 tys. mieszkańców Debreczyna, podobno aż 40 tys. to studenci debreczyńskiego uniwersytetu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza zwiedzaniem zabytków odwiedziłem również kilka węgierskich księgarni. Muszę przyznać, że zazdroszczę Węgrom rynku wydawniczego. Bardzo dużo książek wydawanych jest w twardej oprawie - nie powiem, żeby zdecydowana większość, ale na pewno o wiele wiele więcej niż u nas. Zazdroszczę również kilku konkretnych pozycji dostępnych na rynku: "The Ancestor's Tale" i "A Devil's Chaplain" Richarda Dawkinsa (obie oczywiście w twardej oprawie i jeszcze z obwolutami, aczkolwiek pierwsza pozycja kosztuje w przeliczeniu na złotówki 150 PLN) oraz "Darwin's Dangerous Idea" Dennetta. Jest jeszcze kilka książek Jane Goodall a także sporo pozycji dostępnych również u nas (w oczy rzuciły mi się książki Feynmana).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To skłania mnie, żeby w końcu napisać o pewnej niepokojącej tendencji w polskich księgarniach, którą zauważyłem już ponad rok temu. Pisząc "księgarnie" mam tutaj konkretnie na Empik i Matras - dwie największe sieci księgarń w kraju. Otóż zaobserwowałem, że ilość oferowanej literatury popularnonaukowej znacząco spada. Co gorsza, na jednych półkach ustawiane są obok siebie tytuły popularnonaukowe jak i książki z zakresu szeroko rozumianej ezoteryki. Początkowo zdawało się to dotyczyć tylko Matrasów, ale obecnie tendencja ta ogarnęła również Empiki - próba odnalezienia nowości wydawniczych z "czarnej serii" Prószyńskiego wymagała przebicia się przez książki o aniołach, apokalipsie 2012 roku (mam podejrzenie, że autorom tych książek nie chodzi o mistrzostwa Euro) i tym podobnych. Budzi to we mnie sporą irytację połączoną z obawą, że jest to wynik prostego prawa rynkowego: podaży wynikającej z popytu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec pozostaje mi pochwalić się, że z Węgier wracam z bardzo miłą pamiątką - angielskim wydaniem "O powstawaniu gatunków", kupionym za bardzo przyzwoite pieniądze na kiermaszu książek w gmachu uniwersytetu. Tekst oparty na pierwszym wydaniu. Czytałem wyrywkowo fragmenty i muszę przyznać, że jestem zaskoczony łatwością z jaką czyta się książkę. Mam nadzieję, że uda się jakoś wygospodarować czas na przeczytanie całości.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4871192552509041982?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4871192552509041982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2011/02/pocztowka-z-debreczyna.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4871192552509041982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4871192552509041982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2011/02/pocztowka-z-debreczyna.html' title='Pocztówka z Debreczyna'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8588233434231138185</id><published>2010-05-17T19:18:00.002+02:00</published><updated>2010-05-17T19:21:12.250+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Nowości wydawnicze</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydawnictwo Czarna Owca wypuściło na rynek pozycję pt. &lt;a href="http://www.czarnaowca.pl/inf.php?id=nr520"&gt;"Niezbędnik ateisty"&lt;/a&gt;. Przejrzałem wstępnie w Empiku - chyba trzeba będzie ją kupić.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8588233434231138185?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8588233434231138185/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/05/nowosci-wydawnicze.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8588233434231138185'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8588233434231138185'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/05/nowosci-wydawnicze.html' title='Nowości wydawnicze'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-1192401964133205728</id><published>2010-04-29T13:23:00.006+02:00</published><updated>2010-04-29T13:27:30.125+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kosmos'/><title type='text'>Roger Penrose - wykłady w Polsce</title><content type='html'>Podaję za stroną &lt;a href="http://www.ptm.org.pl/news/44979/"&gt;Polskiego Towarzystwa Matematycznego&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Rektor Uniwersytetu Łódzkiego zaprasza na&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy wykład rektorski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pt. Aeons before the Big Bang&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;który wygłosi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;sir Roger Penrose&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;emerytowany profesor University of Oxford.  Wykład rozpocznie się 19 maja 2010 roku o godz. 13:00w Auli Czerwonej Wydziału Prawa i Administracji UŁ w Łodzi przy ul. Kopcińskiego 8/12&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyklad pod tym samym tytułem R. Penrose wygłosi 21 maja 2010 r. na Uniwersytecie Warszawskim. Wiecej informacji pod adresem: &lt;a href="http://www.fuw.edu.pl/aktualnosci-all/items/news0811.html"&gt;http://www.fuw.edu.pl/aktualnosci-all/items/news0811.html&lt;/a&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze streszczenie wykładu:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Abstract: There is much impressive observational evidence, mainly from  the cosmic microwave background (CMB), for an enormously hot and dense  early stage of the universe referred to as the Big Bang. Observations of  the CMB are now very detailed, but this very detail presents new  puzzles of various kinds, one of the most blatant being an apparent  paradox in relation to the second law of thermodynamics. The hypothesis  of inflationary cosmology has long been argued to explain away some of  these puzzles, but it does not resolve some key issues, including that raised by the second law. In  this talk, I describe a quite different proposal, which posits a  succession of universe aeons prior to our own. The expansion of the  universe never reverses in this scheme, but the space-time geometry is  nevertheless made consistent through a novel geometrical conception.  Some very recent analysis of the CMB data, obtained from the WMAP  satellite, will be described, this having a profound but tantalizing  bearing on these issues.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-1192401964133205728?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/1192401964133205728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/04/roger-penrose-wykady-w-polsce.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1192401964133205728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1192401964133205728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/04/roger-penrose-wykady-w-polsce.html' title='Roger Penrose - wykłady w Polsce'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4551305558429533299</id><published>2010-02-13T21:10:00.069+01:00</published><updated>2010-02-13T23:20:36.822+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>O ewolucji języka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S3chhh7gMzI/AAAAAAAAAcg/VSmtZKAZvuc/s1600-h/pchly_plotki.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 133px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S3chhh7gMzI/AAAAAAAAAcg/VSmtZKAZvuc/s200/pchly_plotki.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5437851935000507186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Znowu popełniłem błąd! Jakiś czas temu dotyczył on &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/nasza-wewnetrzna-menazeria-neil-shubin.html"&gt;"Naszej wewnętrznej menażerii"&lt;/a&gt;. Tym razem konsekwentnie omijałem w księgarni książkę Robina Dunbara pt. &lt;a href="http://www.czarnaowca.pl/inf.php?id=nr488"&gt;"Pchły, plotki a ewolucja języka"&lt;/a&gt; (nie wiem skąd te pchły w tytule - w oryginale jest "grooming", czyli iskanie). Owszem, przejrzałem ją kilkukrotnie i uznałem nawet za potencjalnie ciekawą. Niestety, muszę się przyznać, że przy kupnie książek w dużej mierze kieruję się osobą autorem. Jeśli go nie znam, to maleją szanse na kupno książki. Usprawiedliwiam się tym, że muszę stosować jakieś kryterium przesiewania literatury dostępnej na rynku (no i tym, że na przeczytanie czeka u mnie aktualnie ok. 20 książek). Książkę Dunbara w końcu jednak kupiłem - nie mogłem się oprzeć 30% obniżce ceny w likwidowanym właśnie salonie Matrasu. No i teraz jest mi wstyd, że nie kupiłem jej wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Robin_Dunbar"&gt;Robin Dunbar&lt;/a&gt; urodził się w 1947 roku. Ma więc już za sobą długą karierę akademicką oraz liczne osiągnięcia naukowe na koncie. Jak łatwo się domyślić z tytułu książki, Dunbar jest biologiem ewolucyjnym, specjalizującym się w ewolucji naczelnych. Znany jest z wyznaczenia tzw. &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Dunbar%27s_number"&gt;liczby Dunbara&lt;/a&gt;, określającej ilość osób, które są w stanie utrzymać stabilne relacje towarzyskie pomiędzy sobą nawzajem (kwestia ta jest dokładnie omówiona w książce).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł książki jest trochę mylący. Nie chodzi już nawet o te "pchły" zamiast "iskania", ale o to, że książka jest nie tylko o ewolucji języka. Właściwie to kwestia ewolucji języka jest omawiana gdzieś dopiero w połowie książki i stanowi poniekąd zwieńczenie całego wywodu. Więc o czym jest na początku? W "Pchły, plotki a ewolucja języka" Dunbar przedstawia ewolucję zachowań społecznych u naczelnych. Ze szczegółami relacjonuje liczne badania nad zachowaniami współcześnie żyjących małp Nowego i Starego Świata. Analizuje relacje pomiędzy ich zwyczajami społecznymi a budową mózgu. Na podstawie tej analizy stawia tezę: iskanie służy u naczelnych zawiązywaniu sojuszy, a czas poświęcany na iskanie jest tym dłuższy im większe są grupy społeczne danego gatunku. No i tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Otóż zwierzęta łączą się w grupy w celu minimalizacji zagrożenia drapieżników w trakcie poszukiwaniu pokarmu. Oczywiście im większa grupa tym więcej pożywienia potrzeba na jej wyżywienie, a więc należy przeszukiwać większe terytorium, co z kolei zwiększa szansę natknięcia się na drapieżnika. Ponadto, im większa grupa, tym większy mózg jest potrzebny do utrzymania relacji społecznych, a mózg pochłania bardzo dużo energii. Zagrożenie ze strony drapieżników można też minimalizować zwiększając rozmiary ciała, ale to również powoduje zwiększenie zapotrzebowania energetycznego (znowu potrzeba przeszukiwać większe terytorium). Jest to typowy ewolucyjny problem utrzymywania balansu pomiędzy zyskami i stratami. No i bardzo istotnym problemem staje się utrzymanie spójności coraz większych grup. Jak już powiedziałem, tą rolę spełnia iskanie, jednak w miarę zwiększania grupy potrzeba na nie coraz więcej czasu. Właściwie to w pewnym momencie potrzeba na nie tak dużo czasu, że zabraknie go na poszukiwanie pożywienia. Pojawia się więc problem: jak dalej zwiększać liczebność grupy? Dunbar sugeruje odpowiedź: język. Według niego potrzeba zwiększania rozmiaru grupy pełniła rolę presji selekcyjnej ku ewolucji języka, który zastąpił iskanie. W celu potwierdzenia swojej hipotezy Dunbar analizuje zarówno dane kopalne jak i... bada tematykę rozmów pomiędzy współcześnie żyjącymi ludźmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co napisałem powyżej, to tylko przedsmak tego, co oferuje książka. A do zaoferowania ma naprawdę dużo. Pierwsze i najważniejsze: Dunbar przytacza gigantyczną ilość relacji i wyników badań naukowych, ale książka nie jest suchym wywodem, który autor wlewa do głowy czytelnika. O nie! Tutaj trzeba włączyć się w tok myślowy autora i podążać za nim całą swoją uwagą, jak przy najlepszych książkach Dawkinsa. Inaczej niewiele wyniesie się z lektury. Dunbar pozwala też sobie na bardzo ciekawe dygresje, które stanowią uzupełnienie głównego wywodu myślowego (szczególnie zaciekawiły mnie informacje o zespole Aspergera i autyzmie). Ponadto stwierdzam, że książka świetnie uzupełnia się z &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/trzeci-szympans.html"&gt;"Trzecim szympansem"&lt;/a&gt;, gdzie temat rozprzestrzeniania się języków i ich ewolucji został bardzo obszernie potraktowany. O ile jednak Diamond starał się odpowiedzieć na pytanie "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;jak&lt;/span&gt; zachodziły zmiany języków i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jak&lt;/span&gt; języki się rozprzestrzeniały?", to Dunbar stawia sobie raczej za cel pytanie "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;dlaczego&lt;/span&gt; język powstał i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dlaczego&lt;/span&gt; się zmienia?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wady książki? Właściwie brak, ale na siłę coś znajdę. Pierwsza to fakt, że książka ma już swoje lata (napisana w 1997). To sprawia, że na pewno na część pytań udało się już znaleźć odpowiedź. No i z pewnością pojawiło się wiele nowych wyników badań. Przyczepię się też, że w niektórych miejscach nie czuję się przekonany przez Dunbara. To znaczy autor w wielu miejscach pisze otwarcie, że to co mówi jest hipotezą. Przytacza oczywiście liczne dowody na jej poparcie, zastrzegając jednak, że może być w błędzie. W kilku miejscach jednak takich zastrzeżeń nie ma, a ja mam wrażenie, że to co napisał jest nie do końca potwierdzone. Od razu powiem, że dotyczyło to raptem kilku, raczej drugorzędnych, stwierdzeń w całej książce, a ja po prostu jestem chyba trochę wyczulony wiedząc, że będę potem recenzował książkę. Ponadto, w polskim wydaniu kilka razy ukłuło mnie w oczy tłumaczenie: "dobór seksualny" zamiast "doboru płciowego" (ang. sexual selection) oraz "dobór przez pokrewieństwo" zamiast "doboru krewniaczego" (ang. kin selection). No ale to już ekstremalne czepialstwo z mojej strony (zresztą może to ja się nie znam i tak właśnie powinno to być przetłumaczone?). Tak naprawdę tłumaczenie jest dobre i nie można mieć do niego żadnych poważnych zastrzeżeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka trafiła do rąk polskich czytelników dzięki wydawnictwu Czarna Owca w 2009 roku, powinna więc być bez problemu dostępna w ksiegarniach. Liczy sobie 270 stron, przy dosyć niewielkim formacie (a więc jest stosunkowo krótka). Cena: 34,90. Uczciwa, biorąc pod uwagę zawartość merytoryczną książki. Gorąco polecam. Zgaduję, że warto byłoby zainteresować się innymi tytułami tego autora. Na polskim rynku wydano jeszcze jedną książkę Dunbara pt. "Kłopoty z nauką". Ponieważ było to w 1996, więc oczywiście jedynym ratunkiem jest Allegro i antykwariaty.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4551305558429533299?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4551305558429533299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/o-ewolucji-jezyka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4551305558429533299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4551305558429533299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/o-ewolucji-jezyka.html' title='O ewolucji języka'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S3chhh7gMzI/AAAAAAAAAcg/VSmtZKAZvuc/s72-c/pchly_plotki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-662768908245877964</id><published>2010-02-12T20:16:00.031+01:00</published><updated>2010-02-12T21:34:21.454+01:00</updated><title type='text'>Dzień Darwina</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś Dzień Darwina, czyli 201. rocznica urodzin wielkiego uczonego. Pierwszym i najbardziej oczywistym sposobem na uczczenia tego dnia jest kupno nowej książki Dawkinsa, która już dostępna jest w Empikach. Przejrzałem ją dzisiaj i muszę powiedzieć, że polskie wydanie robi naprawdę niesamowite wrażenie. Po pierwsze jest to wielka cegła. Po drugie błyszcząca na srebrno obwoluta bardzo przyciąga wzrok. No i do tego kolorowe zdjęcia. Jak do tej pory jest to najlepiej wydana książka CiS. Dobre wrażenie psuje nieznacznie duży rozmiar czcionki, a co za tym idzie niewielka ilość tekstu na stronę. Cieszy mnie bardzo, że CiS zdecydowało się na takie 'widowiskowe' wydanie, ale obiektywnie patrząc nic nie stało na przeszkodzie, żeby wydać książkę tak samo jak "Boga urojonego". Podejrzewam, że gdyby tak postąpić, to "Największe widowisko świata" okazałoby się książką krótszą od "Boga urojonego". No i cena - 70 PLN. Ja kupię, ale boję się, że część osób może zrezygnować. Zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej, gdyby wydawnictwo zdecydowało się wypuścić dwie wersje: ekskluzywną (dla tych którzy chcą się zachwycać pięknym wydaniem) oraz ekonomiczną (dla tych którzy chcą tylko przeczytać książkę). Tak wyglądają pierwsze wrażenia. Nie posiadam jeszcze swojego egzemplarza. Czekam, aż pojawi się w Matrasie - aktualnie wszystkie Matrasy w Łodzi oferują 25% zniżki, więc jest okazja sporo zaoszczędzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uczciłem za to Dzień Darwina składając apostazję. O dziwo formalności w parafii poszły gładko - bez prób odwiedzenia mnie od mojej decyzji, grożenia konsekwencjami itp. Aż mi się to podejrzane wydaje. Po podpisaniu papierków dałem się wciągnąć księdzu w rozmowę. Już od jakichś dziesięciu lat nie rozmawiałem z żadnym księdzem. Całkowicie zdążyłem zapomnieć, jak bardzo ci ludzie mają wyprany mózg. Jestem naprawdę przerażony. Ksiądz, z którym rozmawiałem, nie odbiegał niczym od standardów wyznaczanych przez sekty. Klapki na oczach, woda z mózgu. Nasłuchałem się, że masoneria to siła szatana, która kieruje ataki przeciwko chrześcijanom. Potem ksiądz zszedł na temat komunizmu i zaczął mówić o tym, jak to za komunizmu Kościół Katolicki był zwalczany, a inne wyznania mogły robić co chciały. Zapytałem go o akcję Wisła, kiedy to Rzeczpospolita dokonała czystki etnicznej w oparciu o wyznanie: wysiedlono ludność wyznania prawosławnego i grecko-katolickiego, a cerkwie przekształcono w kościoły rzymskokatolickie. Ksiądz był całkowicie zaskoczony, że coś takiego w ogóle miało miejsce. Powiedziałem, że i owszem coś takiego zaszło oraz, że niektórym udało się uratować dzięki księżom katolickim, którzy wystawiali fałszywe zaświadczenia chrztu. Ksiądz wykorzystał to do powiedzenia, że w trakcie II WŚ wielu chrześcijan ratowało Żydów. Zapytałem o Piusa XII, który jakoś nie kwapił się do otwartego potępienia nazizmu i Holokaustu. Usłyszałem, że to oczywiście nieprawda, a kiedy zapytałem gdzie mogę znaleźć wypowiedzi Piusa XII, które potępiają nazizm, zostałem odesłany do artykułów w Naszym Dzienniku. W tym momencie serdecznie podziękowałem za rozmowę i wyszedłem. Był jeszcze wątek komunizmu w Chinach, wieszania krzyży w urzędach (oczywiście zdjęcie krzyża to manifestacja ateizmu), równouprawnienia homoseksualistów i kilka innych. Naprawdę ciężko uwierzyć, że można być tak głupim i ślepym.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-662768908245877964?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/662768908245877964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/dzien-darwina.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/662768908245877964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/662768908245877964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/dzien-darwina.html' title='Dzień Darwina'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7420924016688852364</id><published>2010-02-11T09:39:00.045+01:00</published><updated>2010-02-11T11:40:55.600+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Cudze chwalicie, swojego nie znacie. "4 miliardy lat. Eseje o ewolucji"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S3Pd6qT3k2I/AAAAAAAAAcY/XTKKhAk0DFo/s1600-h/eseje.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 130px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S3Pd6qT3k2I/AAAAAAAAAcY/XTKKhAk0DFo/s200/eseje.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436933175026094946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ciąg dalszy nadrabiania zaległości. Dziś kolejny zbiór esejów. Od ponad półtora roku recenzuję książki na tym blogu, ale jak do tej pory nie trafiła się chyba ani jedna książka polskiego autora (nie licząc &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/afryka-lat-30-tych-xx-wieku.html"&gt;"Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd"&lt;/a&gt;, ale to nie była książka popularnonaukowa). Pora to zmienić, bo przecież w naszym kraju mamy w końcu kilku popularyzatorów nauki. Jednym z nich jest Marcin Ryszkiewicz, znany mi wcześniej doskonale jako tłumacz książek popularnonaukowych. Dziś będzie o jego książce &lt;a href="http://www.proszynski.pl/4_miliardy_lat__Eseje_o_ewolucji-p-29551-.html"&gt;"4 miliardy lat. Eseje o ewolucji"&lt;/a&gt;. Kupiłem ją poniekąd przypadkiem, trafiając na wyprzedaż w likwidowanej księgarni. Nie planowałem zakupu, ale skuszony niską ceną nie mogłem się oprzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Esejów w książce jest całkiem sporo, bo aż 35, przy czym najkrótsze liczą zaledwie jedną stronę. Podzielono je na sześć kategorii: 'Egzobiologia', 'Biosfera i noosfera', 'Darwinizm i ewolucja', 'Socjobiologia', 'Człowiek to dziwne zwierzę' oraz 'Język i sztuka'. Już po samym wstępie książki - zatytułowanym "Luźna koncepcja starszego pana" - widać, że autor to "swój chłop". W samych esejach Ryszkiewicz porusza bardzo szeroki zakres tematów: od kanałów na Marsie i geologii, przez dziurę ozonową, historię &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Oetzi"&gt;Oetzi'ego&lt;/a&gt; (tzw. człowiek lodu) aż do sztuki ludów pierwotnych. Sądzę, że każdy znajdzie coś, co go zaciekawi. "4 miliardy lat" czyta się naprawdę z dużą przyjemnością, co jest  zasługą zarówno ciekawego doboru tematyki jak i przystępnego stylu autora. Wspomnieć należy, że eseje ukazywały się wcześniej w różnych czasopismach (Newsweek, Polityka, Świat wiedzy, Gazeta Wyborcza). Na potrzeby wydania książkowego zostały przejrzane i uzupełnione.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"4 miliardy lat" wydał Prószyński i S-ka w 2007 roku. Pozycja liczy sobie 300 stron i jest całkiem sporego formatu. Polecam tą książkę z czystym sumieniem. Niestety, obecnie dostępna jest praktycznie tylko w obiegu wtórnym, tak jak inne książki Ryszkiewicza wydane przez Prószyński i S-ka: &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Ewolucja__Od_wielkiego_wybuchu_do_Homo_sapiens-p-1658-.html"&gt;"Ewolucja. Od wielkiego wybuchu do Homo sapiens"&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Ewolucja__Od_wielkiego_wybuchu_do_Homo_sapiens-p-1658-.html"&gt;"Ziemia i życie. Rozważania o ewolucji i ekologii"&lt;/a&gt;. Stosunkowo łatwo dostępną książką jest "Mieszkańcy światów alternatywnych, czyli Historia naturalna rozumu", którą bez problemu można kupić na Allegro. Myślę, że po tym co pan Ryszkiewicz zaprezentował w "4 miliardy lat" sięgnę jeszcze kiedyś po inne książki jego autorstwa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7420924016688852364?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7420924016688852364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/cudze-chwalicie-swojego-nie-znacie-4.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7420924016688852364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7420924016688852364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/cudze-chwalicie-swojego-nie-znacie-4.html' title='Cudze chwalicie, swojego nie znacie. &quot;4 miliardy lat. Eseje o ewolucji&quot;'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S3Pd6qT3k2I/AAAAAAAAAcY/XTKKhAk0DFo/s72-c/eseje.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-671604209850483613</id><published>2010-02-07T10:59:00.021+01:00</published><updated>2010-02-07T12:00:31.436+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>(R)Ewolucja myślenia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S26cZgB8aRI/AAAAAAAAAcQ/pR0RshhgoFw/s1600-h/Richard-Dawkins-Ewolucja-myslenia_Editio,images_big,21,978-83-246-1356-4.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 130px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S26cZgB8aRI/AAAAAAAAAcQ/pR0RshhgoFw/s200/Richard-Dawkins-Ewolucja-myslenia_Editio,images_big,21,978-83-246-1356-4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435453762191517970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W końcu urlop i chwila wolnego, którą mogę wykorzystać do nadgonienia zaległości na blogu. Jakoś do tej pory nie mogłem się zebrać do zrecenzowania dwóch książek, które przeczytałem w minione wakacje. Dziś na warsztat biorę pierwszą z nich - "Richard Dawkins. Ewolucja myślenia". Książka, wydana u nas w 2008 roku na fali popularności Dawkinsa, jest zbiorem dwudziestu pięciu esejów pod redakcją Alana Grafena i Marka Ridleya. Autorami esejów są m.in. Daniel Dennett, Marian Stamp Dawkins (prywatnie była żona Dawkinsa), Steven Pinker, Michael Shermer i Richard Harries (biskup Oksfordu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eseje z założenia poświęcone są osobie Dawkinsa, jego książkom, poglądom i ich wpływowi na dzisiejszych badaczy. Lwia część esejów dotyczy, jak łatwo się domyślić, "Samolubnego genu" i wpływu tej książki na sposób prowadzenia i interpretowania badań. Na szczęście, autorzy większości esejów potraktowali wzmiankę o "Samolubnym genie" jedynie jako punkt wyjścia do opowiedzenia historii swoich badań. To zdecydowanie dobry pomysł, gdyż w ten sposób książka nie jest monotonnym peanem na cześć Dawkinsa, ale pozwala czytelnikowi na dowiedzenie się kilku ciekawych rzeczy. Eseje podzielono na siedem kategorii, ułożonych w rozdziały: Biologia, Samolubny gen, Logika, Głosy Antyfonalne, Ludzie, Kontrowersje i Pisarstwo. Oczywiście, jak to bywa ze zbiorami esejów, są wśród nich lepsze i gorsze. Esej "Dawkins a socjobiologia", którego autorką jest Ullica Segerstråle, jest moim zdaniem szczególnie ciekawy. Autorka przeprowadza analizę porównawczą "Samolubnego genu" oraz "Socjobiologii" Wilsona, prezentując reakcje na wydanie tych, kontrowersyjnych w swoim czasie, książek (przypominam, że wydano je w odstępie jednego roku) oraz ich wpływ na rozwój socjobiologii. Wnioski, do których dochodzi, są ciekawe: pomimo wrzucenia do jednego wora z Wilsonem, Dawkins nigdy nie był socjobiologiem. Jednak to właśnie jego książka była naprawdę postępowa i stworzyła język, którym dzisiaj posługują się socjobiologowie, podczas gdy Wilson w  "Socjobiologii" pomijał bądź umniejszał znaczenie naprawdę ważnych teorii. Dobrym przykładem jest chociażby koncepcja doboru krewniaczego Hamiltona, o której Wilson tylko krótko napomknął jako o jednej z wielu teorii tłumaczącej altruizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polskim wydawcą książki jest Editio (po zajrzeniu do środka okazuje się, że jest to podwydawnictwo Helionu, znanego u nas z wydawania liczących po 1000 stron cegieł informatycznych). Książka wydana jest poprawnie, liczy 300 stron i kosztuje 33 złote. "Richard Dawkins. Ewolucja myślenia" to pozycja ciekawa, ale na pewno nie zaliczyłbym jej do listy lektur obowiązkowych. Osoby szczególnie zainteresowane Dawkinsem mogą ją kupować w ciemno. Pozostałym osobom polecam tylko pod warunkiem, że przeczytały już  znacznie ciekawsze pozycje traktujące o biologii ewolucyjnej, dostępne na naszym rynku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-671604209850483613?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/671604209850483613/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/rewolucja-myslenia.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/671604209850483613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/671604209850483613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/rewolucja-myslenia.html' title='(R)Ewolucja myślenia'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S26cZgB8aRI/AAAAAAAAAcQ/pR0RshhgoFw/s72-c/Richard-Dawkins-Ewolucja-myslenia_Editio,images_big,21,978-83-246-1356-4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7132329750956572482</id><published>2010-02-05T18:30:00.019+01:00</published><updated>2010-02-12T21:40:41.666+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Afryka lat 30-tych XX wieku</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś będzie nietypowo. Książka, którą zamierzam przedstawić, nie należy bowiem do kanonu popularnonaukowego, lecz do literatury podróżniczej/reportażu. Jest to pozycja na tyle ciekawa, że czuję się zobowiązany napisać o niej, bez względu na przynależność gatunkową.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Afryka to wszak wedle opinii białych "kraj złota, polowań i czarnych kobiet", a kto, wedle ich zdania, tych trzech sportów nie użyje, ten nie pozna prawdziwej Afryki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o polowania, rzeczywiście masowe ubijanie bawołów i antylop jest dla białych myśliwych nie lada interesem. Roczne zezwolenie na odstrzał kosztuje 250 franków, zaś ze sprzedaży ubitej zwierzyny ludzie ci zarabiają dziennie po 500 lub więcej franków. Oczywiście polowanie to nie ma nic wspólnego ze sportem, a jest bezmyślnym rzeźnickim wyniszczaniem zwierząt. Każdą sztukę oblicza się przed strzałem na kilogramy i franki. W porze suchej podpala się półkolem suche jak wiór trawy i zajmuje stanowiska dogodne do strzału, by strzelać salwami do przerażonej zwierzyny uciekającej w panice wprost na lufy przedsiębiorczych morderców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to prawdziwa zbrodnia popełniona wobec potomnych. W Afryce giną nie tylko szczepy i rasy tubylców, ich malownicze wioski, stroje, instrumenty muzyczne, ale także gatunki zwierząt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszelkie ograniczenia łowieckie nie polepszają sytuacji, ponieważ Murzyn, zwłaszcza dzisiaj, w latach tak zwanego kryzysu, poluje na wszystko co podejdzie na odległość strzału z łuku, a zresztą biali ludzie kłusują bez ograniczeń, a przepisy przestrzegane są jedynie tam, gdzie puszcza nie nosi już śladu racic czy kopyt zwierzyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejsza Afryka traci urok egzotyczny, Murzynów zapędzono w rezerwaty, zgrupowano we wsiach koszarach. Znikły malownicze wioski, stroje fantastyczne zastąpiono tandetą japońską czy starymi frakami i inną odzieżą zebraną na śmietnikach Zachodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat staje się coraz bardziej szary, przeraźliwie monotonny. Wszystkie pięć kontynentów ulega temu samemu prawu, zanikają piękne stroje ludowe i architektura, stworzona fantazją poszczególnych ludów i ras. Nawet florę i faunę modernizuje się, nagina do woli wygodnych ludzi XX wieku, którzy każdą kwestię starają się ująć w ramy prawa, z wykluczeniem odrębnych potrzeb poszczególnych ras, zamieszkałych pod różnymi długościami i szerokościami geograficznymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2xeIAxa1JI/AAAAAAAAAcI/znVlmSoXdRg/s1600-h/mapapodrozy.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 181px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2xeIAxa1JI/AAAAAAAAAcI/znVlmSoXdRg/s200/mapapodrozy.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5434822342068589714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Słowa te zostały napisane pod koniec 1933 roku, ponad 76 lat temu, choć nadal zdają się być aktualne. Ich autorem jest, do niedawna prawie nieznany, polski podróżnik &lt;a href="http://www.kazimierznowak.pl/"&gt;Kazimierz Nowak&lt;/a&gt;. W latach 1931-1936 dwukrotnie przemierzył on samotnie Afrykę z Trypolisu do Przylądka Igielnego i z powrotem do Algieru, podróżując rowerem, pieszo, konno, czółnem oraz na wielbłądzie. Gardząc wygodami i zdobyczami cywilizacji, takimi jak samochody i samoloty, zdecydował się na wyjątkową podróż liczącą 20 tysięcy kilometrów. Walcząc z upałem, pragnieniem i ciągłymi atakami malarii dokonał czegoś, co &lt;span style="font-style: italic;"&gt;a priori&lt;/span&gt; wydawało się całkowicie niemożliwe. Nie wiem, czy ktokolwiek może pochwalić się takim osiągnięciem*. Niestety, Nowak przypłacił swoją podróż życiem - zmarł w niecały rok po powrocie do kraju wskutek wycieńczenia organizmu malarią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2xd2fHiEZI/AAAAAAAAAcA/t4zfY-d5lyk/s1600-h/rowerem-i-pieszo-przez-c_181.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 137px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2xd2fHiEZI/AAAAAAAAAcA/t4zfY-d5lyk/s200/rowerem-i-pieszo-przez-c_181.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5434822040976757138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Postać podróżnika stała się znana szerszej publiczności dzięki pracy Łukasza Wierzbickiego - który najpierw odnalazł, a następnie zebrał i opracował listy Kazimierza Nowaka - oraz wydawnictwu Sorus, które wydało je w formie książkowej. Obecnie na rynku dostępne jest piąte wydanie książki "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd". Wydano ją w formacie 17,5 na 24,5 cm, w twardej oprawie (wydanie czwarte ma mniejszy format i miękką oprawę), a całość liczy sobie prawie 400 stron - wszystko w bardzo uczciwej cenie 44 PLN. W książce znajdują się liczne zdjęcia z podróży, bowiem Kazimierz Nowak podróżował wyposażony w dwa aparaty. "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" wciąga niesamowicie i, pomimo sporej objętości, czyta się ją błyskawicznie (w moim przypadku 5 dni). Ponieważ nie samą literaturą popularnonaukową człowiek żyje, gorąco polecam tą książkę jako odskocznię. Naprawdę warto poznać niewiarygodne wręcz osiągnięcie naszego rodaka, a także jego niezwykły charakter i wnikliwe postrzeganie problemów Afryki (co mam nadzieję udało mi się zademonstrować powyższym cytatem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*) Jedyną osobą która przychodzi mi tutaj do głowy jest Colin Angus, który okrążył Ziemię (no, powiedzmy) używając jedynie siły własnych mięśni. Po lądzie podróżował rowerem, po morzu łodzią wiosłową. Po pierwsze nie podróżował jednak sam (towarzysze zmieniali się w trakcie wyprawy). Po drugie nie był narażony na tyle niebezpieczeństw. Zrobił sobie nawet dwumiesięczną przerwę w podróży i wrócił do Kanady, żeby odzyskać siły, a następnie powrócił w miejsce w którym przerwał podróż. Dokonanie Angusa, choć imponujące, blednie mimo wszystko przy dokonaniu naszego rodaka.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7132329750956572482?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7132329750956572482/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/afryka-lat-30-tych-xx-wieku.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7132329750956572482'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7132329750956572482'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/afryka-lat-30-tych-xx-wieku.html' title='Afryka lat 30-tych XX wieku'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2xeIAxa1JI/AAAAAAAAAcI/znVlmSoXdRg/s72-c/mapapodrozy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-5696796777396356296</id><published>2010-02-02T11:41:00.022+01:00</published><updated>2010-02-02T16:47:06.917+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>It's a trap, czyli jak nie należy wydawać książek (na przykładzie "O pochodzeniu człowieka")</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2hFqt7f1lI/AAAAAAAAAbg/mWDa5vdoTxE/s1600-h/185.jpeg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 128px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2hFqt7f1lI/AAAAAAAAAbg/mWDa5vdoTxE/s200/185.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5433669550608471634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na początku grudnia na półkach sklepowych niespodziewanie pojawiła się książka "O pochodzeniu człowieka" Karola Darwina, wydana przez wydawnictwo Jirafa Roja. Moją początkową radość szybko przyćmiła refleksja na temat &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/o-powstawaniu-gatunkw.html"&gt;wydania "O powstawaniu gatunków"&lt;/a&gt;, które jakiś czas wcześniej zafundowało nam to samo wydawnictwo. Było ono prawdziwym koszmarem wydawniczym. Fatalne tłumaczenie (nieprzetłumaczone fragmenty z francuskiego), praktycznie brak korekty, a także brak jakiegokolwiek komentarz naukowego - to trzy kardynalne zarzuty jakie można było postawić tamtemu wydaniu. Już z nieco mniejszym entuzjazmem sięgnąłem po "O pochodzeniu człowieka". Szybkie oględziny książki - literówka w spisie treści, a na odwrocie informacja, że książka posłużyła Hitlerowi do uzasadnienia swoich poczynań (pisałem o tym &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/przeglad-nowosci-i-zapowiedzi.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, warto też przeczytać &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/o-rzekomym-wpywie-ewolucji-na-poglady.html"&gt;ten wpis&lt;/a&gt;). Pomimo, że przeczuwałem co mnie czeka, zdecydowałem się na zakup. Rzeczywistość przerosła moje najczarniejsze przeczucia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nim przejdę do zmieszania wydawcy z błotem, pozwolę sobie napisać co nieco o książce jako takiej. Przede wszystkim "O pochodzeniu człowieka" w oryginale jest książką znacznie grubszą, podzieloną na dwie części. Pierwsza z nich dotyczy bezpośrednio pochodzenia człowieka, druga zaś jest poświęcona doborowi płciowemu (oryginalny tytuł to "The Descent of Man, and Selection in Relation to Sex"). W Polsce wydawcy zwykli rozdzielać ją na dwie osobne książki: "O pochodzeniu człowieka" i "Dobór płciowy". Tak jest i tym razem. W "O powstawaniu gatunków" Darwin unikał tematu pochodzenia rasy ludzkiej od "zwierząt niższych". Na ostatnich stronach książki napomknął tylko: "Światło padnie na problem pochodzenia człowieka i jego historię". Oczywiście książka i tak rozpętała burzę. Wszyscy jasno rozumieli implikacje teorii Darwina. W "O pochodzeniu człowieka" Darwin postanowił zmierzyć się wprost z problemem ewolucji ludzi. Książka ukazała się w 1871 roku, 12 lat po pierwszy wydaniu "O pochodzeniu gatunków".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem Darwin mówi wprost - człowiek pochodzi od małpy, jego najbliższymi krewnymi są najprawdopodobniej małpy człekokształtne (zwane przez niego antropoidami), a małpy te żyją w Afryce, więc i ludzie najprawdopodobniej się stamtąd wywodzą (trzeba jasno podkreślić, że w tamtych czasach była to śmiała hipoteza, która nie miała poparcia w dowodach). Książka zawiera analizę władz umysłowych zwierząt oraz argumentację za tym, że różnice w tej kwestii między zwierzętami a ludźmi są wyłącznie natury ilościowej, a nie jakościowej. Pojawia się także analiza tematyki ras ludzkich, a także argumentacja za tym, że wszyscy ludzie - zarówno "cywilizowani" jak i "dzicy" - tworzą jeden gatunek. Z jednej strony w książce wyczuć można wiktoriańskie przekonanie o wyższości człowieka cywilizowanego nad dzikusami, ale z drugiej w wielu miejscach Darwin przeciwstawia się takiemu poglądowi. To co pisze przypomina także jako żywo podstawowe twierdzenia socjobiologii. Największym zaskoczeniem było dla mnie jednak coś zupełnie innego. W dzisiejszych czasach, gdyby ktoś zapytał jaka była naukowa alternatywa dla teorii darwinowskiej, zapewne pierwszą odpowiedzią jaka przychodzi do głowy jest lamarkizm. Lamarkizm, dzisiaj kojarzony z "dziedziczeniem cech nabytych", bywa często przeciwstawiany teorii Darwina. Dlatego gigantycznym zaskoczeniem jest to, że Darwin uznaje dziedziczność cech nabytych jako siłę napędzającą ewolucję w praktycznie takim stopniu jak dobór naturalny. W pierwszej chwili nie byłem pewien, czy Darwin naprawdę miał na myśli to co napisał, ale w miarę czytania książki wszelkie wątpliwości rozwiewają się - ojciec teorii ewolucji drogą doboru naturalnego uznaje dziedziczenie cech nabytych jako istotny czynnik wywołujący ewolucję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz przejdźmy do tego jak wygląda wydanie książki przez Jirafa Roja. W trakcie czytania natknąłem się na słowo "genetyczny". Trochę mnie to zastanowiło - nie byłem pewien, czy w 1871 roku takie słowo istniało. Podejrzewając wpadkę tłumacza, sięgnąłem do &lt;a href="http://darwin-online.org.uk/contents.html#descent"&gt;dostępnego w sieci oryginału&lt;/a&gt;. Podejrzenie było bezpodstawne, bo faktycznie Darwin używa słowa "genetic", jednak stwierdziłem coś innego. Książka powinna zawierać ilustracje, których w tym wydaniu brak! Sięgnąłem więc do skanów polskiego wydania z 1884 roku (również dostępne na podanej wyżej stronie). W tym wydaniu ilustracje są. Dalsze porównywanie tych wydań doprowadziło do kolejnych odkryć. Okazuje się, że wyleciały nie tylko ilustracje, ale także tekst w którym były odwołania do tych ilustracji. Czasami są to "tylko" akapity, czasami zaś kilka stron tekstu! Ponadto z nowego wydania całkowicie zniknął wstęp do książki. Mało atrakcji? Ależ proszę, jest więcej. Wyleciały również przypisy autora. Po dłuższej analizie tekstu - bo było kilka fragmentów w których coś mi bardzo nie pasowało - okazało się, że przypisy nie zniknęły całkowicie. Okazuje się, że niektóre z nich (te dłuższe) zostały włączone do głównego tekstu w formie akapitów. W rezultacie takiego zabiegu powstają dosyć rozpraszające nieciągłości wywodu. Co ciekawe, na jednej ze stron, ni stąd ni zowąd, przy trzech nazwiskach pojawiają się krótkie przypisy redakcji, wyjaśniające w jednym zdaniu kim była dana osoba i w jakich latach żyła. No bardzo fajnie, tylko że książka najeżona jest nazwiskami ówczesnych przyrodników i jeśli już robić przy nich przypisy to konsekwentnie przy wszystkich, a nie przy osobach takich jak Galton. To niestety nie wszystko. Pod koniec książki ze zdziwieniem zauważyłem, że chochlik drukarski doprowadził do powtórzenia w moim egzemplarzu kilku stron. Będąc w księgarni przejrzałem kilka innych egzemplarzy i ze zdziwieniem stwierdziłem, że w nich również powtarzają się strony. Nie wiem czy to felerna partia, czy też cały nakład cierpi na tą przypadłość. Żeby jeszcze bardziej skopać leżącego dodam, że korekta w "O pochodzeniu człowieka" jest tragiczna. Liczne literówki, brakujące litery, kropki zamiast przecinków itp. dopełniają obrazu rozpaczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem jak to wszystko podsumować. Cieszy fakt, że jest wydawnictwo, które wydaje na naszym rynku takie książki jak "O pochodzeniu człowieka". Jak by nie patrzeć, docelowa grupa czytelników nie jest chyba zbyt liczna. Z drugiej strony żal nie-powiem-co ściska, kiedy patrzy się na to jak niechlujnie, amatorsko i na odwal została wydana książka. Czy warto kupować? Sama książka jako taka jest pozycją obowiązkową dla osób zainteresowanych historią nauki. Radość z czytania psuje jednak kiepskie wydanie. Dręczy mnie również pytanie jak daleko posunęły się ingerencje wydawcy w oryginalny tekst książki. Osobiście nie miałem czasu, żeby porównywać akapit po akapicie z tekstem zamieszczonym w internecie i "zadowoliłem" się przeanalizowaniem trzech początkowych rozdziałów, co pozwoliło mi na dojście do powyższych wniosków. Czy warto kupować akurat to wydanie? Jeśli ktoś chce mieć "O pochodzeniu człowieka" na własność, to niestety nie ma większego wyboru, choć można próbować upolować stare wydania PWRiL, które od czasu do czasu pojawiają się na Allegro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec pytanie do czytelników bloga. Czy ktoś czytał inne książki wydane przez Jirafa Roja w tej samej serii? Mam ochotę na "Prawo ludności" Malthusa, "O naturze wojny" Clausewitza i "Manifest komunistyczny" (wiadomych autorów), ale jeśli mam przechodzić przez podobne męczarnie jak z książkami Darwina, to sobie odpuszczę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-5696796777396356296?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/5696796777396356296/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/its-trap-czyli-jak-nie-nalezy-wydawac.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5696796777396356296'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5696796777396356296'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/02/its-trap-czyli-jak-nie-nalezy-wydawac.html' title='&lt;i&gt;It&apos;s a trap&lt;/i&gt;, czyli jak nie należy wydawać książek (na przykładzie &quot;O pochodzeniu człowieka&quot;)'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2hFqt7f1lI/AAAAAAAAAbg/mWDa5vdoTxE/s72-c/185.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8557201253630519797</id><published>2010-01-28T10:28:00.029+01:00</published><updated>2010-02-12T21:43:39.142+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Wielcy przyrodnicy - Od Arystotelesa do Darwina</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2MrSYz-c5I/AAAAAAAAAbY/zDdwbMAk3gk/s1600-h/10579.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 155px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2MrSYz-c5I/AAAAAAAAAbY/zDdwbMAk3gk/s200/10579.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5432233170437043090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pod koniec 2009 roku, nakładem PWN, w księgarniach pojawiła się książka &lt;a href="http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/10579/wielcy-przyrodnicy.html"&gt;"Wielcy przyrodnicy. Od Arystotelesa do Darwina"&lt;/a&gt;. Przeglądając półki z literaturą popularnonaukową trudno było nie zwrócić na nią uwagi. Po pierwsze, duży format (19x25,6 cm) i objętość (304 strony). Po drugie, książka prezentuje się niesamowicie od strony wizualnej - twarda oprawa, szycie, papier rewelacyjnej jakości, no i całe mnóstwo kolorowych ilustracji, zarówno umieszczonych w tekście jak i całostronicowych. Wiedziałem, że muszę ją mieć. Cena okładkowa - 99 PLN - nieco odstrasza, ale szczęście dopisało i udało mi się znaleźć ją w antykwariacie za jedyne 46 złotych. Dziś mogę w końcu pokusić się o recenzję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka jest pracą zbiorową napisaną pod redakcją niejakiego Roberta Huxley'a. Przedstawia postacie 40 najwybitniejszych przyrodników, począwszy od czasów starożytnych, a na XIX wieku skończywszy. Tutaj pozwolę sobie zacytować książkę:&lt;blockquote&gt;W tej książce celowo ograniczyliśmy historię naturalną przede wszystkim do historii odkrycia, opisu, klasyfikacji i zrozumienia organizmów jako jednej całości. Nie zostali uwzględnieni badacze, których interesowały szczegóły wewnętrznego funkcjonowania żywych istot czy też specyficzne procesy geologiczne - chyba że ich badania miały szersze znaczenie. Z tej przyczyny pominięto wielu znakomitych autorów pionierskich prac, takich jak angielski lekarz William Harvey, który opisał krążenie krwi, czy też Louis Paster, słynny francuski mikrobiolog.&lt;/blockquote&gt;Żeby być bardziej konkretnym powiem, że w książce opisano następujących badaczy: Arystoteles, Teofrast, Pedanios Dioskurydes, Pliniusz Starszy, Leonhart Fuchs, Ulisses Aldrovandi, Andrea Cesalpino, Pierre Belon, Konrad Gessner, Nicolaus Steno, John Ray, Robert Hooke, Antony van Leeuwenhoek, Sir Hans Sloane, Maria Sibylla Merian, Mark Catesby, Karol Lineusz, Comte de Buffon, Georg Steller, Michael Adanson, Erazm Darwin, William Bartram, Joseph Banks, Johann Christian Fabricius, James Hutton, Jean-Baptiste Lamarck, Antoine-Laurent de Jussieu, Georges Cuvier, William Smith, Alexander von Humboldt, John James Audubon, William Buckland, Charles Lyell, Mary Anning, Richard Owen, Jean Louis Rodolphe Agassiz, Karol Darwin, Alfred Russel Wallace i Asa Gray. Kiedy pierwszy raz zerknąłem do spisu treści poczułem się nieswojo - pomimo kilkuletniego zainteresowania biologią, większość nazwisk była mi kompletnie obca. No cóż, gdybym wiedział wszystko, nie musiałbym czytać książek. Postacie badaczy zostały pogrupowane według okresów historycznych - od Starożytności, przez Renesans, Oświecenie, aż do XIX wieku (zgadnijcie, czemu pominięto Średniowiecze).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak przedstawia się zawartość merytoryczna? Książka liczy 304 strony, z czego kilkanaście odchodzi na indeks, bibliografię itp. Do tego każda epoka historyczna podsumowana jest na kilku-kilkunastu stronach. Tak więc na biografie pozostaje ok. 270 stron. Po podzieleniu tej liczby przez 39 - bo tylu przyrodników zostało opisanych - okazuje się, że na jedną osobę przypada średnio ok. 7 stron. Uwzględnijmy jeszcze liczne ilustracje, zajmujące zarówno całe strony jak i wstawione w tekst, i łatwo dochodzimy do wniosku, że od strony merytorycznej książka musi być pobieżna. Wystarczy powiedzieć, że Karolowi Darwinowi poświęcono 10 stron, a Lyellowi zaledwie cztery (a po odjęciu ilustracji, niecałe dwie i pół!). Efekt był taki, że gdy siadałem na dłużej nad książką i czytałem pięć czy sześć biografii pod rząd, to wszystkie potem zlewały się w jedno, i gdyby ktoś przepytał mnie kto czego dokonał, to miałbym spore problemy z odpowiedzią. Właściwie każdy w książce to pionier albo ojciec czegoś tam, ale jak wszyscy są wyjątkowi to w rezultacie nikt się niczym nie wyróżnia. Z drugiej strony, gdy zasiadłem do pisania tej recenzji, stwierdziłem że część nieznanych mi wcześniej nazwisk w spisie treści kojarzę z konkretnymi dokonaniami - coś mi więc z tej lektury zostało w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną rzecz muszę wytknąć polskiemu wydaniu. W tekście bardzo licznie pojawiają się tytuły dzieł przyrodniczych. Pozostawiono je w oryginalnym brzmieniu - w z decydowanej większości przypadków jest to łacina, francuski lub angielski - dodając w nawiasach polskie tłumaczenie. Niestety, zabrakło konsekwencji, bo o ile początkowo wszystkie tytuły są tłumaczone, to w którymś momencie tłumaczenia znikają, a czytelnik zostaje sam na sam z francuskim bełkotem. Bardzo frustrujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciężko podsumować książkę, szczególnie w kontekście wysokiej ceny. Czy warto wydać 100 złotych na "Wielkich przyrodników"? Patrząc tylko od strony merytorycznej, raczej nie. Nie mówię, że nie warto przeczytać książki. Jest to doskonałe "streszczenie" historii badań przyrodniczych i przedstawia postacie, o których nigdzie indziej się już nie przeczyta. Jednak to nie strona merytoryczna stanowi o atrakcyjności tej pozycji, lecz jej strona wizualna. Proponuję po prostu wybranie się do empiku, obejrzenie książki na własne oczy i podjęcie samodzielnej decyzji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8557201253630519797?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8557201253630519797/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/01/wielcy-przyrodnicy-od-arystotelesa-do.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8557201253630519797'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8557201253630519797'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/01/wielcy-przyrodnicy-od-arystotelesa-do.html' title='Wielcy przyrodnicy - Od Arystotelesa do Darwina'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/S2MrSYz-c5I/AAAAAAAAAbY/zDdwbMAk3gk/s72-c/10579.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-1150528736586571038</id><published>2010-01-20T10:48:00.003+01:00</published><updated>2010-01-20T10:56:33.489+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Wieści z rynku wydawniczego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W księgarniach od kilku dni dostępna jest książka &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Strzelby__zarazki__maszyny__Losy_ludzkich_spoleczenstw-p-30286-1-16-.html"&gt;"Strzelby, zarazki, maszyny"&lt;/a&gt; Jareda Diamonda, wydana nakładem Prószyński i S-ka. Cena: 45 PLN, 424 strony (naprawdę imponująca cegiełka).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://cis.pl"&gt;CiS&lt;/a&gt; podało informacje na temat najnowszej książki Dawkinsa "Najwspanialsze widowisko świata. Świadectwa ewolucji". Książka zostanie wydana 12 lutego. Format B5, 520 stron (+16 stron w kolorze), oprawa twarda z obwolutą. Cena adekwatna do objętości - 69 PLN.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-1150528736586571038?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/1150528736586571038/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/01/wiesci-z-rynku-wydawniczego.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1150528736586571038'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1150528736586571038'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/01/wiesci-z-rynku-wydawniczego.html' title='Wieści z rynku wydawniczego'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4523471669458335558</id><published>2010-01-02T14:17:00.000+01:00</published><updated>2010-01-02T14:18:17.361+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><title type='text'>Codzienne życie Stwórcy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda codzienne życie Boga (tego chrześcijańskiego)? Co myślał, kiedy stwarzał świat? Co robi w wolnym czasie, którego pewnie ma sporo? Jak postrzega nasze codzienne życie? Czy ma gdzieś modlitwy wiernych? Te jakże istotne pytania - które większość teologów uznałaby za niestosowne - doczekały się odpowiedzi dzięki osobie Briana Keitha Daltona, twórcy mini-serialu "Mr. Deity", opowiadającego o codziennym życiu Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od razu trzeba zaznaczyć, że filmowa postać Stwórcy odbiega nieco od wyobrażeń biblijnych - Bóg ma iPhone'a, słucha modlitw za pomocą poczty głosowej, a w wolnym czasie grywa w golfa. Jezus też &lt;a href="http://www.imdb.com/media/rm417108224/nm1133640"&gt;wygląda nieco inaczej niż na kościelnych wizerunkach&lt;/a&gt;. Bóg ma również swojego pomocnika Larry'ego - według wikipedii nie jest to jednak odpowiednik Ducha Świętego. No i jest jeszcze urocza blondynka imieniem Lucy - zdrobnienie od Lucyfer - zarządzająca piekłem. Cała czwórka zajmuje się nadzorowaniem naszego świata - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=C8i4le0BIFc"&gt;sporządza listy osób, które mają iść do piekła&lt;/a&gt; (przypadkiem trafiają na nią Żydzi i homoseksualiści), &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=s-25iBw2EX8"&gt;układa przykazania&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=6gnQz32c5EA"&gt;sądzi zmarłych&lt;/a&gt; (w roli sądzonego występuje Michael Shermer, założyciel &lt;a href="http://www.skeptic.com/"&gt;The Skeptic Society&lt;/a&gt;), bądź też pozostawia wydarzenia na ziemi swojemu biegowi, powołując się na Pierwszą Dyrektywę ze Star Treka (np. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=z0lYxwSZTPA"&gt;zamachy na WTC&lt;/a&gt; albo &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5ieW__BbjHU"&gt;samosądy nad grzesznikami&lt;/a&gt;), &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Z6IH2daZDnw"&gt;przekonuje Adama, że warto mieć kobietę&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=e8Xox174PXA"&gt;stwarza kobietę&lt;/a&gt; i robi dziesiątki innych rzeczy. Odcinki trwają po kilka minut, dlatego obejrzenie wszystkiego nie zajmuje zbyt dużo czasu. Polecam serial, bo zabawa jest naprawdę przednia. Odcinki znajdziecie na YouTube albo na &lt;a href="http://www.mrdeity.com/"&gt;oficjalnej stronie&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4523471669458335558?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4523471669458335558/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/01/codzienne-zycie-stworcy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4523471669458335558'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4523471669458335558'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/01/codzienne-zycie-stworcy.html' title='Codzienne życie Stwórcy'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8749950900464929608</id><published>2010-01-02T12:50:00.003+01:00</published><updated>2010-01-02T13:00:38.275+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><title type='text'>Avatar</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Byłem w zeszłą środę w kinie na "Avatarze" Jamesa Camerona. Film - pomimo przewidywalnej od początku do końca fabuły i schematycznych postaci - jest niesamowity (tak, planuję iść na niego jeszcze raz). Następnego dnia wchodzę na Pharyngulę i okazuje się, że PZ Myers też ma coś do powiedzenia w kwestii "Avatara":&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;The planet Pandora is the real star, anyway, and it's inhabited by strange alien creatures that exhibit some real creativity in their design. Except, unfortunately, for the protagonist aliens, who are basically human beings stretched out to be 8 feet tall and with lovely golden Keane eyes plastered on, but otherwise follow our body plan pretty much exactly, right down to the toenails. If I saw that situation for real, I'd be an intelligent design creationist, because &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;it's obvious that the intelligent aliens did not evolve from the animal stock on that world.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Ten podkreślony fragment bardzo mnie uspokoił. Już bałem się, że jestem totalnym świrem, kiedy oglądając film myślałem dokładnie to samo. Stworzenia zamieszkujące Pandorę mają po sześć kończyn, do tego ciekawy układ oddechowy, który zdaje się być oddzielony od układu pokarmowego (inaczej niż u np. kręgowców, które wykorzystują otwór gębowy zarówno do oddychania jak i przyjmowania pokarmu). Kosmici tymczasem są całkowicie humanoidalni - cztery kończyny, brak osobnych otworów oddechowych. I przez większość filmu mi to przeszkadzało - skoro pozostałe stworzenia pokazane w filmie są wyraźnie powiązane ze sobą ewolucyjnie, to czemu istoty inteligentne żyjące na Pandorze są kropka w kropkę zbudowani jak ludzie? No cóż, chyba za dużo wymagam od filmów, szczególnie tych z Hollywood.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8749950900464929608?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8749950900464929608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/01/avatar.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8749950900464929608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8749950900464929608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2010/01/avatar.html' title='Avatar'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8392635240160771450</id><published>2009-12-26T16:13:00.015+01:00</published><updated>2009-12-26T17:35:32.964+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='genetyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>"Nasza wewnętrzna menażeria" - Neil Shubin</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SzY56449MsI/AAAAAAAAAbQ/jl4_P4Yq-d0/s1600-h/nasza.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SzY56449MsI/AAAAAAAAAbQ/jl4_P4Yq-d0/s200/nasza.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5419582885453443778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Popełniłem błąd. Kiedy kilka miesięcy temu Prószyński i S-ka wydał książkę &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Nasza_wewnetrzna_menazeria__Podroz_w_glab_3_5_miliarda_lat_naszych_dziejow-p-30082-2000-.html"&gt;"Nasza wewnętrzna menażeria"&lt;/a&gt; ("Your inner fish") Neila Shubina właściwie całkowicie ją zignorowałem. No, może nie całkowicie, bo pokusiłem się o jej przejrzenie w księgarni, ale jakimś dziwnym trafem nie uznałem tej książki za godną uwagi. Refleksja przyszła podczas czytania Coyne'a (patrz &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/ewolucja-jest-faktem-jerry-coyne.html"&gt;poprzedni wpis&lt;/a&gt;), który odwoływał się właśnie do tej książki Shubina. Udałem się więc do księgarni, by po raz kolejny przejrzeć książkę i doszedłem do wniosku, że za pierwszym razem musiałem mieć chyba jakieś zaćmienie umysłowe, że uznałem ją za nieciekawą. Na szczęście jest to jeden z tych błędów, które bardzo łatwo naprawić - co też uczyniłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Neil Shubin jest jednym z odkrywców &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tiktaalik"&gt;Tiktaalika&lt;/a&gt; - formy przejściowej między rybami a płazami. "Nasza wewnętrzna menażeria" została napisana po dokonaniu tego odkrycia. Książka liczy sobie niecałe 200 stron. Pomimo niewielkiej objętości autorowi udało się w niej upchnąć aż 11 rozdziałów, a także krótki wstęp, epilog, szczegółowo opisaną bibliografię, podziękowania oraz całe mnóstwo ilustracji. Książka porusza tematykę z pogranicza paleontologii, embriologii, genetyki i anatomii porównawczej. Zabrzmiało bardzo fachowo? Bez obaw, Shubin pisze przystępnym językiem i nie trzeba mieć jakiegokolwiek przygotowania teoretycznego ze wspomnianych dziedzin, żeby zrozumieć książkę. Tak właściwie to jest to bardzo ciekawe wprowadzenie do tych dziedzin (z wyjątkiem może genetyki - tutaj w sumie dobrze jest coś wiedzieć). To co najbardziej mnie uderzyło w książce to ciekawy i oryginalny dobór tematyki - właściwie cała książka pokazuje podobieństwa pomiędzy ciałem ludzi i innych zwierząt. Autor nie ogranicza się tutaj - wbrew angielskiemu tytułowi - do porównań z rybami, ale idzie dalej pokazując podobieństwa łączące nas z owadami, meduzami czy gąbkami. Trudno tu mówić o podobieństwie anatomicznym, dlatego też autor sięga do genetyki, pokazując że prostsze wersje naszych genów obecne były już u tych najprostszych zwierząt (a nawet u organizmów jednokomórkowych). Osobne rozdziały poświęcone są m.in. dłoniom, zębom, głowie, oczom, uszom, węchowi. Spory udział w książce ma też opis samego Tiktaalika oraz przebiegu wypraw, które doprowadziły do jego odkrycia. O ile opisy wypraw paleontologicznych i różnych przygód przeżytych w terenie są bardzo ciekawe, o tyle pełne emocjonalnych uniesień opisy sekcji zwłok i godzin spędzonych w prosektorium nijak do mnie nie przemawiają. Uprzedzam po prostu, że książka zawiera sporo fragmentów o charakterze pamiętnikarskim, co jednak wychodzi jej na plus (pomimo opisu sekcji :) ).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli na podstawie powyższego opisu nie jesteście pewni, czy warto czytać książkę to polecam odwiedzić &lt;a href="http://tiktaalik.uchicago.edu/"&gt;oficjalną stronę internetową Tiktaalika i książki&lt;/a&gt;. Znajdziecie na niej liczne zdjęcia (zarówno z wypraw terenowych jak i z laboratoriów oraz muzeów), ilustracje z książki zamieszczone w formie slajdów Power Pointa, rysunki Tiktaalika, zdjęcia jego rekonstrukcji, trójwymiarowe modele znalezionych kości, opisy ekspedycji i wiele więcej. Z mojej strony to tyle.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8392635240160771450?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8392635240160771450/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/nasza-wewnetrzna-menazeria-neil-shubin.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8392635240160771450'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8392635240160771450'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/nasza-wewnetrzna-menazeria-neil-shubin.html' title='&quot;Nasza wewnętrzna menażeria&quot; - Neil Shubin'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SzY56449MsI/AAAAAAAAAbQ/jl4_P4Yq-d0/s72-c/nasza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-6350548021938462782</id><published>2009-12-23T16:00:00.001+01:00</published><updated>2009-12-23T16:18:01.325+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>"Ewolucja jest faktem" - Jerry A. Coyne</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SzEq4A8lqLI/AAAAAAAAAbI/m7m0_62fXI8/s1600-h/ewolucja.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 132px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SzEq4A8lqLI/AAAAAAAAAbI/m7m0_62fXI8/s200/ewolucja.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5418158968518584498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Patrząc na listę książek popularnonaukowych wydanych w ostatnim czasie na naszym rynku czuję się rozpieszczony. Oczywiście, nie mówię o totalnym zalewie rynku, bo przecież grupa docelowa takiej literatury obejmuje raczej niewielką część społeczeństwa. Tym bardziej cieszy fakt, że doczekujemy się polskich wydań książek zaledwie kilka miesięcy po ich światowej premierze. I tak na przykład "Ewolucja jest faktem" ("Why evolution is true") wydana została u nas niecałe 10 miesięcy po ukazaniu się na zachodzie. Może nie było to błyskawiczne tempo, niemniej jednak jest to szybkie wydanie, za co wydawnictwu Prószyński i S-ka należą się - po raz kolejny - słowa uznania. Książka wydana została w ramach serii "Na ścieżkach nauki", liczy sobie 304 strony i kosztuje 40 złotych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ewolucja jest faktem" stanowi przegląd dowodów potwierdzających prawdziwość ewolucji. Kolejne rozdziały - jest ich dziewięć - poświęcone są różnym aspektom teorii ewolucji. Coyne omawia kolejno zapis kopalny, narządy szczątkowe i embriologię, biogeografię, dobór naturalny, dobór płciowy, specjację gatunków, a na sam koniec zostawia kwestię ewolucji człowieka. Podchodząc do nowego zagadnienia autor rozpoczyna od postawienia predykcji, do których prowadzi założenie o prawdziwości teorii ewolucji. Po dokładnym ustaleniu czego tak naprawdę powinniśmy oczekiwać przechodzi do analizy faktów, które potwierdzają doskonale to co wynika z przewidywań. Coyne jest również bezlitosny dla kreacjonistów - po opisaniu dowodów pyta jak kreacjonizm jest w stanie dany zbiór faktów wytłumaczyć. Nie jest chyba żadnym zaskoczeniem, że właściwie wszystkie zaobserwowane przez nas fakty dotyczące świata żywego nie mają najmniejszego sensu w świetle koncepcji kreacjonistycznych, które praktycznie zawsze sprowadzają się do "nieprzewidywalnych kaprysów stwórcy". Jak słusznie zauważa Coyne, wszystko wskazuje na to, że stwórca chciał, by życie wyglądało tak, jakby powstało w drodze ewolucji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę czyta się rewelacyjnie. Przystępny styl i powalająca wręcz masa ciekawych faktów nie pozwalają się nudzić. Zamieszczona na końcu książki bibliografia podzielona została na dwie części: naukową, o którą oparta została książka oraz uzupełniającą, która zawiera listę książek i artykułów popularnonaukowych umożliwiających dalsze poszerzanie swojej wiedzy. Dodatkowym plusem są, umieszczane w przypisach na dole strony, linki do stron internetowych ilustrujących omawiane zagadnienia (najczęściej jest to YouTube), aczkolwiek część z nich już jest nieaktualna (za co oczywiście nie można winić autora).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety, tak jak nie ma róży bez kolców, tak i książka Coyne'a nie jest wolna od wad. Ja muszę się przyczepić do dwóch rzeczy. Po pierwsze, autor czasami upraszcza. Takie uproszczenia są w wielu miejscach korygowane przez przypisy tłumaczy. Nie są to oczywiście jakieś rażące uproszczenia, zmieniające ogólną wymowę dowodów, niemniej jednak diabeł tkwi w szczegółach i w książce, która stawia sobie za cel rzetelne przedstawienie dowodów potwierdzających ewolucję nie powinno ich być. Ja sam przyłapałem autora na uproszczeniu, które pojawiło się w dwóch miejscach książki i którego tłumacze nie skorygowali. Skorzystam więc z okazji, by to teraz zrobić. Otóż Coyne, mówiąc o zapisie kopalnym, pisze że oczekujemy chronologicznego następstwa wszelkich organizmów i form pośrednich (czyli nie oczekujemy, że królik pojawi się w warstwach prekambryjskich). Podaje liczne przykłady takich sprawdzonych przepowiedni, w tym przykład Sphecomyrma freyi - formy przejściowej między osami a współczesnymi mrówkami. Coyne pisze, że znaleziona forma przejściowa miała taki wiek jakiego oczekiwano oraz "cechy niemal idealnie pośrednie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;[między osami a mrówkami - dop. moje]&lt;/span&gt; i zgodne z entomologicznymi prognozami". Niestety, nie do końca tak było. Owszem, Sphecomyrma freyi ma cechy pośrednie między osami i mrówkami, ale jej cechy nie są do końca zgodne z tym co prognozowali entomologowie:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Sphecomyrma wykazuje większość cech, którymi na podstawie badań morfologicznych reszty Formicidae miał się charakteryzować hipotetyczny przodek mrówek. Gatunek ten różni się tylko pod jednym ważnym względem: jego pomostek jest taki, jak u mrówek, natomiast żuwaczki są podobne do żuwaczek os - są bardzo krótkie i opatrzone jedynie dwoma zębami. Spodziewaliśmy się akurat odwrotnych stosunków. Sądziliśmy, że żuwaczki, które dla robotnic mrówek są głównym narzędziem pracy i które w obrębie współczesnych Formicidae wykazują krańcową zmienność w zależności od rodzaju pożywienia, już wcześnie w procesie ewolucji grupy powinny ulec zmianie w stosunku do prymitywnego stanu, charakterystycznego dla os. [E.O.Wilson, "Społeczeństwa owadów", str. 46]&lt;/blockquote&gt;Oczywiście, jest to drobiazg i nijak nie zmienia wymowy dowodów - po prostu entomolodzy pomylili się w przewidywaniach, bo nie można przewidzieć ze 100% pewnością jak przebiegała (bądź jak będzie przebiegać) ewolucja danego gatunku. To jest jednak doskonały przykład uproszczenia szczegółów na jakie pozwala sobie Coyne. Nic poważnego, ale można było zadbać o takie drobiazgi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem pod czyim adresem skierować kolejny zarzut - wydawcy polskiego czy zachodniego. Książka zaopatrzona jest w liczne rysunki i zdjęcia. Niestety, większość zdjęć jest tak ciemna, że w ogóle (albo prawie w ogóle) nie widać na nich tego, co mają przedstawiać. Dobrym przykładem są tutaj prawie nieczytelne zdjęcia ze stron 66, 67 i 105. Rysunki są już lepsze, choć część z nich sprawia wrażenie nieco rozmytych i również odrobinę za ciemnych.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, książka jest pozycją obowiązkową dla każdej osoby zainteresowanej biologią i tematyką popularnonaukową. Dla mnie osobiście okazała się tym, czego spodziewałem się po &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/slepy-zegarmistrz.html"&gt;"Ślepym zegarmistrzu"&lt;/a&gt; Dawkinsa. Nie ma tu żadnych mętnych rozważań o komputerowych biomorfach, żadnego "można sobie wyobrazić" - są fakty, fakty i jeszcze raz fakty. Z niecierpliwością czekam na najnowszą książkę Dawkinsa. Jej tematyka ma być dokładnie identyczna i ciekaw jestem kto wypadnie lepiej w tej "konfrontacji". Coyne ustawił poprzeczkę wysoko.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-6350548021938462782?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/6350548021938462782/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/ewolucja-jest-faktem-jerry-coyne.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6350548021938462782'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6350548021938462782'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/ewolucja-jest-faktem-jerry-coyne.html' title='&quot;Ewolucja jest faktem&quot; - Jerry A. Coyne'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SzEq4A8lqLI/AAAAAAAAAbI/m7m0_62fXI8/s72-c/ewolucja.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-5586176923612798324</id><published>2009-12-22T11:05:00.013+01:00</published><updated>2009-12-22T12:12:19.223+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><title type='text'>O rzekomym wpływie ewolucji na poglądy Hitlera, czyli garść faktów które każdy powinien znać</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakiś czas temu PZ Myers &lt;a href="http://scienceblogs.com/pharyngula/2009/11/i_get_email_and_create_a_conte.php"&gt;ogłosił mini-konkurs na swoim blogu&lt;/a&gt;. Poprosił swoich czytelników o sformułowanie odpowiedzi na dwa pytania, a właściwie na dwa "zarzuty" wysuwane przeciwko ewolucji przez kreacjonistów. Pierwszy z nich to powtarzane jak mantra stwierdzenie, że poglądy nazistowskie wywodzą się z poglądów ewolucyjnych. Ciężko to nazwać zarzutem pod adresem teorii naukowej, to najzwyklejsze w świecie oszczerstwo. Nawet gdyby to była prawda - ale nie jest, o czym już za chwilę - to w żaden sposób nie obalałoby to twierdzeń teorii. Drugi zarzut to stwierdzenie, że procesy ewolucyjne nie mogą prowadzić do wzrostu złożoności. To już konkretny zarzut, który może być rozstrzygnięty empirycznie. I został, z korzyścią dla ewolucji, czego IDioci nie potrafią przyjąć do wiadomości. &lt;a href="http://scienceblogs.com/pharyngula/2009/12/a_contest_gets_a_winner_common.php"&gt;Konkurs został niedawno rozstrzygnięty&lt;/a&gt;. Zmotywowany najnowszym polskim wydaniem &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/przeglad-nowosci-i-zapowiedzi.html"&gt;"O powstawaniu człowieka"&lt;/a&gt;, postanowiłem przetłumaczyć zwycięską odpowiedź na pierwsze pytanie. Dalszy tekst pochodzi z Pharynguli (zachęcam do zapoznania się również z odpowiedzią na drugie z pytań).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czy ewolucja była znaczącym i niezbędnym czynnikiem kierującym myślą nazistowską?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie. Po pierwsze, jak jasno wynika ze szczegółowej lektury Mein Kampf, bełkotliwe wynurzenia Hitlera na temat natury powielają dobrze znane kreacjonistyczne kaczki dziennikarskie, wliczając w to fałszywy pogląd o statyczności gatunków, a także dowodzenie przez Hitlera, że zdolne do życia i płodne hybrydy międzygatunkowe nie mogą istnieć, co zostało dobitnie obalone w następującym artykule naukowym (jednym z wielu):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Speciation By Hybridisation In Heliconius Butterflies, by Jesús Mavárez, Camilo A. Salazar, Eldredge Bermingham, Christian Salcedo, Chris D. Jiggins and Mauricio Linares, Nature, 441: 868-871 (15th June 2006)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto, najzwyklejsze przejrzenie Mein Kampf prowadzi do następującej statystki. Ilość powtórzeń poszczególnych słów kluczowych jest następująca:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Darwin" : ZERO&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; "Wszechmogący" : 6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; "Bóg" : 37&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; "Stwórca" : 8&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hitler był zainspirowany antysemickimi bredniami Lanz'a von Liebenfels, który był pozbawionym habitu mnichem i którego magnus opus nosiło tytuł "Teozologia, czyli doniesienia o sodomickich małpo-ludziach oraz boski elektron" (*) . Była to wypaczona biblijna egzegeza, przedstawiająca nową wersję Ukrzyżowania oraz zawierająca średniowieczny bestiariusz pełen wytworów bujnej wyobraźni Liebenfelsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto naziści umieścili podręczniki biologii ewolucyjnej na swojej liście książek o charakterze wywrotowym, które mają zostać spalone. Dobrze widać to &lt;a href="http://www.library.arizona.edu/exhibits/burnedbooks/documents.htm"&gt;w tym miejscu&lt;/a&gt;, gdzie możemy przeczytać, że w 1935 nazistowskie wytyczne dotyczące książek wywrotowych zawierały następujący punkt:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; 6. Schriften weltanschaulichen und lebenskundlichen Charakters, deren Inhalt die falsche naturwissenschaftliche Aufklärung eines primitiven Darwinismus und Monismus ist (Häckel).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co w tłumaczeniu oznacza:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisma filozoficznej i społecznej natury, które poruszają temat fałszywych naukowych wyjaśnień prymitywnego darwinizmu i monizmu  (Häckel).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Dowody są zatem jednoznaczne. Nazizm nie był inspirowany ewolucją. W gruncie rzeczy wiele prac Hitlera ma wydźwięk kreacjonistyczny. Naziści niszczyli książki poświęcone ewolucji, jako mające charakter wywrotowy (na co z pewnością miałoby ochotę wielu współczesnych kreacjonistów), a nazistowski pogląd na biosferę jest całkowicie rozbieżny z teoriami ewolucyjnymi i zawiera tak niedorzeczne poglądy jak "oczyszczenie" rasy poprzez ustanowienie monokultury co jest całkowitą antytezą koncepcji ewolucyjnych opierających się na różnorodności genetycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;* - w oryginale tytuł brzmi "Theozoologie oder die Kunde von den Sodoms-Äfflingen und dem Götter-Elektron". Czy ktoś może potwierdzić, że przetłumaczyłem poprawnie "Götter-Elektron" ?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-5586176923612798324?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/5586176923612798324/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/o-rzekomym-wpywie-ewolucji-na-poglady.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5586176923612798324'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5586176923612798324'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/o-rzekomym-wpywie-ewolucji-na-poglady.html' title='O rzekomym wpływie ewolucji na poglądy Hitlera, czyli garść faktów które każdy powinien znać'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-1709450856447255982</id><published>2009-12-22T10:53:00.002+01:00</published><updated>2009-12-22T10:56:18.603+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Cudowne objawienie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SzCXaFmx7ZI/AAAAAAAAAbA/fZyu8aWxuLo/s1600-h/MaryCondom.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SzCXaFmx7ZI/AAAAAAAAAbA/fZyu8aWxuLo/s400/MaryCondom.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5417996826163932562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak z okazji świąt, cudowne objawienie Maryi. Komentarz chyba zbędny?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-1709450856447255982?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/1709450856447255982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/cudowne-objawienie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1709450856447255982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1709450856447255982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/cudowne-objawienie.html' title='Cudowne objawienie'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SzCXaFmx7ZI/AAAAAAAAAbA/fZyu8aWxuLo/s72-c/MaryCondom.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8445488176288371640</id><published>2009-12-16T20:29:00.016+01:00</published><updated>2009-12-24T20:39:51.002+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Trzeci szympans</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SylHDeHr-ZI/AAAAAAAAAag/i7ZGIpx2js0/s1600-h/99055202.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 116px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SylHDeHr-ZI/AAAAAAAAAag/i7ZGIpx2js0/s200/99055202.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415938151840217490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Postanowiłem ostatnio wykosztować się na zakup na allegro dwóch książek brakujących w mojej kolekcji. Pierwszą z nich był opisany w poprzednim wpisie "Ślepy zegarmistrz". Drugą jest "Trzeci szympans" Jareda Diamonda. Za książkę zapłaciłem więcej niż za "Ślepego zegarmistrza", ale tym razem z czystym sumieniem mogę napisać, że naprawdę było warto te pieniądze wydać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Trzeci szympans" to książka z pogranicza antropologii, etnografii, biologii ewolucyjnej, paleontologii, historii i językoznawstwa (i pewnie jeszcze kilku dziedzin o których zapomniałem). Diamond opisuje historię naszego gatunku - właśnie tytułowego trzeciego szympansa - od początku naszej ewolucyjnej historii (oddzielenie od linii szympansów jakieś 7 milionów lat temu). W dziewiętnastu rozdziałach porusza zagadnienia takie jak nasze podobieństwo do małp, Wielki Skok (nagłe pojawienie się kultury jakieś 40 tysięcy lat temu, a wraz z nią gwałtownego rozwoju cywilizacji ludzkich), ludzka seksualność (w tym cudzołóstwo i dobór partnerów), nasz cykl życiowy, starzenie się, sztuka, mowa i język (rozprzestrzenianie się języków po świecie oraz metody rekonstrukcji ewolucji języka), udomowienie zwierząt i roślin, ludobójstwo i wreszcie niszczenie przez nas środowiska w którym żyjemy. Przy okazji dwóch ostatnich tematów Diamond dyskutuje także nad kwestiami stosowanej przez nas etyki, pozwalającej np. usprawiedliwiać lub ignorować ludobójstwa. Trzeba przyznać, że jak na książkę liczącą "zaledwie" 500 stron tematyka jest bardzo rozległa, a do tego zdecydowana większość poruszanych zagadnień była dla mnie czymś nowym. Styl Diamonda jest bardzo przyjemny, lekki i ani przez chwilę nie pozwala się nudzić przy lekturze. Niebywała wręcz rozległość poruszanej tematyki to chyba największy atut książki. Kolejnym jest wiele ciekawych przykładów podawanych przez autora, głównie na podstawie jego własnych badań prowadzonych wśród plemion Nowej Gwinei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Trzeci szympans" momentami przypominał mi trochę &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/regres-czowieczenstwa.html"&gt;"Regres człowieczeństwa" Konrada Lorenza&lt;/a&gt;, a to dlatego że autor nie kryje swojego zaniepokojenia kierunkiem w jakim zmierza nasza cywilizacji. Podobnie jak Lorenz, Diamond obawia się możliwej zagłady nuklearnej, a także zniszczenia przez nas środowiska naturalnego. O ile jednak to pierwsze zagrożenie może się w przyszłości spełnić, to w chwili obecnej się nie spełnia. To drugie natomiast - jak zauważa Diamond - spełnia się obecnie, a zniszczenie środowiska jest tak samo groźne w skutkach jak zagłada nuklearna. Cóż, przyznam że podzielam obawy autora. O ile jednak Diamond zdobywa się pod koniec książki na optymizm - podobnie zresztą jak Lorenz - o tyle ja osobiście nie widzę zbyt wielu powodów do pozytywnego patrzenia na przyszłość bioróżnorodności naszej planety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobnie jak w przypadku "Ślepego zegarmistrza", książka została wydana przez PIW w 1998 (wydanie pierwsze w 1996) i szanse na jej wznowienie są właściwie zerowe (wydawca stracił prawa do tytułu o ile mi wiadomo). Allegro i antykwariaty to obecnie jedyna droga zdobycia książki. Dla mnie jednak "Trzeci szympans" okazał się być strzałem w dziesiątkę, a prawie 100 złotych wydane na książkę było jedną z bardziej udanych inwestycji książkowych w ostatnim czasie. Wydanie pierwsze można dostać już za jakieś 50 złotych. Jeśli wiec będziecie mieć okazję dorwać się do "Trzeciego szympansa", to ja z czystym sumieniem polecam.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;*) Wydanie pierwsze można dostać znacznie taniej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;UZUPEŁNIENIE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pisząc recenzję wieczorem w pośpiechu zapomniałem o jednej ważnej uwadze. Otóż polski wydawca (a właściwie to chyba tłumacz - pan January Weiner) zdecydował się na bardzo dziwny i niezrozumiały dla mnie krok - usunął z książki całą oryginalną bibliografię podaną przez autora i zastąpił ją listą książek i artykułów o podobnej tematyce dostępnych na rynku polskim (autor wyraził zgodę na takie posunięcie). Argumentem było to, że podane przez autora artykuły naukowe i tak są dla większości polskich czytelników niedostępne (z czym ja się nie zgodzę - w dużych miastach każdy może skorzystać z bibliotek uczelni wyższych, które mają wykupiony dostęp do zagranicznych czasopism naukowych). W ten sposób polskiemu czytelnikowi odebrano jakąkolwiek możliwość wglądu w materiał źródłowy stosowany przez autora. Wynikowa lista polskich pozycji jest niestety dosyć uboga (w dużej mierze artykuły ze "Świata nauki"). O ile nie mam absolutnie nic przeciwko uzupełnieniu oryginalnej bibliografii listą książek dostępnych w Polsce, to chyba po raz pierwszy spotykam się z tak dziwnym posunięciem wydawcy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8445488176288371640?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8445488176288371640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/trzeci-szympans.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8445488176288371640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8445488176288371640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/trzeci-szympans.html' title='Trzeci szympans'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SylHDeHr-ZI/AAAAAAAAAag/i7ZGIpx2js0/s72-c/99055202.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-802864680903662497</id><published>2009-12-13T21:01:00.010+01:00</published><updated>2009-12-18T11:08:34.649+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Ślepy zegarmistrz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SyVSK5-lGJI/AAAAAAAAAaY/ZZ0yy_2ysbo/s1600-h/slepy_zegarmistrz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 129px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SyVSK5-lGJI/AAAAAAAAAaY/ZZ0yy_2ysbo/s200/slepy_zegarmistrz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5414824474298357906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W 2007 roku na polskim rynku wydawniczym nastąpił istny boom na książki Richarda Dawkinsa. Na fali popularności &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/krl-jest-nagi.html"&gt;"Boga urojonego"&lt;/a&gt;, który narobił sporo szumu, doczekaliśmy się reedycji prawie wszystkich książek Dawkinsa wydanych wcześniej na naszym rynku. Prószyński i S-ka wznowił &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/samolubny-gen.html"&gt;"Samolubny gen"&lt;/a&gt; (duże słowa pochwały za uaktualnienie książki do angielskiego wydania trzeciego, rozszerzonego by uczcić 30-lecie wydania książki), "Rozplatanie tęczy", &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/wspinaczka-na-szczyt.html"&gt;"Wspinaczkę na Szczyt Nieprawdopodobieństwa"&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/fenotyp-rozszerzony-czyli-kostka.html"&gt;"Fenotyp rozszerzony"&lt;/a&gt;. CiS zafundował nam reedycję &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/z-edenu-wypywaa-rzeka.html"&gt;"Rzeki genów"&lt;/a&gt;. Jedyne czego zabrakło to wznowienie "Ślepego zegarmistrza", wydanego wcześniej przez PIW (wydanie pierwsze w 1994, drugie w 1997). O ile mi wiadomo PIW utracił prawa do tego tytułu, tak więc reedycji być nie mogło. Postanowiłem w końcu wykosztować się na Allegro i kupić "Ślepego zegarmistrza" (ten, kto szukał wie, że ceny potrafią przekroczyć 100 PLN) celem uzupełnienia kolekcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka to całkiem spora cegiełka licząca sobie 500 stron. Składa się z krótkiej przedmowy i 11 rozbudowanych rozdziałów. Celem książki jest dowiedzenie słuszności ewolucji, poprzez wykazanie, że rozwiązuje ona w sposób bardzo elegancki wiele problemów biologii, które są niewyjaśnione w świetle koncepcji kreacjonistycznych. Zasiadłem do lektury niezwykle podekscytowany i... omal nie umarłem z nudów. Lista zarzutów wobec Dawkinsa będzie długa i nie wiem od czego zacząć. Po pierwsze, czytałem wcześniej wszystkie inne wydane u nas książki Dawkinsa i bardzo wiele fragmentów "Ślepego zegarmistrza" było mi znanych z innych książek. Po drugie argumentacja Dawkinsa bardzo mnie rozczarowała, głównie dlatego, że często jej po prostu brak! Ot, tak po prostu Dawkins serwuje gotowe wnioski, które czytelnik ma przyjąć na słowo. Zdarza mu się również opierać cały wywód jedynie na niezbyt przekonujących analogiach, zamiast sięgnąć do konkretnych przykładów znanych biologom. Zdarza się również, że Dawkins zapędza się za daleko w swojej retoryce. Na przykład, w przedostatnim akapicie książki autor pisze:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Niezależnie od tego, jak znikomo małe jest prawdopodobieństwo, że X powstało jednym skokiem z Y, zawsze można sobie wyobrazić nieskończenie stopniową serię stadiów pośrednich między nimi.&lt;/blockquote&gt;Niestety, przez sporą część ostatniego rozdziału Dawkins dowodził nieprawdziwości tej tezy (tzn. tego, że nie zawsze muszą pojawić się mutacje pozwalające na przejście z jednego stadium ewolucyjnego do innego, np. pozwalające na wyrośnięcie skrzydeł u świni). W tym zdaniu widać też często stosowany w "Ślepym zegarmistrzu" chwyt pt. "można sobie wyobrazić". Cóż, wyobrazić to sobie można dużo rzeczy, ale to jeszcze nie znaczy że dowodzi to ich istnienia (przypomina to trochę ontologiczny "dowód" istnienia boga). Książkę uratowały - przynajmniej w moich oczach - ostatnie cztery rozdziały z których miałem okazję dowiedzieć się trochę nowych rzeczy. Poświęcone są doborowi płciowemu, punktualizmowi (jak dla mnie chyba najciekawszy rozdział), systematyce organizmów żywych i wspomnianym już wcześniej mutacjom oraz dziedziczeniu cech nabytych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, książka jako całość mnie rozczarowała. Fatalna argumentacja, powtórzenia z innych książek (tak właściwie to te inne książki powtarzają "Ślepego zegarmistrza", bo były napisane później), banalność poruszanych zagadnień - to wszystko sprawia, że raczej nie warto wydawać kosmicznych kwot pieniędzy na kupno książki na Allegro. Na szczęście cztery ostatnie rozdziały sprawiają, że nie mam o niej jednoznacznie negatywnej opinii, a czas nad nią spędzony nie wydaje się całkowicie zmarnowany. Spodziewałem się jednak o wiele więcej, szczególnie że "Ślepy zegarmistrz" jest niezwykle często cytowany w wielu książkach poświęconych biologii ewolucyjnej. Nie ukrywam, że przed polską premierą najnowszej książki Dawkinsa, "Ślepy zegarmistrz" wzbudził we mnie obawy. Mam nadzieję, że w "The Greatest Show on Earth" Dawkins zaprezentuje konkretną argumentację i więcej oryginalnego tekstu, bo jeśli po raz kolejny będę musiał czytać te same przykłady  i metafory to chyba zanudzę się na śmierć. Na koniec zamieszczam link do&lt;a href="http://www.jodkowski.pl/rodzina_html/teksty/dawkins.html"&gt; bardziej obszernej, wnikliwej i bardziej krytycznej recenzji "Ślepego zegarmistrza"&lt;/a&gt;. Niestety, większość zarzutów stawianych przez jej autora jest słuszna.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-802864680903662497?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/802864680903662497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/slepy-zegarmistrz.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/802864680903662497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/802864680903662497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/slepy-zegarmistrz.html' title='Ślepy zegarmistrz'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SyVSK5-lGJI/AAAAAAAAAaY/ZZ0yy_2ysbo/s72-c/slepy_zegarmistrz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4060144736766648594</id><published>2009-12-12T19:34:00.008+01:00</published><updated>2009-12-13T20:57:14.385+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Przegląd nowości i zapowiedzi wydawniczych</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety brakuje mi ostatnio czasu na prowadzenie bloga. Skutkuje to zaległościami we wpisach - aktualnie na recenzję czekają, przeczytane niedawno, "Ślepy zegarmistrz" Dawkinsa i "Trzeci szympans" Jareda Diamonda. Na szczęście mam chwilę na krótki przegląd tego co ostatnio dzieje się na rynku wydawniczym - a dzieje się sporo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prószyński i S-ka wydał, w ramach tzw. czarnej serii, "Why evolution is true?" Jerry'ego A. Coyne'a. Polski tytuł to &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Ewolucja_jest_faktem-p-30236-.html"&gt;"Ewolucja jest faktem"&lt;/a&gt;. Jestem po dwóch pierwszy rozdziałach, więc póki co wstrzymuję się z wyrokowaniem co do całości książki. Niemniej jednak dla osób zainteresowanych ewolucją jest to jedna z dwóch najważniejszych książek napisanych w tym roku. Cena: 39.90, ilość stron: 304.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawnictwo Jirafa Roja uraczyło nas reedycją &lt;a href="http://jirafaroja.pl/nowosci/o-pochodzeniu-czlowieka-k185.html"&gt;"O pochodzeniu człowieka"&lt;/a&gt; Karola Darwina. Wydanie ma ten sam format i szatę graficzną co wcześniejsze wydanie &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/o-powstawaniu-gatunkw.html"&gt;"O powstawaniu gatunków"&lt;/a&gt; z tego wydawnictwa. Podobnie jak poprzednio brak jest jakiegokolwiek komentarza naukowego. Mam nadzieję, że pod względem korekty książka prezentuje się lepiej, niż wołające o pomstę wydanie "O powstawaniu..." (przeglądając książkę w Empiku wyłapałem literówkę w spisie treści, co nie wróży najlepiej). No i spójrzcie jak wydawnictwo "reklamuje" książkę:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;(...) Zawarty w tej opublikowanej w 1871 roku rozprawie determinizm ewolucyjny oraz obraz bezwzględnej walki o byt posłużył wprawdzie niejednemu przywódcy państw totalitarnych, zwłaszcza Hitlerowi, do usprawiedliwiania zbrodniczych poczynań, ale Darwin był przede wszystkim uczonym, który, posługując się aparatem badawczym dostępnym dziewiętnastowiecznemu przyrodnikowi, sformułował szereg wniosków o charakterze rewolucyjnym, podobnie jak rewolucjonistą był Kopernik, ogłaszając swoją teorię heliocentryczną. Czy jednak sugestywne argumenty Darwina mają wartość żelaznych dowodów? Na ten temat Czytelnik musi wyrobić sobie własne zdanie.&lt;/blockquote&gt;Może to i lepiej, że nie zabrali się za pisanie komentarza naukowego do książki, bo po takim opisie to ręce opadają. Cena: 29.90, ilość stron: 250.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj wypatrzyłem w Empiku, wydaną przez PWN, książkę &lt;a href="http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/10579/wielcy-przyrodnicy.html"&gt;"Wielcy przyrodnicy"&lt;/a&gt; opisującą postacie 40 największych przyrodników, począwszy od starożytności, poprzez renesans, oświecenie aż do końca XIX wieku. Jest więc Darwin (Karol, jak i Erazm), Lamarck, Asa Gray, Cuvier czy Lineusz. Pod względem wydania książka powala na kolana - fenomenalnej jakości papier (nie kredowy!) i mnóstwo kolorowych ilustracji zaczerpniętych w dużej mierze ze zbiorów londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej. Pod względem merytorycznym wypowiem się dopiero po przeczytaniu, ale już dla samych ilustracji warto mieć tą książkę. Cena: 99.00, a więc nie ukrywajmy drogo. Udało mi się jednak dostać ją w antykwariacie za 46, także wystarczy dobrze poszukać. Ilość stron: 304. Twarda oprawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W połowie stycznia Prószyński i S-ka wyda &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Strzelby__zarazki__maszyny___BR_Losy_ludzkich_spoleczenstw-p-30286-.html-.html"&gt;"Strzelby, zarazki, maszyny. Losy ludzkich społeczeństw"&lt;/a&gt; Jareda Diamonda. Po lekturze "Trzecie szympansa" już nie mogę się doczekać kolejnej książki tego autora. Planowana cena: 45,00 (dużo, ale można to usprawiedliwić objętością - 424 strony).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i cały czas czekamy na "The Greatest Show on Earth: The Evidence for Evolution", najnowszą książkę Richarda Dawkinsa zapowiedzianą przez CiS. To jest ta druga najważniejsza tegoroczna książka dla fanów ewolucji. Cena nieznana, ilość stron nieznana, data wydania nieznana. Pozostaje czekać, albo sprowadzać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4060144736766648594?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4060144736766648594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/przeglad-nowosci-i-zapowiedzi.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4060144736766648594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4060144736766648594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/12/przeglad-nowosci-i-zapowiedzi.html' title='Przegląd nowości i zapowiedzi wydawniczych'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-6895670178601079516</id><published>2009-11-15T20:47:00.008+01:00</published><updated>2009-11-23T21:34:40.155+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><title type='text'>The Selfish Green</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za sprawą bloga &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/"&gt;Atheist Movies&lt;/a&gt; dotarłem do kolejnego ciekawego dokumentu wyemitowanego przez czwarty kanał telewizji BBC. &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2009/06/bbc-selfish-green-2005.html"&gt;"The Selfish Green"&lt;/a&gt; - bo o nim tu mowa - stanowi zapis debaty z 2005 roku poświęconej ochronie środowiska. Wzięli w niej udział &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jane_Goodall"&gt;Jane Goodall&lt;/a&gt; (wieloletnia badaczka szympansów), Sir David Attenborough (chyba nie muszę przedstawiać?), Richard Leakey (jeden z najbardziej znanych antropologów) oraz  Richard Dawkins. Przyznam, że pomimo mojej sympatii do Dawkinsa, wydawał mi się on początkowo nie pasować do tego grona i uznałem, że zamiast niego chętniej zobaczyłbym E.O.Wilsona. Okazało się jednak, że byłem w błędzie - Dawkins wniósł bardzo dużo do dyskusji. Jej kluczowym tematem było pytanie co należy zrobić, żeby zapobiec katastrofie środowiska naturalnego, która właśnie ma miejsce. Odpowiedzią, która przewijała się chyba najczęściej była ludzka bieda. Zgodność dyskutantów była duża - trzeba pomóc najuboższym z krajów Trzeciego Świata, bo człowiek który umiera z głodu nie zastanawia się czy zwierzę które akurat zabija jest pod ochroną czy nie. No i trzeba obniżyć standard życia w krajach zachodnich (mowa głównie o USA, chociaż my, europejczycy, też nie jesteśmy pod tym względem idealni) - Ziemia po prostu nie ma tylu zasobów, żeby zapewnić wszystkim zachodni standard życia. Ciekawe, że przy takich dyskusjach właściwie nie mówi się o ścisłej kontroli urodzin jako rozwiązaniu problemu przeludnienia. Owszem, jest to rozwiązanie które zdecydowanej większości ludzi wydaje się niehumanitarne i kojarzy się z Chinami, ale chyba lepiej ograniczyć rozmiar populacji przez kontrolę urodzeń niż przez śmierć głodową. W tej kwestii ciekawe rozwiązanie podała Jane Goodall - edukacja kobiet. Pomysł wynika z obserwacji, że w miarę wzrostu wykształcenia kobiet, maleje ilość dzieci w rodzinie. Cóż, nie jestem pewien czy pomysł ten da się wprowadzić w życie dostatecznie szybko, ale myślę że mógłby się sprawdzić (patrząc na kraje wysoko rozwinięte, gdzie przyrost naturalny bywa ujemny można śmiało stwierdzić, że pomysł wydaje się działać).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Swrw96DzpNI/AAAAAAAAAaI/3DO9zS4a9Tk/s1600/2.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 229px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Swrw96DzpNI/AAAAAAAAAaI/3DO9zS4a9Tk/s400/2.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407399248959612114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Swrw-HGAiKI/AAAAAAAAAaQ/dw-HeMwf4g0/s1600/3.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 229px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Swrw-HGAiKI/AAAAAAAAAaQ/dw-HeMwf4g0/s400/3.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407399252458506402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SwrwgU19EjI/AAAAAAAAAaA/PdOupsPUM5s/s1600/4.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 229px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SwrwgU19EjI/AAAAAAAAAaA/PdOupsPUM5s/s400/4.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407398740753191474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jedyne co mnie denerwowało w "The Selfish Green" to osoba prowadzącego dyskusję. Zwracając się do Dawkinsa ciągle mówił o tym jakie to samolubne są nasze geny i jak ślepi jesteśmy my jako ich marionetki. Kojarzy mi się z to z tymi najgłupszymi zarzutami wysuwanymi pod kątem "Samolubnego genu", wynikającymi z totalnego niezrozumienia przesłania książki i dosłownego traktowania metafor. Tym bardziej podziwiam Dawkinsa, który tłumaczył wszystko na spokojnie od podstaw, chociaż pewnie powtarzał to już setki razy przez ostatnie 33 lata. Nie zmienia to jednak faktu, że "The Selfish Green" jest dobrą okazją do wysłuchania czterech wybitnych postaci świata nauki i ochrony przyrody. Jeśli macie 50 minut wolnego czasu, to jak najbardziej polecam.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-6895670178601079516?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/6895670178601079516/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/11/selfish-green.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6895670178601079516'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6895670178601079516'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/11/selfish-green.html' title='The Selfish Green'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Swrw96DzpNI/AAAAAAAAAaI/3DO9zS4a9Tk/s72-c/2.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-1925459013774410827</id><published>2009-11-14T17:59:00.003+01:00</published><updated>2009-11-14T18:09:23.958+01:00</updated><title type='text'>Głupia ankieta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;PZ Myers, prowadzący &lt;a href="http://scienceblogs.com/pharyngula/"&gt;Pharyngulę&lt;/a&gt; słynie m.in. z tego, że z pomocą swoich czytelników radykalnie odmienia wyniki ankiet internetowych. Ot, wystarczy że poda na swoim blogu linka do jakiejś kretyńsko głupiej ankiety (np. "Czy ateiści mają prawo do wywieszania bilbordów promujących ich światopogląd?"), a wielotysięczna rzesza czytelników bierze się do głosowania. Pozazdrościłem Myersowi. Zobaczymy jak wam pójdzie głosowanie w ankiecie:&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;a href="http://stwarzanie.wordpress.com/"&gt;Czy człowiek pochodzi od małpy?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;TAK (29%)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;NIE (66%)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Nie wiem (5%)&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Ten wynik ewidentnie trzeba zmienić. Pomożecie?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-1925459013774410827?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/1925459013774410827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/11/pz-myers-prowadzacy-pharyngule-synie-m.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1925459013774410827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1925459013774410827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/11/pz-myers-prowadzacy-pharyngule-synie-m.html' title='Głupia ankieta'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8343560594736729224</id><published>2009-11-11T20:16:00.009+01:00</published><updated>2009-11-11T20:55:20.514+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><title type='text'>The Enemies of Reason</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W styczniu 2006 roku angielska telewizja Channel 4 wyemitowała dwuodcinkowy serial dokumentalny Richarda Dawkinsa pt. &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2007/11/root-of-all-evil-2006-tv-version.html"&gt;"Root of All Evil?"&lt;/a&gt; ("Źródło wszelkiego zła?"). Emisja serialu poprzedziła wydanie książki &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/krl-jest-nagi.html"&gt;"Bóg urojony"&lt;/a&gt;, która szeroko omawiała tematy wstępnie poruszone w filmie. Korzystają z okazji wspomnę, że narzucony przez telewizję tytuł - nie ukrywajmy, że prowokacyjny - nie podoba się Dawkinsowi i jedyne co udało mu się wywalczyć to dodanie w nim znaku zapytania. Dzisiejszy wpis poświęcony będzie kolejnemu dwuodcinkowemu dokumentowi stworzonemu przez Dawkinsa. &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2008/05/richard-dawkins-enemies-of-reason-2007.html"&gt;"The Enemies of Reason"&lt;/a&gt; ("Wrogowie rozsądku"), stanowiącemu luźną kontynuację "Root of All Evil?" i wyemitowanemu w drugiej połowie 2007 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy odcinek, zatytułowany "Slaves to Superstition" ("Niewolnicy zabobonów") traktuje dosyć ogólnie o wszelkich zjawiskach nadnaturalnych typu wróżenie z kart, astrologia, media psychiczne, radiestezja itp. Drugi z odcinków - "The Irrational Helath Service" ("Irracjonalna służba zdrowia" - wbrew pozorom nie chodzi tu o polską służbę zdrowia) - skupia się na homeopatii oraz medycynie alternatywnej. W obu odcinkach Dawkins rozmawia z różnymi szarlatanami, bezlitośnie piętnując ich jako oszustów żerujących na ludzkiej naiwności i obnażając stosowane przez nich metody (np. cold reading). W drugim odcinku mocno dostaje się homeopatom, którzy naciągają pacjentów na lekarstwa tak rozcieńczone, że stanowią praktycznie czystą wodę (tzn. zawierają średnio jedną cząsteczkę substancji aktywnej na buteleczkę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie dokument ogląda się przyjemnie, jednak nie jest on jakoś niesamowicie rewelacyjny. Stanowi dobrą okazję do pośmiania się z bzdur w które ludzie naprawdę wierzą. No i do refleksji, jak tak wiele osób może nabierać się na tak oczywiste oszustwa (choć osobiście rozumiem np. ludzi, którzy stracili kogoś bliskiego i szukają pocieszenia u medium, które "wejdzie w kontakt" z ich bliską osobą i powie im że u niej wszystko dobrze). Film momentami wydawał mi się trochę przedramatyzowany. Potem jednak przeczytałem na Pharynguli, że w USA modlitwa ma zostać wpisana na listę świadczeń medycznych (co oznacza, że osoby i instytucje świadczące taką "usługę" będą otrzymywać za nią pieniądze tak jak szpitale wykonujące operacje), co pokazuje że Dawkins chyba aż tak bardzo nie przesadza obwieszczając, że nauka i zdrowy rozsądek są w dzisiejszych czasach w odwrocie. Na poparcie tego twierdzenia przytacza liczby pokazujące jak w ciągu kilkudziesięciu lat spadło zainteresowanie studiowaniem nauk ścisłych. Smutne to, ale jest spora szansa, że film Dawkinsa niektórym osobom otworzy oczy. Jeśli macie półtorej godziny wolnego czasu z którym nie ma co zrobić, to możecie śmiało obejrzeć "Enemies of Reason". Z drugiej strony, niewiele tracicie odpuszczając sobie ten film.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8343560594736729224?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8343560594736729224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/11/enemies-of-reason.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8343560594736729224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8343560594736729224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/11/enemies-of-reason.html' title='The Enemies of Reason'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-6251753110329954107</id><published>2009-11-08T20:27:00.007+01:00</published><updated>2009-11-17T11:05:12.504+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><title type='text'>"Man from Earth", czyli intelektualna uczta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Svcmh_t8UDI/AAAAAAAAAZQ/91pS0R9-i3Y/s1600-h/The_Man_from_Earth.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 155px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Svcmh_t8UDI/AAAAAAAAAZQ/91pS0R9-i3Y/s200/The_Man_from_Earth.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5401828643535867954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Chyba nie wspominałem jeszcze na blogu, że - oprócz zainteresowań naukowych - jestem fanem fantastyki naukowej, w szczególności tego jej rodzaju, który wykorzystuje fantastyczną otoczkę do stawiania pytań o człowieka i zmusza do myślenia. Na pierwszym miejscu jest tutaj oczywiście Stanisław Lem, ale lubię też Strugackich oraz "Diunę" Franka Herberta. Nie pogardzę też dobrym kinem fantastycznym, takim jak "Odyseja kosmiczna" Kubricka. Niestety, o dobry film science fiction ostatnimi czasy naprawdę trudno. Tym bardziej zaskoczył mnie fakt obejrzenia dwóch dobrych filmów fantastycznych w ciągu zaledwie trzech dni. Pierwszy z nich to, wyraźnie inspirowany Kubrickiem, "Moon". Drugi okazał się jednak filmem niezwykłym, czymś z czym do tej pory nigdy się nie zetknąłem, a jego tematyka jest na tyle bliska tematyce mojego bloga, że zasługuje on na poświęcenie mu całego wpisu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film o którym mówię to "Man from Earth". Napisałem, że jest to film science fiction, jednak takie zaszufladkowanie daje bardzo mylne wyobrażenie o tym czego można się spodziewać. Od razu mówię, że cały film to rozmowa pomiędzy grupką znajomych, a akcja rozgrywa się we wnętrzu niewielkiego domku. Film rozpoczyna się w momencie kiedy główny bohater John pakuje swoje rzeczy na samochód i zamierza odjechać. Zjawiają się jednak jego znajomi i już po początkowej wymianie zdań dowiadujemy się, że John jest profesorem na uniwersytecie, jednak z nieznanego powodu porzucił stanowisko po 10 latach pracy i chce wyjechać w nieznane miejsce. Jego przyjaciele z uniwersytetu - wykładowcy biologii, antropologii, archeologii, historii - postanawiają urządzić przyjęcie pożegnalne. No i oczywiście próbują wyciągnąć z Johna powód jego nagłej rezygnacji. Ku zaskoczeniu wszystkich John wyznaje wszystkim, że jest jaskiniowcem, człowiekiem z Cro-Magnon który przeżył do naszych czasów (czyli 14000 lat). Oczywiście nikt z jego znajomych nie traktuje tego poważnie. Rozmowa rozkręca się. Niektórzy dają się ponieść opowieści, niektórzy oburzają się na Johna za strojenie sobie głupich żartów albo podejrzewają go o chorobę psychiczną. Historia Johna okazuje się być niezwykle spójna, a grono słuchaczy bynajmniej nie jest naiwne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po takim opisie fabuły można zastanawiać się, czy zaszufladkowanie "Man from Earth" do gatunku s-f jest słuszne. Tak naprawdę ta drobna iskierka fikcji naukowej - możliwość przeżycia przez jednego człowieka 14000 lat - staje się zalążkiem dyskusji filozoficznej pomiędzy zgromadzonymi. Ciągle nie wiadomo czy to co mówi John jest prawdą, czy też żartuje on sobie ze swych przyjaciół (dodam, że końcówka filmu daje odpowiedź na to pytanie, ale oczywiście nie zamierzam jej tutaj zdradzać). To co jednak jest najpiękniejsze w tym filmie to to, że ten niezwykły eksperyment myślowy wciąga już od samego początku, kiedy John opisuje swoje wędrówki poprzez bezkresne równiny późnego paleolitu, życie w pierwszych osadach czy starożytne cywilizacje. Dla bystrych rozmówców staje się to okazją do stawiania trudnych pytań, rozważania zagadnień natury filozoficznej, a także do wyciągania wielu zaskakujących wniosków dotyczących Johna, które jeszcze bardziej wciągają widza w całą opowieść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzadko który film sprawia, że myślę o tym co zostało w nim powiedziane jeszcze przez długi czas po zakończeniu seansu. "Man form Earth" okazał się być takim właśnie filmem - niezwykłym, wciągającym i zmuszającym do myślenia. Jest to film niezależny, z małym budżetem ("zaledwie" 200 tysięcy dolarów), który dotarł do dużej liczby ludzi dzięki nielegalnemu rozpowszechnianiu w  sieci BitTorrent. W ten sposób jednak dotarł do znacznie większej liczby odbiorców, niż mogli spodziewać się twórcy i zyskał duże uznanie wśród ruchu wolnomyślicieli. Producent filmu publicznie podziękował za to, że film został rozpowszechniony w ten sposób, dlatego z czystym sumieniem podaję wam &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2008/07/man-from-earth-2007.html"&gt;tego oto linka do Atheist Movies&lt;/a&gt;, pod którym możecie ściągnąć film. Niezwykłe jest również to, że autor scenariusza - Jerome Bixby - stworzył go na początku lat 60-tych XX wieku, a dokończył w 1998 na łożu śmierci. Okoliczności powstania filmu równie niezwykłe co sam film. "Man from Earth" to pozycja obowiązkowa dla każdego intelektualisty i gorąco zachęcam do jego obejrzenia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-6251753110329954107?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/6251753110329954107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/11/man-from-earth-czyli-intelektualna.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6251753110329954107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6251753110329954107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/11/man-from-earth-czyli-intelektualna.html' title='&quot;Man from Earth&quot;, czyli intelektualna uczta'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Svcmh_t8UDI/AAAAAAAAAZQ/91pS0R9-i3Y/s72-c/The_Man_from_Earth.png' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4972365482660016245</id><published>2009-11-04T18:10:00.008+01:00</published><updated>2009-11-04T18:43:29.453+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>O krok do przodu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczoraj onet doniósł: Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu przyznał 5 tysięcy euro odszkodowania za straty moralne Włoszce, której dzieci musiały chodzić do szkoły w której wiszą krzyże w klasach. Kobieta wpierw prosiła o usunięcie krzyży dyrekcję szkoły, potem walczyła we włoskich sądach i dopiero przez Trybunałem udało się jej wygrać. Przyznam, że kiedy to przeczytałem nie mogłem uwierzyć. Wydaje się to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Tak, czekam na dzień w którym krzyże znikną z urzędów, szkół i wszelkich innych instytucji państwowych. Wolałbym jednak, aby ta zmiana nie odbyła się poprzez wyroki sądowe. Chciałbym, aby katolicy uświadomili sobie, że wywieszanie symbolu ich wiary w instytucjach państwowych jest po prostu złe i niewłaściwe i może przeszkadzać innym. Z tym niestety jest dosyć ciężko w naszym kraju. Przypomina mi się sytuacja z moich studiów. Otóż któregoś dnia w głównej auli wykładowej mojego wydziału pojawił się krzyż. Na forum internetowym wydziału rozgorzała dyskusja, która podzieliła studentów (mniej więcej połowa osób popierała inicjatywę, druga połowa była jej przeciwna). Smutny wniosek jaki z niej wyciągnąłem - spora część osób wierzących po prostu nie potrafi zrozumieć, że krzyż może przeszkadzać niewierzącym (godnym odnotowania faktem jest to, że również część osób wierzących uznała powieszenie krzyża w auli za niestosowne). Co więcej, głównym argumentem tych osób było stwierdzenie, że zdjęcie krzyża będzie ograniczeniem ich wolności wyznania. Szczyt hipokryzji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4972365482660016245?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4972365482660016245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/11/o-krok-do-przodu.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4972365482660016245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4972365482660016245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/11/o-krok-do-przodu.html' title='O krok do przodu'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-1969637234731929028</id><published>2009-10-30T18:09:00.014+01:00</published><updated>2009-10-30T18:27:56.857+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><title type='text'>Creation</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;24 listopada czeka nas 150-ta rocznica pierwszego wydania "O powstawaniu gatunków". Zamknie ona tym samym obchody roku Darwina, które tak naprawdę &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/ptora-roku-witowania.html"&gt;trwały już od lipca 2008&lt;/a&gt;. W tym czasie na całym świecie pojawił się wysyp filmów dokumentalnych, książek, wykładów i innych imprez towarzyszących mających uczcić dwie okrągłe rocznice związane z Darwinem (ta druga to oczywiście dwusetna rocznica urodzin). Czeka nas jednak jeszcze jedna bardzo miła rzecz. Na początku września na ekrany kin wszedł film &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Creation_%282009_film%29"&gt;"Creation"&lt;/a&gt; będący fabularyzowaną biografią Karola Darwina. Mówię tu o kinach zachodnich, bo na naszym podwórku filmu póki co nie widać. Z filmem wiąże się jednak pewna dość dziwna (?) sytuacja. Film znalazł dystrybutorów właściwie wszędzie na świecie. Początkowo wyglądało jednak na to, że nie będzie wyświetlany w... Stanach Zjednoczonych! Żaden dystrybutor ze Stanów nie chciał się podjąć wprowadzenia "Creation" na ekrany kin, ponieważ poruszany w nim temat ewolucji jest w USA bardzo kontrowersyjny. Nie, nie żartuję. Niestety. To chyba niezły miernik publicznego postrzegania nauki w Stanach. W takich momentach uświadamiam sobie prawdziwe zagrożenie płynące ze strony fundamentalizmu religijnego. Mam jednak nadzieję, że w naszym kraju uda się go stłumić w zarodku. Na szczęście cała historia ze Stanami zakończyła się dobrze. Dystrybutorem filmu zostało Newmarket Films, które planuje wprowadzenie filmu do amerykańskich kin w grudniu. Ja czekam gorąco na polską premierę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-1969637234731929028?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/1969637234731929028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/10/creation.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1969637234731929028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1969637234731929028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/10/creation.html' title='Creation'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8353049741119038818</id><published>2009-08-18T15:37:00.005+02:00</published><updated>2009-08-18T16:02:07.887+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Wzloty głupoty, czyli pamiątka z Wrocławia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pojechałem na dwa dni do Wrocławia, żeby trochę pozwiedzać miasto. Głównym punktem programu było odwiedzenie ZOO, a także ogrodu japońskiego i ogrodu botanicznego. Wszystkie one są fantastyczne i każdemu kto będzie miał okazję gorąco polecam (szczególnie ogród botaniczny przypadł mi do gustu). No i oczywiście nie sposób zwiedzać Wrocławia bez obejrzenia Starego Miasta i jego licznych zabytków, w tym licznych katedr i kościołów. Tutaj wtrącę, że choć mój stosunek do religii jest bardzo negatywny, to zachwyca mnie dawna architektura sakralna. Tak właściwie to zachwyca mnie dawna architektura, a że w dawnych czasach cała sztuka koncentrowała się ona wokół religii to większość zabytków z tego okresu stanowią kościoły. W jednym z kościołów na Ostrowie Tumskim natknąłem się na prawdziwą "perełkę". W przedsionku kościoła wisi taki oto plakat:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Soqv9NYHzLI/AAAAAAAAAYY/T9yytwm29DU/s1600-h/plakat.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 281px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Soqv9NYHzLI/AAAAAAAAAYY/T9yytwm29DU/s400/plakat.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371298971690454194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jak to zobaczyłem to mi szczęka opadła (dodam, że w kościele na ławach rozłożone były ulotki Ligi Polskich Rodzin). To może na początek zacytują Wikipedię:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bałwochwalstwo, idolatria&lt;/span&gt; (gr. eidolon - obraz lub posąg, latreia - kult) - grzech w religiach abrahamowych polegający na oddawaniu czci przedmiotom i ludziom jako bóstwu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W chrześcijaństwie bałwochwalstwo obejmuje wszelkie formy otaczania czcią, poświęcania uwagi przedmiotom kultu a także ludziom-idolom. Bałwochwalstwem jest poświęcanie nadmiernej uwagi czemukolwiek i komukolwiek, co ograbia chrześcijanina z czasu jaki powinien poświęcić na oddawanie czci Bogu. Oddawanie jednocześnie czci obcym bogom, innym niż głosi tradycja apostolska i Biblia.&lt;/blockquote&gt;Według plakatu przejawami bałwochwalstwa są Harry Potter, tatuaże, hipnoza, kursy szybkiego uczenia, joga, wschodnie sztuki walki i techno! Ręce opadają. No dobrze, rozumiem tego Harry'ego Pottera. W końcu &lt;a href="http://www.examiner.com/x-2044-Atheism-Examiner%7Ey2009m7d4-Harry-Potters-Daniel-Radcliffe-is-an-atheists-and-respects-Richard-Dawkins?cid=exrss-Atheism-Examiner"&gt;Daniel Radcliffe przyznał, że jest ateistą i że bardzo szanuje Richarda Dawkinsa&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;I'm an atheist, but I'm very relaxed about it. I don't preach my atheism, but I have a huge amount of respect for people like Richard Dawkins who do. Anything he does on television, I will watch.&lt;/blockquote&gt;A co z resztą pozycji na tej liście? Jeśli ktoś jest zainteresowany, to może poczytać sobie &lt;a href="http://www.krolowa-pokoju.com.pl/newage/index.html"&gt;politowania godne artykuły w internecie&lt;/a&gt;. Pozwólcie, że zacytuję jeden fragment artykułu poświęconego homeopatii:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jednym z filarów w reklamie homeopatii jest brak skutków ubocznych. Jednak nie jest to cała prawda, one występują tylko są innej natury. U osób, które przez dłuższy czas zażywały środki homeopatyczne pojawiają się trudności w sferze duchowej. Ostatnie badania jakie przeprowadził ks. prof. Nowosielski wskazują, iż osoby zażywające preparaty homeopatyczne wykazują nieufność do Boga Ojca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Egzorcyści potwierdzają, że w swojej praktyce spotkali się ze zniewoleniem, u którego źródeł była homeopatia. Wydaje się to niewiarygodne ale czyż nie dzieje się tu podobnie jak przypadku alkoholizmu, który rozpoczyna się od niewinnego piwa, a narkomania od „trawki”. Na podstawie obserwacji można z całą pewnością stwierdzić, że skuteczna czy nieskuteczna homeopatia zawsze niesie ze sobą problemy takie jak oschłość duchowa, brak radości i pokoju, zaburzenia psychiczne, depresje, brak poczucia sensu życia, nieuzasadniony niepokój, zniechęcenie, opór przed modlitwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niejednokrotnie prowadziłam dyskusje z osobami bardzo wierzącymi, które za nic nie chciały pozbyć się swoich fiolek z granulkami, jak gdyby od nich zależało ich życie. Jeżeli wiemy, że te leki szkodzą naszej duszy, naszej relacji z Bogiem jest to wystarczający powód aby je odrzucić. Jestem przekonana, że jeżeli ze względu na Boga pozbędziemy się ich ze swojej apteczki, Bóg wynagrodzi ten wybór.&lt;/blockquote&gt;Aż ciężko uwierzyć, że żyjemy w XXI wieku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8353049741119038818?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8353049741119038818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/08/wzloty-gupoty-czyli-pamiatka-z-wrocawia.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8353049741119038818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8353049741119038818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/08/wzloty-gupoty-czyli-pamiatka-z-wrocawia.html' title='Wzloty głupoty, czyli pamiątka z Wrocławia'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Soqv9NYHzLI/AAAAAAAAAYY/T9yytwm29DU/s72-c/plakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-5411187840688745524</id><published>2009-07-30T18:43:00.010+02:00</published><updated>2009-07-30T19:07:12.436+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Jaszczurki z piekła chcą nam WPROWADZIĆ CHIPY!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś w skrzynce pocztowej (zwykłej, nie elektronicznej) znalazłem następującą ulotkę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SnHN90Hq7RI/AAAAAAAAAYI/q6HrNBMnbS0/s1600-h/ssa41639.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SnHN90Hq7RI/AAAAAAAAAYI/q6HrNBMnbS0/s400/ssa41639.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364295093021502738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SnHN-CQaJVI/AAAAAAAAAYQ/xvEjup_wEyk/s1600-h/ssa41641.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SnHN-CQaJVI/AAAAAAAAAYQ/xvEjup_wEyk/s400/ssa41641.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364295096816248146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Co to ma być? W pierwszej chwili myślałem, że scjentologia, ale chyba nie. Po krótkich poszukiwaniach w internecie trafiłem na &lt;a href="http://raciborz.naszemiasto.pl/wydarzenia/977351.html"&gt;artykuł sprzed kilku miesięcy&lt;/a&gt; dotyczący tej sekty. Niestety szykuję się do wyjazdu i nie mam czasu na rozpisywanie się, ale jedną rzecz muszę skomentować.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Ich przekaz na pewno nie trafi do ludzi w dobrym stanie psychicznym, ale do osób, których światopogląd wykracza poza rzeczywistość, które nie potrafią zweryfikować tego, co jest prawdą, a co nie.&lt;/blockquote&gt;Niewątpliwie prawda. Szczytem ironii jest jednak fakt, że słowa te padają z ust księdza!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powyższa ulotka, poza poprawieniem mi humoru na cały dzień (głównie przez dosyć toporną polszczyznę), skłoniła mnie do refleksji na temat tego jak łatwo ludzie wierzą w różne kretynizmy. Smutne to, ale widać takimi już nas ewolucja ukształtowała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Ten cały Astar Seran ma nawet swój profil na Facebooku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-5411187840688745524?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/5411187840688745524/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/dzis-w-skrzynce-pocztowej-zwykej-nie.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5411187840688745524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5411187840688745524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/dzis-w-skrzynce-pocztowej-zwykej-nie.html' title='Jaszczurki z piekła chcą nam WPROWADZIĆ CHIPY!'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SnHN90Hq7RI/AAAAAAAAAYI/q6HrNBMnbS0/s72-c/ssa41639.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8574246095931996991</id><published>2009-07-23T19:43:00.032+02:00</published><updated>2009-07-23T20:41:13.618+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Darwin - żywot uczonego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SmisPDL3ptI/AAAAAAAAAXo/DnNZcvok0xU/s1600-h/phpThumb_generated_thumbnail.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 141px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SmisPDL3ptI/AAAAAAAAAXo/DnNZcvok0xU/s200/phpThumb_generated_thumbnail.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361724730937681618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jakiś rok temu, po lekturze &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/o-powstawaniu-gatunkw.html"&gt;"O powstawaniu gatunków" z wydawnictwa Jirafa Roja&lt;/a&gt;, byłem mało zachwycony. Jednym z moich licznych zarzutów w stronę tego wydania był brak jakiegokolwiek komentarza naukowego. Nie było też żadnych informacji na temat samego uczonego (krótkiej noty na odwrocie książki nie liczę). Ten ostatni problem rozwiązała &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/darwin-o-powstawaniu-gatunkw-biografia.html"&gt;biografia Karola Darwina autorstwa Janet Browne&lt;/a&gt;. Książka była niezwykle ciekawa i wciągająca, doskonale przybliżała sylwetkę uczonego i ducha czasów w których żył. Była jednak dosyć krótka i pomimo zaspokojenia mojego niedosytu wiedzy, trudno jest uznać ją za wyczerpującą. Ostatnio postanowiłem uzupełnić moją widzę o Karolu Darwinie obszerniejszą biografią. Sięgnąłem po pozycję "Darwin. Żywot uczonego" autorstwa Michaela White'a i Johna Gribbina, wydaną na naszym rynku przez Prószyński i S-ka w 1998 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka jest znacznie obszerniejsza od biografii autorstwa Janet Browne, choć na pierwszy rzut oka nie widać tego aż tak bardzo. Dopiero po uważniejszym przyjrzeniu się widać większy format, znacznie większą ilość tekstu na stronie no i przede wszystkim znacznie większą ilość stron - 340 (u pani Browne tylko 165, z czego 20 odpada na indeks itp.). Miejsca starczyło na 14 rozdziałów, dwa krótkie aneksy i bardzo solidnie opracowany indeks (u wydawnictwa Prószyński i S-ka to norma - duży plus za to). Autorzy podeszli do biografii niezwykle rzetelnie. Opisują nie tylko życie Darwina, jego dzieciństwo, podróż na Beagle,  pracę naukową, codzienne zwyczaje, życie rodzinne i towarzyskie. Prezentują również historię poglądów ewolucyjnych przed Darwinem jak i po nim (każde z tych zagadnień to osobny rozdział). Dzięki temu czytelnik ma całościowy obraz zarówno epoki jak i sylwetki uczonego. Książka poza wymienionymi zaletami ma jeszcze dwie, bardzo istotne. Po pierwsze czyta się ją z zapartym tchem, jak doskonałą książkę fabularną. Po drugie widać, że autorzy są pasjonatami ewolucji i przeciwnikami wszelkiej pseudonauki, kreacjonizmu itp. Po prostu czułem, że są to ludzie, którzy myślą tak jak ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te wszystkie plusy książki prowadzą do pewnej wady - książka po prostu zbyt szybko się kończy! Paradoksalnie, pomimo wyczerpującego potraktowania tematu po jej przeczytaniu odczuwam znacznie większy niedosyt niż po lekturze książki Browne. To jednak świadczy o tym, że White i Gribbin napisali doskonałą biografię Darwina, która wciąga i po którą może sięgnąć dosłownie każdy, co też wszystkim polecam. Niestety, książka obecnie dostępna tylko w antykwariatach i na Allegro.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8574246095931996991?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8574246095931996991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/darwin-zywot-uczonego.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8574246095931996991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8574246095931996991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/darwin-zywot-uczonego.html' title='Darwin - żywot uczonego'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SmisPDL3ptI/AAAAAAAAAXo/DnNZcvok0xU/s72-c/phpThumb_generated_thumbnail.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-491964994396898411</id><published>2009-07-09T19:52:00.056+02:00</published><updated>2009-07-09T21:31:25.067+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='genetyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Nauka a kreacjonizm: Włącz swoją inteligencję</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SlY9yAdBlNI/AAAAAAAAAXg/UU3uc5DJsjM/s1600-h/Nauka+a+kreacjonizm.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 118px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SlY9yAdBlNI/AAAAAAAAAXg/UU3uc5DJsjM/s200/Nauka+a+kreacjonizm.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356536736128275666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W 2007 roku, a więc względnie niedawno na polskim rynku nakładem CiS ukazała się książka "Nauka a kreacjonizm: o naukowych uproszczeniach teorii inteligentnego projektu" (w oryginale: "Intelligent Thought: Science Versus the Intelligent Design Movement") będąca zbiorem szesnastu esejów pod redakcją &lt;a href="http://www.edge.org/"&gt;Johna Brockmana&lt;/a&gt;. Książkę tą omijałem szerokim łukiem. Powód? Ależ proszę bardzo: kreacjonizm to totalny absurd, teoria inteligentnego projektu to kreacjonizm w przebraniu, po co więc poświęcać czas na czytanie krytyki koncepcji o której i tak nie da się niczego pozytywnego napisać? Ostatnio jednak zmieniłem zdanie i uznałem, że może jednak warto dowiedzieć się co na temat ID mają do powiedzenia współcześni naukowcy. Wśród autorów esejów znajdują się m.in. Jerry A. Coyle, Daniel C. Dennett, Richard Dawkins, Steven Pinker czy Lee Smolin. Reszta nazwisk jest mi obca - z reguły są to profesorowie z amerykańskich uniwersytetów, będący przy okazji autorami książek popularnonaukowych. Pełna lista autorów dostępna jest na stronie &lt;a href="http://www.cis.pl/"&gt;CiS&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak więc prezentuje się książka? Po pierwsze nie do końca byłem pewien czego właściwie od książki oczekuję. Może to i lepiej, bo nie mając sprecyzowanych oczekiwań miałem mniejsze szanse na rozczarowanie. Przede wszystkim książka jest pisana - jak już wspomniałem - przez amerykanów i odnosi się do amerykańskich realiów. Osoby śledzące działania kreacjonistów w Ameryce wiedzą, że sytuacja wygląda niewesoło (w tym miejscu pragnę przypomnieć &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/expelled-wyacz-swoja-inteligencje.html"&gt;jeden z niedawnych wpisów, poświęcony Expelled&lt;/a&gt;). Co rusz słychać o kolejnych legislacyjnych próbach wprowadzenia ID na lekcjach biologii. Na szczęście z reguły są to próby nieudane, ale ilość takich inicjatyw jest zatrważająca. Jeszcze straszniejsze jest to, że ruch ID ma bardzo duże szanse na przekonanie do siebie sporej części niezbyt dobrze wykształconego amerykańskiego społeczeństwa. To właśnie te zagrożenia stanowiły impuls do powstania omawianej książki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Eseje umieszczone w "Nauka a kreacjonizm" trzymają różny poziom. Niektóre niezwykle wciągają, inne można skwitować wzruszeniem ramion (rozczarował mnie Dawkins, którego esej obraca się wokół jednego argumentu przeciw ID: kto zaprojektował projektanta?). Tak naprawdę to tematyka samych esejów jest bardzo rozległa: niektóre skupiają się na wykazywaniu nienaukowości ID (np. bardzo dobry esej Dennetta), inne nie wspominają o ID ani słowem, a zamiast tego skupiają się na dowodach ewolucji (świetne eseje Tima D. White'a o ewolucji człowieka i Neila H. Shubina o przejściu ewolucyjnym od ryb do zwierząt lądowych). Niestety, jak dla mnie całość jest trochę chaotyczna. W jednym momencie czytam o ewolucji moralności, by za chwilę przeskoczyć na kosmologię. Po przeczytaniu esejów uświadomiłem sobie, czego podświadomie oczekiwałem od książki: pewnego rodzaju wsparcia merytorycznego w dyskusji ze zwolennikami kreacjonizmu bądź poglądów, że Kościół wspiera ewolucję. Z tego zadania książka wywiązuje się w ograniczonym zakresie. Najbardziej przydatny pod tym względem jest aneks do książki zawierający fragment uzasadnienia orzeczenia amerykańskiego sądu okręgowego środkowego Okręgu Pensylwanii w sprawie &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligentny_projekt#Proces_w_Dover"&gt;Kitzmiller vs. Dover&lt;/a&gt; (była to sprawa wytoczona Dover Area School Distrcit po tym jak rada szkolna w Dover wprowadziła ID do programu nauczania). Fragment orzeczenia streszcza przebieg procesu, zeznania biegłych (m.in. &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Michael_Behe#Dover_testimony"&gt;kompromitujące zeznania profesora Behe&lt;/a&gt;, będącego jednym z głównych promotorów ID) i stanowi skondensowaną dawkę świadectw i argumentów przeciwko ID.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duży plus należy się wydawnictwu CiS za posłowie do polskiego wydania. Poświęcone jest ono wypowiedzi wiceministra edukacji Mirosława Orzechowskiego, który w październiku 2006 stwierdził m.in. że  &lt;blockquote&gt;"Teoria ewolucji to kłamstwo. Mam przekonanie, że to pomyłka, którą zalegalizowano jako obowiązującą prawdę. Dla mnie to opowieść o charakterze literackim, mogłaby np. stać się kanwą filmu science fiction. "&lt;/blockquote&gt;Wypowiedź ta odbiła się dużym echem w kraju (i niewielkim za granicą, chociaż komentowało ją nawet "Nature"). Posłowie przytacza listy protestacyjne wystosowane przez instytucje naukowe i/lub kościelne w sprawie wypowiedzi ministra. W momencie wydawania książki była to sprawa dosyć świeża. Na szczęście mamy już za sobą czasy kiedy ignoranci z LPR piastowali stanowiska w Ministerstwie Edukacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla porządku dodam, że polskie wydanie trzyma standardy CiSu. Twarda okładka, dobry papier (przynajmniej ja bardzo taki lubię), solidne tłumaczenie opatrzone dodatkowo przypisami. Na minus kilka literówek i koszmarna okładka (wygląda jakby składano ją na kilka godzin przed oddaniem książki do druku).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nauka a kreacjonizm" to książka w miarę dobra. Nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie, ale też nie żałuję, że do tej pory ją omijałem. Owszem, znajduje się w niej sporo naprawdę ciekawych esejów, można dowiedzieć się co nieco o ewolucji czy o samym ID, jednak po skończonej lekturze odczuwam pewien niedosyt (a może niesmak?). Myśl przewodnia jest luźno potraktowana, dlatego w rezultacie mamy nieco chaotyczną książkę o wszystkim. Mi to momentami przeszkadzało. Ponadto cena - 38 złotych - sprawia, że warto się mocno zastanowić przed zakupem. Myślę, że te pieniądze można zainwestować w lepszą lekturę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-491964994396898411?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/491964994396898411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/nauka-kreacjonizm-wacz-swoja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/491964994396898411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/491964994396898411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/nauka-kreacjonizm-wacz-swoja.html' title='Nauka a kreacjonizm: Włącz swoją inteligencję'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SlY9yAdBlNI/AAAAAAAAAXg/UU3uc5DJsjM/s72-c/Nauka+a+kreacjonizm.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4389303801483205095</id><published>2009-07-07T10:15:00.005+02:00</published><updated>2009-07-07T10:19:35.554+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Losowa mutacja w genach arbuza</title><content type='html'>&lt;object width="400" height="250"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Xfqht0LEOWQ&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Xfqht0LEOWQ&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="250"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4389303801483205095?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4389303801483205095/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/losowa-mutacja-w-genach-arbuza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4389303801483205095'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4389303801483205095'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/losowa-mutacja-w-genach-arbuza.html' title='Losowa mutacja w genach arbuza'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7618302777086553185</id><published>2009-07-06T19:39:00.000+02:00</published><updated>2009-07-06T20:17:48.305+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>"Regres człowieczeństwa"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SlI_bRoOZNI/AAAAAAAAAW8/iYNgSEhYAvo/s1600-h/6442d.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 121px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SlI_bRoOZNI/AAAAAAAAAW8/iYNgSEhYAvo/s200/6442d.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5355412644718077138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Często wpadam do antykwariatu bez ściśle określonego celu, licząc że wśród starych książek znajdzie się coś potencjalnie ciekawego. W trakcie jednej z niedawnych wizyt, na półce z książkami z serii"+/- nieskończoność" zauważyłem autora, którego nazwisko zabrzmiało znajomo - Konrad Lorenz. Nastąpiła krótka chwila refleksji i próba przypomnienia sobie skąd znam to nazwisko. Po krótkim namyśle już wiedziałem - po pierwsze noblista w dziedzinie medycyny i fizjologii, po drugie wybitny etolog (o ile pamiętam, to Dawkins wspominał o nim w swoich książkach) i wreszcie po trzecie autor książki "Tak zwane zło", o której już kilkukrotnie słyszałem z różnych źródeł (m.in. wspominał o niej Wilson w &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/o-naturze-ludzkiej.html"&gt;"O naturze ludzkiej"&lt;/a&gt;). W domu uzupełniłem moją wiedzę o autorze. Streszczając życiorys Lorenza można powiedzieć, że jest twórcą nowoczesnej etologii, urodził się w 1903 r. w Wiedniu. Ukończył studia medyczne i filozoficzne, uzyskując doktoraty w latach 1928 i 1933. Był jednym z założycieli i przez długie lata kierował Instytutem Etologii Porównawczej w Altenbergu. W 1973 roku Lorenz otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii, wspólnie z Karlem von Frischem (odkrywca "tańca pszczół") i Niko Tinbergenem (ornitolog, pod jego kierunkiem Dawkins zrobił doktorat). Zmarł w 1989 roku. Książka o której tu piszę została wydana przez PIW w 1986. Na rynku polskim ukazały się jeszcze "Tak zwane zło", "Odwrotna strona zwierciadła" (posiadam obie), "I tak człowiek trafił na psa" oraz "Opowiadania o zwierzętach". Wszystko to zostało wydane u nas wiele lat temu, także książki można znaleźć jedynie w antykwariatach i na Allegro. Pora przystąpić do lektury.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;W obecnej dobie widoki na przyszłość ludzkości są wyjątkowo smutne. Najprawdopodobniej szybko, aczkolwiek bynajmniej nie bezboleśnie, zginie samobójczo od broni jądrowej. Nawet gdyby to nie nastąpiło, grozi jej powolna śmierć wskutek zatrucia i wszelkich innych zniszczeń środowiska, w jakim i dzięki któremu żyje. Zresztą nawet gdyby potrafiła w porę zahamować swoje ślepe i niewiarygodnie głupie działanie, zagraża jej stopniowy regres wszystkich cech i osiągnięć stanowiących o jej człowieczeństwie. Wielu myślicieli to dostrzegło, wiele książek zawiera wiedzę o tym, że wyniszczenie środowiska i "dekadencja" kultury idą ze sobą w parze. Jednakże niewielu traktuje regresję tego, co ludzkie jako &lt;span style="font-style: italic;"&gt;chorobę&lt;/span&gt;, niewielu poszukuje, jak Aldous Huxley, przyczyn choroby i ewentualnych środków zaradczych. Książka ta ma służyć takim poszukiwaniom.&lt;/blockquote&gt;Przywitała mnie taka oto, jakże ponura, przedmowa autora. Nie ukrywam, że przy fragmencie o broni jądrowej nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu. Jak widać Zimna Wojna odcisnęła swoje piętno na książce. No ale przecież nie będę omawiał książki jedynie na podstawie wstępu. Pora przyjrzeć się temu co jest dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dalej jest nieźle. Książka podzielona jest na cztery tworzące spójną całość części. I w tym momencie staję przed poważnym problemem co napisać dalej. "Regres człowieczeństwa" jest niezwykłą mieszanką. Każdy rozdział ma oczywiście tematykę przewodnią, jakąś tezę którą autor uzasadnia, jednak wywód porusza się po wielu dziedzinach, krąży wokół głównego tematu nieraz odbiegając od niego, wydawałoby się, całkowicie tylko po to by w konkluzji rozdziału w błyskotliwy sposób powrócić do tezy wyjściowej. Autor wychodzi od rozprawienia się z mitem istnienia jakiegoś transcendentalnego celu w naszym świecie, przedstawia argumenty na rzecz niemożliwości istnienia takiego celu, ale przede wszystkim koncentruje się na zgubnych skutkach takiego myślenia. Następnie skupia się na ewolucyjnych adaptacjach które wykształciły się u człowieka oraz ich potencjalnie zgubnym charakterze we współczesnym społeczeństwie. Książka kończy się powiewem optymizmu i próbą odpowiedzi na pytanie co zrobić, by do zagłady ludzkości jednak nie doszło. Jak więc widać różnorodność poruszanej tematyki jest bardzo duża. Momentami książka zmienia się w niesamowity wręcz wykład biologii ewolucyjnej (czy wiedzieliście, że kręgowce miały &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Oko_ciemieniowe"&gt;trzecie oko&lt;/a&gt;?), innym znowu razem schodzi na tematy filozoficzne czy socjologiczne. Rodzi się więc pytanie jak właściwie zaklasyfikować "Regres człowieczeństwa"? Jak dla mnie jest to filozofia rozumiana w sensie rozważań przyrodniczych na temat ludzkości. To zwięzłe określenie wydaje mi się najbardziej trafne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety książka trzyma bardzo nierówny poziom. W jednym momencie mamy wciągający i pełen niesamowitych faktów wykład ewolucji oraz solidną argumentację, a za chwilę pojawiają się ewidentne błędy logiczne, myślenie w kategoriach doboru grupowego i dobra gatunku (!), domorosła psychologia, myślenie życzeniowe albo - dla kontrastu - wyolbrzymianie zagrożeń. Autora zdaje się przerażać konflikt pokoleń, a przynajmniej mam takie wrażenie, że ówczesna młodzież została przedstawiona jako pozbawiona wszelkich zasad, rozsądku itd. Jak na mój gust jest to stereotypowe przekonanie pod tytułem "za moich czasów to ...". Co więcej, przekonanie o "regresie człowieczeństwa" nie wydaje się niczym szczególnie oryginalnym. Przecież w każdej epoce historycznej na świecie działy się potworne rzeczy z wojnami, zarazami i ludobójstwami na czele i wielu intelektualistów postrzegało to jako oznaki upadku ludzkiej rasy. Z drugiej strony nie sposób odmówić Lorenzowi racji w wielu kwestiach i słuszności wniosków dotyczących cywilizacji technokratycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając książkę doznawałem często uczucia, że część prezentowanych idei jest mi dziwnie znajoma. Faktycznie, koncepcje Lorenza są zbieżne z poglądami prezentowanymi przez innych badaczy. Najwięcej skojarzeń miałem ze wspomnianą już na początku "O naturze ludzkiej" Wilsona. Obie książki są podobne w wymowie, obie zahaczają o ewolucję, problemy ludzkich społeczeństw, czy wreszcie o samą naukę i metodykę badawczą. Drugą książką, o której nieodparcie myślałem podczas czytania "Regresu człowieczeństwa" to "Dialogi" Stanisława Lema, a konkretnie zawarte w nich rozważania na temat systemu kapitalistycznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komu więc polecić "Regres człowieczeństwa"? Przede wszystkim osobom zainteresowanym filozofią, historią nauki, rozwoju myśli społecznej oraz poglądami znanych naukowców. Dla reszty osób zdecydowana większość książki będzie źródłem refleksji na temat współczesnej cywilizacji i naszego udziału w niej, a niektóre fragmenty okażą się kopalnią bardzo ciekawych faktów. Dla mnie osobiście niezwykły był fragment poświęcony temu jak powinno wyglądać podejście naukowca do badań - nie ukrywam, że bardzo podniósł mnie on na duchu i skłonił do przemyślenia mojego własnego podejścia do tego co robię. Pomimo wytkniętych wad w warstwie merytoryczno-argumentacyjnej, skończyłem czytać książkę z poczuciem, że w większości jest to gorzka prawda o naszym świecie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7618302777086553185?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7618302777086553185/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/regres-czowieczenstwa.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7618302777086553185'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7618302777086553185'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/07/regres-czowieczenstwa.html' title='&quot;Regres człowieczeństwa&quot;'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SlI_bRoOZNI/AAAAAAAAAW8/iYNgSEhYAvo/s72-c/6442d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4803278674710182556</id><published>2009-06-29T21:00:00.016+02:00</published><updated>2009-06-29T21:09:05.244+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><title type='text'>Expelled: Wyłącz swoją inteligencję</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nieco ponad rok temu przez zachodnią blogosferę naukową przetoczyła się prawdziwa burza. Wszystko za sprawą filmu pod tytułem "Expelled: No Intelligence Allowed", czyli "Wydaleni: Zakaz wstępu dla inteligencji". Czemu film wywołał takie poruszenie? Otóż jest to pseudo-dokument będący kreacjonistyczną propagandą teorii inteligentnego projektu (z lenistwa dalej będę używał skrótu ID - Intelligent Design). No cóż, to że kreacjoniści walczą o uznanie nonsensów w które wierzą za naukę nie jest niczym nowym. Natomiast dużą niespodzianką i sporym sukcesem z punktu widzenia twórców filmu jest fakt, że pośród osób udzielających w nim wywiadów są Richard Dawkins, &lt;a href="http://scienceblogs.com/pharyngula/"&gt;P.Z. Myers&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.skeptic.com/"&gt;Michael Shermer&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://ncseweb.org/"&gt;Eugenie Scott&lt;/a&gt; czy Daniel Dennett. Pora opowiedzieć o tym w jaki sposób producentom udało się wykorzystać wspomnianych naukowców do kręcenia filmu oraz o licznych kłamstwach zawartych w "Expelled".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film rozpoczyna się dosyć populistycznym przemówieniem na temat wolności w wykonaniu prowadzącego film Bena Steina. "Dowiadujemy się", że to dzięki wolności Stany Zjednoczone są tym czym są, a także, że ta wolność jest dzisiaj poważnie zagrożona. Czemu? Tego dowiadujemy się z wywiadów, które Stein przeprowadza z kilkoma naukowcami i dziennikarzami. Okazuje się, że kariery tych osób zostały "zrujnowane" po tym, jak odważyli się napisać cokolwiek o ID. Przesłanie jest jednoznaczne: ID kwestionuje darwinizm*, jest teorią całkowicie naukową i nie ma nic wspólnego z religią. Naukowy "estabilishment" nie pozwala jednak na jej rozwijanie. Wszystkie próby badania ID są zwalczane, a osoby które cokolwiek napiszą o tej teorii są skończone. To jest właśnie to zagrożenie wolności o którym była mowa na początku. Do tego powtarzane są standardowe kreacjonistyczne slogany: teoria ewolucji nie jest udowodniona (nie wiadomo nawet czym jest gatunek, więc jak można mówić o teorii wyjaśniającej ich powstanie?) oraz istnieje kontrowersja na temat teorii ewolucji (owszem, kontrowersje były, ale jakieś 150 lat temu, bezpośrednio po jej opublikowaniu). Po licznych wywiadach tematyka filmu schodzi na zupełnie inne tory: holokaust. Autorzy filmu starają się wykazać, że to darwinizm doprowadził do masowej eksterminacji Żydów podczas II Wojny Światowej. Zwracam tutaj uwagę na słowo "darwinizm" - twórcy filmu posługują się praktycznie tylko nim, co w kontekście wypowiedzi zawartych w filmie ma przekonać widza, że to zwykła ideologia, kolejny -izm obok komunizmu czy nazizmu. Film kładzie duży nacisk na postawienie znaku równości między darwinizmem a masowym mordowaniem ludzi. Twórcy filmu nie są skończonymi idiotami (?), dlatego zostawiają sobie furtkę do wycofania się z tego stwierdzenia w wypowiedzi jednego z propagatorów ID, który twierdzi że darwinizm jest warunkiem koniecznym by doprowadzić do czegoś takiego jak holokaust, chociaż nie jest on warunkiem wystarczającym. Wprawdzie film nie chce nazwać tej insynuacji wprost, jednak publiczne wypowiedzi Steina nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości :&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Kiedy patrzyliśmy na tego człowieka, to chyba był pan Myers, mówiącego jak wspaniali są naukowcy, pomyślałem sobie, że ostatnio kiedy naukowiec kazał coś zrobić któremuś z moich krewnych, było to polecenie pójścia pod prysznic żeby zostać zagazowanym... to było tak straszne że nie da się tego opisać słowami. I właśnie do czegoś takiego - moim zdaniem, to tylko moja opinia - prowadzi nauka. Miłość do Boga, współczucie i empatia prowadzi do miejsca pełnego chwały a nauka prowadzi do mordowania ludzi.&lt;span style="font-style: italic;"&gt; [moje tłumaczenie, za &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ben_Stein#Views_on_evolution_and_science"&gt;tekstem z Wikipedii&lt;/a&gt;]&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Opowiadając o powiązaniach holokaustu z Darwinem, Stein posuwa się nawet do &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Expelled:_No_Intelligence_Allowed#Charles_Darwin_quotation_issue"&gt;całkowitego przeinaczenia cytatu&lt;/a&gt; z "Pochodzenia człowieka" w sposób, który jednoznacznie sugeruje że Darwin potępiał pomoc najsłabszym członkom społeczeństwa, podczas gdy rzeczywiste znaczenie pełnego cytatu jest zupełnie odwrotne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przerażające jest to, że film nie jest amatorszczyzną. Za produkcją stały spore pieniądze i spore przygotowania. Trzeba też przyznać, że Stein dobrze wywiązuje się ze swojego zadania prowadzenia filmu i wzbudzana w widzu niechęci do ewolucji. Wiarygodności produkcji dodają występujący w nim znani naukowcy. Jak to się stało, że wymienione przez mnie na początku osoby zgodziły się wystąpić w filmie będącym kreacjonistyczną propagandą? Odpowiedź jest prosta - ci naukowcy nie zgodzili się, &lt;a href="http://www.expelledexposed.com/index.php/background/interview-tactics"&gt;zostali oszukani&lt;/a&gt;. Okłamano ich co do filmu w którym będą wykorzystane wywiady z nimi, a na etapie montażu przeprowadzone rozmowy odpowiednio zmontowano. W filmie występują także inne znane osoby: &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/05/dawkins-vs-lennox-runda-druga.html"&gt;John Lennox&lt;/a&gt;, Alister McGrath oraz... Maciej Giertych. Nie wiem czy tym osobom przedstawiono prawdziwe informacje na temat filmu w którym zostaną wykorzystane wywiady z nimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę można napisać bardzo dużo o kłamstwach w Expelled. Osoby zainteresowane odsyłam na stronę &lt;a href="http://www.expelledexposed.com/"&gt;Expelled Exposed&lt;/a&gt;, której celem jest ujawnienie wszystkich "przekrętów" w filmie, począwszy od taktyk stosowanych przy wywiadach a kończąc na osobach, które rzekomo potraciły pracę przez publikacje o ID (jak się okazuje opisywane w filmie sytuacje w ogóle nie miały miejsca). Bardzo dobrym źródłem informacji jest również &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Expelled:_No_Intelligence_Allowed"&gt;artykuł na Wikipedii&lt;/a&gt;, aczkolwiek powstał on w dużej mierze w oparciu o stronę Expelled Exposed.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo działo się także w momencie wchodzenia Expelled do kin. Na uwagę zasługują dwa wydarzenia. Pierwsze z nich to pokaz przedpremierowy, na który mógł przyjść każdy, kto zarezerwował bilety przez internet. W praktyce okazało się jednak, że nie każdy. Otóż PZ Myers i Richard Dawkins postanowili udać się na pokaz. Myers został jednak zauważony i, na polecenie producenta filmu, wyrzucony (słowo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;expelled&lt;/span&gt; pasuje jak ulał) przez ochronę. Dawkinsowi udało się wejść. Hipokryzja tego wydarzenia jest niewiarygodna. Więcej informacji w &lt;a href="http://youtube.com/watch?v=c39jYgsvUOY"&gt;rozmowie Dawkinsa z Myersem&lt;/a&gt;.  Drugie, mniej spektakularne wydarzenie związane jest ze stroną filmu założoną na MySpace. Umieszczono tam ankietę z pytaniem czy ID powinno być nauczane w szkole. Po tym jak ponad 400 tys. osób zagłosowało na "nie" ankieta została usunięta ze strony (czy też &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wydalona&lt;/span&gt;, jeśli ktoś woli). Więcej &lt;a href="http://skeptico.blogs.com/skeptico/2008/04/poor-babies.html"&gt;na blogu Skeptico&lt;/a&gt; (polskie tłumaczenie &lt;a href="http://automaciej.jogger.pl/2008/04/29/tworcy-expelled-kontra-ankieta/"&gt;tutaj&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Expelled narobiło rok temu sporo szumu. Prawdę mówiąc to chyba głównie dzięki naukowcom, bo podejrzewam (znaczy się: mam nadzieję), że film nie wyszedł poza grono radykalnych chrześcijan. O Expelled zrobiło się cicho. Czyżby koniec? Niestety, wygląda na to że nie. Jak donosi PZ Myers, &lt;a href="http://scienceblogs.com/pharyngula/2009/06/expelled_redux.php"&gt;szykuje się kolejny pseudo-dokument o Darwinie&lt;/a&gt;. W tym przypadku również wrobiono kilku naukowców w wywiady do filmu (tym razem padło na specjalistów od życia Darwina, m.in. &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/darwin-o-powstawaniu-gatunkw-biografia.html"&gt;Janet Browne&lt;/a&gt;). Już nie mogę się doczekać kolejnej "błyskotliwej" produkcji kreacjonistów. Co pozostaje? Po pierwsze zwalczać te absurdy, a po drugie pośmiać się trochę. Na koniec zapraszam do obejrzenia "Sexpelled: No intercourse allowed", krótkiej parodii "Expelled" przygotowanej przez Dawkinsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="left: 340.983px ! important; top: 15px ! important;" title="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" class="abp-objtab-002439950826504611 visible ontop" href="http://www.youtube.com/v/-ThQQuHtzHM&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a style="left: 340.983px ! important; top: 15px ! important;" title="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" class="abp-objtab-002439950826504611 visible ontop" href="http://www.youtube.com/v/-ThQQuHtzHM&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a style="left: 340.983px ! important; top: 15px ! important;" title="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" class="abp-objtab-002439950826504611 visible ontop" href="http://www.youtube.com/v/-ThQQuHtzHM&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a style="left: 340.983px ! important; top: 15px ! important;" title="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" class="abp-objtab-002439950826504611 visible ontop" href="http://www.youtube.com/v/-ThQQuHtzHM&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/a&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/-ThQQuHtzHM&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/-ThQQuHtzHM&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4803278674710182556?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4803278674710182556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/expelled-wyacz-swoja-inteligencje.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4803278674710182556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4803278674710182556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/expelled-wyacz-swoja-inteligencje.html' title='Expelled: Wyłącz swoją inteligencję'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7815085148068675897</id><published>2009-06-27T20:55:00.038+02:00</published><updated>2009-06-27T21:59:57.956+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Historia ateizmu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kontynuuję oglądanie filmów ściągniętych z &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/"&gt;Atheist Movies&lt;/a&gt;. Dzisiaj pora na omówienie krótkiej, trzyodcinkowej serii dokumentalnej &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2009/02/jonathan-millers-brief-history-of.html"&gt;"Atheism: A rough history of disbelief"&lt;/a&gt; (w wolnym tłumaczeniu "Ateizm: Zarys historii niewiary"). Narratorem serii jest &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Jonathan_Miller"&gt;Jonathan Miller&lt;/a&gt;. Seria została przygotowana przez BBC, co pozwoliło mi na oczekiwanie dokumentu wysokiej klasy. Oczekiwania całkowicie się sprawdziły. Pierwszy odcinek serii rozpoczyna się oczywiście wprowadzeniem do tematu. Miller rozpoczyna od opowiedzenia historii swojego "odejścia od wiary", która bardzo przypomina mi mój proces wychodzenia spod indoktrynacji. Mówi też, czemu nie lubi słowa "ateizm" i tutaj zatrzymam się na dłuższą dygresję.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SkZ38FM9qHI/AAAAAAAAAW0/3qVpAe3XYOc/s1600-h/screenshot5.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 218px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SkZ38FM9qHI/AAAAAAAAAW0/3qVpAe3XYOc/s400/screenshot5.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352097081248819314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SkZ3708kVhI/AAAAAAAAAWs/Vl_Ap06sOTE/s1600-h/screenshot4.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 218px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SkZ3708kVhI/AAAAAAAAAWs/Vl_Ap06sOTE/s400/screenshot4.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352097076885083666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pisałem to już w jednym z komentarzy, ale ponieważ nie wszyscy czytają więc powtórzę to we wpisie. Nie lubię zbytnio określenia "ateista". Nie chodzi bynajmniej o to, że się wstydzę czy coś w tym stylu. Po prostu jest ono moim zdaniem bardzo niefortunne, ponieważ opiera się na zanegowaniu innego poglądu, a jak słusznie zauważył Lawrence Krauss w dyskusji z Dawkinsem, "ludzi nie interesuje to w co nie wierzysz, tylko to w co wierzysz". Poza tym gdyby ktoś jutro przedstawił niezbite dowody istnienia boga, to nie mógłbym nazywać już siebie ateistą, bo nie negowałbym istnienia czegoś co zostało niezbicie udowodnione. W omawianej serii Miller stwierdza ponadto, że kwestia tego że nie wierzy w boga nie zaprząta w ogóle jego myśli, dlatego też nie widzi potrzeby dla nazywania czegoś, co go w ogóle nie zajmuje. Trzeba jednak przyznać rację &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Colin_McGinn"&gt;Colinowi McGinn&lt;/a&gt;, z którym Miller rozmawia w filmie i który zauważa następującą rzecz: dziś nikogo nie zaprząta myśl o bogach greckich, po prostu stwierdzamy, że kiedyś ludzie w nich wierzyli i tyle - koniec dyskusji na ten temat. Być może w przyszłości tak samo będzie się mówiło o bogu judeochrześcijańskim - krótkie stwierdzenie, że ludzie kiedyś w takiego boga wierzyli i tyle. Jeśli kiedyś do czegoś takiego dojdzie (a mam nadzieję, że tak będzie), to nie będzie to już ateizm, tylko post-teizm. Dzisiejszy ateizm to sprzeciw wobec Kościoła, próba przeciwstawienia się teizmowi, który uważany jest przez wielu racjonalistów za coś złego i niebezpiecznego. Nie lubię się przywiązywać do słów, ale brak odpowiedniego słownictwa i jednoznacznej terminologii często doskwiera. Nawet w pierwszym akapicie napisałem o "odchodzeniu od wiary" w cudzysłowach, bo przecież nie można od niej odejść jeśli tak naprawdę nigdy się nie wierzyło (ja, podobnie jak Miller, nigdy nie wierzyłem). Zamiast o "odchodzeniu od wiary", przez moment myślałem żeby napisać o "zwątpieniu", ale to określenie jest jeszcze gorsze, bo przecież nie mam cienia wątpliwości co do moich poglądów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SkZ37dFILuI/AAAAAAAAAWk/FRy-SwvC36A/s1600-h/screenshot2.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 218px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SkZ37dFILuI/AAAAAAAAAWk/FRy-SwvC36A/s400/screenshot2.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352097070478536418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tyle dygresji, pora wrócić do filmu. Pierwszy odcinek obejmuje okres starożytności (tutaj jest mowa oczywiście o greckich filozofach), drugi średniowiecze a trzeci okres od przełomu XVII i XVIII wieku do współczesności - Miller prezentuje historię i rozwój niewiary w istnienie sił nadprzyrodzonych w kolejnych epokach historycznych. Całość jest ciekawa i dobrze zrealizowana, a spokojna postać prowadzącego doskonale tutaj pasuje. Film poprzeplatany jest licznymi cytatami sławnych ateistów, agnostyków, deistów, pisarzy i filozofów recytowanymi przez &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Bernard_Hill"&gt;Bernarda Hilla&lt;/a&gt;, poczynając od Epikura a na Homerze Simpsonie kończąc. Generalnie całość jest ciekawa, przynajmniej dla tak osoby tak słabo obeznanej z historią i filozofią, jak ja. Zarzucić mogę to, że seria jest za krótka, szczególnie trzeci odcinek zbliżający się do współczesności traktuje o wielu sprawach dosyć pobieżnie. Twórcy serii również dostrzegli fakt, że trzy odcinki to mało, dlatego też wypuszczono materiał, który nie zmieścił się w oryginalnej serii, jako &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2007/12/atheism-tapes-jonathan-miller-1-of-6.html"&gt;"The Atheist Tapes"&lt;/a&gt;. Jest to sześć godzinnych wywiadów z osobami, które wypowiadał się w "Atheism: A Rough History of Disbelief". Nie miałem jeszcze czasu tych wywiadów obejrzeć, ale zapowiadają się ciekawie. Drugim zarzutem, który mam do filmu, to wspomniane cytaty. Próbowałem zweryfikować dwa wybrane wyrywkowo, które szczególnie przypadły mi do gustu i okazało się, że Wikipedia podaje je, jako cytaty niezweryfikowane. Jeden z nich udało mi się w przybliżeniu zweryfikować poza Wikipedią, ale drugi najprawdopodobniej został źle przypisany. Cóż, twórcy filmu powinni chyba mieć nieco bardziej sceptyczne podejście (to się nazywa ironia losu). Nie zmienia to na szczęście faktu, że seria jest ciekawa i warto wygospodarować trochę czasu na jej obejrzenie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7815085148068675897?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7815085148068675897/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/historia-ateizmu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7815085148068675897'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7815085148068675897'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/historia-ateizmu.html' title='Historia ateizmu'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SkZ38FM9qHI/AAAAAAAAAW0/3qVpAe3XYOc/s72-c/screenshot5.png' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8871253326486055531</id><published>2009-06-22T18:00:00.014+02:00</published><updated>2009-06-22T18:04:34.024+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><title type='text'>The Genius of Charles Darwin</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejnym filmem ściągniętym przeze mnie z &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2008/08/richard-dawkins-genius-of-charles.html"&gt;Atheist Movies&lt;/a&gt; jest trzyczęściowa seria &lt;a href="http://richarddawkins.net/article,2925,On-TV-The-Genius-of-Charles-Darwin-Presented-by-Richard-Dawkins,Richard-Dawkins-Channel-4"&gt;"The Genius of Charles Darwin"&lt;/a&gt; prowadzona przez Richarda Dawkinsa. Każdy z ok. 48-minutowych odcinków poświęcony jest innemu tematowi. Oczywiście powstanie filmu wiąże się ściśle z Rokiem Darwina. Byłbym wielce zaskoczony, gdyby Dawkins nie wykorzystał takiej okazji do nakręcenia filmu (a jak dobrze wiemy jest to dla niego również okazja do napisania &lt;a href="http://richarddawkins.net/thegreatestshowonearth"&gt;kolejnej książki&lt;/a&gt;, która ma się ukazać już we wrześniu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p4Z7WsrI/AAAAAAAAAWc/g4WuAx7zSeA/s1600-h/screenshot4.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 227px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p4Z7WsrI/AAAAAAAAAWc/g4WuAx7zSeA/s400/screenshot4.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350181668837044914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p3FDCccI/AAAAAAAAAV8/MsS1HUXx2ds/s1600-h/screenshot0.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 218px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p3FDCccI/AAAAAAAAAV8/MsS1HUXx2ds/s400/screenshot0.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350181646052258242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Za oglądanie serii wziąłem się od razu po obejrzeniu dwóch opisywanych w poprzednim wpisie filmów Davida Attenborough. Było to dla mnie przyczyną pewnego szoku. Trzeba to od razu jasno podkreślić - choć wydaje się to oczywiste - Dawkins to nie Attenborough. Nie ma tu poetyckiego stylu, malowniczo przedstawiającego cudowność przyrody. Są twarde wypowiedzi Dawkinsa, ani trochę nie owijającego w bawełnę i mówiącego wprost, że natura jest brutalna, nie ma litości, a harmonia, którą dostrzegamy, to tylko pozór i w ostatecznym rozrachunku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;the fittest will survive&lt;/span&gt;. Mając to w świadomości możemy już spokojnie oglądać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p4Hnq90I/AAAAAAAAAWU/PTKuBzF0Chk/s1600-h/screenshot3.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 227px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p4Hnq90I/AAAAAAAAAWU/PTKuBzF0Chk/s400/screenshot3.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350181663922648898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p3nLpb4I/AAAAAAAAAWM/1omBsKGbU2M/s1600-h/screenshot2.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 227px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p3nLpb4I/AAAAAAAAAWM/1omBsKGbU2M/s400/screenshot2.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350181655215173506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pierwszy odcinek jest dosyć ogólny. Dawkins opowiada o powstaniu teorii ewolucji (nie jest to aż tak dokładnie przedstawione jak w filmie "Karol Darwin i drzewo życia"). Omawia również mechanizmy ewolucji, w szczególności dobór naturalny  (tutaj z kolei przewaga nad wspomnianym filmem Attenborough), a także prezentuje argumenty na rzecz teorii ewolucji. Ponadto konfrontuje swoje ewolucyjne poglądy z grupą brytyjskich nastolatków, które o ewolucji nie wiedzą aż tak dużo jak by sobie tego Dawkins życzył i, co gorsza, w większości wyznają kreacjonistyczne poglądy o stworzeniu życia. O ile Dawkins posiada niesamowity talent do wyjaśniania rzeczy trudnych prostym językiem, o tyle jego dar przekonywania w bezpośredniej dyskusji nie jest chyba aż tak powalający. Przynajmniej ja mam dziwne wrażenie, że w do rozmowy z nastolatkami podchodzi momentami z pewnym zażenowaniem. Z drugiej strony jednak zmuszony jest do opowiadania banałów - o tym że gady wyewoluowały od płazów, ptaki od gadów itp. Drugi odcinek jest o wiele ciekawszy, dotyczy bowiem zastosowania teorii ewolucji do człowieka, w szczególności socjobiologii. Dawkins rozmawia z &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Richard_Leakey"&gt;Richardem Leakey'em&lt;/a&gt;, który prezentuje w skrócie ewolucję człowieka na podstawie skamieniałości czaszek. Następnie pora na konfrontację z kenijskim biskupem, który sprzeciwia się wystawieniu takich skamieniałości dla publiczności (ściślej mówiąc, to sprzeciwia się umieszczaniu przy nich informacji o ewolucji). Ponadto w odcinku występuje także &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Steven_Pinker"&gt;Steven Pinker&lt;/a&gt;, dyskutowane są podobieństwa między ewolucją a ekonomią. Pojawia się także temat eugeniki, tym razem we współczesnym wydaniu, czyli kobiety selekcjonujące ojca swojego dziecka w banku spermy. Trzeci odcinek poświęcony jest już w całości konfrontacji ewolucji i religii. Dawkins rozmawia z wieloma osobami, począwszy od fanatyków religijnych odrzucających ewolucję całkowicie, poprzez nauczyciela nauki (u nas w kraju chyba nie ma bezpośredniego szkolnego odpowiednika takiego przedmiotu), który twierdzi że Ziemia ma mniej niż 10000 lat, oraz arcybiskupa Cantenbury, który stara się pogodzić naukę i religię, a kończąc na grupie nauczycieli, którzy twierdzą że wprawdzie uznają całkowicie naukę, ale nie chcą mówić uczniom, że ich poglądy religijne są sprzeczne z nauką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p3Q3W7wI/AAAAAAAAAWE/_q1N5suQBZE/s1600-h/screenshot1.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 218px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p3Q3W7wI/AAAAAAAAAWE/_q1N5suQBZE/s400/screenshot1.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350181649224494850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Podsumowując, pierwszy odcinek jest przeciętny, dwa pozostałe są o wiele ciekawsze i sprawiają, że warto poświęcić trochę wolnego czasu na obejrzenie całości. W polskiej telewizji się raczej Dawkinsa nie doczekamy, pozostaje więc wspomniany na początku blog albo sprowadzenie &lt;a href="http://richarddawkins.net/store/index.php?main_page=product_info&amp;amp;cPath=3&amp;amp;products_id=85"&gt;wydania DVD&lt;/a&gt;. Od razu nadmienię, że wydanie DVD składa się z trzech płyt, na których znajduje się 26 pełnych wersji wywiadów, których fragmenty znalazły się w serialu. W internecie udostępnione zostały wywiady z &lt;a href="http://www.richarddawkins.net/article,3918,Daniel-Dennett---The-Genius-of-Charles-Darwin-The-Uncut-Interviews,Daniel-Dennett-Richard-Dawkins"&gt;Danielem Dennettem&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.richarddawkins.net/article,3941,Steven-Pinker---The-Genius-of-Charles-Darwin-The-Uncut-Interviews,Steven-Pinker-Richard-Dawkins"&gt;Stevenem Pinkerem&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://richarddawkins.net/article,3561,Randolph-Nesse---uncut-interview-from-The-Genius-of-Charles-Darwin,Richard-Dawkins-Randolph-Nesse-RichardDawkinsnet"&gt;Randolphem Nesse&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.richarddawkins.net/article,3951,Peter-Singer---The-Genius-of-Darwin-The-Uncut-Interviews,Peter-Singer-Richard-Dawkins"&gt;Peterem Singerem&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://richarddawkins.net/article,3410,Richard-Dawkins-interviews-Father-George-Coyne,Richard-Dawkins-RichardDawkinsnet"&gt;ojcem George'm Coyne'm&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Na Atheist Movies można także znaleźć odcinek specjalny serii zatytułowany &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2009/05/genius-of-charles-darwin-extras.html"&gt;"The Genius of Charles Darwin - EXTRAS"&lt;/a&gt;. Przyznam, że nie wiem czy oryginalnie ma on coś wspólnego z serią. Trwa pół godziny i składa się z trzech krótkich opowieści o ewolucji trzech wybranych gatunków  zwierząt z Galapagos. Nie ma bezpośredniego związku z trzema odcinkami omówionymi wyżej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8871253326486055531?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8871253326486055531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/genius-of-charles-darwin.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8871253326486055531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8871253326486055531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/genius-of-charles-darwin.html' title='The Genius of Charles Darwin'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sj-p4Z7WsrI/AAAAAAAAAWc/g4WuAx7zSeA/s72-c/screenshot4.png' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8098475884903828394</id><published>2009-06-17T22:15:00.002+02:00</published><updated>2009-06-17T22:28:13.211+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><title type='text'>Dwa filmy Davida Attenborough o ewolucji</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio trafiłem na rewelacyjnego bloga &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/"&gt;Atheist Movies&lt;/a&gt;. Nazwa trochę myląca, bo są na nim nie tylko filmy i nie tylko ateistyczne. Dla mnie największą gratką są oczywiście filmy o religii i ewolucji i nie ukrywam tutaj - nawiązując jeszcze do nazwy bloga - że stawianie znaku równości między ewolucją a ateizmem mi osobiście odpowiada. Chciałbym dzisiaj napisać krótko o kilku filmach ściągniętych z Atheist Movies.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SjlNleAs4pI/AAAAAAAAAV0/XXKUr2Oer70/s1600-h/Darwinius_masillae2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 130px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SjlNleAs4pI/AAAAAAAAAV0/XXKUr2Oer70/s200/Darwinius_masillae2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348391338585678482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na początek film Davida Attenborough pt. &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2009/05/link-uncovering-our-earliest-ancestor.html"&gt;"The Link. Uncovering our earliest ancestor?"&lt;/a&gt;. Tak tak, chodzi o &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Darwinius"&gt;Idę&lt;/a&gt;, czyli o skamieniałość "lemura" sprzed 47 milionów lat, o której ostatnio zrobiło się głośno, gdyż ma to być nasz najwcześniejszy znany przodek (zwracam jednak uwagę na znak zapytania w tytule). Akurat sam moment ogłoszenia odkrycia mnie ominął. Wracam sobie z konferencji naukowej po tygodniu nieobecności, a tu mi ludzie o jakimś lemurze mówią. Na początku nie bardzo wiedziałem o co chodzi, ale szybkie śledztwo wszystko wyjaśniło. Uznałem, że obejrzenie filmu będzie najlepszą metodą nadrobienia braków. Od razu przyznam, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony film jest naprawdę niesamowity - kilkadziesiąt lat doświadczenia w kręceniu dokumentów przyrodniczych robi swoje i pod względem prezentacji David Attenborough jak zawsze stanął na szczycie zadania. Film jest wciągający, niesamowicie pobudza wyobraźnię i bardzo przystępnie przedstawia kolejne badania prowadzone nad skamieniałością. Jednak z drugiej strony razi mnie nieco sensacyjny charakter przedstawienia informacji. Naukowcy otwarcie mówią, że "w chwili opublikowania odkrycie to będzie niczym meteor uderzający w Ziemię". Panowie, nieco pokory! Ja rozumiem, że to niezwykle obiecujące znalezisko i potencjalny  kamień milowy na miarę Lucy, a nawet większy - 47 milionów lat to jednak gigantyczny szmat czasu. Odkrycie zostało jednak dopiero co ogłoszone, nie przesądzajmy z góry o jego rewolucyjności. Poczekajmy aż  szerokie grono naukowców uzyska dostęp do skamieniałości. Niech hipotezy postawione przez pierwszych badaczy zostaną krytycznie zweryfikowane przez środowisko naukowe. Dopiero z perspektywy czasu będziemy mogli ocenić czy Ida zrewolucjonizowała naszą wiedzę o pochodzeniu człekokształtnych. Tyle moich zastrzeżeń. Nie zmieniają one jednak faktu, że film zdecydowanie wart obejrzenia, przede wszystkim jako solidna i bardzo przystępna dawka informacji na temat tego co do tej pory wiemy o Idzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SjlNKci0A1I/AAAAAAAAAVs/wGKBEmfODb8/s1600-h/BBC.The.Link.Uncovering.Our.Earliest.Ancestor.XviD.AC3.MVGroup.org.avi_000077360.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 227px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SjlNKci0A1I/AAAAAAAAAVs/wGKBEmfODb8/s400/BBC.The.Link.Uncovering.Our.Earliest.Ancestor.XviD.AC3.MVGroup.org.avi_000077360.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348390874335413074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym filmem ściągniętym z Atheist Movies jest, &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/karol-darwin-i-drzewo-zycia-w-tvp.html"&gt;wspomniany już na blogu&lt;/a&gt; i emitowany w TVP, film &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2009/02/david-attenborough-charles-darwin-and.html"&gt;"Charles Darwin and the Tree of Life"&lt;/a&gt;. Prowadzącym jest David Attenborough i tym razem nie zawiódł ani odrobinę. Film jest bardzo przekrojowy i obejmuje nieprawdopodobną wręcz ilość informacji. W ciągu zaledwie godziny Attenborough prezentuje proces powstawania teorii ewolucji, wpływ podróży na Beagle na Darwina czy jego późniejsze badania w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Down_House"&gt;Down House&lt;/a&gt; i liczną korespondencję z hodowcami. Poznajemy prywatne życie Darwina, jego relacje z głęboko wierzącą żoną Emmą i przebieg pierwszego odczytu prezentującego teorię ewolucji. Tutaj drobna uwaga - do tej pory byłem przekonany, że Darwin dokonał odczytu osobiście. W rzeczywistości było jednak inaczej. Zarówno przemówienie Darwina jak i Wallace'a zostały odczytane przez sekretarza. Wallace był nieobecny, gdyż znajdował się w tym czasie w Indiach, a Darwinowi kilka dni wcześniej zmarł syn i był zdruzgotany po jego śmierci. Około pół filmu poświęcone jest temu co się działo po opublikowaniu &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/o-powstawaniu-gatunkw.html"&gt;"O powstawaniu gatunków"&lt;/a&gt;, w szczególności przedstawiony jest przebieg sporu Darwina z &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Richard_Owen"&gt;Richardem Owenem&lt;/a&gt;. Końcówka filmu to krótki mini-wykład o ewolucji. Powtórzę się, ale jestem pod wrażeniem ilości faktów, które udało się umieścić w zaledwie godzinnym filmie. Narracja Davida Attenborough w jego prawdziwie poetyckim stylu nie pozwala ani na moment się nudzić. Jeśli ktoś chciałby poznać życie Karola Darwina i proces powstawania teorii ewolucji, a nie ma czasu na czytanie biografii, to ten film będzie doskonałym substytutem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec informacja przydatna przy ściąganiu plików. Wszelkie materiały na Atheist Movies udostępniane są przez Rapidshare. W celu zautomatyzowania ściągania polecam wykorzystać skrypt zamieszczony w &lt;a href="http://dragonia.pl/download.html"&gt;31-szym numerze Dragonia Magazine&lt;/a&gt;. Skrypt napisany jest w Perlu z przeznaczeniem pod system Linux (użytkownicy Windowsa mają niestety pecha). Bardzo fajna sprawa, wystarczy umieścić w pliku tekstowym odpowiednie linki, a reszta zrobi się sama bez jakiegokolwiek udziału z naszej strony.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8098475884903828394?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8098475884903828394/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/kilka-filmow-o-ewolucji-czesc-1.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8098475884903828394'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8098475884903828394'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/kilka-filmow-o-ewolucji-czesc-1.html' title='Dwa filmy Davida Attenborough o ewolucji'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SjlNleAs4pI/AAAAAAAAAV0/XXKUr2Oer70/s72-c/Darwinius_masillae2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-3610154542694416453</id><published>2009-06-15T21:05:00.001+02:00</published><updated>2009-12-23T16:28:42.772+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Alfred Russell Wallace - współtwórca teorii ewolucji</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sjao7fC-KeI/AAAAAAAAAVM/knGLvL0N4og/s1600-h/4192.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 128px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sjao7fC-KeI/AAAAAAAAAVM/knGLvL0N4og/s200/4192.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5347647347448752610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dziś, w ramach obchodów Roku Darwina, pora na przyjrzenie się postaci Alfred'a Russel'a Wallace'a - zapomnianego współodkrywcy doboru naturalnego. Jak już pisałem &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/rok-darwina.html"&gt;niecałe dwa tygodnie temu&lt;/a&gt;, na polskim rynku ukazała się książka pt. &lt;a href="http://www.wuw.pl/ksiegarnia/product_info.php?products_id=4192"&gt;"W cieniu Darwina"&lt;/a&gt;, będąca wyborem fragmentów z książki "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;Darwinism&lt;/span&gt;". Jest to pierwsza w Polsce (nie licząc dwóch tytułów wydanych ponad 100 lat temu) - i niestety najprawdopodobniej ostatnia - książka mająca na celu przybliżyć postać i poglądy tego badacza. Prawdę mówiąc to planowałem odłożyć książkę na później, ale po odbiorze zamówienia okazało się, że po pierwsze nie jest ona zbyt obszerna (200 stron), a po &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;drugie&lt;/span&gt; wybrane na chybił-trafił fragmenty okazały się bardzo ciekawe. Postanowiłem zabrać ja ze sobą na wyjazd weekendowy, co by sobie podróż umilić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Książka zasadniczo podzielona jest na trzy części. Pierwsza z nich to bardzo krótki wstęp do książki, kończący się listą książek napisanych przez Wallace'a oraz książek napisanych o nim. Tutaj wychodzi pewien problem, gdyż ze spisu widzimy, że w 2002 roku ukazała się książka &lt;a href="http://www.skeptic.com/"&gt;Michael'a &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Shermer&lt;/span&gt;'a&lt;/a&gt; pt. "In Darwin's Shadow : The Life and Science of Alfred Russel Wallace". Gdyby książka miała się kiedyś ukazać na polskim rynku, to pojawiłby się spory problem z tłumaczeniem tytułu, który pokrywa się z tytułem omawianej obecnie książki. Póki co jest to (niestety) problem wyimaginowany, bo nic nie wskazuje byśmy mieli się doczekać &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;książki&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Shermer&lt;/span&gt;'a u nas. Przejdźmy więc dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga część książki to ok. 50-stronicowy esej prezentujący postać Wallace'a, omawiający jego poglądy oraz kolejne pisane przez niego książki (nadmienię tutaj, że autorem eseju, a także tłumaczenia, jest Marcin Ryszkiewicz - pracownik PAN, autor książek popularnonaukowych, m.in. &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Ewolucja__Od_wielkiego_wybuchu_do_Homo_sapiens-p-1658-.html"&gt;"Ewolucja. Od Wielkiego Wybuchu do Homo Sapiens"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.proszynski.pl/4_miliardy_lat__Eseje_o_ewolucji-p-29551-.html"&gt;"4 miliardy lat. Eseje o ewolucji"&lt;/a&gt;). Wallace jest dzisiaj postacią nieco zapomnianą - przynajmniej w naszym kraju mało kto kojarzy go z teorią ewolucji, a jest on przecież jej współtwórcą. Równolegle z Darwinem odkrył dobór naturalny. To jego list z 1858 roku skłonił Darwina do opublikowania swojej teorii. Poglądy obu panów zostały ogłoszone w tym samym momencie, dnia 1 lipca 1858, w Towarzystwie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Lineuszowym&lt;/span&gt;. Wallace, podobnie jak Darwin, był przyrodnikiem podróżującym po świecie - zajmował się badaniem przyrody Archipelagu Malajskiego. To tam, podczas wysokiej gorączki i rozmyślań o pracach &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Malthus"&gt;Thomas'a &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;Malthus&lt;/span&gt;'a&lt;/a&gt; doszedł do koncepcji doboru naturalnego. Wallace był - jak pisze pan Ryszkiewicz - przekonany o istnieniu ewolucji już w 1848 roku, kiedy wyruszał na wyprawę do Amazonii. Wszystko za sprawą wydanej anonimowo w 1844 książki "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Vestiges&lt;/span&gt; of the &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;Natural&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;History&lt;/span&gt; of &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Creation&lt;/span&gt;". Głosiła ona zmienność gatunków, jednak spotkała się z bardzo krytycznym przyjęciem, zarówno ze strony duchownych jak i naukowców, którzy zarzucali jej "braki merytoryczne i spekulacje". Książka ta podkopała bardzo wiarę Darwina w tworzoną przez niego, już wtedy od wielu lat, teorię. Wszystko za sprawą jej negatywnego przyjęcia, które napełniło Darwina obawami przed opublikowaniem (bynajmniej nie anonimowym) swoich odkryć. Wallace'a jednak książka przekonała - był pewien, że ewolucja zachodzi, nie potrafił jednak odnaleźć mechanizmu, który by ją powodował. Tym mechanizmem był właśnie "dobór naturalny". Widać tutaj olbrzymią różnicę między Darwinem, który przez wiele lat przeprowadzał eksperymenty i gromadził dowody mające na celu ostateczną weryfikację jego koncepcji, a Wallace'm który po prostu oparł się na obserwacjach i uznał dobór naturalny za koncepcję potrafiącą wystarczająco dobrze wyjaśnić to co obserwował. Po opublikowaniu "O powstawaniu gatunków" Wallace stał się gorącym rzecznikiem darwinizmu. Co ciekawe, zdawał się on umniejszać swoje prawa do odkrycia, sam propagując użycie terminu "&lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;darwinizm&lt;/span&gt;". Darwin z kolei nie miał wątpliwości co do tego, że obaj są współautorami odkrycia, które nazwał "ich wspólnym dzieckiem". Dlaczego więc Wallace został niejako zapomniany jako odkrywca ewolucji? Sądzę, że w dużej mierze zawdzięcza to swoim późniejszym poglądom nie mającym wiele wspólnego z nauką. Otóż w miarę upływu czasu Wallace coraz bardziej fascynował się spirytyzmem, uznając nawet wpływ bliżej nieokreślonych sił nadnaturalnych za element niezbędny do wyewoluowania człowieka. Uznawał Wszechświat za stworzony właśnie po to, by mogło w nim wyewoluować inteligentne życie, Ziemia miała być położona w uprzywilejowanym miejscu w pobliżu centrum Wszechświata, które miało być miejscem szczególnie korzystnym do powstania życia. Pan Ryszkiewicz broni tutaj Wallace'a pokazując, że przyjęte przez niego dodatkowe założenia nie były sprzeczne z wyznawaną potęgą doboru naturalnego (Wallace był skrajnym selekcjonistą, odrzucał np. koncepcję doboru płciowego głoszoną przez Darwina). Był to po prostu dodatkowy czynnik, który miał "wspomagać" dobór naturalny w momentach kiedy dobór ten okazywał się bezsilny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecia, najistotniejsza część książki to wybór fragmentów z "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Darwinism&lt;/span&gt;" - chyba najważniejszego dzieła Wallace'a poświęconej ewolucji. Wybrane fragmenty zajmują 130 stron - jak na moje oko jest to około 1/4 albo 1/5 książki Wallace'a. Tekst opatrzony jest licznymi przypisami redakcyjnymi, przede wszystkim przybliżającymi postacie badaczy o których mowa w tekście. Wywód Wallace'a jest niezwykle ciekawy i wciągający (po części jest to niewątpliwie duża zasługa współczesnego tłumaczenia). Wallace omawia walkę o byt, kwestię tego czym są gatunki, zagadnienie ubarwienia u zwierząt, rozmieszczenie geograficzne oraz inne tematy związane z ewolucją. Oczywiście nie należy traktować tego jako wykładu o współczesnej teorii ewolucji, bo choć w ogólności koncepcje Wallace'a są słuszne, a liczne przykłady i obserwacje przyrodnicze nadzwyczaj trafne, to pod względem szczegółów wiele stwierdzeń jest po prostu błędnych (jednym z bardziej oczywistych przykładów jest pogląd o nieprzemieszaniu się kontynentów). Chyba najciekawsze są wspomniane obserwacje przyrodnicze, wykorzystywane jako ilustracje omawianych zagadnień ewolucyjnych. Dopiero na końcu książki ujawniają się spirytystyczne zapędy autora:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Te specyficzne własności, o których tu mówiliśmy, jasno wskazują na istnienie u człowieka czegoś szczególnego, co nie wywodzi się od naszych zwierzęcych przodków - czegoś, co najlepiej określić można jako pierwiastek duchowy, zdolny w sprzyjających warunkach do progresywnego rozwoju. (...) Tylko tak możemy pojąć, że pasja szukania prawdy, uniesienie towarzyszące uczuciu piękna, głód sprawiedliwości i podziw towarzyszący przejawom bezinteresownego poświęcenia są dziełem drzemiącej w nas wyższej natury, która nie powstała za sprawą ewolucyjnej walki o byt. (...)&lt;/blockquote&gt;"Specyficzne własności", o których pisze Wallace to zdolności matematyczne, muzyczne czy malarskie, które, jak dowodzi, nie mogły powstać na drodze doboru naturalnego, gdyż nie są to zdolności od których zależało nasze przeżycie. Dalsze fragmenty wyraźnie pokazują, że dla Wallace ten pogląd o duchowości człowieka jest po prostu ucieczką przed światem pozbawionym celu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"W cieniu Darwina" okazała się o wiele ciekawszą książką, niż początkowo sądziłem. Jeśli reszta "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Darwinism&lt;/span&gt;" jest tak ciekawa, jak jej wybrane fragmenty zamieszczone w tym wydaniu, to pozostaje żałować, że nie dane nam było przeczytać całości. Obawiam się jednak, że byłoby to niewykonalne z punktu widzenia ekonomicznego. Taką grubą książkę przeczytałaby pewnie grupka osób zainteresowanych historią nauki i ewolucją, a skrócone wydanie ma o nieco większe szanse na trafienie do szerszego grona osób (choć obawiam się, że tak się nie stało i że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;WUW&lt;/span&gt; dołożyło trochę pieniędzy do tego "interesu"). No cóż, trzeba się cieszyć tym co dostaliśmy, bo naprawdę jest to kawałek wciągającej lektury.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-3610154542694416453?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/3610154542694416453/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/alfred-russell-wallace-wspotworca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/3610154542694416453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/3610154542694416453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/alfred-russell-wallace-wspotworca.html' title='Alfred Russell Wallace - współtwórca teorii ewolucji'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sjao7fC-KeI/AAAAAAAAAVM/knGLvL0N4og/s72-c/4192.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-6370909714339138050</id><published>2009-06-04T22:05:00.003+02:00</published><updated>2009-06-04T22:17:54.631+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><title type='text'>"Karol Darwin i drzewo życia" w TVP</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W najbliższy wtorek (9 czerwca) TVP1 wyemituje o 22:45 film dokumentalny Davida Attenborough pt. "Karol Darwin i drzewo życia". Osoby niecierpliwe, ew. bojkotujące TVP, mogą &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2009/02/david-attenborough-charles-darwin-and.html"&gt;ściągnąć film z sieci&lt;/a&gt;. Ja, będąc niecierpliwym, już to zrobiłem i nawet go obejrzałem. Za jakiś czas napiszę więcej, a póki co powiem jedynie, że naprawdę warto (zresztą nie przypominam sobie, by Davidowi Attenborough zdarzyło się nakręcić jakikolwiek nudny film).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SigrTJKsa_I/AAAAAAAAAUs/zCI8yWLe-Rg/s1600-h/screenshot4.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 220px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SigrTJKsa_I/AAAAAAAAAUs/zCI8yWLe-Rg/s400/screenshot4.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343568565753375730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SigrTQ_k7PI/AAAAAAAAAU0/Go_pLKXh-oE/s1600-h/screenshot1.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 220px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SigrTQ_k7PI/AAAAAAAAAU0/Go_pLKXh-oE/s400/screenshot1.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343568567854230770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SigrTsznX3I/AAAAAAAAAU8/ej_D8jIa0wY/s1600-h/screenshot.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 220px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SigrTsznX3I/AAAAAAAAAU8/ej_D8jIa0wY/s400/screenshot.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343568575320252274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SigrTyVEQ_I/AAAAAAAAAVE/XL8FMw4AKk0/s1600-h/screenshot3.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 220px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SigrTyVEQ_I/AAAAAAAAAVE/XL8FMw4AKk0/s400/screenshot3.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343568576802735090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-6370909714339138050?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/6370909714339138050/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/karol-darwin-i-drzewo-zycia-w-tvp.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6370909714339138050'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6370909714339138050'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/karol-darwin-i-drzewo-zycia-w-tvp.html' title='&quot;Karol Darwin i drzewo życia&quot; w TVP'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SigrTJKsa_I/AAAAAAAAAUs/zCI8yWLe-Rg/s72-c/screenshot4.png' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-6074178296069047722</id><published>2009-06-03T21:10:00.004+02:00</published><updated>2009-06-03T21:16:37.578+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Rok Darwina</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No tak, prawie rok temu &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/ptora-roku-witowania.html"&gt;ogłosiłem z dumą rozpoczęcie obchodów rocznic związanych z Karolem Darwinem&lt;/a&gt;, po czym zamilkłem. Wstyd mi niezmiernie i biorę się natychmiast do nadrabiania zaległości.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;W ramach przypomnienia : 1 lipca 2008 roku obchodziliśmy 150-tą rocznicę odczytu Darwina w Linnean Society, na którym to odczycie Darwin ogłosił swoją teorię ewolucji i przedstawił koncepcję doboru naturalnego. 12 lutego 2009 roku obchodziliśmy dwusetną rocznicę urodzin Darwina, a 24 listopada przypadnie 150-ta rocznica pierwszego wydania "O powstawaniu gatunków". Stąd też rok 2009 jest rokiem Darwina. Z tej okazji doczekaliśmy się różnych uroczystości, filmów, wydań książek i innych projektów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SibKGwbdFKI/AAAAAAAAAUk/8ISEevMFnwM/s1600-h/darwin.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SibKGwbdFKI/AAAAAAAAAUk/8ISEevMFnwM/s400/darwin.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343180225349751970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o obchody Roku Darwina w Polsce, to najaktywniej działa Uniwersytet Warszawski. Wydział Biologii UW przygotował dosyć obszerne obchody obejmujące m.in. nowe wydanie "O powstawaniu gatunków" (o tym szerzej za chwilę), zaproszenie do Polski Jamesa Watsona (czerwiec 2008), liczne wystawy, dyskusje panelowe etc. (przyznaję, że trochę zaspałem, bo najciekawsze już niestety było). Przygotowano obszerny &lt;a href="http://www.biol.uw.edu.pl/darwin/"&gt;biuletyn internetowy poświęcony obchodom rocznicy oraz samemu Darwinowi&lt;/a&gt;. Znajdują się w nim informacje na temat życia Darwina, prac nad teorią ewolucji, a także o polskich tłumaczeniach książek Darwina i tym, jak teoria ewolucji rozwijała się w ówczesnej Polsce pod zaborami. Generalnie zwięzły kawałek ciekawej wiedzy z którym warto się zapoznać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym bardzo ciekawym projektem jest &lt;a href="http://darwin-online.org.uk/"&gt;udostępnienie w internecie dzieł Karola Darwina w wersji elektronicznej&lt;/a&gt;. Dostępna jest zarówno wersja tekstowa jak i zeskanowane obrazy stron. Ja sam spędziłem trochę czasu porównując pierwsze i drugie wydanie "O powstawaniu gatunków".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto, jeszcze w 2008, powstała krótka (3 odcinki + odcinek specjalny) seria pt. &lt;a href="http://richarddawkins.net/article,2925,On-TV-The-Genius-of-Charles-Darwin-Presented-by-Richard-Dawkins,Richard-Dawkins-Channel-4"&gt;"The genius of Charles Darwin"&lt;/a&gt; prowadzona przez Richarda Dawkinsa. Napiszę o niej krótko w osobnym wpisie. &lt;a href="http://atheistmovies.blogspot.com/2008/08/richard-dawkins-genius-of-charles.html"&gt;Póki co zachęcam do ściągnięcia&lt;/a&gt; (nie wydaje mi się to nielegalne, skoro na stronie Dawkinsa podane są torrenty do niej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SibKAWdVtwI/AAAAAAAAAUc/EoiibIqVJGs/s1600-h/DarDarwina300.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 144px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SibKAWdVtwI/AAAAAAAAAUc/EoiibIqVJGs/s200/DarDarwina300.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343180115299120898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;No i wreszcie najważniejsza rzecz, którą pozwoliłem sobie zostawić na koniec. &lt;a href="http://www.wuw.pl/ksiegarnia/product_info.php?products_id=4380"&gt;Na rynku ukazało się, nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, nowe wydanie "O powstawaniu gatunków"&lt;/a&gt;. Nie jest to jednak zwyczajna reedycja. Pamiętacie jak opisywałem &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/o-powstawaniu-gatunkw.html"&gt;"O powstawaniu gatunków" wydane przez Jirafa Roja&lt;/a&gt;? Moja lista zarzutów skierowana pod adresem tego wydania była spora i obejmowała m.in. brak jakiegokolwiek komentarza naukowego, tragiczną korektę, tłumaczenie pozostawiające momentami wiele do życzenia (zastosowano oczywiście jedyny polski przekład pochodzący z 1884 roku) oraz oparcie się na wydaniu szóstym, w którym Darwin podopisywał wiele rzeczy, które w opinii wielu dzisiejszych badaczy wyszły książce na złe. Nie potrafię opisać mojej radości z nowego wydania WUW-u, ponieważ nie mogę mu postawić żadnego z tych zarzutów! Po pierwsze, tłumaczenie zostało zaktualizowane po 125 latach. Przeredagowano całość pod kątem zmian w języku i błędów merytorycznych, które niestety zdarzyły się Nusbaumowi i Dicksteinowi. Póki co nie mam czasu na przeczytanie całej książki, ale porównałem wyrywkowo kilka akapitów i widać, że aktualizacja była naprawdę gruntowna. Co więcej, przekład oparto na drugim wydaniu "O powstawaniu gatunków". Celem tego wydania jest bowiem jak największa zgodność z wersją "kanoniczną", a więc z pierwotną myślą Darwina. Oznacza to, że wiele fragmentów zostało z książki usuniętych (w tym cały rozdział pt. "Rozmaite zarzuty stawiane teorii doboru naturalnego"), ale pojawiło się też kilka nowych, które Darwin usunął z późniejszych wydań. Oczywiście rodzi się pytanie czemu drugie wydanie, a nie pierwsze. Cóż, nie umiem na to odpowiedzieć i pozostaje mi tutaj zaufać redakcji naukowej czuwającej nad wydaniem. Ponoć wydanie drugie od pierwszego różni się tylko kilkoma drobnymi fragmentami. Ciekawym było dla mnie, wspomniane już wcześniej, porównywanie wydania pierwszego z drugim. Skupiłem się oczywiście na ostatnim zdaniu książki :&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;There is grandeur in this view of life, with its several powers, having been originally breathed &lt;span style="font-style: italic;"&gt;[ by the Creator ]&lt;/span&gt; into a few forms or into one; and that, whilst this planet has gone cycling on according to the fixed law of gravity, from so simple a beginning endless forms most beautiful and most wonderful have been, and are being, evolved.&lt;/blockquote&gt;Tekstu w nawiasach kwadratowych nie ma w pierwszym wydaniu, jest natomiast w drugim. Przejrzałem inne fragmenty pierwszego wydania i pojawiają się tam nawiązania do Stwórcy. Nie jest więc tak, jak wcześniej sądziłem, że w pierwszym wydaniu w ogóle o Stwórcy nie było mowy. Jak widać byłem w błędzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W nowym wydaniu pojawił się również obszerny komentarz naukowy. Jest więc wstęp pt. "Po co dziś czytać Darwina", mówiący jasno że z tej książki biologii ewolucyjnej lepiej się nie uczyć, gdyż jest po prostu nieaktualna. Wstęp w dużej mierze pokrywa się z biuletynem internetowym Uniwersytetu Warszawskiego, do którego link podałem wcześniej. Ponadto w książce umieszczono liczne przypisy do tekstu, które przybliżają kontekst dzieła (np. przedstawiając postacie naukowców, o których wspomina Darwin) oraz informują jak przedstawia się oryginalny tekst "O powstawaniu gatunków" na tle dzisiejszej wiedzy o ewolucji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że lepszego prezentu na Dzień Dziecka sobie wymarzyć nie mogłem. Jestem wprost zachwycony. Aktualizacja tłumaczenia, komentarz naukowy i powrót do oryginalnego tekstu dzieła - nie wiem czy można chcieć więcej? Mówiąc krótko nowe wydanie jest przygotowane z myślą o historykach nauki i osobach chcących poznać chyba największe dzieło naukowe w dziejach w formie pierwotnej, pozbawionej późniejszych uzupełnień, często dodawanych pod wpływem krytyki. Pochwały należą się tym bardziej, że WUW chyba do tego interesu trochę pieniędzy dołożył. Popularność "O powstawaniu gatunków" nie jest dzisiaj zbyt duża. Sam obszedłem bezskutecznie większość księgarni w centrum miasta (w tym Empiki). Jedna z nich posiadała pojedynczy egzemplarz, który zakupiłem. W pozostałych robiono wielkie oczy i tylko w jednej usłyszałem, że książka owszem była, ale się sprzedała. Dodam jeszcze, że "O powstawaniu gatunków" to nie jedyna książka wydana przez WUW z okazji Roku Darwina. &lt;a href="http://www.wuw.pl/ksiegarnia/product_info.php?products_id=4192"&gt;Ukazał się m.in. wybór tekstów Alfreda Russella Wallace'a pt. "W cieniu Darwina"&lt;/a&gt;. Wallace jest osobą, która równolegle z Darwinem odkryła dobór naturalny, ale o tym innym razem. Książka wyszła już w 2008. Nie udało mi się jej nigdzie dostać, także czekam na realizację zamówienia złożonego przez internet. Z przykrością stwierdzam, że "O powstawaniu gatunków" póki co wędruje na półkę, gdyż mam sporo innych ciekawych pozycji do przeczytania (udało mi się zdobyć "Ślepego zegarmistrza", a także kilka książek Konrada Lorenza).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-6074178296069047722?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/6074178296069047722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/rok-darwina.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6074178296069047722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6074178296069047722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/06/rok-darwina.html' title='Rok Darwina'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SibKGwbdFKI/AAAAAAAAAUk/8ISEevMFnwM/s72-c/darwin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-1107879829976223139</id><published>2009-05-29T09:15:00.001+02:00</published><updated>2009-05-30T18:51:15.775+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Dawkins vs. Lennox, runda druga</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W lipcu zeszłego roku &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/dziury-w-dziurze.html"&gt;opisywałem na blogu debatę pomiędzy Richardem Dawkinsem i Johnem Lennoxem&lt;/a&gt;. Tak się złożyło, że zaledwie tydzień przed opublikowaniem tamtego wpisu, &lt;a href="http://www.richarddawkins.net/article,2834,Conversation-between-Richard-Dawkins-and-John-Lennox,Richard-Dawkins-John-Lennox-Fixed-Point"&gt;na stronie Richarda Dawkinsa pojawiła się druga debata z Johnem Lennoxem&lt;/a&gt;. Przyznam, że po rozczarowującym poziomie zaprezentowanym przez Lennoxa, przez wiele miesięcy nie mogłem się zebrać do wysłuchania drugiej debaty. Ostatnio mi się to udało. Zapraszam na rundę drugą dyskusji Dawkins kontra Lennox.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim inna jest forma debaty. Poprzednio była to moderowana dyskusja z udziałem publiczności. Prowadzący rozmowę zadawał pytanie, bądź wygłaszał twierdzenie i prosił obu dyskutantów o ustosunkowanie się do niego w wyznaczonym czasie. Niestety, taka dyskusja była mało spontaniczna i ewidentnie było słychać, że obaj uczestnicy często chcieli mówić o czymś innym. Na szczęście druga debata nadrabia braki pod tym względem. Dawkins i Lennox dyskutują bez udziału publiczności, nie ma ustalonego odgórnie czasu wypowiedzi jak i tematów, które będą poruszane. Zdecydowany plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tematyka debaty właściwie pokrywa się z poprzednią. Pojawiają się te same wątki w dyskusji, padają nawet te same argumenty, choć tym razem nieco bardziej rozbudowane. Rozmowa zaczna się od dyskusji na temat wydarzeń 11 września i tego jaki wpływ miały na powstanie "&lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/krl-jest-nagi.html"&gt;Boga urojonego&lt;/a&gt;", a także innych "neo-ateistycznych" książek (m.in. opisywane na blogu "&lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/12/odczarowanie.html"&gt;Odczarowanie&lt;/a&gt;"). Szybko schodzi jednak na temat samej religii chrześcijańskiej. Przez zdecydowaną większość czas mówi Lennox, przedstawiając swoją argumentację. Niestety, merytorycznie prezentuje jeszcze niższy poziom niż w poprzedniej debacie i pogrąża się praktycznie z każdą wypowiedzią. Pozwolę sobie streścić, kilka co "ciekawszych" wypowiedzi, "argumentów" i poglądów Lennoxa (zakładam, że poglądy Dawkinsa są znane).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim Lennox ma olbrzymi problem ze zrozumieniem tego, że jedno słowo może mieć kilka znaczeń. Po raz kolejny powraca argument "wierzenia swojej żonie" i Lennox w dalszym ciągu nie rozumie że co innego oznacza słowo "wiara" w sensie religijnym, a co oznacza "wiara" w sensie psychologicznym (wewnętrzne przekonanie). Mam generalnie wrażenie, że Lennox próbuje przekręcić znaczenia słów w taki sposób, aby pasowały do jego argumentacji i jednocześnie do światopoglądu naukowego. Kolejnym, po "wierze", słowem które stara się dostosować do własnych potrzeb jest słowo "dowód" (evidence). Otóż twierdzi, że są dwa rodzaje dowodów: obiektywne i subiektywne ("subiektywny dowód" - czy nie brzmi to jak oksymoron?). Te obiektywne, to takie które każdy może potwierdzić (czyli dowody w sensie naukowym). A te subiektywne to... no właśnie, nie może mi to przejść przez klawiaturę. Otóż dowody subiektywne to takie "dowody" o których ktoś wie (czuje wewnętrznie), że są prawdziwe, ale nikt inny nie jest w stanie tego zweryfikować i potwierdzić. Jeśli opadły wam ręce, to ostrzegam, że dalej nie będzie lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dyskusja przechodzi płynnie na temat dogmatów chrześcijańskich. Otóż Lennox deklaruje, że wierzy dosłownie w zmartwychwstanie Jezusa, niepokalane poczęcie, zamianę wody w wino, wskrzeszenie Łazarza i inne cuda Nowego Testamentu. Tak, on w to wierzy dosłownie! Nie żadne tam metafory czy coś - było tak jak jest napisane. Stwierdzenie Dawkinsa, że dziewictwo Maryi wynikło z błędu w tłumaczeniu zostaje "odparte" rozbudowaną i nieco pokrętną argumentacją, za którą momentami trudno mi było nadążyć. Lennox przyznaje, że takie twierdzenia wymagają niezwykłych dowodów. Potem jednak zaczyna twierdzić, że takie dowody są. Zasadniczo - tu powraca argument z poprzedniej dyskusji - to co jest napisane w Biblii jest prawdą, bo Jezus powiedział, że to jest prawda. Lennox wpada w błędne koło twierdząc, że cuda w Biblii wzajemnie zaświadczają o swojej autentyczności. Zmartwychwstanie jest wg. Lennoxa faktem historycznym, udowodnionym i dobrze udokumentowanym (podkreśla tutaj, że istnieje na to wiele dowodów). Mówiąc krótko, wg. Lennoxa cała wiara chrześcijańska oparta jest na dowodach i ubolewa, że Dawkins nie potrafi tego dostrzec. Cóż, nie jestem specjalistą od psychologii, ale o ile pamiętam z wykładów, to ewidentnie wskazuje to na &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dysonans_poznawczy#Sposoby_redukowania_dysonansu"&gt;próbę poradzenia sobie z dysonansem poznawczym poprzez przyjęcie dodatkowego założenia&lt;/a&gt; (wcześniejsze próby przedefiniowania słów również wskazują na próbę rozwiązania dysonansu). Dawkins zadaje Lennoxowi bardzo trafne pytanie: dlaczego nie wierzy w analogiczne opowieści dotyczące cudów dokonywanych przez proroków innych religii (np. Mahometa). I tutaj Lennox odpowiada z rozbrajającą szczerością, że dowody świadczące o tym są... mało wiarygodne. Przyznam, że nie spodziewałem się takiego popisu hipokryzji po profseorze z Oxfordu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie jako temat dyskusji powraca Księga Rodzaju. Tym razem Lennox nie bierze jej dosłownie w tym sensie, że 7 dni stworzenia odpowiada siedmiu autentycznym dniom ziemskiego tygodnia. Niestety, Lennox jest przekonany, że skoro Księga Rodzaju mówi, że świat miał swój początek - co jest zgodne z aktualnie obowiązującą teorią naukową - to świadczy o prawdziwości zapisanych w niej słów. Dawkins argumentuje (podobnie jak w poprzedniej dyskusji), że do wyboru były dwie możliwości - Wszechświat miał początek bądź istnieje od zawsze w formie statycznej - i że trafienie jednej z nich nie jest niczym imponującym, a ponadto zdecydowana większość mitologii na świecie mówi o momencie stworzenia. Do Lennox'a oczywiście w żaden sposób to nie przemawia. Na pytanie Dawkinsa, skąd jakiś babiloński skryba mógł znać początek Wszechświata, Lennox wyznaje, że wierzy w objawienie. Pytanie Dawkinsa, czemu nie objawiono mu ewolucji spotyka się z odpowiedzią podpadającą pod dorabianie teorii do faktów. Otóż dowiadujemy się, że Biblia jest pro-naukowa. Nie mówi ludziom wszystkiego o świecie, po to żeby sami mogli go badać i odkrywać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak to w skrócie wygląda. Przyznam, że po kilkunastu minutach (z nieco ponad pięćdziesięciu) miałem ochotę wyłączyć dyskusję. Lennox pogrąża się jeszcze bardziej niż poprzednio, a Dawkins wygrywa dyskusję pozwalając swojemu oponentowi najzwyczajniej w świecie wygłaszać swoje tezy. Naprawdę brakuje mi słów żeby dalej komentować wypowiedzi Lennoxa. Jedyny plus tej debaty to jej forma. Dobre wrażenie robi spokojne i pełne szacunku odnoszenie się do siebie oponentów jak również to, że potrafią w spokoju wysłuchiwać swoich racji bez wchodzenia sobie w słowo. Niestety, plusów merytorycznych brak. Od Dawkinsa nie dowiadujemy się nic nowego, a nad Lennoxowi można tylko autentycznie współczuć.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-1107879829976223139?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/1107879829976223139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/05/dawkins-vs-lennox-runda-druga.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1107879829976223139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1107879829976223139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/05/dawkins-vs-lennox-runda-druga.html' title='Dawkins vs. Lennox, runda druga'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4892630376236751767</id><published>2009-05-26T18:39:00.000+02:00</published><updated>2009-05-29T09:18:18.268+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owady społeczne'/><title type='text'>Mrówki: poradnik praktyczny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od czasu do czasu pisałem na blogu o mojej fascynacji mrówkami. Wspominałem też w jednym z wpisów, że hoduję je w domu. Nadeszła pora, żeby napisać nieco więcej i przybliżyć to dosyć egzotyczne hobby na blogu. Osoby, które dowiadują się jakie zwierzęta hoduję oczywiście się dziwią. Padają pytania, z reguły takie same - nie ukrywajmy że większość osób o mrówkach wie niewiele, poza tym że istnieją i widać je często na chodnikach naszych miast.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze pytanie które z reguły słyszę brzmi "Jak ty je hodujesz?". Chodzi o czysto techniczny aspekt hodowli. Moi rozmówcy nie potrafią sobie wyobrazić jak można trzymać mrówki w domu, tak  aby zapewnić im odpowiednie warunki do życia, a przy okazji żeby się wszędzie nie rozeszły. Cóż, to akurat jest całkiem proste. Po pierwsze, mrówki wymagają zapewnienia kilku podstawowych rzeczy : odpowiedniej temperatury i wilgotności, miejsca w którym mogą założyć gniazdo, areny (czyli wybiegu na który wychodzą z gniazda)  i pożywienia. Gniazdo można wykonać z korka, gipsu, betonu czy ziemi. Najlepiej przykryć je szybą, tak by możliwa była obserwacja wnętrza gniazda - w końcu to najciekawszy element hodowli mrówek. Rozmiar areny zależy od rozmiaru kolonii i gatunku - niektóre mrówki niechętnie ruszają się z gniazda, inne zaś śmiało furażują po arenie. Wilgotność zapewnia się poprzez nawadnianie gniazda, tak by było ono cały czas wilgotne. Oczywiście poszczególne gatunki mają zróżnicowane upodobania co do poziomu wilgotności w gnieździe. Ciekawostką jest, że większe kolonie są już w stanie same regulować wilgotność wewnątrz poszczególnych komór. Jeśli chodzi o temperaturę, to krajowe gatunki nie nastręczają tutaj trudności. Temperatura pokojowa jest dla nich odpowiednia. Jedynie zimą trzeba się pofatygować - otóż gatunki krajowe powinny być hibernowane. Można to zrobić umieszczając kolonię w piwnicy albo w lodówce. Hibernacja wydłuża czas życia królowej jak również powoduje bardzo dynamiczny wzrost kolonii na wiosnę. Co do jedzenia, to sprawa również jest prosta. Po pierwsze miód, po drugie białko (najlepiej larwy albo owady). A skąd pewność, że mrówki nie uciekną? No cóż, z tym jest najtrudniej. Jest wiele metod o różnym stopniu skuteczności i uciążliwości w stosowaniu. Ja sam stosuję smar teflonowy, którym smaruję naokoło ściany areny. Mrówki nie są w stanie przejść takiej przeszkody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy pierwszy szok minie, pada kolejne pytanie : "Ale czemu właściwie ty je hodujesz". To chyba jest najtrudniejsze do zrozumienia dla wielu osób - jak w hodowli mrówek może być cokolwiek ciekawego? No cóż, pod tym względem nie jest to hobby dla każdego. Ktoś, kto oczekuje, że zwierzak domowy będzie okazywał uczucia czy też chętnie będzie się bawił z właścicielem, raczej nie znajdzie nic ciekawego w mrówkach. Nie jest to również zajęcia dla osób niecierpliwych. Kolonia mrówek rozwija się powoli. U niektórych gatunków po roku można liczyć na jedną czy dwie robotnice, choć u większości gatunków można liczyć na kilkadziesiąt. W moim przypadku fascynacja mrówkami wynikła z zainteresowania biologią ewolucyjną. Zaczęło się od &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/samolubny-gen.html"&gt;"Samolubnego genu"&lt;/a&gt;, w którym Dawkins opisywał &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/05/rzecz-o-mrwkach-czyli-czemu-lepiej-mie.html"&gt;"Teorię spokrewnienia 3/4" Hamiltona&lt;/a&gt;. Jakiś czas potem był artykuł w Focusie opisujący hodowanie mrówek w domu. Wtedy chyba pojawiła się pierwsza koncepcja, że może by tak samemu spróbować. Koncepcję zacząłem realizować w sierpniu zeszłego roku, kiedy to złapałem pierwsze królowe. Obecnie posiadam trzy niewielkie kolonie pospolitych gatunków polskich mrówek: &lt;a href="http://formicopedia.org/mrowki/Formica_fusca"&gt;Formica fusca&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://formicopedia.org/mrowki/Lasius_flavus"&gt;Lasius flavus&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://formicopedia.org/mrowki/Myrmica_rubra"&gt;Myrmica rubra&lt;/a&gt;. Każdy z tych gatunków wygląda inaczej i zachowuje się inaczej, dzięki czemu nie mogę narzekać na nudę w hodowli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytań jest oczywiście o wiele więcej: co jedzą mrówki, skąd je biorę, jak zorganizowana jest kolonia itp. Na te pytania pozwolę już sobie nie odpowiadać, a jedynie odesłać zainteresowanych do źródeł w internecie :&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;a href="http://formicopedia.org/mrowki/Formicopedia"&gt;Formicopedia&lt;/a&gt;, czyli Baza Mrówczej Wiedzy - taka mrówcza wikipedia. Sporo praktycznych informacji, trzeba jednak postarać się do nich dotrzeć. Na początek na pewno warto przeczytać &lt;a href="http://www.formicopedia.org/mrowki/index.php?title=Faq"&gt;listę najczęściej zadawanych pytań&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://www.formicopedia.org/mrowki/index.php?title=Kompendium_dla_pocz%C4%85tkuj%C4%85cych"&gt;kompendium początkującego&lt;/a&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;a href="http://www.antmania.pl/"&gt;Antmania&lt;/a&gt; - portal internetowy poświęcony mrówkom. Są na nim bardzo przydatne artykuły i opisy gatunków, całość jednak od dawna się niestety nie rozwija. Antmania posiada również &lt;a href="http://antmania.pl/faq/index.php/Strona_g%C5%82%C3%B3wna"&gt;doskonale opracowany FAQ&lt;/a&gt;.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Każdy z dwóch powyższych portali posiada również swoje fora dyskusyjne: &lt;a href="http://formicopedia.org/forum/"&gt;forum Formicopedii&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.antmania.pl/forum/"&gt;forum Antmanii&lt;/a&gt;.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dwie strony ze zdjęciami mrówek : &lt;a href="http://www.mack.neostrada.pl/mrowki.html"&gt;strona MAck'a&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.mrowki.aplus.pl/galeria/"&gt;strona Radiss'a&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;I na koniec - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;last but not least&lt;/span&gt; - &lt;a href="http://myrmekologia.prv.pl/"&gt;strona Locutusa&lt;/a&gt;, który zajmuje się badaniem mrówek i jednocześnie udziela się aktywnie na forum Antamanii.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Mrówki mają jeszcze jeden istotny plus. Nie trzeba poświęcać dużo czasu nad opiekę nad nimi. Jedzenie można podawać raz na kilka dni, wodę uzupełnia się nieraz co kilka tygodni (zależy to od konstrukcji formikarium). Muszę jednak ostrzec, że na obserwację kolonii schodzi naprawdę dużo czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że tym krótkim wpisem udało mi się przybliżyć moje nietypowe hobby i potencjalnie zachęcić kogoś do podjęcia hodowli. Jeśli kogoś fascynują mrówki, to zapewniam że droga do posiadania własnej kolonii stoi otworem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4892630376236751767?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4892630376236751767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/05/mrowki-poradnik-praktyczny.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4892630376236751767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4892630376236751767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/05/mrowki-poradnik-praktyczny.html' title='Mrówki: poradnik praktyczny'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-2104855169676455305</id><published>2009-05-10T20:57:00.007+02:00</published><updated>2009-05-10T21:07:43.617+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owady społeczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><title type='text'>Lord of the Ants</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na YouTubie można obejrzeć prawie godzinny film biograficzny poświęcony E.O. Wilsonowi. Godzina to bardzo niewiele żeby opowiedzieć wszystko o takim uczonym, jednak jest to dobry przekrój tego czym Wilson się zajmował i zajmuje do tej pory. Mowa jest oczywiście o mrówkach, Socjobiologii i walce o utrzymanie bioróżnorodności. Na łączu 1Mb można bez najmniejszych problemów obejrzeć film w wysokiej jakości. Gorąco polecam. Oto link : &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=wKbj3ZDmvdU"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=wKbj3ZDmvdU&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-2104855169676455305?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/2104855169676455305/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/05/lord-of-ants.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2104855169676455305'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2104855169676455305'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/05/lord-of-ants.html' title='Lord of the Ants'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-2129562780061322829</id><published>2009-05-03T21:07:00.004+02:00</published><updated>2009-05-03T21:09:38.663+02:00</updated><title type='text'>Nie mogłem się powstrzymać</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sf3r7lVFLYI/AAAAAAAAASk/P5FAzL0TUM0/s1600-h/1515.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sf3r7lVFLYI/AAAAAAAAASk/P5FAzL0TUM0/s400/1515.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5331676942741876098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sf3reGCLhbI/AAAAAAAAASc/zp2HJftKOjw/s1600-h/1515.jpg"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-2129562780061322829?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/2129562780061322829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/05/nie-mogem-sie-powstrzymac.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2129562780061322829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2129562780061322829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/05/nie-mogem-sie-powstrzymac.html' title='Nie mogłem się powstrzymać'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/Sf3r7lVFLYI/AAAAAAAAASk/P5FAzL0TUM0/s72-c/1515.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-2938202102820544178</id><published>2009-04-12T10:05:00.039+02:00</published><updated>2009-04-12T10:46:12.461+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Sweet dreams are made of these</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Witam po długiej przerwie spowodowanej najzwyklejszym w świecie brakiem czasu. Z okazji świąt mam jednak kilka dni wolnego i udało się w końcu znaleźć chwilę, żeby coś skrobnąć. Dzisiaj na tapetę pójdzie książka Daniela Dennetta "Słodkie sny. Filozoficzne przeszkody na drodze do nauki o świadomości", przeczytana już jakieś trzy tygodnie temu. Dwie wcześniejsze książki tego autora - &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/natura-umysw.html"&gt;"Natura umysłów"&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/12/odczarowanie.html"&gt;"Odczarowanie"&lt;/a&gt; - były dla mnie ciekawą lekturą (szczególnie ta druga), dlatego też bez wahania sięgnąłem po kolejną, wydaną u nas w 2007 roku. Przy okazji - są to jedyne trzy książki tego autora wydane w naszym kraju. Jak dotąd nie doczekaliśmy się (i ciekaw jestem czy kiedykolwiek się doczekamy) książki "Darwin's Dangerous Idea". Szkoda.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SeGqRnoEAdI/AAAAAAAAASU/fHWWN2SWDto/s1600-h/Slodkie-sny_Daniel-C-Dennett,images_big,7,978-83-7469-456-8.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 132px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SeGqRnoEAdI/AAAAAAAAASU/fHWWN2SWDto/s200/Slodkie-sny_Daniel-C-Dennett,images_big,7,978-83-7469-456-8.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323723454200152530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Książka składa się ośmiu rozdziałów, będących zaadaptowanymi do formy książkowej wykładami wygłaszanych przez Dennetta. Stanowi ona głos autora w dyskusji na temat teorii świadomości. I tutaj wychodzi na jaw pierwszy haczyk - autor polemizuje z poglądami innych autorów, sprzeciwia się bądź opowiada za tezami innych filozofów. W sposób milczący założone jest tym samym pewne obeznanie czytelnika z tematem. Oczywiście, autor przytacza stosowne wpowiedzi i cytaty do których się odwołuje, jednak przyznam, że ciężko mi się było momentami w niektórych rzeczach połapać i szersza znajomosć kontekstu całej dyskusji wydaje się bardzo wskazana. Wskazane jest również ogólne obeznanie z filozofią ze względu na język stosowany przez autora. Wywód staje się momentami skomplikowany, wchodząc w różne filozoficzne subtelności. Muszę przyznać, że wielokrotnie się w nim gubiłem i nieraz nie byłem w stanie dotrzeć do sedna wypowiedzi autora. Tym samym niektóre z wątków książki mi umknęły. Na szczęście dotyczy to tylko kilku kwestii - pozostałe były wyłożone w sposób łopatologiczny. Muszę przyznać, że koncepcje Dennetta są ciekawe i - w oczach filozoficzneo laika - wiarygodne. Dennett oczywiście odrzuca dualizm, przekonuje, że filozofowie doszukujący się w świadomości jakiegoś tajemniczego pierwiastka, którego nauka nigdy nie zdoła zidentyfikować (czyli po prostu "duszy"), ulegają takiemu samemu złudzeniu jak niegdyś witaliści, doszukujący się w materii ożywionej jakiejś tajemniczej siły, odróżniające ją od materii nieożywionej. Nie jest to w sumie dla mnie żadnym zaskoczeniem - pogląd ten wyrażał już Dennett w swoich innych książkach. Jest to zresztą pogląd, w moim mniemaniu, słuszny. Książka ma jeszcze pewną drobną wadę - jej fragmenty sie powtarzają. Wynika to z, wspomnianego na początku, pierwotnego charakteru tekstu, a więc wykładów wygłaszanych przez autora.  Pewne fragmenty musiały zostac powtórzone, żeby zachować ciągłość wywodu w ramach rozdziału. W sumie nie jest to aż tak uciążliwe, gdyż dotyczy to raptem kilku akapitów tekstu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, "Słodkie sny" nie zaliczają się do kategorii książek popularnonaukowych, tak jak nie zalicza się do niej &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/fenotyp-rozszerzony-czyli-kostka.html"&gt;"Fenotyp rozszerony"&lt;/a&gt; Dawkinsa. Podobnie jak w przypadku "Fenotypu", wymaga się od czytelnika obeznania z tematyką książki, inaczej bowiem może on wynieść z niej niewiele. Osoby zainteresowane filozofią z pewnością uznają "Słodkie sny" za naprawdę ciekawą lekturę, pozostali mogą spróbować, ale prawdopodobnie znajdą coś ciekawszego do czytania.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-2938202102820544178?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/2938202102820544178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/04/sweet-dreams-are-made-of-these.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2938202102820544178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2938202102820544178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/04/sweet-dreams-are-made-of-these.html' title='Sweet dreams are made of these'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SeGqRnoEAdI/AAAAAAAAASU/fHWWN2SWDto/s72-c/Slodkie-sny_Daniel-C-Dennett,images_big,7,978-83-7469-456-8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-6370420959798342220</id><published>2009-02-09T14:02:00.004+01:00</published><updated>2009-02-09T14:14:44.992+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Jacy jesteśmy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zapraszam do zapoznania się z &lt;a href="http://www.polskatimes.pl/fakty/kosciol/84014,niewierzacy-chrzcza-dzieci,id,t.html"&gt;artykułem na temat ateistów w Polsce&lt;/a&gt;. Jak komuś uda się dotrzeć do pełnego raportu (pewnie będzie w jakimś piśmie naukowym) to dajcie znać w komentarzach. Badanie wygląda na ciekawe, chociaż ze skrótu zaprezentowanego przez prasę wiele wywnioskować się nie da. Jakoś nie dziwi mnie, że aż 70% ateistów to mężczyźni ani to że ponad 70% ateistów wzięło ślub kościelny (inna sprawa, że to smutne). Zaskakuje mnie natomiast stwierdzenie, że "70 proc. nie wierzy w żadną formę życia pozagrobowego". Jak to 70%? Czy tutaj nie powinno być 100%? W co w takim razie wierzy te 30% "ateistów"? Oto jest zagadka.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-6370420959798342220?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/6370420959798342220/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/02/jacy-jestesmy.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6370420959798342220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6370420959798342220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/02/jacy-jestesmy.html' title='Jacy jesteśmy'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-5268199598746677285</id><published>2009-01-25T20:24:00.038+01:00</published><updated>2009-01-26T22:12:02.832+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Przyszłość życia?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No tak, zbliżająca się sesja i praca nad doktoratem robią swoje - trzy tygodnie bez wpisu. Na szczęście znajduję czas na czytanie (z pisaniem gorzej), bowiem przeczytałem "Przyszłość życia" Edwarda O. Wilsona. Przypomnę od razu, że kilka książek tego uczonego gościło już na moim blogu. Były to &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/o-naturze-ludzkiej.html"&gt;"O naturze ludzkiej"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/rnorodno-ycia.html"&gt;"Różnorodność życia"&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/mrwki-x-2.html"&gt;"Społeczeństwa owadów" i "Podróż w krainę mrówek"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już bez dalszych zbędnych wstępów przejdę do sedna. Jak łatwo się domyślić z tytułu, w tej książce Wilson rozprawia o przyszłości naszej planety, a w szczególności dzikiej przyrody i nas samych. 7 rozdziałów poprzeplatane jest licznymi ciekawostkami ze świata przyrody ("Bo dziwny jest ten świat..."). Wiedzieliście, że istnieją bakterie potrafiące żyć przy natężeniu promieniowania wynoszącym milion radów (po wystawieniu na 1000 radów człowiek umiera w ciągu jednego do dwóch tygodni)? Co więcej, niektóre osobniki tych bakterii przeżywają nawet 3 miliony radów. Podobnych faktów jest w książce całkiem sporo i muszę przyznać, że takie fragmenty czytałem z prawdziwą przyjemnością. Niestety, nie mogę tego powiedzieć o całości książki. Uważam Wilsona za poważnego naukowca i liczyłem na poważną (popularno)naukową książkę. Miałem nadzieję, że Wilson przedstawi jakąś w miarę rzeczową i kompleksową analizę przyszłości życia. Z tego zadania po części się wywiązał, jednak bardzo wiele do życzenia pozostawia forma. Postaram się na kilku przykładach pokazać o co mi chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek fragment, w którym Wilson pisze o ekonomiście, który starał się odpowiedzieć, z ekonomicznego punktu widzenia, czy bardziej opłaca się zabić wszystkie płetwale błękitne już teraz, czy też bardziej opłaca się ograniczyć połowy tak żeby gatunek przetrwał i dało się na nim zarabiać w przyszłości:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Tak więc Clark zapytał, co zapewni ludzkości i wielorybnikom większy dochód: czy zaprzestanie polowań, stworzenie warunków do odnowienia populacji, a następnie przyjęcie  rozsądnych limitów odłowów pozwalających kontynuować polowanie bez obawy, że zabraknie zwierzyny, czy też wybicie reszty populacji tak szybko jak to tylko możliwe i zainwestowanie zysków na giełdzie. Odpowiedź wprawia w zakłopotanie: przy oprocentowaniu powyżej 21% rocznie należy wszystkie zabić, a pieniądze zainwestować.&lt;br /&gt;Gdzie tkwi błąd w tym rozumowaniu?&lt;/blockquote&gt;No właśnie, gdzie? Bo odpowiedź faktycznie w zakłopotanie wprawia. Cóż, nie widziałem  modelu Clarka na oczy, ale myślę że musiał pominąć coś, co sprawia że jego wyliczenia można uznać za niepewne. Ciekaw jestem na przykład, czy uwzględnił to, że powiedzmy za kilkaset lat z polowań będzie mogło wyżyć ileś tam rodzin, podczas gdy pieniądze pozostaną w rękach tych, którzy wybili płetwale. No i te 21% to bardzo optymistyczne założenie. No więc gdzie tkwi błąd? Oddajmy głos Wilsonowi:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Odpowiedź Colina Clarka wydaje się bardzo prosta. Wyrażona w dolarach i centach wartość martwego płetwala błękitnego została oszacowana jedynie na podstawie jego "kursu" na istniejącym rynku, to znaczy na podstawie bieżących cen za jednostkę miary wielorybiego oleju i mięsa. Tymczasem przedstawia on także inną wartość, która z pewnością będzie rosnąć razem z naszą wiedzą o żyjącym Balaenoptera musculus, mianowicie wartość naukową, medyczną i estetyczną - w wymiarach i rozmiarach niemożliwych dziś do przewidzenia. Jaka była wartość płetwala błękitnego w 1000 roku? Bliska zeru. Jaka będzie jego wartość w 3000 roku? W zasadznie nieograniczona, powiększona jeszcze o wdzięczność żyjącego wówczas pokolenia dla tego, które, w swej mądrości, ocalilo płetwala od zagłady.&lt;/blockquote&gt;No i taka riposta mnie wprawia w zakłopotanie nie bardziej niż wyliczenia Clarka. No bo z jednej strony mamy konkretne liczby a z drugiej mgliste mówienie o jakiejś wartości w przyszłości - niby niemożliwej do przewidzenia, a jednak nieograniczonej. Oczywiście, nie mam wątpliwości, że płetwale powinno się chronić. Mam natomiast poważne wątpliwości czy tak powinno się prowadzić dyskusję naukową z czyimiś obliczeniami. Sytuację ratuje przypis, który odsyła do książki krytycznie analizującej takie czysto ekonomiczne wyliczenia (szkoda, że Wilson, mając do dyspozycji takie źródło, nie podparł się czymś bardziej konkretnym).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny przykład. Wilson porusza - jakże by inaczej - temat globalnego ocieplenia. Czytelnik dowiaduje się, że&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;nie można mieć już dłużej żadnych wątpliwości co do samego istnienia zjawiska zwanego globalnym ociepleniem.&lt;/blockquote&gt;No dobrze, jest styczeń a ja wyglądam przez okno i widzę zieloną trawę. Faktycznie, ostatnio zimy zrobiły się bardzo ciepłe. Tylko że ja prowadzę "obserwacje" w jednym miejscu i od niedawna (powiedzmy od 20 lat). Jasne, oglądam telewizję, wiem o huraganach itp, ale mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że "nie mam już żadnych wątpliwości". Używając skali od 1 do 7 (tej samej, którą posłużył się Dawkins w "Bogu Urojonym"), określiłbym mój stopień przekonania co do globalnego ocieplenia na 5, czyli wydaje mi się, że raczej istnieje ale nie jestem o tym jakoś zdecydowanie przekonany i przyznaję, że opieram się na niepewnych przesłankach. Wilson podaje kilka faktów, które faktycznie przemawiają za hipotezą globalnego ocieplenia. Następnie stwierdza, że&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;globalne ocieplenie jest spowodowane głównie przez pochłaniające promieniowanie gazy cieplarniane: dwutlenek węgla, metan i podtlenek azotu.&lt;/blockquote&gt;Ostatnio miałem okazję kilkukrotnie dyskutować na ten temat i w kilku niezależnych dyskusjach powiedziano mi, że emisja dwutlenku węgla produkowanego przez człowieka to nic w porównaniu z jego naturalną emisją (powiedzieli mi to m.in. pracownicy Wydziału Inżynierii Procesowej i Ochrony Środowiska PŁ). Przyznam, że w tej kwestii jestem ignorantem. Niestety, Wilson nie przekonuje mnie do swojego punktu widzenia. Szkoda, że temat globalnego ocieplenia został przez niego potraktowany bardzo pobieżnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Równie pobieżnie i co gorsza niezbyt rzetelnie potraktowany został także temat żywności modyfikowanej genetycznie. Tutaj mam jako takie rozeznanie po lekturze &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/najwiksza-tajemnica.html"&gt;książki Jamesa Watsona&lt;/a&gt;, która omawia temat bardzo szczegółowo. Wilson poświęca zagadnieniu ok. cztery i pół strony. Przyznaje, że&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;inżynieria genetyczna może budzić &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;całkowicie uzasadnione&lt;/span&gt; obawy przynajmniej z kilku przyczyn (podkreślenie moje).&lt;/blockquote&gt; No tak, skoro obawy są uzasadnione, to poważna sprawa. A jakie według Wilsona mogą być te obawy? Otóż:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wielu ludzi, nie tylko filozofów i teologów, niepokoi aspekt etyczny ewolucji transgenicznej.&lt;/blockquote&gt;No dobrze, więc mamy "uzasadnione obawy teologiczne" ("uzasadnienie teologiczne" - notuję do mojego zeszytu z oksymoronami). Dalej:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Trudno przewidzieć, jaki będzie wpływ nowej żywności transgenicznej na zdrowie człowieka; oczywiście, zawsze istnieje jakieś ryzyko.&lt;/blockquote&gt;Czy mi się wydaje, czy takie stwierdzenie jednak podsyca ewentualne obawy? Szkoda, że Wilson nie poświęcił więcej miejsca na omówienie czym dokładnie jest inżynieria genetyczna i nie wyjaśnił, dlaczego wiele zarzutów wysuwanych przeciwko niej jest bezpodstawnych.&lt;br /&gt;Lista moich zarzutów na tym się nie kończy. Dochodzi do niej stawianie nieuzasadnionych twierdzeń:&lt;blockquote&gt;Mimo postępów nauki i oświaty publicznej nie zmniejsza się ryzyko choroby wieńcowej u młodych ludzi oraz zawałów serca u ludzi w średnim i podeszłym wieku. Wszystkie te niekorzystne tendencje mogą zostać spowolnione lub nawet odwrócone dzięki środkom profilaktycznym, które powinny obejmować odnowienie naszego związku ze środowiskiem.&lt;/blockquote&gt;Na jakiej podstawie to twierdzenie? Przykre jest, że Wilson w bardzo wielu miejscach gra na emocjach czytelników, zamiast przekonać ich rzeczową argumentację. Na koniec zostawiłem sobie trzy "perełki":&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Do wielorakich walorów dzikiej przyrody można dodać jeszcze tajemniczość. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bez tajemnicy życie staje się uboższe. &lt;/span&gt;( wyróżnienie moje &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Jestem ciekaw, czy ten fragment pochodzi z książeczki do katechizmu. W bibliografii jej nie ma, ale kto wie. No i po co w takim razie Wilson w ogóle jest naukowcem? Po co odkrywa te wszystkie tajemnice mrówek? Czy bez nich nie wydawałyby się nam piękniejsze (bo przecież bardziej tajemnicze)?&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Rozwiązaniem nie jest też system socjalistyczny, zwłaszcza w jakiejkolwiek formie przypominającej model sowiecki. Wręcz przeciwnie, rozpad tego ostatniego był niezwykle fortunnym zdarzeniem dla przyrody na całym świecie. W większości krajów, w których wprowadzono sowiecki eksperyment ustrojowy, lista strat była znacznie dłuższa niż w krajach kapitalistycznych.&lt;/blockquote&gt;No dobra, nie mam pojęcia skąd Wilson wziął informacje o stratach biologicznych w krajach socjalistycznych (bibliografia milczy na ten temat). Nie mam pojęcia czemu upadek socjalizmu był dla przyrody tak korzystny. Wiem jednak, że rozumowanie "skoro duże zniszczenia przyrody miały miejsce w kraju o ustroju socjalistycznym, to socjalizm jest za nie winien" jest rozumowaniem błędnym. Na koniec zostawiłem sobie ostatnie zdanie książki, czyli &lt;span style="font-style: italic;"&gt;last but not least&lt;/span&gt;:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Cywilizacja odwołująca się do pojęcia Boga i planująca kolonizację kosmosu z pewnością znajdzie sposób ocalenia integralności naszej planety oraz wspaniałych form życia, których jest ona schronieniem.&lt;/blockquote&gt;No tak, bez Boga nie ma szans na chronienie przyrody. To pewnie ateizm (i socjalizm) są winne zniszczeniu środowiska naturalnego i tylko w Bogu nadzieja. Ech, Panie Wilson...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ukrywam, że tą książką Edward Wilson zarobił u mnie dużego minusa. Na plus "Przyszłości życia" zaliczam dużo ciekawych faktów biologicznych. Niestety cała reszta jest wątpliwej jakości, co ze smutkiem powyżej odnotowuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-5268199598746677285?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/5268199598746677285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/01/przyszo-ycia.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5268199598746677285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5268199598746677285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/01/przyszo-ycia.html' title='Przyszłość życia?'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7161049244995734733</id><published>2009-01-04T16:32:00.003+01:00</published><updated>2009-01-04T16:49:25.978+01:00</updated><title type='text'>Aktualizacja noworoczna</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już na początku istnienia bloga umieściłem linki do innych, odwiedzanych przeze mnie, stron z których czerpię inspirację albo po prostu czytam dla rozrywki. Ze wstydem przyznaję, że zaniedbałem ten element bloga i najwyższa pora to nadrobić. Nowy rok przynosi więc aktualizację linków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blog &lt;a href="http://onaturzebezkomentarza.blox.pl/html"&gt;O naturze bez komentarza, prawie...&lt;/a&gt; to porcja genialnych zdjęć bezkręgowców. Autor powinien pracować dla National Geographic albo Davida Attenborough.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny blog - &lt;a href="http://biologia.obserwuje.pl/"&gt;Obserwatorium Biologiczne&lt;/a&gt; - nie jest niestety od kilku miesięcy aktualizowany, warto jednak przejrzeć to co do tej pory zostało tam zgromadzone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec dosyć specjalistyczna strona, a właściwie &lt;a href="http://www.formicopedia.org/forum/"&gt;forum dyskusyjne Formicopedia&lt;/a&gt;. Poświęcone jest, wciąż uznawanemu za nietypowe, hobby, a mianowicie hodowli mrówek. Ja sam jestem obecnie posiadaczem dwóch niewielkich kolonii i uważam, że ich rozpoczęcie było strzałem w dziesiątkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie to tyle. Jak sobie tylko coś przypomnę to dodam. W najbliższym czasie chyba nie będzie recenzji żadnej książki - aktualnie nadrabiam zaległości w fantastyce naukowej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7161049244995734733?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7161049244995734733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/01/aktualizacja-noworoczna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7161049244995734733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7161049244995734733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2009/01/aktualizacja-noworoczna.html' title='Aktualizacja noworoczna'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-926261846649124395</id><published>2008-12-23T10:37:00.010+01:00</published><updated>2008-12-23T11:17:08.883+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Celebrity deathmatch</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nudzę się właśnie w pracy i przeglądając onet trafiłem na prawdziwą świąteczną perełkę:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;" class="right_top" id="right_top"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;" class="right_top" id="right_top"&gt;Krytykę i protesty rodziców wywołały słowa proboszcza z Novary na północy Włoch, który w czasie mszy świętej powiedział dzieciom, że nie istnieje ani święty Mikołaj, ani czarownica Befana, przynosząca zgodnie z tradycją prezenty w uroczystość Trzech Króli. Miejscowy dwutygodnik, który o tym poinformował, przytacza wypowiedzi rodziców dzieci, twierdzących wręcz, że mają one z tego powodu "zmarnowane Święta".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Proboszcz parafii Świętego Serca Dino Bottino, cytowany przez lokalną prasę, wyjaśnił: "powiedziałem dzieciom, że święty Mikołaj to bajka i nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim Bożym Narodzeniem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Powtórzę to jeszcze raz - dodał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie było moim zamiarem zranić kogokolwiek, ale &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ważne jest, by nauczyć się odróżnić rzeczywistość rodzącego się Jezusa od opowieści o świętym Mikołaju, bajki takiej samej, jak ta o Kopciuszku i Królewnie Śnieżce&lt;/span&gt; - podkreślił ksiądz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Słucham? Czym różni się bajka o Jezusie od bajki o świętym Mikołaju? Święty Mikołaj żył naprawdę, podobnie Jezus (choć czytałem, że nie jest to w 100% pewne). Nasze współczesne wyobrażenie o obu postaciach nijak się ma do pierwowzorów, co jest oczywiste, bo nikt racjonalnie myślący nie oczekuje, że pierwowzór świętego Mikołaja w rzeczywistości roznosił prezenty wszystkim dzieciom na świecie, ani że Jezus chodził po wodzie czy zamieniał wodę w wino (choć potrafię sobie wyobrazić, że wielu sekretnie marzy o takiej mocy). Oczywiście, są też drobne różnice: Mikołaj oferuje grzecznym dzieciom zabawki a niegrzecznym rózgę (w naszym kraju - w innych krajach dzieciom grozi dostanie bryłki węgla albo wywiezienie do Hiszpanii). Jezus oferuje grzecznym dzieciom życie wieczne a niegrzecznym płomienie piekielne. Różni się jednak tylko forma, bo jedno i drugie to przecież stary i dobrze znany system motywowania za pomocą kija i marchewki, występujący pod niezliczoną ilością postaci (marchewka w postaci siedemdziesięciu-iluś dziewic czekających w raju wydaje się robić ostatnio sporą karierę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem czemu ksiądz powiedział to co powiedział. Święty Mikołaj to po prostu konkurencja, a wiadomo że z konkurencją się walczy (i to był nawet uczciwy chwyt). Mam tylko nadzieję, że ktoś (może rodzice, choć wątpię) uświadomi w miarę wcześnie tym dzieciakom, że wyczyny Jezusa to też wytwór ludzkiej fantazji i zdecydowanie nie należy podejmować ważnych decyzji dotyczący życia (swojego i innych) na podstawie jakichś bajek. Swoją drogą jest to doskonały przykład walki konkurencyjnych memów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-926261846649124395?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/926261846649124395/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/12/celebrity-deathmatch.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/926261846649124395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/926261846649124395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/12/celebrity-deathmatch.html' title='Celebrity deathmatch'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8126967850463444109</id><published>2008-12-18T16:05:00.026+01:00</published><updated>2008-12-21T15:27:11.929+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>O(d)czarowanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SU5RKfJxeWI/AAAAAAAAAQI/_GehlxGv9nI/s1600-h/dennett.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SU5RKfJxeWI/AAAAAAAAAQI/_GehlxGv9nI/s200/dennett.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5282248653555202402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Z przykrością stwierdzam, że skończyłem czytać "Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne" Daniela Dennetta*. A dlaczego z przykrością? Bo książka jest świetna, niesamowicie inspiruje do myślenia i kończy się zdecydowanie za szybko. Ponieważ książka jest tak dobra, postanowiłem zacząć jej recenzję od... ponarzekania na kilka rzeczy, tak żeby już mieć to z głowy i móc dalej bez przeszkód skupić się na dobrych stronach. Właściwie to moje zastrzeżenia skierowane są bardziej pod adresem polskiego wydawcy (PIW), niż autora. Po pierwsze: opóźnienie daty wydania, a właściwie to daty pojawienia się książki w księgarniach, o jakiś miesiąc. Po drugie, są drobne wpadki w tłumaczeniu. Nie wychwyciłem nic poważnego, ale w kilku miejscach widać, że tłumacz nie do końca rozumiał znaczenie oryginału i tłumaczył "na czuja" (no bo jak inaczej wyjaśnić dosłowne tłumaczenie zwrotów idiomatycznych?). Tyle narzekania. Pora na resztę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SU5RTHwQryI/AAAAAAAAAQQ/xgCxBppus7s/s1600-h/220px-Daniel_Dennett_in_Venice_2006.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 153px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SU5RTHwQryI/AAAAAAAAAQQ/xgCxBppus7s/s200/220px-Daniel_Dennett_in_Venice_2006.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5282248801893003042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Książka podzielona jest na 3 części, łącznie 11 rozdziałów i 4 dodatki. Podtytuł książki nie pozostawia większych wątpliwości co do tematyki. Główna teza całej książki jest taka, że należy rozpocząć zakrojone na szeroką skalę dogłębne naukowe badania wszelkich  zjawisk religijnych. Od razu trzeba zaznaczyć, że książka nie jest w swojej wymowie antyreligijna, chyba że ktoś odbiera nawoływanie do badań jako atak na swoją wiarę (takie osoby pewnie się znajdą). Różni się więc znacząco od opisywanego przeze mnie &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/traktat-anty.html"&gt;"Traktatu ateologicznego"&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/krl-jest-nagi.html"&gt;"Boga urojonego"&lt;/a&gt;. W przeciwieństwie do Onfraya (i w dużej mierze również Dawkinsa) Dennett nie gra na emocjach, robi wszystko by je wyciszyć i przekonać głęboko religijnych czytelników swojej książki do kontynuowania lektury. Podejrzewam, że większość wierzących odłożyło "Boga urojonego" po stwierdzeniu Dawkinsa, że "cel książki zostanie osiągnięty, jeżeli każdy wierzący po jej przeczytaniu zostanie ateistą". Dennett nie robi tak abstrakcyjnych założeń i nie przekonuje nikogo do porzucenia swojej wiary. Zwraca za to uwagę na istotne pytania, które powinny przyciągnąć uwagę każdej osoby wierzącej, np. "bez względu na to jaką religię wyznajesz, większość ludzi na świecie w nią nie wierzy. Dlaczego tak się dzieje?" Dennett zdecydowanie nie ucieka od trudnych pytań i nie przymyka oczu na znane fakty i trudne zarzuty stawiane naukowemu podejściu do religii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie, podejście Dennetta bardzo różni się od tego co prezentuje Dawkins. Dennett podchodzi do religii o wiele bardziej realistycznie. Dostrzega jej dobre aspekty i kładzie na nie duży nacisk: "jest wiele osób twierdzących, że religia to najważniejsza rzecz w ich życiu i osoby te z pewnością mają dobre powody do tego, by tak twierdzić" (nie jest to dosłowny cytat, bo oczywiście jak zwykle nie zapisałem sobie na której stronie pada to stwierdzenie, sens jednak pozostaje). Oczywiście, zwraca również uwagę na fakt istnienia patologii, nie rozstrzyga jednak czy w religii przeważają dobre czy złe strony. Zamiast tego Dennett zwraca uwagę na naszą olbrzymią niewiedzę w tym temacie. Cała książka to właściwie jeden wielki spis naszej ignorancji w kwestiach religijnych. Dennett stawia całą listę pytań, wylicza zagadnienia i zjawiska do przebadania, a także zwraca uwagę na problemy jakie prawdopodobnie czekają badaczy. Prezentowane są też hipotezy mające wyjaśnić niektóre z obserwowanych zjawisk czy też samo pochodzenie religii. Autor podkreśla jednak, że to tylko teorie i spekulacje i w żadnym wypadku nie należy traktować tego co pisze jako całkowicie pewnych faktów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć Dennett jest filozofem, to książka nie ma ani trochę filozoficznego tonu (nie licząc tego, że są w niej same pytania, a nie ma odpowiedzi). Owszem, stanowi ona ciekawe spojrzenie na ludzką naturę, ale do zrozumienia jej przesłania nie potrzeba żadnej specjalistycznej wiedzy - jest to książka popularnonaukowa w najlepszym możliwym wydaniu, z drugiej strony będąca potencjalnym źródłem wiedzy dla badaczy. Specjalnie dla nich autor zamieścił na końcu książki przypisy, uzupełniające treść o dodatkowe fakty i komentarze. Są też cztery dodatki, o typowo naukowym charakterze. Szczególnie gorąco polecam Dodatek B poświęcony nauce i zasadom dyskusji naukowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się, że ta książka doczekała się wydania na polskim rynku (jednocześnie mam sobie za złe, że nie kupiłem "Słodkich snów" Dennetta, kiedy miałem okazję). "Odczarowanie" mnie naprawdę oczarowało. Kolejne rozdziały czyta się z prawdziwą przyjemnością i naprawdę ciężko było mi się oderwać od książki (nawet w sytuacjach w których wiedziałem, że mam ważniejsze rzeczy do zrobienia). Gorąco polecam wszystkim (także, a może przede wszystkim, wierzącym), bo naprawdę warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*) Z przykrością stwierdzam też, że sklecenie wpisu na blogu zajęło mi niewiele mniej czasu niż przeczytanie książki (w sensie ilości dni, nie w przeliczeniu na godziny). Pomysłów na przyszłe wpisy chwilowo brak. Recenzja kolejnej książki chyba nieprędko, bo wziąłem się za "Fiasko" Lema, a potem czekają "Dzieci Diuny". Czekam z niecierpliwością na zapowiedzi w serii +/- nieskończoność na rok 2009.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8126967850463444109?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8126967850463444109/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/12/odczarowanie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8126967850463444109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8126967850463444109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/12/odczarowanie.html' title='O(d)czarowanie'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SU5RKfJxeWI/AAAAAAAAAQI/_GehlxGv9nI/s72-c/dennett.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-2993008878943470240</id><published>2008-12-12T12:54:00.007+01:00</published><updated>2008-12-12T14:00:44.586+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Święta święta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a wraz z nimi zbliża się pewien dylemat. Czy powinienem udać się na wigilię pracowników organizowaną w moim miejscu pracy? Jako osoba niewierząca oczywiście nie obchodzę świąt w sensie religijnym. Chcąc nie chcąc jest to dla mnie pewne wydarzenie o charakterze rodzinnym, gdyż rodzina &lt;span style="font-style: italic;"&gt;zgodnie z tradycją&lt;/span&gt; święta obchodzi pomimo tego, że raptem jedna osoba jest wierząca. Wigilia dla pracowników nie jest bynajmniej w żaden sposób obowiązkowa (na jednym ze spotkań służbowych padło pytanie, czy ktoś chce by takowe spotkanie zostało zorganizowane i znalazło się kilku chętnych). Pojawia się oczywiście pytanie, jak w ogóle do całej sprawy podejść. Czy traktować taką wigilię pracowników jako obchodzenie święta religijnego, czy też po prostu jako spotkanie towarzyskie, na którym zgodnie z tradycją łamie się opłatkiem itp. No właśnie, a jak potraktować dzielenie się opłatkiem? Czy bardziej jest to element tradycji czy może raczej religii?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Po pewnym namyśle stwierdzam, że odpowiedź na mój dylemat jest prosta - niepójście na wigilię jest jedynym rozwiązaniem będącym w zgodzie z moim sumieniem. I w sumie nie sądzę, żeby ktokolwiek się na mnie z tego powodu źle patrzył (jeśli okaże się, że byłem w błędzie to na pewno poinformuję o tym). Ciekaw jestem jak jest w innych firmach i zakładach pracy (tak, to jest sugestia skierowana do was moi drodzy Czytelnicy, abyście się wypowiedzieli w komentarzach).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec mały bonus:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SUJe6Hg6l3I/AAAAAAAAAQA/r-riWXH0Gs0/s1600-h/God+Made+Me.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 127px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SUJe6Hg6l3I/AAAAAAAAAQA/r-riWXH0Gs0/s400/God+Made+Me.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5278886065774172018" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-2993008878943470240?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/2993008878943470240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/12/wita-wita.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2993008878943470240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2993008878943470240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/12/wita-wita.html' title='Święta święta'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SUJe6Hg6l3I/AAAAAAAAAQA/r-riWXH0Gs0/s72-c/God+Made+Me.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7172981143540923592</id><published>2008-11-26T20:27:00.024+01:00</published><updated>2008-12-04T11:35:51.261+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><title type='text'>Wszystko wokoło do góry nogami</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś o kilku sprawach związanych z ochroną przyrody. Wszystkie dotyczą gór i pokazują, jakie jest podejście bardzo wielu osób do kwestii chronienia środowiska.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza sprawa, o której pewnie już wiele osób słyszało, to inwestycje w Tatrach słowackich. W najnowszym numerze kwartalnika "Tatry" można znaleźć artykuł zatytułowany "Zmiany w Tatrach przesądzone i nieodwracalne", opisujący sprawę szczegółowo. Ujmując krótko - nasi południowi sąsiedzi zamienili Tatry w wielki plac budowy. Na terenie TANAPu (Tatranský národný park, odpowiednik naszego TPN) realizowanych jest aktualnie 5 wielkich inwestycji związanych z rozbudową infrastruktury narciarskiej. Wycinane są lasy i kosodrzewina, budowane sztuczne zbiorniki wodne (do sztucznego naśnieżania stoków) i wyciągi - wszystko w strefie najwyższej ochrony, w której teoretycznie nie powinno się ułamać gałązki na uschniętym drzewie. Inwestycje realizowane są w Tatrach Bielskich, Wysokich (rejon Tatrzańskiej Łomnicy i Smokowca) jak i w Zachodnich. Rezultat? Według ekspertów nieodwracalne zmiany w ekosystemie Tatr, także po polskiej stronie. Najgorsze jest to, że decyzje juz zapadły, a budowa trwa i wygląda na to że nic nie da się już zrobić. Możliwe, że UE wyciągnie wobec Słowacji konsekwencje (mówi się o odebraniu prawa do używania nazwy "Park Narodowy" w stosunku do Tatr), ale żadne konsekwencje nie naprawią wyrządzanych właśnie zniszczeń. Co gorsza, &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75478,5892814,Stacja_narciarska_Tatry.html"&gt;pojawiają się głosy by i u nas realizować podobne inwestycje&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;[Słowacy] wolą mieć nowoczesne ośrodki narciarskie niż park narodowy. Powinniśmy zacząć myśleć podobnie - uważa Andrzej Bachleda.&lt;/blockquote&gt;Więcej można znaleźć &lt;a href="http://narty.onet.pl/5956,1518483,artykuly.html"&gt;w artykule na onecie&lt;/a&gt; bądź w aktualnym numerze Tatr.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie rozbudowa wyciągów i tras narciarskich to nie tylko problem Tatr, ale także innych naszych rodzimych gór. Pogodziłem się już z faktem, że Beskid Śląski wygląda jak wygląda, ale nadal bulwersują mnie inwestycje realizowane w innych rejonach Beskidów (piszę głównie o Beskidach, bo tam z reguły jeżdżę, ale to nie oznacza, że w Sudetach jest inaczej). Gdy ktoś ma kawałek pola i uznaje, że bardziej opłaca mu się posiadać na nim wyciąg narciarski niż uprawę ziemniaków to jest to dla mnie sytuacja w pełni do zaakceptowania. Nie mogę natomiast strawić wycinania zdrowych lasów pod nowe trasy narciarskie. Wejdźcie sobie na narty.onet.pl i pooglądajcie zdjęcia w opisach ośrodków narciarskich. Z reguły ujrzycie las po obu stronach trasy zjazdowej. Znalazłem bardzo "ładne" zdjęcie z lotu ptaka, doskonale obrazujące to co mam na myśli:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SS__rUEbYlI/AAAAAAAAAPg/pYRpqSdkknQ/s1600-h/chopok.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 310px; height: 241px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SS__rUEbYlI/AAAAAAAAAPg/pYRpqSdkknQ/s400/chopok.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5273714808260878930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;To akurat nie Polska tylko Słowacja, ale u nas jest identycznie, tylko góry są mniejsze.  Do grona gór zniszczonych w celu wybudowania tras narciarskich zaliczają się nie tylko niewielkie i nie znane z imienia górki, ale także duże szczyty jak Jaworzyna Krynicka i Pilsko (rezerwat pod szczytem Pilska, przez który przechodzi Główny Szlak Beskidzki, to jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałem w górach).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga sprawa także dotyczy gór, a konkretnie gminy Zawoja i pasma Policy w Beskidzie Żywieckim. W ramach wyjaśnienia, dla osób które nie jeżdżą po górach dodam, że Zawoja leży u podnóża Babiej Góry - największego szczytu w Beskidach Zachodnich. Zawoja żyje w dużej mierze z turystyki, a chyba największą atrakcją, jaką gmina może zaoferować turystom, jest Babiogórski Park Narodowy. Niedawno w gminie odbyło się referendum, w sprawie utworzenia na jej terenie obszaru chronionego w ramach programu Natura 2000. Związane jest to z odkryciem w rejonie pasma Policy stanowisk głuszca. O  samym programie wszyscy już dobrze słyszeliśmy przy okazji obwodnicy Augustowa i doliny Rospudy. Referendum poprzedzone była akcją (dez)informacyjną, przekonującą ludzi, że program Natura 2000 to samo zło (plakaty z hasłem "Głuszec albo ty"), uniemożliwi realizowanie w gminie jakichkolwiek inwestycji, a mieszkańcy nie będą mogli nawet wyjść do lasu, bo będzie on pod ochroną. Nikt oczywiście nie powidział mieszkańcom o dopłatach unijnych, czy o wzroście wartości ziemi i walorów turystycznych gminy. Skąd taka niechęć urzędników (niektórzy organizatorzy, w tym główny przewodniczący komisji referendum, organizowali jednocześnie kampanię namawiającą do głosowania na 'nie')? Prawdopodobna przyczyna to pomysł budowy ośrodka narciarskiego właśnie w paśmie Policy, a konkretnie w rejonie Hali Krupowej (obecnie jest tam schronisko PTTK). W gminie Zawoja jest już jeden duży ośrodek narciarski na Mosornym Groniu, oczywiście wycięty przez las, co pokazuje zdjęcie poniżej ze zbiorów własnych:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/STbjJOar09I/AAAAAAAAAP4/DL9I-D4fcgg/s1600-h/HPIM3926.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/STbjJOar09I/AAAAAAAAAP4/DL9I-D4fcgg/s400/HPIM3926.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5275653761139463122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Podobno ośrodek ten przynosi obecnie straty finansowe. Co do samego referendum, to akcja namawiająca do głosowania na 'nie' przyniosła skutek (ok. 97% głosów na 'nie'). Możecie o całej sprawie poczytać dokładniej &lt;a href="http://zielonamalopolska.blox.pl/2008/09/Referendum-w-Gminie-Zawoja-juz-w-najblizsza.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://beskidzywiecki.bloog.pl/id,3706570,title,Referendum-w-Zawoi,index.html?ticaid=6713d"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Szczególnie polecam &lt;a href="http://www.forum.zawoja.pl/viewtopic.php?t=696&amp;amp;postdays=0&amp;amp;postorder=asc&amp;amp;start=0"&gt;wątek na forum Zawoi&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręce opadają jak się to wszystko czyta. To dlatego ostatnio napisałem, że optymistyczne podejście Wilsona do ochrony przyrody 'kiepsko wypada w zderzeniu z rzeczywistością'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam teraz "Odczarowanie" Daniela Dennetta. Jestem gdzieś w połowie i jestem zachwycony. Mam nadzieję, że uda mi się jakoś w miarę szybko skończyć i opisać na blogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł wpisu zainspirowała piosenka pewnego polskiego zespołu, którego słuchałem pisząc wpis. Zagadka - co to za zespół. Odpowiedź, wraz z pełnym tekstem, na googlach.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7172981143540923592?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7172981143540923592/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/wszystko-wokoo-do-gry-nogami.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7172981143540923592'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7172981143540923592'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/wszystko-wokoo-do-gry-nogami.html' title='Wszystko wokoło do góry nogami'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SS__rUEbYlI/AAAAAAAAAPg/pYRpqSdkknQ/s72-c/chopok.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4515893797886200321</id><published>2008-11-20T13:21:00.015+01:00</published><updated>2008-11-24T16:11:47.595+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Różnorodność życia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No dobra, pora nadrobić zaległości na blogu. Ten oraz następny wpis poświęcone będą kilku różnym rzeczom, niemniej jednak powiązanych ze sobą. Ich tematem przewodnim będzie bowiem ochrona przyrody.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SSrBi9taBUI/AAAAAAAAAPY/ngKbbWLs-vs/s1600-h/Roznorodnosc-zycia_Edward-O-Wilson,images_big,28,83-06-02750-7.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 122px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SSrBi9taBUI/AAAAAAAAAPY/ngKbbWLs-vs/s200/Roznorodnosc-zycia_Edward-O-Wilson,images_big,28,83-06-02750-7.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5272239120215311682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dzisiaj "kącik literacki", czyli recenzja książki. Zgodnie z obietnicą z poprzedniego wpisu, napiszę co nieco o "Różnorodności życia" Edwarda O. Wilsona. Przypominam, że &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/o-naturze-ludzkiej.html"&gt;pisałem już o innej książce tego autora&lt;/a&gt; - była to "O naturze ludzkiej". Omawiana dzisiaj pozycja została wydana przez PIW w 1999 i można ją w miarę łatwo dostać na Allegro. Pierwsze co się rzuca w oczy to grubość - ponad 500 stron, z czego prawie 60 to przypisy bibliograficzne. Treść podzielona jest na trzy części. Pierwsza, obejmująca trzy rozdziały i zatytułowana "Gwałtowność przyrody. Prężność życia" stanowi pewnego rodzaju wprowadzenie w tematykę książki. Zawiera ogólne opisy i przykłady sytuacji, w których przyroda wykazała się niezwykłą umiejętnością do odbudowywania różnorodności zniszczonej przez różne katastrofy. Wilsona wspomina także o wielkich wymieraniach, które miały miejsce w dotychczasowej historii życia. Część druga ("Wzrost różnorodności", siedem rozdziałów), to już właściwy wywód naukowy. Tak sobie pomyślałem, że treść tej części to coś pomiędzy książkami Dawkinsa a filmami Davida Attenborough (o tych dwóch panach pisałem ostatnio dużo, więc może stąd wzięło się mi się to porównanie). Z jednej strony Wilson poświęca sporo miejsca czysto teoretycznym rozważaniom na temat tego co to jest gatunek (tak jak &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/fenotyp-rozszerzony-czyli-kostka.html"&gt;w "Fenotypie rozszerzonym" Dawkins rozważał definicję jednostki doboru naturalnego&lt;/a&gt;). Wyjaśnia także szczegółowo radiację adaptacyjną (rozdział o niej liczy 50 stron) oraz dyskutuje o tym jakie siły stanowią mechanizm napędzający ewolucję. Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję. W "Fenotypie rozszerzonym" padło mniej więcej takie stwierdzenie: "dobór naturalny likwiduje zmienność w oparciu o którą działa", co wydaje się niewątpliwie paradoksem (coś jak stwierdzenie, że komputer ułatwia ci pracę, której bez niego w ogóle byś nie miał). Dla pełnej jasności, zaznaczam jeszcze, że zacytowane stwierdzenie z "Fenotypu" to nie są słowa Dawkinsa - on sam je cytował (chyba z &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Richard_Lewontin"&gt;Lewontina&lt;/a&gt;, ale głowy nie dam). W "Różnorodności życia" pojawia się inny, również na pozór paradoksalny, wniosek. Mianowicie specjalizacja prowadzi do sukcesu pojedynczych osobników, ale w skali całego gatunku (rodzaju, rodziny...) prowadzi do zagłady. Koniec dygresji. Zaznaczam od razu, że wprawdzie Wilson wdaje się - tak jak Dawkins - w rozważania teoretyczne, jednak sam styl jego wywodu jest całkowicie odmienny. Nie ma tutaj naukowej polemiki z poglądami innych badaczy, czy też zdecydowane podkreślania swoich poglądów. Zamiast tego Wilson nakreśla jakiś problem i prezentuje różne możliwości rozwiązania o (przykładowo różne możliwości zdefiniowania gatunku). Porównanie do Davida Attenborough nasunęło mi się z powodu licznych i barwnych opisów przeróżnych  środowisk czy gatunków i ich zachowań, co mogłoby z powodzeniem stanowić scenariusz do kolejnego odcinka którejś z serii dokumentalnych. A tak swoją drogą to bardzo przyjemnie czytało się tę książkę, oglądając jednocześnie &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/tym-razem-ssaki.html"&gt;"The Life of Mammals"&lt;/a&gt; i "The Life of Birds", ponieważ wiele opisywanych przez Wilsona zachowań mogłem następnie zobaczyć w którejś z serii. Dodatkowym plusem  książki są liczne rysunki, które pokazują omawiane gatunki zwierząt i roślin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecia część książki, zatytułowana "Presja człowieka", to lektura dla osób o mocnych nerwach. Kolejne rozdziały prezentują listę zniszczeń dokonanych przez człowieka w ciągu ostatnich lat (z reguły od lat 50-tych), listę zniszczonych gatunków i obszarów o wysokiej bioróżnorodności (np. lasy deszczowe, masowo wycinane od dłuższego czasu). Najbardziej przerażają stwierdzenia typu "szacuje się, że do 2000 roku wyginie..." (książka napisana była w 1992). Wilson prezentuje też konkretne korzyści, jakie ludzie mogą uzyskać dzięki zachowaniu wysokiej bioróżnorodności. Szczególnie interesujące są informacje dotyczące roślin uprawnych i zwierząt hodowlanych. Mówiąc w skrócie - nasz dobór gatunków do hodowli jest wyjątkowo nietrafiony. Istnieje bowiem wiele gatunków, które są o wiele tańsze w hodowli,  bardziej odporne na choroby, dając przy tym większe zbiory. Wilson podaje też kilka ogólnych metod postępowania, których stosowanie powinno pozwolić na wyjście z kryzysu niszczenia bioróżnorodności. Niestety, optymizm autora kiepsko wypada w zderzeniu z rzeczywistością (o czym będzie też trochę w następnym wpisie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie tylko jedna rzecz mi się w książce nie podobała. Otóż czasami wywód Wilsona odbiega nieco od nauki jako takiej, a bardziej przypomina ideologię. Widać to szczególnie w ostatnim rozdziale stanowiącym krótkie podsumowanie książki, którego lepiej jak by w ogóle nie było. Owszem, jestem gotów podpisać się pod tezami Wilsona (z wyjątkiem niektórymi z ostatniego rozdziału), niemniej jednak w ogólnym przypadku uważam ideologiczne podchodzenie do spraw jako niezbyt właściwe. Na szczęście ten ostatni rozdział nie zepsuł całościowego, bardzo pozytywnego obrazu książki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4515893797886200321?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4515893797886200321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/rnorodno-ycia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4515893797886200321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4515893797886200321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/rnorodno-ycia.html' title='Różnorodność życia'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SSrBi9taBUI/AAAAAAAAAPY/ngKbbWLs-vs/s72-c/Roznorodnosc-zycia_Edward-O-Wilson,images_big,28,83-06-02750-7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-5126940841948028478</id><published>2008-11-11T00:01:00.000+01:00</published><updated>2008-12-21T18:16:07.590+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><title type='text'>Tym razem ssaki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skończyłem oglądać kolejną serię dokumentalną Davida Attenborough zatytułowaną "Życie ssaków" ("The Life of Mammals"). Opisywałem już na moim blogu cztery inne serie, więc nie chcę się zbytnio powtarzać co do jakości zdjęć, ogólnego profesjonalizmu wykonania itd. Skupię się więc na cechach charakterystycznych tylko dla tej serii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Życie ssaków" składa się z 10 odcinków, czyli dwukrotnie więcej niż seria o bezkręgowcach czy gadach i płazach. Szczególnie do gustu przypadły mi dwa odcinki. "Meat eaters" (5-ty w serii), jak łatwo się domyślić, poświęcony jest zwierzętom mięsożernym, czyli wielkim kotom i psom, które polują by zdobyć pożywienie. "Food for Thought" to ostatni odcinek poświęcony wielkim małpom, w tym człowiekowi. To właśnie w tych dwóch odcinkach znalazło się wiele niesamowitych ujęć, które naprawdę wprawiają w podziw. Na początek, duże wrażenie zrobiło na mnie zimowe polowanie watahy wilków na stado łosi. Następnie były jeszcze lepsze sceny polowań wielkich kotów, czyli lwów, gepardów i tygrysów. Ostatni odcinek to kolejne polowania, tym razem w wykonaniu stada szympansów oraz... buszmenów z Kalahari. Ci ostatni stosują niesamowitą technikę. Nie są oni w stanie dogonić uciekającego zwierzęcia kopytnego. Więc co robią? Otóż jeden z myśliwych rzuca się w pogoń za zwierzęciem i goni je do momentu, aż nie ma ono siły uciekać i pada z wycieńczenia. Taki pościg może trwać nawet 8 godzin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądając te wszystkie serie dokumentów przyrodniczych zastanawiam się za każdym razem, ile czasu zajęło ich nakręcenie. Nie ma wątpliwości, że każda seria to lata pracy. Zwróćcie uwagę, że niektóre, trwające kilka sekund ujęcia, wymagają nieraz przynajmniej kilku godzin przygotowań. Dobrym przykładem są zdjęcia robione z lotu ptaka, ze specjalnie ustawionego dźwigu albo pośród koron drzew. Poza tym nie można liczyć, że pojedzie się na sawannę czy do dżungli i od razu pierwszego dnia sfilmuje poszukiwane zwierzęta i odpowiednie zachowania. To dotyczy szczególnie zachowań, których nikt wcześniej nie sfilmował - skoro nikt tego nie zrobił to pewnie dlatego, że nie jest to takie łatwe i ekipa filmowa Davida Attenborough z pewnością musi poświęcić na to sporo czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aktualnie oglądam kolejną serię - "The Life of Birds", czyli "Życie ptaków". Jestem już za jej półmetkiem, więc jak dobrze pójdzie to za trochę o niej też napiszę. Niestety, ostatnio doskwiera mi kompletny brak czasu, na czym w dużej mierze cierpi blog. Od prawie miesiąca czytam "Różnorodność życia" Edwarda Wilsona (w wakacje przez miesiąc bez problemu czytałem cztery książki). Książka jest dosyć spora, ale zbliżam sie już do jej końca, więc i na jej recenzję możecie za jakiś czas liczyć.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-5126940841948028478?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/5126940841948028478/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/tym-razem-ssaki.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5126940841948028478'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5126940841948028478'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/tym-razem-ssaki.html' title='Tym razem ssaki'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4746302666791126856</id><published>2008-11-04T00:01:00.004+01:00</published><updated>2008-11-04T00:01:00.166+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kosmos'/><title type='text'>Fill me up, Scotty</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oglądaliście Star Treka? Podejrzewam, że bardzo wiele osób na takie pytanie odpowie twierdząco. Ja sam, lata temu, regularnie zasiadałem przed telewizorem, żeby obejrzeć kolejny odcinek przygód kapitana Picarda i załogi jego statku. Mowa oczywiście o serii "Next Generation", bo w Polsce były jeszcze emitowane "Deep Space 9" ("Stacja kosmiczna") i "Voyager". Jednak to właśnie pierwsza z wymienionych zyskała sobie największe grono fanów i jest uważana za najlepszą serię całej sagi Star Trek. Pamiętam, jak  będąc nastolatkiem, fascynowałem się różnymi cudami technologii, w które wyposażony był Enterprise: fazery, transporter (teleporter, jeśli ktoś woli), tarcze, holodek czy wreszcie napęd warp. Wprawdzie nie miałem pojęcia jak to wszystko mogłoby działać, ale kto się zastanawia nad takimi błahostkami? W końcu to serial science fiction i najważniejsza jest dobra zabawa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SQWmRUu-U-I/AAAAAAAAAPI/ZR81PV12lts/s1600-h/fizykapodrozymiedzygwiezdnych.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 144px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SQWmRUu-U-I/AAAAAAAAAPI/ZR81PV12lts/s200/fizykapodrozymiedzygwiezdnych.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261794556206011362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Okazuje się jednak, że ktoś na poważnie zaczął się zastanawiać, jak te wszystkie cuda techniki miałby funkcjonować. Co więcej, ten ktoś napisał o tym książkę. Ta osoba to znany amerykański fizyk Lawrence Krauss, a książka o której mowa została kilka lat temu wydana w naszym kraju  (Prószyński i S-ka, seria "Na ścieżkach nauki") i jakiś czas temu wpadła w moje ręce. Polski tytuł to "Fizyka podróży międzygwiezdnych". Przyznam, że nie potrafię zrozumieć, czemu oryginalny tytuł "The Physics of Star Trek" nie został po prostu przetłumaczony jako "Fizyka w Star Treku". W ten dosyć głupi sposób wydawca pozbawił się chwytliwego tytułu, który mógł skłonić wielu fanów serialu do kupna książki (jak by nie patrzeć, Star Trek jest raczej rozpoznawaną marką).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł to jednak mało istotny szczegół, bo istotna jest przecież treść. jej zawartość podzielona jest na trzy części. W kolejnych rozdziałach Krauss poddaje analizie fizycznej wszystkie najważniejsze wynalazki i zjawiska, jakie możemy zaobserwować w serialu (wliczając oryginalną serię). Na warsztat idą także podróże w czasie, inne wymiary czy tunele czasoprzestrzenne. Naukowa analiza jest dla serialu bezlitosna - okazuje się, że w praktyce zdecydowana większość urządzeń i zjawisk pokazywanych w Star Treku nie mogłaby istnieć z powodu bardzo konkretnych ograniczeń fizycznych. Przyznam, że wszelkiego rodzaju wyliczenia czytałem z uśmiechem na ustach, widząc jak bardzo "pomylili się" twórcy serialu. Samo wytykanie błędów w Star Treku nie byłoby jednak zbyt ciekawe. Na szczęście Krauss na tym nie poprzestaje, a zjawiska pokazywane w serialu stają się punktem wyjścia do wyjaśniania różnych teorii i zjawisk fizycznych. Największy plus dla książki to omówienie Teorii Względności. Oczywiście nie jest to jakieś dogłębne wprowadzenie do niej, ale Krauss doskonale wyjaśnia najważniejsze idee teorii Einsteina, co mi osobiście wystarcza. Właściwie to mam wrażenie, że wszelkiego rodzaju zjawiska fizyczne, takie jak czarne dziury czy antymateria, zostały tu dużo dokładniej zaprezentowane niż w omawianych przeze mnie książkach poświęconych kosmologii ("Tylko sześć liczb", &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/witaj-w-domu.html"&gt;"Nasz kosmiczny dom"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/pocztek-wszechwiata.html"&gt;"Początek wszechświata"&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SQWmttmZxVI/AAAAAAAAAPQ/g85mcgC1wM4/s1600-h/Lauk.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 188px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SQWmttmZxVI/AAAAAAAAAPQ/g85mcgC1wM4/s200/Lauk.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261795043917284690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ogólnie mówiąc, książkę czyta się naprawdę przyjemnie. Ciekawa i napisana z humorem - to chyba jej główne zalety. Wszystkim fanom Star Trek oraz osobom zainteresowanym fizyką polecam poszukać w antykwariatach. Na koniec mały bonus. Na tych dwóch stronach możecie znaleźć niewielkie fragmenty książki: &lt;a href="http://archiwum.wiz.pl/1996/96101700.asp"&gt;klik&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.kjasud.pl/przeczytaj/fizyka.htm"&gt;klik&lt;/a&gt;. Dodam jeszcze, że na polskim rynku ukazała się również inna książka Kraussa, zatytułowana "Beyond Star Trek". Polski tytuł to... "Tajemnice kosmosu czyli od latających talerzy do końca świata". Pozostawię tytuł bez komentarza. Pozycja była wydana przez Prószyński i S-ka i również należy szukać jej w antykwariatach (mnie się jeszcze nie udało znaleźć).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4746302666791126856?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4746302666791126856/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/fill-me-up-scotty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4746302666791126856'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4746302666791126856'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/fill-me-up-scotty.html' title='Fill me up, Scotty'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SQWmRUu-U-I/AAAAAAAAAPI/ZR81PV12lts/s72-c/fizykapodrozymiedzygwiezdnych.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-311096888551345240</id><published>2008-10-28T09:32:00.001+01:00</published><updated>2008-10-28T09:32:01.579+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kosmos'/><title type='text'>Tylko sześć liczb</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SO2_HU0hPEI/AAAAAAAAAPA/HHtltSs-ObI/s1600-h/33028201262KS.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SO2_HU0hPEI/AAAAAAAAAPA/HHtltSs-ObI/s200/33028201262KS.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255066472780217410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kilka miesięcy temu, &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/witaj-w-domu.html"&gt;pisząc o książce "Nasz kosmiczny dom"&lt;/a&gt;, obiecałem recenzję kolejnej książki Martina Reesa. Nadeszła pora, żeby dotrzymać obietnicy. Dziś na warsztat pójdzie "Tylko sześć liczb". Pierwotnie zakładałem, że uda mi się ją przeczytać znacznie szybciej, ale jakoś tak się składało, że zawsze w moje ręce trafiało coś innego.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;"Tylko sześć liczb" ukazała się na polskim rynku nakładem wydawnictwa CIS dosyć dawno, bo w 2000 roku. Jak łatwo się więc domyślić, szanse na dostanie jej w księgarniach są co najmniej nikłe. Właściwie, to żeby dostać jakikolwiek tytuł z serii "Science Masters" - bo do niej ta książka należy - trzeba mieć naprawdę duże szczęście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytułowe liczby to sześć stałych fizycznych. Wartości tych stałych nie są ze sobą powiązane żadną zależnością, tzn. żadnej z nich nie da się wyprowadzić znając inne (oczywiście nie ma co do tego 100% pewności, ale obecna wiedza na to wskazuje). Te liczby określają kształt naszego wszechświata - skład chemiczny (ilość istniejących pierwiastków), rozkład materii czy tempo ekspansji. I co najciekawsze, nasza obecna wiedza wskazuje na to, że liczby te są idealnie "dostrojone", tzn. zmiana jednej ze stałych o choćby niewielką wartość sprawiłaby, że nasz wszechświat wyglądałby zupełnie inaczej (np. byłyby w nim jedynie czarne dziury) i żadne życie nie mogłoby powstać. To dosyć intrygujące spostrzeżenie, które przewija się przez całą książkę, w miarę jak Rees omawia kolejne stałe i konsekwencje płynące z wartości tych stałych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawartość książki częściowo pokrywa się z "Naszym kosmicznym domem" (tam też autor opisuje stałe kosmiczne i procesy związane z formowaniem się wszechświata). Osobiście mi to nie przeszkadzało - w tematyce kosmologicznej nie jestem biegły i przypomnienie pewnych zagadnień bardzo mi odpowiadało. Jest też mowa o teoriach wielkiej unifikacji i o superstrunach. Szczególnie spodobało mi się opisanie tej ostatniej teorii, o której wiem niewiele. Zaznaczam jednak od razu, że jest to ledwie zarys jej idei - Rees poświęcił superstrunom raptem kilka stron.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tylko sześć liczb" czyta się naprawdę bardzo lekko i przyjemnie. Styl Reesa po raz kolejny okazał się bardzo przystępny. Czytając książkę odczuwałem jednak dużą frustrację. Bynajmniej nie z powodu jakichś jej mankamentów, ale z powodu samej tematyki, czyli kosmologii. Irytujące jest, że nadal tak niewiele wiemy w tym temacie. Chociaż może lepiej powiedzieć, że zdajemy sobie sprawę z tego ile jeszcze nie wiemy i co gorsza nie znamy odpowiedzi na wiele fundamentalnych pytań, np. czemu te stałe są tak dobrze dopasowane. Rees przedstawia kilka koncepcji wyjaśnienia tego faktu. Osobiście odrzuca przypadek i boga, skłaniając się ku wielu wszechświatom. Są to jednak tylko spekulacje. No cóż, to nie biologia. Chyba właśnie dlatego kosmologia nie jest główną dziedziną moich zainteresowań - o wiele bardziej lubię znać  pojedyncze, niezwykłe odpowiedzi niż wiele, równie niezwykłych, spekulacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę jeszcze dodać, że bardzo podoba mi się rozsądne podejście Reesa do wielu spraw. Osobiście moją uwagę przykuło stwierdzenie: &lt;blockquote&gt;(...) turbulencja i wilgotność cieczy oraz faktura ciał stałych są wynikiem kolektywnego zachowania atomów i można je "zredukować" do fizyki atomowej, ale mimo to są ważnymi, niezależnymi pojęciami; w jeszcze większym stopniu dotyczy to takich pojęć, jak "symbioza" czy "dobór naturalny"&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;To stwierdzenie wydaje się oczywiste. Powód dla którego zwróciłem na nie uwagę jest taki, że dla niektórych ludzi to jednak nie jest oczywiste. Przykładowo, rozmawiałem jakiś czas temu ze znajomym - studentem fizyki - który twierdził, że fizyka jest najważniejszą z wszystkich nauk. Powód? Według mojego znajomego, wszystko na świecie można zredukować do oddziaływań atomowych (albo jeszcze mniejszych), a tym samym inne nauki, zajmujące się strukturami większych rzędów (chemia, biologia, socjologia), są jedynie rozszerzeniami fizyki i nie wnoszą nic nowego. Tu oczywiście rodzi się pytanie, jak opisać dobór naturalny za pomocą równań mechaniki kwantowej. Jedyne co można powiedzieć, to powtórzyć zacytowane słowa Reesa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, to chyba na tyle dzisiaj. Jeśli jakimś sposobem uda wam się zdobyć tę książkę, to gorąco polecam. Zaznaczam jednak, że osobom obeznanym z kosmologią, może się ona wydać nudna, ponieważ obraca się wokół dosyć podstawowych zagadnień (m.in. z tego powodu ja narzekałem na "Wspinaczkę na Szczyt Nieprawdopodobieństwa").&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-311096888551345240?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/311096888551345240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/tylko-sze-liczb.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/311096888551345240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/311096888551345240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/tylko-sze-liczb.html' title='Tylko sześć liczb'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SO2_HU0hPEI/AAAAAAAAAPA/HHtltSs-ObI/s72-c/33028201262KS.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-6807392773732448683</id><published>2008-10-21T00:01:00.004+02:00</published><updated>2008-10-21T00:01:02.132+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='genetyka'/><title type='text'>Znowu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://wiadomosci.onet.pl/1843787,16,item.html"&gt;Kolejne "przełomowe" odkrycie na Onecie&lt;/a&gt;. Tym razem znaleziono gen ślepoty. Pozwólcie, że zacytuję "najlepszy" fragment:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Uniwersytet w Southampton przez sześć lat prowadził badania w grupie tysiąca pacjentów. U 25 proc. osób cierpiących na AMD naukowcy zidentyfikowali gen nazwany przez nich Serping 1, co ich zdaniem może torować drogę do wczesnego wykrywania go i terapii.&lt;/blockquote&gt;Nie chcę tutaj oceniać samych badań na podstawie tej krótkiej notatki, bo ciężko mi powiedzieć ile reporterzy przekręcili. Właściwie to chcę zwrócić uwagę, na brak jakiejkolwiek wartości naukowej tego newsa. Główny problem jest taki, że przytoczony wniosek wyciągnięty z badania jest niezbyt naukowy. Skoro gen występuje tylko u 25% badanych, to ciężko nazywać go genem ślepoty, skoro 75% ludzi nie ma tego genu i też cierpią na analizowane schorzenie. Oczywiście, osoby obeznane z genetyką stwierdzą, że wszystko jak najbardziej się zgadza - geny nazywa się zgodnie z tym, co powoduje ich brak (upośledzenie ich funkcjonowania). Przykładowo gen "eyeless" (bezoki) to gen, którego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;uszkodzenie&lt;/span&gt; spowoduje, że u osobnika (w tym wypadku muszki owocowej, o ile mnie pamięć nie myli) nie rozwiną się oczy. Czyli posiadanie poprawnie funkcjonującego genu "eyeless" jest warunkiem koniecznym (ale niekoniecznie wystarczającym), aby rozwinęły się oczy. Wątpię jednak, by dziennikarze Onetu właśnie to mieli na myśli pisząc o genie ślepoty. Poza tym takie stwierdzenie jest bezwartościowe, jeśli nie zbadało się grupy osób zdrowych. Co jeśli gen Serping 1 występuje u 100% zdrowych ludzi? A co jeśli występuje u 25% zdrowych ludzi? To ostatnie byłoby chyba największym problemem. Sporym problemem jest też to, że tak podane informacje lądują w dziale "Nauka".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://wiadomosci.onet.pl/1847548,441,item.html"&gt;Jako mały bonus jeszcze jedna mądrość z Onetu&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Publikacja jednej z długo oczekiwanych gier komputerowych została przełożona ze względu na obawy związane z tłem muzycznym, które może obrazić muzułmanów.&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;"Jesteśmy przekonani, że większość z was słyszała już wcześniej jedną z głównych ścieżek muzycznych, które zostały zakupione na potrzeby gry, a które zawierają dwa zwroty zaczerpnięte z Koranu" - głosi oświadczenie umieszczone na stronie internetowej producenta gry. "Podjęliśmy natychmiastowe działania, aby wprowadzić poprawki i jednocześnie szczerze przepraszamy tych wszystkich, których muzyka ta mogła obrazić" -napisano.&lt;/blockquote&gt;Chciałem zwrócić uwagę, że taka ścieżka dźwiękowa może obrażać również uczucia chrześcijan (promowana jest inna religia) jak i ateistów (promowana jest religia). A tak serio, to mamy kolejny przejaw protekcyjnego podejścia do religii i to w naprawdę absurdalnym wydaniu. Z drugiej strony to lepiej wycofać grę, niż ryzykować wysadzenie siedziby firmy przez religijnych wariatów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-6807392773732448683?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/6807392773732448683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/znowu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6807392773732448683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6807392773732448683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/znowu.html' title='Znowu'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8419396569330945858</id><published>2008-10-16T19:34:00.004+02:00</published><updated>2008-10-16T20:18:21.856+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>The show must go on</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś mija 30 rocznica wyboru Karola Wojtyły na papieża. Nawet będąc niewierzącym ciężko tego nie zauważyć - w moim mieście od kilku dni na budynkach wiszą flagi państwowe, a pojazdy komunikacji miejskiej przyozdobione są dodatkowo flagami Watykanu. Przyznam szczerze, że zastanawiam się o co w tym wszystkim chodzi - tyle flag państwowych widuję co najwyżej 11 listopada. Tylko że 11 listopada jest, w przeciwieństwioe do 16 października, świętem narodowym. Podobno ta cała euforia bierze się z wielkiej roli jaką Jan Paweł II odegrał w obaleniu komunizmu w Polsce. Nie czuję się autorytetem historycznym, więc nie będę tego komentował w żaden sposób. Jeśli jednak ten powód jest prawdziwy, to ja się pytam, czemu takim samym kultem nie darzy się Lecha Wałęsy, który przecież odegrał kluczową rolę w obaleniu komunizmu (abstrahuję  tutaj od jego późniejszej działalności politycznej, która może być różnie oceniana). Przyznam, że papieżomania i traktowanie Jana Pawła II jak by sam był jakimś bogiem jest dla mnie nieco irytująca. Przykładów manii jest mnóstwo: "kremówki papieskie", wybieranie JP2 na patrona szkół (jest on najpopularniejszym patronem w kraju) czy zmiany nazwy ulic, tak by jakaś duża ulica koniecznie nosiła jego imię. W Łodzi był pomysł, żeby przemianować Aleje Politechniki (czego bym nie darował). Ostatecznie zmieniono nazwę odcinka Alei Włókniarzy. Szkoda, bo włókniarze praktycznie zbudowali to miasto, a papież nie zrobił dla niego nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile pomniki stawiane w polskich miastach jakoś są mi obojętne, to "krzyże papieskie", które stawiane są na wielu szczytach polskich Beskidów, doprowadzają mnie do szału. Niszczenie w ten sposób górskiego krajobrazu jest dla mnie przykładem wyjątkowej głupoty. Innym przejawem papieżomani (a właściwie to chyba smykałki do interesów) jest pomysł jednej z łódzkich firm pogrzebowych, która wprowadziła na rynek trumny z wizerunkiem JP2. Zaprotestowała kuria, uznając pomysł za niestosowny (i prawdopodobnie plując sobie w brodę, że sami na to nie wpadli wcześniej). No cóż, Karol Wojtyła może i umarł, ale biznes kręci się nadal. Jak to mówią za oceanem, "the show must go on".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8419396569330945858?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8419396569330945858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/show-must-go-on.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8419396569330945858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8419396569330945858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/show-must-go-on.html' title='The show must go on'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8860804315495389840</id><published>2008-10-14T21:15:00.000+02:00</published><updated>2008-10-14T21:15:00.679+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Fenotyp rozszerzony, czyli kostka Neckera</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SOUStmaM-0I/AAAAAAAAAO4/6PR7riNjlPY/s1600-h/63c9a554c4455937ee8c71ac94830691.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SOUStmaM-0I/AAAAAAAAAO4/6PR7riNjlPY/s200/63c9a554c4455937ee8c71ac94830691.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252625115011414850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ostatnio było o "Samolubnym genie" Richarda Dawkinsa. Książkę przeczytałem już dosyć dawno temu, musiałem jednak o niej wspomnieć, żeby teraz móc bezproblemowo pisać o "Fentotypie rozszerzonym" (jest to kontynuacja "Samolubnego genu"). Dawkins uważa "Fenotyp" za swoją najlepszą książkę i mówi "możecie nie przeczytać żadnej innej z moich książek, ale ta przeczytajcie koniecznie". Cóż, muszę przyznać, że książka leżała na mojej półce od bardzo dawna i jak tylko miałem ochotę na kolejną pozycję Dawkinsa, to wybierałem inny tytuł. Tą zostawiłem sobie na sam koniec, na okres kiedy będę szczególnie wypoczęty i gotowy na spory wysiłek intelektualny. Czemu? Prosta sprawa - nie jest to pozycja popularnonaukowa, lecz typowo naukowa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Pod względem treści książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza stanowi odparcie krytyki skierowanej przeciwko teorii samolubnych genów. Przez 10 rozdziałów Dawkins polemizuje ze swoimi krytykami i ideami ówczesnej biologii ewolucyjnej. Jednocześnie stara się wzbudzić w czytelniku wątpliwości co idei osobnika jako beneficjenta adaptacji biologicznych. Część druga - ostatnie 4 rozdziały - to wykład nowej koncepcji biologicznej - "fenotypu rozszerzonego". Centralny Teoremat Fenotypu Rozszerzonego brzmi: "Zachowanie zwierzęcia ma na celu zwiększenie szans przetrwania genów, które to zachowanie spowodowało, niezależnie od tego czy te geny należą do tego zwierzęcia czy nie". Mówiąc krótko, rozpatrując efekt fenotypowy nie należy ograniczać się do ciała organizmu zawierającego geny, ale sięgnąć poza nie i uwzględnić ekspresję tego genu w ciałach innych organizmów bądź w otoczeniu. Jak mówi sam Dawkins, nie jest to teoria, którą można zweryfikować jakimś eksperymentem i jednoznacznie zaakceptować bądź odrzucić w zależności od wyniku. Fenotyp rozszerzony to nowy sposób spojrzenia na znane fakty i ich odmienna interpretacja. To nowe spojrzenie Dawkins porównuje do &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Necker_cube"&gt;kostki Neckera&lt;/a&gt;, której różne oblicza ukazują się na przemian w zależności od "punktu widzenia" przyjętego przez mózg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Fenotyp rozszerzony" czyta się stosunkowo ciężko. To nie jest lekka książka dla szerokiego grona czytelników. Zamiast tego mamy bardzo rzeczowy wywód, pełen specjalistycznych pojęć (choć nie brakuje charakterystycznej dla Dawkinsa retoryki i skłonności do metafor). Autor umieścił w książce słownik terminów naukowych, który ma umożliwić osobom bez wykształcenia biologicznego merytoryczne zrozumienie książki. Pomysł bardzo dobry, niestety wykonanie pozostawia nieco do życzenia. Po pierwsze, bardzo wiele haseł jest omawianych w tekście - czasami opis w słowniczku stanowi przekopiowany i nieznacznie zmieniony fragment książki - a tym samym wątpliwa staje się potrzeba ich umieszczania w słowniku. Po drugie w tekście pojawiają się hasła, które nie zostały omówione w słowniczku, a dla nie-specjalistów są niezrozumiałe (przynajmniej dla mnie nie były). Niemniej jednak sam pomysł należy pochwalić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka ukazała się u nas nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Niedawno została wznowiona (szkoda trochę, że nie w ramach "czarnej serii"), więc nie ma najmniejszych problemów z dostaniem jej w księgarniach. Cena też nie taka wygórowana (28 złotych), co zapewne było możliwe dzięki wydaniu jej na papierze kiepskiej jakości. A swoją drogą to ciekawe ile jeszcze trzeba będzie czekać na wznowienie przez PIW "Ślepego zegarmistrza". Niestety, to wydawnictwo nie ma chyba w zwyczaju odpowiadać na maile, czego, muszę przyznać, bardzo nie lubię. A skoro już mowa o odpowiadaniu na maile - CIS ma szykować niepublikowaną u nas książkę Dawkinsa na przyszły rok z okazji &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/ptora-roku-witowania.html"&gt;rocznic związanych z Darwinem&lt;/a&gt;. Pytanie czy będzie to "The Ancestor's Tale" czy "A Devil's Chaplain". O ile w ogóle będzie, bo w zapowiedziach CIS swego czasu widniała jakaś książka Lawrence'a Krauss'a, po czym zniknęła. Pozostaje trzymać kciuki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8860804315495389840?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8860804315495389840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/fenotyp-rozszerzony-czyli-kostka.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8860804315495389840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8860804315495389840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/fenotyp-rozszerzony-czyli-kostka.html' title='Fenotyp rozszerzony, czyli kostka Neckera'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SOUStmaM-0I/AAAAAAAAAO4/6PR7riNjlPY/s72-c/63c9a554c4455937ee8c71ac94830691.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7454337345283120656</id><published>2008-10-07T00:01:00.005+02:00</published><updated>2008-10-07T00:01:01.990+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='genetyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Samolubny gen</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SNaVmhbrB1I/AAAAAAAAAOY/LaysOwqG89Y/s1600-h/134146.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SNaVmhbrB1I/AAAAAAAAAOY/LaysOwqG89Y/s200/134146.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248546904788895570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nadeszła pora, żeby napisać o "Samolubnym genie" Richarda Dawkinsa. Jest to pierwsza książka tego autora, wydana w 1976 roku. Zdobyła mu ona pozycję i uznanie wśród biologów. O książce wspominałem na moim blogu już wielokrotnie i nie ukrywam, że miała ona na mnie spory wpływ. Właściwie to było to moje pierwsze poważne zetknięcie z biologią ewolucyjną i to zetknięcie nie byle jakie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ujmując w skrócie, "Samolubny gen" prezentuje koncepcje genów jako jednostek podlegających doborowi naturalnemu (w przeciwieństwie do osobników jako jednostek doboru) i dbającymi tylko o własne interesy. Stąd właśnie tytułowa "samolubność", choć należy podkreślić, że jest to tylko metafora, bo geny nie posiadają świadomości i nie można im dosłownie przypisać tak złożonych cech (co dziwne, wielu wybitnych naukowców nie potrafiło tego zrozumieć). "Samolubny gen" jest książką popularnonaukową, dlatego też nie trzeba mieć żadnego wcześniejszego przygotowania biologicznego żeby móc ją w pełni zrozumieć. Dawkins zaczyna swój wykład od zera - najpierw wyjaśnia elementarne podstawy, a w kolejnych rozdziałach buduje coraz bardziej złożone elementy prezentowanej teorii, wyjaśniając za jej pomocą zjawiska obserwowane w przyrodzie (Dawkins jest etologiem, stąd liczne opisy zachowań zwierzęcych). Najbardziej urzekające w całej książce jest to, że autor potrafi wyjaśniać nawet najbardziej skomplikowane zjawiska dokładnym tłumaczeniem i trafnymi metaforami. Niesamowite wrażenie wywarła też na mnie sama teoria "samolubnych genów" - coś co teraz, po lekturze wielu innych książek o ewolucji, wydaje mi się oczywiste wtedy było jak prawdziwe olśnienie i otwarcie oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka z czasem zyskała sobie miano "rewolucyjnej" - przedstawione w niej tezy wzbudziły liczne dyskusje wśród biologów. Dawkinsa wielokrotnie atakowano i krytykowano, jako argumentów używając stwierdzeń, że "geny to tylko związki chemiczne, nie można im przypisać cech osobowości takich jak samolubność". O tym wspomniałem już wcześniej i wydaje mi się to naprawdę dziwne, że tak wielu naukowców potraktowało liczne metafory Dawkinsa dosłownie.  Fala krytyki była tak duża, że Dawkins zdecydował się na napisanie "Fenotypu rozszerzonego" - kontynuacji "Samolubnego genu" - w którym odpiera stawiane mu zarzuty, a jednocześnie prezentuje inną koncepcję biologiczną (ale o tym w następnym wpisie). Na marginesie należy  jeszcze wspomnieć, że Dawkins nie jest autorem samej koncepcji doboru genowego, jednak to zwykle jemu jest ona przypisywana, gdyż jako pierwszy sformułował spójną postać teorii popartą wywodem naukowym (to podobnie jak z Darwinem i ewolucją - Darwin nie był pierwszym, który wpadł na pomysł ewolucji i pierwszą osobą, która dostrzegła dobór naturalny, ale to on jako pierwszy wyłożył spójną teorię ewolucji i w rezultacie to jemu została ona przypisana).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 2006 roku "Samolubny gen" doczekał się trzeciego wydania z okazji 30 rocznicy powstania. Dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka, ta jubileuszowa edycja trafiła do polskich księgarń. To wydanie polecam do lektury, gdyż zawiera ono niezwykle dużo przypisów autora, uzupełniających oryginalną treść książki i korygujących niektóre błędy oraz cały dodatkowy rozdział, którego pierwotnie nie było. Każdemu kto czyta książki popularnonaukowe polecam "Samolubny gen" jako lekturę absolutnie obowiązkową.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7454337345283120656?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7454337345283120656/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/samolubny-gen.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7454337345283120656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7454337345283120656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/samolubny-gen.html' title='Samolubny gen'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SNaVmhbrB1I/AAAAAAAAAOY/LaysOwqG89Y/s72-c/134146.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7669699082074084413</id><published>2008-10-05T15:49:00.003+02:00</published><updated>2008-12-21T18:16:07.591+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><title type='text'>"Life In Cold Blood" w TVP1</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;TVP1 emituje, &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/david-attenborough-x-3.html"&gt;opisywaną przeze mnie niedawno, serię "Life in Cold Blood"&lt;/a&gt; (polski tytuł "Życie gadów i płazów"). W chwili gdy piszę te słowa trwa emisja pierwszego odcinka. Kolejne zapewne co tydzień, czyli w niedzielę o 15.30.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7669699082074084413?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7669699082074084413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/life-in-cold-bloof-w-tvp1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7669699082074084413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7669699082074084413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/life-in-cold-bloof-w-tvp1.html' title='&quot;Life In Cold Blood&quot; w TVP1'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-3341834118857211959</id><published>2008-10-03T15:24:00.002+02:00</published><updated>2008-10-03T15:26:50.722+02:00</updated><title type='text'>Jak Kuba Bogu...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...tak Bóg Kubańczykom. Gdyby ktoś nie czytał komentarzy, to informuję o blogu &lt;a href="http://modnebzdury.blogspot.com/"&gt;Modne Bzdury&lt;/a&gt; i polcam go w wolnych chwilach.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-3341834118857211959?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/3341834118857211959/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/jak-kuba-bogu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/3341834118857211959'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/3341834118857211959'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/10/jak-kuba-bogu.html' title='Jak Kuba Bogu...'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-1782365817929418214</id><published>2008-09-30T09:47:00.000+02:00</published><updated>2008-09-30T09:47:01.202+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kosmos'/><title type='text'>Różności</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio nie mam czasu, żeby komentować na bieżąco niektóre kretynizmy, na które natykam się w sieci, a w szczególności na naszym ukochanym portalu Onet.pl. Pora nadrobić zaległości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- po uruchomieniu Wielkiego Zderzacza Hadronów Onet &lt;a href="http://wiadomosci.onet.pl/1823566,16,item.html"&gt;zacytował słowa&lt;/a&gt; byłego przewodniczącego Papieskiej Akademii Nauk. Pozwólcie, że przytoczę interesujący mnie fragment (to na wypadek gdyby artykuły na Onecie zostały kiedyś skasowane):&lt;br /&gt;&lt;div class="a2b" style="margin-bottom: 10px;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div class="a2b" style="margin-bottom: 10px;"&gt;"Boga nie można znaleźć przy pomocy eksperymentu" - tak przełomowe doświadczenie w ośrodku CERN w Szwajcarii przy użyciu Wielkiego Zderzacza Hadronów skomentował były przewodniczący Papieskiej Akademii Życia biskup Elio Sgreccia. &lt;/div&gt;Watykański hierarcha, cytowany w czwartek przez dziennik "Corriere della Sera", odnosząc się do powtarzanych przy tej okazji opinii, że dzięki lepszemu poznaniu początków wszechświata i budowy materii będzie można odkryć tzw. boską cząsteczkę, odparł: "mówienie o jej poszukiwaniu nie jest właściwe".&lt;/blockquote&gt; No i nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Nie jestem specjalistą od fizyki współczesnej i nie znam zbytnio &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Model_Standardowy"&gt;Modelu Standardowego&lt;/a&gt;. Pomimo tego doskonale zdaję sobie sprawę, że owa "boska cząstka" (bozon Higgsa) to "zwykła" cząstka elementarna, tak jak neutron czy proton. Jedyna niezwykłość polega na tym, że jej istnienie nie zostało do tej pory zaobserwowane, a tylko przewidziane teoretycznie. Jej zarejestrowanie ma być możliwe dzięki LHC. Nazwa "boska cząstka" została zaczerpnięta z &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_God_Particle:_If_the_Universe_Is_the_Answer,_What_Is_the_Question%3F"&gt;tytułu książki&lt;/a&gt; i nie ma zupełnie NIC wspólnego z jakimkolwiek bogiem chrześcijańskim, hinduskim itd. Śmieszne (smutne?) jest to, że ktoś kto był przewodniczącym Papieskiej Akademii Życia nie zdaje sobie z tego sprawy (może właśnie dlatego odwołano go ze stanowiska?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- kolejna "sensacja" onetu. Pojawił się news o szumnym tytule "Sensacyjne odkrycie w dziedzinie ewolucji". Spodziewałem się, że to będzie coś głupiego, ale rzeczywistość jak zwykle okazała się jeszcze bardziej zaskakująca niż oczekiwałem:&lt;br /&gt;&lt;a name="ilustracja"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="a2b" style="margin-bottom: 10px;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div class="a2b" style="margin-bottom: 10px;"&gt;Zanim na ziemi pojawiło się życie, toczyły się już procesy ewolucyjne  – informuje RMF FM powołując się na naukowców z Uniwersytetu Harvarda. &lt;/div&gt;Zanim doszło do ukształtowania się życia, pojawiła się tzw. pierwotna zupa cząstek, którą tworzyły m.in. białka i kwasy nukleinowe.&lt;br /&gt;Równocześnie występował także mechanizm pewnej selekcji, dzięki którym pojawiały się związki o mniej skomplikowanej budowie wewnętrznej. Te bardziej pierwotne formy zaczęły z czasem wypierać te bardziej zaawansowane – informuje RMF FM.&lt;script type="text/javascript"&gt;&lt;!--   onet('adsGet1','main2-box') //--&gt;&lt;/script&gt;&lt;script type="text/javascript"&gt;&lt;!--   onet('adsGet2') //--&gt;&lt;/script&gt;&lt;/blockquote&gt;Słucham? Pojęcie "pierwotnej zupy" jest już dosyć stare, a o doborze pomiędzy prostymi cząsteczkami zdolnymi do samoreplikacji pisał chociażby Dawkins już ponad 30 lat temu. Na czym ma polegać sensacyjność tego odkrycia? I w ogóle jakiego odkrycia? Tu nie ma mowy o tym co zostało odkryte. Chyba, że sensacyjność polega na tym, że prostsze cząstki wypierają te bardziej złożone, bo jak do tej pory zawsze słyszałem odwrotną wersję. Ktoś mi to wyjaśni?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- dostęp do strony Richarda Dawkinsa został &lt;a href="http://richarddawkins.net/article,3128,Turkey-bans-biologist-Richard-Dawkins-website,Monsters-and-Critics"&gt;zablokowany w Turcji&lt;/a&gt;. Powód? Jakiemuś muzułmańskiemu kreacjoniście nie spodobało się, że Dawkins skrytykował na swojej stronie jego książkę o dającym wiele do myślenia tytule "Atlas Stworzenia" ("Atlas of Creation"). Poszedł więc z tym do sądu, a ten nakazał firmie Turk Telekom zablokować możliwość wchodzenia na stronę. Temu samemu kreacjoniście udało się przekonać sąd do zablokowania w 2007 roku dostępu do milionów blogów internetowych hostowanych na serwisie wordpress.com. Pewnym pocieszeniem jest, że nie udało mu się doprowadzić do wstrzymania sprzedaży "Boga urojonego", gdyż sąd oddalił pozew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałem zakończyć ten wpis jakimś pozytywnym akcentem. Z pomocą przyszła Pharyngula, gdzie znalazłem tą krótką reklamę:&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/_o2_U0ggvb8&amp;amp;color1=0xb1b1b1&amp;amp;color2=0xcfcfcf&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/_o2_U0ggvb8&amp;amp;color1=0xb1b1b1&amp;amp;color2=0xcfcfcf&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-1782365817929418214?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/1782365817929418214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/rnoci.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1782365817929418214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1782365817929418214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/rnoci.html' title='Różności'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4167127253447543224</id><published>2008-09-24T00:01:00.002+02:00</published><updated>2008-12-21T20:39:41.930+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owady społeczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Mrówki x 2</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio udało mi się zdobyć dwie książki. Autorem obu z nich jest Edward O. Wilson, obie są poświęcone owadom społecznym i obecnie obie są unikatami niezwykle trudnymi do dostania. Pierwsza z tych książek to "Społeczeństwa owadów", o której wspomniałem już w jednym z wcześniejszych wpisów. Jest to monografia naukowa dotycząca wszelkich owadów społecznych - mrówek, os, pszczół i termitów. Książka to dosyć spora cegiełka - liczy prawie 700 stron w sporym formacie z tekstem w dwóch kolumnach. W 22 rozdziałach zebrane są rezultaty licznych prac badawczych omawiających praktycznie każdy element organizacji społecznej wśród owadów. Osobne rozdziały poświęcono kastom, a aż trzy komunikacji pomiędzy mrówkami. Niektóre aspekty nie są szczegółowo omawiane - zamiast tego pojawiają się jedynie odesłania do prac konkretnych badaczy. "Społeczeństwa owadów" to książka dosyć specyficzna - jak już wspomniałem ma ona charakter czysto naukowy, dlatego też zainteresuje tylko entomologów,  myrmekologów i hobbystów, którzy chcą pogłębić swoją wiedzę. Trzeba też pamiętać, że książka powstała prawie 30 lat temu, może być więc częściowo nieaktualna. W 1990 roku Wilson, razem z Bertem Hölldoblerem, napisali nową monografię, tym razem poświęconą wyłącznie mrówkom, zatytułowaną po prostu "The ants". Książka nie była wydana w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMLXRKRDS4I/AAAAAAAAAOQ/u8SQTXCL4qc/s1600-h/podrozwkrainemrowek.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMLXRKRDS4I/AAAAAAAAAOQ/u8SQTXCL4qc/s200/podrozwkrainemrowek.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5242989606026300290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie będę się dłużej rozpisywał nad "Społeczeństwami owadów", gdyż ta książka i tak większości ludzi nie zainteresuje.  Jednak inna książka duetu Wilson-Hölldobler może trafić do zdecydowanie większego grona odbiorców. Właściwie to mogłaby, gdyby nie jej praktyczna niedostępność (jeśli pojawia się na Allegro, to z reguły schodzi za ok 90 zł, czyli dwukrotność ceny okładkowej). Mówię tutaj o książce "Podróż w krainę mrówek" ("Journey to the ants"), którą zupełnie przypadkiem znalazłem ostatnio w jednej z księgarni w samym centrum miasta. W pierwszej chwili byłem nawet gotów uznać to za cud. Zreflektowałem się jednak i przypisałem ten niezwykły fakt przeleżenia spokojnie w księgarni przez 9 lat czysto przypadkowemu zrządzeniu losu. "Podróż w krainę mrówek" ma charakter zdecydowanie popularnonaukowy. Nie ma tutaj jakiegoś wywodu naukowego czy systematycznego omawiania kolejnych elementów organizacji społecznej. Wprawdzie każdy rozdział omawia inny aspekt życia mrówek, jednak przedstawione informacje mają zdecydowanie bardziej charakter ciekawostek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłbym zaskoczony, gdyby ktoś po lekturze tej książki nie uznał mrówek za naprawdę niezwykłe stworzenia. Autorzy koncentrują się głównie na różnych ciekawych zjawiskach i zachowaniach odkrytych w trakcie ich własnych badań i omawiają tam takie kwestie jak komunikacja i współpraca wśród mrówek, mrówki koczowniczki, kasty, hodowla grzybów, symbioza z innymi gatunkami (przypominająca nieraz zorganizowany wypas bydła organizowany przez ludzi) czy - chyba najbardziej fascynujące - pasożytnictwo społeczne. Książka kończy się biografią obu autorów, z głównym akcentem położonym na rozwój ich zainteresowania owadami oraz prowadzone przez nich wspólne badania.  Ostatni rozdział to porady praktyczne na temat tego jak łapać mrówki, jak przechowywać okazy czy jak je hodować w warunkach laboratoryjnych. Wielkim atutem "Podróży w krainę mrówek" jest kilkadziesiąt ilustracji i kolorowych fotografii. Mówiąc krótko - jeśli tylko będziecie mieć okazję przeczytać tę książkę, to zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4167127253447543224?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4167127253447543224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/mrwki-x-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4167127253447543224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4167127253447543224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/mrwki-x-2.html' title='Mrówki x 2'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMLXRKRDS4I/AAAAAAAAAOQ/u8SQTXCL4qc/s72-c/podrozwkrainemrowek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-382953373370600250</id><published>2008-09-18T00:01:00.004+02:00</published><updated>2008-12-21T18:16:07.592+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><title type='text'>David Attenborough x 3</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kontynuuję oglądane filmów dokumentalnych Davida Attenborough. Lista pozycji, które firmuje swoim nazwiskiem jest naprawdę długa, co nie jest dziwne biorąc pod uwagę, że pierwsza z nich powstała 48 lat temu! Trzy serie które ostatnio obejrzałem to tak naprawdę niewielki fragment dorobku sir Davida.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA1VYWryRI/AAAAAAAAANo/Od7r_bi8WdM/s1600-h/14979-large.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA1VYWryRI/AAAAAAAAANo/Od7r_bi8WdM/s200/14979-large.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5242248607690377490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Po obejrzeniu &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/ycie-w-cice.html"&gt;omawianej już na blogu serii "Life in the Undergrowth"&lt;/a&gt; z 2005 roku, zdecydowałem się na coś starszego. Wybór padł na "The Living Planet" - dwunastoodcinkową serię nakręconą w 1984 roku (czyli dokładnie w połowie dotychczasowej kariery Attenborough). Seria stanowi przekrojowe omówienie wszelkich ziemskich ekosystemów. W kolejnych  odcinkach serii prezentowane są góry, arktyczne pustynie, tundra, lasy deszczowe, pustynie, morza, rzeki czy wyspy. Ostatni odcinek - "The New Worlds" - poświęcony jest wpływowi człowieka na środowisko i był dla mnie niezwykle ciekawy (jeszcze do tego powrócę). Oglądając serię widać, że ma ona już trochę lat na karku. Nie chodzi mi bynajmniej o to, że Attenborough jest nieco młodszy, ale także o widoczną różnicę w jakości zdjęć pomiędzy tą serią a tymi kręconymi współcześnie. Nie zmienia to na szczęście faktu, że "The Living Planet" jest po prostu świetna i ogląda się ją z prawdziwą przyjemnością. Dla miłośnika przyrody jest to prawdziwa uczta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA1VqMR0wI/AAAAAAAAANw/-1I6W_lfNs8/s1600-h/lifeincoldblood-lrg.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0px 10px 10pt; float: right; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA1VqMR0wI/AAAAAAAAANw/-1I6W_lfNs8/s200/lifeincoldblood-lrg.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5242248612478571266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Po mającej już trochę lat na karku "The Living Planet" zdecydowałem się na najnowszą serię Davida Attenborough nakręconą w 2008 roku - "Life In Cold Blood". Liczy ona pieć odcinków i przedstawia życie zwierząt zmiennocieplnych - gadów i płazów. Pierwszy odcinek jest przekrojowym omówieniem dwóch wspomnianych wyżej gromad. Odcinek drugi prezentuje szczegółowo płazy, trzeci poświęcono gadom. Czwarty skupia się tylko na wężach, a ostatni na opancerzonych gigantach ("Armoured Giants") - żółwiach oraz olbrzymich krokodylach, kajmanach i aligatorach. Podobnie jak w przypadku "Life in the Undergrowth", także i ta seria prezentuje szczyt współczesnych możliwości technicznych w zakresie filmowania. Oczywiście gady i płazy są dosyć duże, więc ujęcia makro nie grają już tak znaczącej roli. Tym razem znalazło się jednak duże pole do popisu dla kamer termowizyjnych. Zdjęcia po prostu rozkładają na łopatki. Chciałbym mieć możliwość obejrzenia tej serii na wielkim ekranie (albo w HD), żeby móc w pełni delektować się jakością zdjęć. Seria "Life in Cold Blood" nie zawiera dodatkowych odcinków specjalnych o jej powstawaniu. Zamiast tego na końcu każdego odcinka umieszczony został kilkuminutowy raport z produkcji. Przedstawiane są w nim wywiady z naukowcami będącymi specjalistami w zakresie konkretnych gatunków, bez których sfilmowanie zwierząt w ich naturalnym środowisku nie byłoby możliwe. No właśnie, wrażenie robi (w pewnym sensie) to, że pewne zachowania zwierząt zostały sfilmowane po raz pierwszy i zarazem ostatni w naturalnym środowisku. W drugim odcinku ekipa filmowa Davida Attenborough filmowała &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Panamanian_golden_frog"&gt;złotą żabę z Panamy&lt;/a&gt;. Niedługo po zakończeniu zdjęć, wszystkie żyjące na wolności osobniki został wyłapane przez naukowców w celu uratowania gatunku, któremu zagrażało zniszczenie naturalnych siedlisk oraz infekcja grzybowa atakująca płazy. "Trochę" to smutne. Podsumowując, "Life in Cold Blood" to kolejna świetna seria, choć mi osobiście o wiele bardziej podobało się "Life in the Undergrowth". To zapewne dlatego, że owady są dla mnie znacznie ciekawsze od płazów i gadów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA3eql1HzI/AAAAAAAAAOA/IGJy2fGaTOY/s1600-h/chameleon460.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA3eql1HzI/AAAAAAAAAOA/IGJy2fGaTOY/s400/chameleon460.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5242250966227820338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA3e8HiyfI/AAAAAAAAAOI/H50ykjETBWY/s1600-h/gallery1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA3e8HiyfI/AAAAAAAAAOI/H50ykjETBWY/s400/gallery1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5242250970932627954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA1V7iPiwI/AAAAAAAAAN4/UxkofbGExdw/s1600-h/post-59-11123958640.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA1V7iPiwI/AAAAAAAAAN4/UxkofbGExdw/s200/post-59-11123958640.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5242248617134099202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zgodnie z zapowiedzią powracam do kwestii ostatniego odcinka serii "The Living Planet", poświęconemu wpływowi człowieka na środowisko. To zagadnienie doczekało się w 2000 roku rozwinięcia w postaci trzyodcinkowej serii nakręconej przez Davida Attenborough, zatytułowanej "State of the Planet" ("Stan planety"). &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/David_Attenborough"&gt;Polska wikipedia podaje&lt;/a&gt; bardzo wiernie przetłumaczony tytuł "Szanujmy Ziemię", co wyraźnie wskazuje na to, że serial był emitowany w polskiej telewizji. No dobrze, nie będę się czepiał tłumaczy, polskiego tytułu szczególnie, że za chwilę sam zamierzam przetłumaczyć tytuły odcinków. Każdy z odcinków tej mini-serii porusza kolejne aspekty naszego wpływu na środowisko. Pierwszy odcinek - "Is there a crisis?" ("Czy kryzys istnieje?") - odpowiada na pytanie jak aktualnie wygląda sytuacja życia na Ziemi oraz przedstawia wpływ ludzi na gospodarkę. Pytanie postawione w tytule odcinka jest, niestety, retoryczne. Drugi odcinek - "Why there is a crisis?" ("Dlaczego pojawił się kryzys?") - prezentuje pięć czynników, wywołanych przez człowieka, prowadzących do zniszczenia ekosystemów i bioróżnorodności. Ostatni odcinek - "The future of life" ("Przyszłość życia") - wskazuje kierunki, w jakich powinniśmy podążyć, by ratować naszą planetę i zamieszkujące ją stworzenia. Przedstawionych jest wiele przykładów miejsc, gdzie udało się doprowadzić do uratowania zagrożonych gatunków i ich dalszego współistnienia z człowiekiem. W każdym z odcinków wypowiadają się naukowcy będący specjalistami od takich dziedzin jak bioróżnorodność, antropologia czy ekosystemy morskie. Polskiemu czytelnikowi znane są postacie Edwarda O. Wilsona (o ile dobrze liczę, to aż 7 książek wydanych w Polsce) i Jareda Diamonda (przynajmniej trzy książki na polskim rynku). Generalnie seria przedstawia dosyć przygnębiający obraz tego co robimy z naszym wspólnym domem. Niestety, wszystko wskazuje na to, że raporty naukowców nie są ani trochę przesadzone, i musimy stawić czoła smutnej prawdzie przedstawionej w tej serii.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-382953373370600250?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/382953373370600250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/david-attenborough-x-3.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/382953373370600250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/382953373370600250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/david-attenborough-x-3.html' title='David Attenborough x 3'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SMA1VYWryRI/AAAAAAAAANo/Od7r_bi8WdM/s72-c/14979-large.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-4438043509495003649</id><published>2008-09-12T00:01:00.000+02:00</published><updated>2008-12-09T08:54:18.445+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><title type='text'>Kwiatki i bzykanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przeszukując Wikipedię znalazłem fajną fotografię:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGUV8SONI8I/AAAAAAAAAF4/0rv92gQPQIQ/s1600-h/Misc_pollen.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGUV8SONI8I/AAAAAAAAAF4/0rv92gQPQIQ/s400/Misc_pollen.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216599868806341570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;To jest pyłek roślinny widziany pod mikroskopem elektronowym (alergicy pewnie nie są pod tak wielkim wrażeniem jak ja). Pyłek jest męskim elementem rozrodczym roślin nasiennych i jest przenoszony na słupki (żeński organ płciowy) przez wiatr lub przez owady. Każde z tych dwóch podejść ma swoje wady i zalety. Wiatropylność wymaga wytworzenia olbrzymich ilości pyłku, aby mieć statystyczną pewność, że niesiony wiatrem dotrze on do żeńskiego słupka innej rośliny. Samozapłodnienie z reguły nie występuje. Rozwinęły się różne mechanizmy mające temu zapobiegać, np. roślina najpierw wypuszcza pyłek, a dopiero potem dojrzewają organy żeńskie. W przypadku zapylania przez owady strategia jest nieco inna. Pyłek, zamiast liczyć na szczęśliwy traf, jest przenoszony bezpośrednio do celu, a to oznacza że można go wyprodukować mniej. Pszczoły i motyle nie będą jednak pracować za darmo. Wytwarzany jest więc nektar, służący im za pożywienie. Aby informować owady o dostępności nektaru, rośliny muszą się reklamować. W tym wypadku rolę billboardów pełnią kwiaty, które roślina również zmuszona jest wytworzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej "pomysłowe" w kwestii wytwarzania kwiatów są storczyki. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale zetknąłem się w kilku książkach z niesamowitymi mechanizmami, które wykształciły się w wyniku ewolucji. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-h8I3cqpgnA"&gt;Oto jeden z nich&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGUeUoU0IXI/AAAAAAAAAGA/msnf9cdyT80/s1600-h/Ophrys_apifera_flower2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGUeUoU0IXI/AAAAAAAAAGA/msnf9cdyT80/s400/Ophrys_apifera_flower2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216609083149525362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kwiat tego storczyka przypomina z wyglądu i zapachu (feromony) samicę pszczoły. Zwiedzione tym podobieństwem samce pszczół próbują z nim kopulować, a tym samym przenoszą pyłek z jednego kwiatu na drugi. Inny gatunek (na zdjęciu poniżej) z olbrzymią prędkością wystrzeliwuje torebkę z pyłkiem prosto w pszczołę, która choćby lekko dotknie kwiatu. Należy zaznaczyć, że taki ładunek pyłku ma stosunkowo dużą masę względem owada. Jest więc prawdopodobne, że po takim potraktowaniu nie zbliży się on już do innych męskich kwiatów. W ten sposób storczyk zwalcza konkurencję ze strony innych przedstawicieli swojego gatunku (mimo, że jest tylko kwiatem!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGUhlAUbFhI/AAAAAAAAAGI/CY4Br7vPweY/s1600-h/Catasetum-saccatum.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGUhlAUbFhI/AAAAAAAAAGI/CY4Br7vPweY/s400/Catasetum-saccatum.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216612663003125266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pyłek bywa też wykorzystywany jako pożywienie dla młodych larw. Pszczoły zbierają go w specjalne koszyczki na swoich odnóżach:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGUikpDBgbI/AAAAAAAAAGQ/nmBxMKPaO9M/s1600-h/Carnica_bee_on_sedum_telephium.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGUikpDBgbI/AAAAAAAAAGQ/nmBxMKPaO9M/s400/Carnica_bee_on_sedum_telephium.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216613756267758002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-4438043509495003649?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/4438043509495003649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/kwiatki-i-bzykanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4438043509495003649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/4438043509495003649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/kwiatki-i-bzykanie.html' title='Kwiatki i bzykanie'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGUV8SONI8I/AAAAAAAAAF4/0rv92gQPQIQ/s72-c/Misc_pollen.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-3083525364675818419</id><published>2008-09-11T15:00:00.005+02:00</published><updated>2008-09-11T15:07:57.459+02:00</updated><title type='text'>Aktualności</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiadomości są dwie. Pierwsza jest taka, że uruchomiono Large Hadron Collider (jeszcze nie w pełni, ale pierwsze wiązki już są). Jeśli ktoś obawiał się, że LHC doprowadzi do końca świata proponuję zajrzeć na stronę &lt;a href="http://www.hasthelhcdestroyedtheearth.com/"&gt;www.hasthelhcdestroyedtheearth.com&lt;/a&gt;/.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A druga wiadomość jest taka, że będę miał mniej czasu na prowadzenie bloga (dostałem pracę), więc wpisy nie będą się ukazywać tak często jak do tej pory.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-3083525364675818419?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/3083525364675818419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/aktualnoci.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/3083525364675818419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/3083525364675818419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/aktualnoci.html' title='Aktualności'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-1805963219976498297</id><published>2008-09-08T00:01:00.002+02:00</published><updated>2008-09-09T19:24:24.189+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='genetyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Małpie amory</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SLFUVpRpqcI/AAAAAAAAAM0/f8BYidICsbo/s1600-h/Malpie-amory-i-inne-pouczajace-historie-o-zwierzeciu-zwanym-czlowiekiem_Robert-M-Sapolsky,images_big,7,978-83-7469-718-7.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SLFUVpRpqcI/AAAAAAAAAM0/f8BYidICsbo/s200/Malpie-amory-i-inne-pouczajace-historie-o-zwierzeciu-zwanym-czlowiekiem_Robert-M-Sapolsky,images_big,7,978-83-7469-718-7.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5238060572442470850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ostatnio moją uwagę przykuła książka "Małpie amory i inne pouczające historie o zwierzęciu zwanym człowiekiem", od której zaroiło się na półkach empików (na półkach z literaturą popularnonaukową oczywiście). Autor - Robert M. Sapolsky - był mi zupełnie nieznany. Po przejrzeniu książki uznałem, że może ona być warta lektury. Był to strzał w dziesiątkę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;"Małpie amory" poświęcona jest przeróżnym aspektom biologii ewolucyjnej. Właściwie jest to zbiór  stosunkowo krótkich (z reguły 10 stron) esejów, które publikowane były na przestrzeni kilku lat w różnych czasopismach (nie tylko naukowych). Eseje podzielono na trzy kategorie: geny i my, nasze ciała i my, społeczeństwo i my. Autor porusza w nich kwestie takie jak "geny czy środowisko", zachowania zwierząt i ludzi (teoria gier), socjobiologia (ciekawy esej o religiach) czy konflikt płci. Na końcu każdego tekstu umieszczona jest bibliografia i zalecane lektury, co ułatwia poszerzanie wiedzy z zakresu omawianego zagadnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka wyróżnia się, na tle literatury popularnonaukowej, za sprawą stylu autora. Sapolsky pisze niezwykle lekko i humorystycznie, więc jeśli ktoś liczy na śmiertelnie poważne naukowe rozprawy to może poczuć rozczarowanie. Mi osobiście taki styl niezwykle przypadł do gustu. Lektura była niesamowicie pasjonująca m.in. dlatego, że treść esejów jest właściwie kontynuacją tematyki "O naturze ludzkiej" Wilsona, którą to skończyłem czytać dzień przed rozpoczęciem czytania "Małpich amorów". Na zakończenie tej krótkiej recenzji nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić "Małpie amory" jako lekką i pouczającą lekturę na letnie i jesienne wieczory.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-1805963219976498297?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/1805963219976498297/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/mapie-amory.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1805963219976498297'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/1805963219976498297'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/mapie-amory.html' title='Małpie amory'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SLFUVpRpqcI/AAAAAAAAAM0/f8BYidICsbo/s72-c/Malpie-amory-i-inne-pouczajace-historie-o-zwierzeciu-zwanym-czlowiekiem_Robert-M-Sapolsky,images_big,7,978-83-7469-718-7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7337911388385300674</id><published>2008-09-04T00:01:00.003+02:00</published><updated>2008-09-04T00:01:00.501+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>O naturze ludzkiej</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czytając kolejne książki popularnonaukowe poświęcone biologii natykam się na mnóstwo nazwisk różnych wybitnych uczonych. Najfajniejsze jest to, że po jakimś czasie zaczynam te nazwiska kojarzyć z konkretnymi osiągnięciami, powiedzeniami itp. "J.B.S. Haldane - to ten od skamieniałości królika w prekambrze. O, Tinbergen. To opiekun naukowy Dawkinsa. Edward Osborne Wilson - koleś od owadów społecznych i socjobiologii". Właśnie, Wilson. Na jego nazwisko można natknąć się w zdecydowanej większości popularyzatorskich książek z zakresu biologii, dlatego też chciałbym dzisiaj nieco przybliżyć jego postać, a także omówić jego książkę "O naturze ludzkiej".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SLFUBb1dmEI/AAAAAAAAAMs/6MLo4MDmIDw/s1600-h/29.artygUUs281e.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SLFUBb1dmEI/AAAAAAAAAMs/6MLo4MDmIDw/s200/29.artygUUs281e.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5238060225237194818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wilson urodził się w 1929 roku, należy więc do zdecydowanie starszego pokolenia biologów. Sławę przyniosła mu jego druga książka zatytułowana "Społeczeństwa owadów" opublikowana w 1971 (polskie wydanie PWN, 1979). Jak sam tytuł sugeruje, poświęcona jest ona owadom społecznym (mrówki, osy, termity) i stanowi zbiorczą monografię całej dziedziny. Podkreślić należy, że jest to książka naukowa, zawierająca przede wszystkim konkretne informacje i podsumowania badań. Nawiasem mówiąc, udało mi się ją ostatnio dostać, co niezwykle mnie cieszy, szczególnie że zamierzam spróbować sił w hodowli mrówek. "Społeczeństwa owadów" zapewniły Wilsonowi miejsce wśród najwybitniejszych entomologów. Książka kończy się rozdziałem zatytułowanym "Perspektywy jednolitej socjobiologii". Idee w nim zawarte zostały szczegółowo rozszerzone w kolejnej, chyba najbardziej znanej, książce Wilsona - "Socjobiologii". W tej pozycji autor dał początek nowej dziedzinie nauki - socjobiologii - której celem jest wyjaśnienie biologicznych podstaw zachowań społecznych wśród zwierząt (w tym ludzi). Nowa dziedzina oparta została o trzy główne założenia. Po pierwsze człowiek nie jest niczym niezwykłym w świecie przyrody, powstał tak samo jak inne zwierzęta w procesie ewolucji i podlega takim samym prawom jak inni przedstawiciele królestwa zwierząt. Po drugie każdy gatunek zwierząt (człowiek oczywiście też) w procesie ewolucji otrzymał nie tylko charakteryzujące go cechy morfologiczne, ale także charakterystyczne wzorce zachowań - tym samym zachowania społeczne człowieka i innych zwierząt stają się produktem doboru naturalnego i muszą zostać wyjaśnione w oparciu o mechanizmy adaptacji ewolucyjnej. Po trzecie jednostką doboru naturalnego nie jest ani osobnik ani gatunek, lecz pojedynczy gen. "Socjobiologia" ukazała się w 1975 roku. No i zaczęło się. Jej pojawienie się wywołało istną burzę w świecie naukowym (i nie tylko). Zastosowanie koncepcji socjobiologii w odniesieniu do człowieka wzbudziło wiele krytyki. Niektórzy wytykali (w dużej mierze słusznie) wpływ ewolucji kulturowej (w przeciwieństwie do ewolucji genetycznej) na rozwój ludzkich społeczeństw. Inni po prostu nie mogli znieść postawienia człowieka na równi ze zwierzętami i tłumaczenia takich fenomenów, jak religia, adaptacjami ewolucyjnymi. Doszło nawet do tego, że przed jednym z wykładów Wilsona, na mównicę wdarło się kilkanaście osób, jedna z nich wylała uczonemu na głowę dzbanek wody, a reszta rozpostarła plakat z napisem &lt;span class="article"&gt;"&lt;span class="highlightedSearchTerm"&gt;Wilson&lt;/span&gt; – faszystowski i rasistowski uczony roku".&lt;/span&gt; O dziwo, "Socjobiologia" doczekała się polskiego wydania dopiero w 2001 roku. Co więcej, wydano u nas tzw. "Edycję popularnonaukową", czyli wersję okrojoną przez Wilsona o 40% objętości. No cóż, lepsze takie wydanie niż żadne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejną książką Wilsona, która kontynuowała zapoczątkowane w "Socjobiologii" kwestie socjobiologii człowieka jest "O naturze ludzkiej" z 1979. Tą książkę udało mi się zupełnie niespodziewanie dostać w jednym z antykwariatów za całe 7.80 PLN. Polskie wydanie jest dosyć stare,  bo pochodzi z roku 1987 (nakładem PIW w ramach serii Biblioteka Myśli Współczesnej, czyli seria z charakterystycznym logiem "+/- nieskończoność" na okładce). Jak sam autor zaznacza, "O naturze ludzkiej" nie jest książką naukową, lecz jest książką o nauce. W kolejnych rozdziałach Wilson prezentuje kierunki w jakich powinna podążyć socjobiologia człowieka.  Omawia  kluczowe elementy ludzkich społeczeństw, takie jak altruizm, agresja, seks, zróżnicowanie ról mężczyzny i kobiety czy religia. Sednem książki są dwa dylematy. Pierwszy jest taki, że badania socjobiologiczne doprowadzą do upadku poglądu, że moralność ma pochodzenie absolutne i niezmienne. Drugi dylemat rodzi się z pierwszego. Skoro wyznawane przez nas systemy wartości  i mechanizmy rządzące społeczeństwami zostaną wyjaśnione naukowo, to zrodzi się potrzeba dokonywania w pełni świadomych wyborów w celu kształtowania ludzkiej natury. Wilson wkracza tu na trochę śliski grunt, w ostatnim rozdziale wspominając coś nawet o eugenice - mówi krótko o trzecim dylemacie, czyli świadomych modyfikacjach ludzkiego DNA, czyli "sterowanej ewolucji". Stwierdza jednak, że na szczęście będzie to dylemat przyszłych pokoleń. Nadrzędnym celem Wilsona, który przewija się przez cala książkę jest zasypanie przepaści pomiędzy naukami przyrodniczymi a społecznymi. Stwierdza, że nauki społeczne bez biologii są tym czym chemia bez fizyki albo biologia bez chemii. Bez fizyki, chemia nie może wykroczyć poza prosty opis zjawisk, nie jest w stanie dostarczyć wyjaśnień i przewidywań bez wiedzy z zakresu fizycznych związków między cząsteczkami. Podobnie nauki społeczne mogą jedynie opisywać obserwowane zjawiska społeczne, ale nie posiadają wiedzy na temat mechanizmów wywołujących te zjawiska i tym samym nie są w stanie dostarczyć dogłębnych opisów zjawisk i trafnych przewidywań. Wilson podkreśla wielokrotnie, że zbadanie biologicznych podstaw społecznego zachowania człowieka doprowadzi do gruntownej przebudowy nauk społecznych, wzbogaci je i zwiększy ich znaczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"O naturze ludzkiej" jest książką niewątpliwie wartą przeczytania, przynajmniej dla osób zainteresowanych naukami społecznymi, ludzką naturą, antropologią, biologią ewolucyjną i filozofią. Jest niestety dosyć trudna do dostania, choć wiem, że były też nowsze wydania (Zysk i S-ka, 1998), które można czasami znaleźć na Allegro. Wiele innych książek Wilsona również zostało wydanych na polskim rynku. PIW wydał "Różnorodność życia", Prószyński i S-ka "Podróż w krainę mrówek", a Zysk i S-ka "Przyszłość życia" i "Konsiliencję".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7337911388385300674?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7337911388385300674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/o-naturze-ludzkiej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7337911388385300674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7337911388385300674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/09/o-naturze-ludzkiej.html' title='O naturze ludzkiej'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SLFUBb1dmEI/AAAAAAAAAMs/6MLo4MDmIDw/s72-c/29.artygUUs281e.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-9208091101847714482</id><published>2008-08-31T13:24:00.000+02:00</published><updated>2008-12-09T08:54:18.876+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Darwin. O powstawaniu gatunków - biografia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SICJtI5pUlI/AAAAAAAAAJw/PM_svc5g3G0/s1600-h/obrazek_ks.asp.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SICJtI5pUlI/AAAAAAAAAJw/PM_svc5g3G0/s200/obrazek_ks.asp.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224326976326160978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czytając "O powstawaniu gatunków" Darwina byłem bardzo zawiedziony brakiem jakiegokolwiek komentarza naukowego w posiadanym przeze mnie polskim wydaniu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że napisanie jakiegokolwiek zwięzłego komentarza do tak ważnego dzieła jest rzeczą niezwykle trudną. Jest to bowiem temat rzeka, któremu można poświęcić osobną książkę - wielu badaczy życia Darwina już to zresztą zrobiło. Polscy czytelnicy mają szczęście, ponieważ dzięki wydawnictwu Muza do ich rąk trafia pozycja "Darwin. O powstawaniu gatunków. Biografia" pani Janet Browne. W ferworze przygotowań do kolejnego wakacyjnego wyjazdu, udało mi się wygospodarować trochę czasu na jej przeczytanie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Książka nie jest długa. Liczy sobie pięć rozdziałów. Pierwszy prezentuje wczesne życie Darwina, kształtowanie jego młodzieńczej osobowości i podróż na okręcie Beagle. Drugi rozdział to opis tego, jak Darwin rozwijał swoją teorię i badania po powrocie do Anglii. Te dwa rozdziały bardzo dobrze nakreślają obraz dziewiętnastowiecznego społeczeństwa i jego mentalności, pozwalając na lepsze zrozumienie realiów wiktoriańskiej Anglii, w której przyszło żyć Darwinowi. Kolejne dwa rozdziały prezentują proces powstawania samej książki oraz reakcje, jakie wywołało jej opublikowanie. Ostatni rozdział poświęcony jest intelektualnemu dziedzictwu, jakie pozostawił po sobie Darwin. Autorka przedstawia w nim wpływ "O powstawaniu" na naukę i politykę XX wieku - prezentuje powstanie eugeniki, zarys badań nad wczesną genetyką, która początkowo była anty-darwinowska, wreszcie odrodzenie darwinowskich idei i scalenie ich z nurtami współczesnej biologii. Zazębia się to i doskonale uzupełnia z początkiem książki Watsona "DNA. Tajemnica życia". Książka Browne kończy się omówieniem wydania "Socjobiologii" Wilsona i "Samolubnego genu" Dawkinsa. Kilka ostatnich akapitów poświęconych jest kwestii kreacjonizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka Janet Browne jest tym, czego mi brakowało po przeczytaniu "O powstawaniu gatunków". Zwięzły, ale jednocześnie solidny komentarz opisuje proces kształtowania osobowości Darwina, jego pracę i realia, w których żył. Jak już wspomniałem, "Darwin. O powstawaniu gatunków. Biografia" nie jest długą książką. Liczy sobie zaledwie 165 stron (z czego 20 to indeks, źródła, przypisy itd.) przy niewielkim formacie. Twarda okładka i solidne szycie stron, zamiast klejenia, sprawiają, że prezentuje się ona niezwykle estetycznie. Muszę ponadto bardzo pochwalić wydawnictwo Muza za świetną korektę - nie wychwyciłem w książce ani jednej literówki (w dzisiejszych czasach pośpiesznego wydawania książek jest to raczej wyjątek, a nie reguła). Niestety książka jest dosyć droga (24,90 PLN), biorąc pod uwagę niewielki czas potrzebny na jej przeczytanie. Niemniej jednak gorąco ją polecam. Nawet jeśli nie czytaliście "O powstawaniu gatunków" Darwina, to i tak warto sięgnąć po tą króciutką biografię. Dla każdego zainteresowanego naukami  przyrodniczymi jest to pozycja obowiązkowa.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-9208091101847714482?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/9208091101847714482/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/darwin-o-powstawaniu-gatunkw-biografia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/9208091101847714482'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/9208091101847714482'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/darwin-o-powstawaniu-gatunkw-biografia.html' title='Darwin. O powstawaniu gatunków - biografia'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SICJtI5pUlI/AAAAAAAAAJw/PM_svc5g3G0/s72-c/obrazek_ks.asp.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7142371500072056813</id><published>2008-08-27T00:10:00.006+02:00</published><updated>2008-08-29T17:39:00.922+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Traktat anty</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SLKND0vcruI/AAAAAAAAAM8/G4nSoSVaCFM/s1600-h/traktatateo.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SLKND0vcruI/AAAAAAAAAM8/G4nSoSVaCFM/s200/traktatateo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5238404413422087906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wybierałem się na kolejny wakacyjny wyjazd i potrzebowałem jakiejś lekkiej w odbiorze książki, przy której nie będę musiał wytężać szarych komórek z całej siły. Zdecydowanie wykluczało to "Fenotyp rozszerzony" Dawkinsa. Wybór padł więc na "Traktat ateologiczny" Michela Onfraya, do którego już od jakiegoś czasu się przymierzałem. Autor jest filozofem, co z jednej strony budziło moje niewielkie obawy, jednak z drugiej liczyłem na wyrafinowane i konstruktywne podejście do kwestii moralnych i etycznych.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Książka podzielona jest na cztery części. Pierwsza część poświęcona jest ateologii, czyli nowej moralności pochrześcijańskiej. Autor prezentuje tutaj m.in. historię myśli ateistycznej, ubolewając jednocześnie nad pomijaniem ateistycznych filozofów w "oficjalnej" historii filozofii. Kolejne trzy części "Traktatu" poświęcone są monoteizmom, chrześcijaństwu i teokracji. Stanowią one bezpardonowy atak na chrześcijaństwo, islam i judaizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie. Konstruktywności, na którą liczyłem w tej książce, praktycznie brak. Co jest zamiast niej? Początkowo chciałem napisać, że gdyby religię postawiono kiedyś przed sądem, to "Traktat ateologiczny" mógłby być aktem oskarżenia. Potem zreflektowałem się, bo jak na akt oskarżenia to w wielu przypadkach nie ma tu konkretnych dowodów. Onfray pisze zupełnie inaczej niż Richard Dawkins. Dawkins w "Bogu urojonym" stosował podejście naukowe, tzn. stawiał jakąś tezę, a następnie dowodził jej przytaczając fakty na jej poparcie. Onfray bardzo często ogranicza się jedynie do postawienia tezy i nie próbuje jej w żaden sposób dowodzić. W ten sposób czytelnik często jest zostawiany pod względem merytorycznym na lodzie. Co więcej, tezy Onfraya to bardzo często rażąco nieprawdziwe uogólnienia. Najbardziej razi to, że autor podchodzi do kwestii religii w sposób bardzo powierzchowny nie starając się dotrzeć do sedna problemu. Pozwólcie, że zacytuję z wprowadzenia poprzedzającego książkę (w nieznacznie skróconej wersji):&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Niniejszy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Traktat ateoogiczny&lt;/span&gt; stanowi jedynie wstępną pracę, przygotowanie gruntu. Dalsze dociekania muszą mieć charakter interdyscyplinarny, uwzględniać psychologię i psychoanalizę, metafizykę, archeologię, paleografię, historię, komparatystykę, mitologię, hermeneutykę, lingwistykę, językoznastwo, estetykę. A także filozofię, która może zespolić te wszystkie dyscypliny.&lt;/blockquote&gt;No fajnie, tylko że autor praktycznie całkowicie pomija biologiczne (ewolucyjne) podłoże religii. Owszem, wspomina o psychologii, która ma "badać mechanizmy funkcji mitotwórczej", ale na tym koniec. Onfray pisze tylko i wyłącznie o monoteizmach, nie zauważając tysięcy innych - równie absurdalnych - religii i wierzeń. Zero głębszej analizy mechanizmów wiary, a do tego przekonanie, że wszystko jest albo czarne albo białe (także pod względem psychologicznym). Kolejny problem w tym, że autor skupia się na wymienianiu co to religia przeskrobała i dlaczego wartości chrześcijańskie czy judaistyczne są złe, nie oferując jednak absolutnie nic w zamian. Onfray prezentuje podejście "pozbądźmy się religii, a potem pomyślimy co dalej", w przeciwieństwie do Dawkinsa, który już teraz oferuje konkretną alternatywę dla religii - naukę. W słowie wstępnym od tłumacza książki dowiadujemy się, że Onfray jest autorem ponad 30 książek "tworzących niezwykle spójną propozycję filozoficzną, polityczną i egzystencjalną". No cóż, może te inne książki faktycznie coś nowego oferują, ale sam "Traktat" właściwie nie wnosi nic nowego. Tłumacz zresztą sam zauwaza to w słowie wstępnym: "Czytelnik, który poprzestanie na lekturze tej jednej książki Onfraya, mółby jednak odnieść wrażenie, że francuski filozof nie ma do sprzedania żadnej nowości na rynku idei (...)". Ja zdecydowanie takie wrażenie odnoszę. Autor przede wszystkim stara się grać na uczuciach czytelników,  przez co książka nabiera bardzo demagogicznego charakteru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym, będąc postronnym obserwatorem, miał ocenić ateizm na podstawie tego "Traktatu", to uznałbym, że nie stanowi on  sam w sobie odmiennego systemu wartości, ale opiera się tylko i wyłącznie na zaprzeczeniu wszystkich religii. Już w pierwszej części książki rozśmieszyła mnie jedna rzecz. Otóż Onfray pisze, że słowem "ateista" określano kiedyś ludzi nie będących chrześcijanami, nawet jeśli wierzyli oni w innych bogów albo siły nadprzyrodzone. Tym mianem określano właściwie każdego kto odważył się samodzielnie interpretować pojęcie Boga, nawet jeśli był chrześcijaninem. Autor zaznacza, że słowo "ateista" nie było terminem, którego ktoś użył na określenie swoich poglądów:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jest to epitet, którym obdarza - a raczej znieważa - władza, aby kogoś oskarżyć i skazać. Swiadczy o tym sama budowa słowa: ateista. Przedrostek negujący, słowo sugerujące brak, lukę, opozycję. Nie dysponujemy pojęciem w sposób pozytywny opisującym tych, którzy nie hołdują chimerom. Musimy się zadowolić konstrukcjami przywodzącymi na myśl amputację: a-teista, nie-wierzący, a-gnostyk, bez-wyznaniowy, a-religijny, nie-do-wiarek, bez-bożny, oraz słowamu pochodnymi - niewiara, bezbożność, ateizm...&lt;/blockquote&gt;Cóż, jest to niewątpliwie bardzo trafne spostrzeżenie. Jakiś czas później pisze:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Dekonstrukcja monoteizmów, demistyfikacja judeochrześcijaństwa - ale także islamu - demontaż teokracji: oto trzy początkowe zadania ateologii.&lt;/blockquote&gt;No cóż, jak widać wśród zadań ateologii znajduje się dużo "konstrukcji przywodzących na myśl amputację" (de-konstrukcja, de-mistyfikacja, de-montaż). Dziwne, że autor zdaje się nie dostrzegać ironii własnych słów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Traktat ateologiczny" rozczarował mnie. Liczyłem na coś zdecydwanie bardziej konstruktywnego. Wygląda na to, że musiałbym w tym celu przeczytać inne książki tego autora, a na to raczej nie mam ochoty. Choć osobiście wyniosłem z lektury książki stosunkowo niewiele, to osoby studiujące bądź interesujące się filozofią może wyniosą z niej nieco więcej. Autor często powołuje się na filozofów zapomnianych przez "oficjalną" historiografię filozofii, co potencjalnie umożliwia poszerzenie swojej wiedzy. Ułatwia to całkiem nieźle opracowana bibliografia (choć większość pozycji do których się odwołuje, to książki francuskich autorów nie wydane na polskim rynku). Mnie osobiście pozostaje czekać na książkę "Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne" Daniela Dennetta, która powinno ukazać się w księgarniach już jutro.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7142371500072056813?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7142371500072056813/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/traktat-anty.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7142371500072056813'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7142371500072056813'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/traktat-anty.html' title='Traktat anty'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SLKND0vcruI/AAAAAAAAAM8/G4nSoSVaCFM/s72-c/traktatateo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-8958324686628566425</id><published>2008-08-23T00:01:00.000+02:00</published><updated>2008-08-23T00:01:00.171+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Wszędzie symbioza</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przy okazji &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/wspinaczka-na-szczyt.html"&gt;recenzji "Wspinaczki na Szczyt Nieprawdopodobieństwa"&lt;/a&gt; Dawkinsa, wspomniałem o pani Lynn Margulis. Na jej nazwisko natknąłem się kilkukrotnie podczas czytania różnych książek w kontekście trzech teorii: teorii seryjnej endosymbiozy (SET), teorii powstania płci i koncepcji Gai. W jednej z księgarni w moim mieście jakimś cudem uchowała się książka "Symbiotyczna planeta" autorstwa Margulis. Postanowiłem wykorzystać tę okazję do zapoznania się bliżej z jej poglądami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spis treści wyglądał obiecująco - wszystko wskazywało na to, że każda z trzech wspomnianych wyżej teorii zostanie omówiona. Niestety, po przeczytaniu dwóch pierwszych rozdziałów nabrałem obaw, że książka będzie bardziej czymś w rodzaju manifestu ideologicznego niż rzetelnej książki naukowej. Obawy te częściowo się potwierdziły. W wielu przypadkach nie można stwierdzić, czy opisywana aktualnie koncepcja jest potwierdzoną obserwacjami i doświadczeniami teorią naukową czy też są to jedynie hipotezy i spekulacje autorki. W całej książce przytaczane są tylko pojedyncze obserwacje na poparcie jedynie niektórych tez. Dlatego też nie traktowałbym "Symbiotycznej planety" w kategoriach naukowych, a jedynie jako zasygnalizowanie pewnych nurtów we współczesnej nauce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej ze wszystkich koncepcji promowanych przez Margulis interesowała mnie &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Hipoteza_Gai"&gt;koncepcja Gai&lt;/a&gt;. Zetknąłem się z nią już kilka lat temu, czytając artykuł o tym jak James Lovelock (twórca hipotezy) uzasadniał jej poprawność w oparciu o symulację Świata Stokrotek (&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Daisyworld"&gt;Daisyworld&lt;/a&gt;). Ostatni rozdział "Symbiotycznej planety" jest poświęcony właśnie Gai. Przede wszystkim autorka sprzeciwia się wszelkim personifikacjom Gai jako bogini świadomie karzącej nas za nasze "ekologiczne występki". Czym jest więc Gaja? Na początek oddam głos Wikipedii:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;[James Lovelock] zasugerował, że wszystkie istoty żyjące na Ziemi działają wspólnie, aby zachować na naszej planecie optymalne warunki do życia. Ziemia ma zdolność reagowania na zmiany panujących warunków, dostosowuje się do nich tak, by nadal mogło się rozwijać życie.&lt;/blockquote&gt;A teraz pozwolę wypowiedzieć się autorce:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Gaja (...) jest po prostu odpowiednią nazwą dla globalnego mechanizmu regulacji temperatury, kwasowości i składu atmosfery. Gaja to planetarna interakcja wszystkich ekosystemów wchodzących w skład całej biosfery.&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;Gaja to mechanizm samoregulacji ziemskiej biosfery, nieustannie tworzący nowe środowiska i nowe organizmy.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Przyznam, że po przeczytaniu "Symbiotycznej planety" moje zrozumienie hipotezy Gai wcale nie wzrosło. Przede wszystkim nie rozumiem, co w tym nowego. Wszyscy przecież wiemy, że cały ekosystem naszej planety jest bardzo złożonym mechanizmem z wieloma sprzężeniami zwrotnymi. Co nowego wprowadza więc Gaja? Nie wiem, być może w ramach tej hipotezy wyjaśnione zostały jakieś mechanizmy rządzące ekosystemami, ale przecież próby opisania zależności w ekosystemach są podejmowane od dawna. Dosyć niejasno brzmią wypowiedzi Margulis, w których ciągle podkreśla, że Gaja nie jest żywym organizmem, ale należy ją traktować jak żywy organizm:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Hipoteza Gai nie oznacza, jak wielu chciałoby sądzić, że "Ziemia jest jednym żywym organizmem". Ziemia jest jednak, w biologicznym sensie, ożywionym ciałem, którego funkcjonowanie podtrzymują procesy o charakterze fizjologicznym.&lt;/blockquote&gt;Niestety, sprzeczności w wypowiedziach autorki jest więcej:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Sama Gaja nie jest jednym z wielu organizmów bezpośrednio selekcjonowanych przez dobór.&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;Jeśli zdefiniujemy życie jako samopowielający się system podlegający działaniu doboru naturalnego, wówczas Gaja jest ożywiona.&lt;/blockquote&gt;Z tym ostatnim stwierdzeniem zdecydowanie się nie zgadzam. Dobór naturalny to zróżnicowana przeżywalność genów w populacji (obserwujemy to jako zróżnicowaną przeżywalność osobników). Jeśli Gaja jest jedna to nie może w żaden sposób być podmiotem doboru! To tak samo jak ja nie mogę być podmiotem doboru - ja jestem tylko jeden i moja przeżywalność nie może być zróżnicowana (zawsze umrę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że czytanie książki sprawiało mi momentami dużą trudność. Margulis zakłada bowiem, że czytelnik jest obeznany w wewnętrznej budowie komórki. Ja niestety nie jestem. Wprawdzie uczyłem się tego w szkole podstawowej i liceum, ale nieużywana wiedza zanikła całkowicie. Nie oczekuję, że książka będzie pełnić rolę podręcznika biologii, ale uważam, że dobrze byłoby poświęcić kilka stron (i rysunków!) na wprowadzenie czytelnika w całą dziedzinę. Mogłoby to znacznie polepszyć odbiór książki (przynajmniej z mojego subiektywnego punktu widzenia). Problemem też jest, że autorka stosuje czasami własną terminologię. Męczyłem się strasznie z domyśleniem co Margulis rozumie przez protisty i protoktisty. Dopiero w połowie książki otrzymujemy wyjaśnienie:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wielkie organizmy nie mogą być oddzielane od swych drobnych krewnych i przodków. Dlatego też, idąc śladem Copelanda, Karlene i ja wróciłyśmy do pojemnego terminu Johna Hogga - Protoctista; używamy go jednak w rozszerzonej, ewolucyjnej formie odpowiadającej Whittakerowskim Protista. Zatrzymujemy przy tym nieformalny termin protistów dla drobnych przedstawicieli królestwa Protoctista.&lt;/blockquote&gt;Koncepcje i idee przedstawiane przez Margulis są bardzo kontrowersyjne w świecie współczesnej nauki. Nic dziwnego, skoro wiele rzeczy chce ona wywrócić do góry nogami. Przyznam, że bardzo spodobało mi się podejście Margulis do kwestii taksonomii. Nie zawahała się poddać przebudowie podstawy współczesnej klasyfikacji organizmów żywych, choć pewnie wielu naukowcom takie fundamentalne "reformy" do gustu nie przypadły. Mimo braku szerokiego poparcia dla głoszonych teorii, autorka to nie poddaje się w swoich badaniach. Wykazuje jednak samokrytycyzm i trzeba przyznać, że jest to postawa prawdziwego naukowca:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Przyznaję, że dowody symbiotycznego pochodzenia undulipodiów czy wrzeciona kinetycznego są słabe i jestem przygotowana, by uznać mój błąd, jeśli zajdzie taka konieczność.&lt;/blockquote&gt;Na podstawie "Symbiotycznej planety" ciężko mi się jednoznacznie ustosunkować do kontrowersyjnych (czytaj: odrzucanych przez większość środowiska naukowców) tez Lynn Margulis. Zachowuję więc w przypadku większości z nich neutralność, nie wypowiadając się zdecydowanie ani przeciwko nim ani za nimi. Książka stanowi na pewno ciekawy zarys teorii seryjnej endosymbiozy. Pozostałe kwestie są niestety przedstawione momentami dosyć mgliście. Jeśli chcecie dowiedzieć się nieco dokładniej, jakie konkretnie hipotezy prezentuje Margulis w swojej książce, to polecam przeczytanie &lt;a href="http://zmiany-stanow.blogspot.com/2008/01/symbiotyczna-planeta-notatki-powszechno.html"&gt;tej recenzji&lt;/a&gt;. Nie podzielam tak wielkiego entuzjazmu jej autora co do "Symbiotycznej planety", ale muszę przyznać, że książka stała się dla mnie sygnałem pewnych zjawisk nad którymi warto sie dłużej zastanowić. Jak zbiorę się w sobie, to może nawet podejmę kiedyś kolejną próbę zrozumienia hipotezy Gai (na polskim rynku była wydana przynajmniej jedna książka Lovelocka).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-8958324686628566425?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/8958324686628566425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/wszdzie-symbioza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8958324686628566425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/8958324686628566425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/wszdzie-symbioza.html' title='Wszędzie symbioza'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-70131311628551858</id><published>2008-08-19T00:01:00.001+02:00</published><updated>2008-12-21T18:16:07.592+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><title type='text'>Gdzieś w ogródku na tyłach domu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O sir Davidzie Attenborough słyszał chyba każdy. Ten Brytyjczyk jest od kilkudziesięciu lat  najbardziej znanym twórcą filmów przyrodniczych. Dawno temu, kiedy byłem jeszcze mały, oglądałem kilka nakręconych przez niego serii dokumentalnych w cudowny sposób pokazujących życie dzikich zwierząt. Ostatnio uznałem, że dobrym pomysłem będzie przypomnienie sobie starych serii i obejrzenie nowych.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SG51k4oBQsI/AAAAAAAAAGg/ptR8j5yinlk/s1600-h/7130259.3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SG51k4oBQsI/AAAAAAAAAGg/ptR8j5yinlk/s200/7130259.3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5219238294704964290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na pierwszy ogień poszła seria "Life in the Undergrowth". Tytuł można przetłumaczyć jako "Życie w ściółce", chociaż polska Wikipedia podaje tytuł "Zadziwiające życie bezkręgowców". Całość składa się z pięciu 50-minutowych odcinków oraz dwóch dodatków o powstawaniu serii. Każdy odcinek przybliża inny aspekt życia bezkręgowców. Są to kolejno: wyjście bezkręgowców na ląd, podbój przestworzy, wykorzystanie nici (głównie o pająkach, chociaż nie tylko), relacje pomiędzy mieszkańcami tego zadziwiającego mikroświata i w końcu społeczeństwa owadów. Największe wrażenie wywarł na mnie odcinek drugi, za sprawą niesamowitych zdjęć przeobrażenia i lotu ważki, oraz odcinek ostatni prezentujący przeróżne zachowania pszczół i mrówek. Wielkim atutem filmu jest to, że podczas jego kręcenia twórcy współpracowali z wieloma badaczami, będącymi ekspertami w swoich dziedzinach i prowadzącymi nowatorskie badania życia bezkręgowców. Dzięki ich pomocy zachowania niektórych zwierząt udało się sfilmować po raz pierwszy w historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nakręcenie serii stało się możliwe dzięki olbrzymiemu postępowi techniki filmowania. Lepsze soczewki pozwoliły na kręcenie w bardzo dużym powiększeniu przy jednoczesnym zachowaniu głębi ostrości na wielu planach. Dzięki temu możliwe stało się obejrzenie zwyczajów godowych owadów kilkukrotnie mniejszych od łebka od szpilki. Naprawdę momentami można zapomnieć, że te wszystkie zdjęcia wykonywane są z perspektywy wielkoludów takich jak my. Miniaturyzacja samych kamer pozwoliła z kolei na filmowanie wnętrz uli, mrowisk, jam pająków, a nawet termitier. Bardzo dobrze spisały się rownież kamery wykonujące kilka tysięcy klatek na sekundę. Ich wykorzystanie umożliwiło pokazanie lotu ważki spowolnionego kilkaset razy tak, że ruchy skrzydeł stają się wyraźnie widoczne. Widać, że filmowcy pracujący z Davidem Attenborough dostali najlepszy sprzęt, a jednocześnie naprawdę znają się na swojej pracy i wkładają w nią serce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="350" width="425"&gt; &lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Q-7k2HNJpXA"&gt;  &lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Q-7k2HNJpXA" type="application/x-shockwave-flash" height="350" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;  &lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Life in the Undergrowth" ogląda się naprawdę z prawdziwą przyjemnością. O ile się nie mylę, serial był emitowany przez TVP. Niestety, nie było polskiego wydania na DVD (przynajmniej mnie nie udało się znaleźć), więc obecnie żeby go zobaczyć trzeba sprowadzać płyty z zagranicy albo korzystać ze źródeł internetowych. Wielka szkoda, bo jest to jeden z niewielu filmów, które byłbym gotów kupić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-70131311628551858?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/70131311628551858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/ycie-w-cice.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/70131311628551858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/70131311628551858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/ycie-w-cice.html' title='Gdzieś w ogródku na tyłach domu'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SG51k4oBQsI/AAAAAAAAAGg/ptR8j5yinlk/s72-c/7130259.3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-5442569545645931550</id><published>2008-08-15T00:01:00.000+02:00</published><updated>2008-12-09T08:54:19.313+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='genetyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Największa Tajemnica</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGZ1djjqmzI/AAAAAAAAAGY/5q3qt-VjDBs/s1600-h/url.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGZ1djjqmzI/AAAAAAAAAGY/5q3qt-VjDBs/s200/url.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216986368976788274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kolejną książką, którą niedawno przeczytałem, jest "DNA. Tajemnica życia" James'a D. Watson'a i Andrew Berry'ego. Właściwie to pierwszy z panów jest jej głównym autorem i narratorem, a jednocześnie jednym z odkrywców struktury DNA (podwójnej helisy) oraz laureatem Nagrody Nobla za to właśnie odkrycie. Zabierając się do czytania książki chyba nie do końca wiedziałem czego się po niej spodziewać. Chciałem po prostu poszerzyć moją wiedzę z zakresu genetyki - w końcu jest to dziedzina, która wkracza powoli do naszego codziennego życia - a ta książka zdawała się być do tego odpowiednia. Po skończonej lekturze mogę śmiało stwierdzić, że z dostałem to, na co liczyłem, a nawet znacznie więcej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Książka stanowi podróż przez historię i współczesność badań nad DNA. Zaczyna się w XIX wieku, kiedy powstała teoria ewolucji oraz prawa Mendla. Ten okres był także czasem narodzin eugeniki - pseudonauki (przynajmniej w tamtym wydaniu), która obecnie kojarzy się z nazistami i ich ideami czystości rasowej (dzięki Watsonowi dowiedziałem się, że naziści wzorowali się na prawie amerykańskim). Kolejne rozdziały prowadzą przez historię odkrycia struktury DNA, początek badań genetycznych, powstanie biotechnologii (czyli wkroczenie świata biznesu do nauki), badania nad chorobami genetycznymi czy powstanie genetycznie zmodyfikowanej żywności. Nie będę się teraz skupiał szczegółowo na tych kwestiach - poszczególne rozdziały były dla mnie naprawdę inspirujące i myślę, że dzięki temu powstanie kilka osobnych wpisów na blogu. Nie jest to typowa książka naukowa, skupiająca się głównie na faktach. Jest to przede wszystkim opowieść o zwykłych ludziach. O badaczach, którzy dążą do poznania największej tajemnic ze wszystkich - tytułowej Tajemnicy Życia - o ich sukcesach i porażkach. Jest to także poruszająca historia ludzi, których życie zostało naznaczone piętnem choroby genetycznej, a współczesna medycyna nie jest im jeszcze w stanie pomóc (choć nierzadko jest już o krok od sukcesu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co mi się w książce najbardziej spodobało, to bardzo racjonalne podejście Watsona do wielu kwestii związanych z genetyką, co wynika niewątpliwie z obeznania w temacie. Autor porusza nie tylko kwestie "techniczne", ale także wiele aspektów etycznych i moralnych. Rzeczowa argumentacja sprawiła, że na wiele rzeczy spojrzałem pod zupełnie innym kątem niż do tej pory. Właściwie to dopiero czytając "Tajemnicę Życia" w pełni uświadomiłem sobie, jak często niechęć ludzi do wielu nowych odkryć wynika po prostu z niewiedzy! Sam byłem negatywnie nastawiony do żywności modyfikowanej genetycznie. Mój sceptycyzm został jednak rozwiany dzięki wyjaśnieniom szczegółów tego, jak żywność jest modyfikowana, co dokładnie się z nią robi i jak można dzięki niej chronić środowisko naturalne. Teraz chyba nie miałbym już większych obaw żeby jeść coś zmodyfikowanego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na sam koniec tej krótkiej recenzji kilka słów odnośnie polskiego wydania. Po raz kolejny mamy do czynienia ze wspólną pracą CiS i W.A.B. Książka ma około 420 stron oraz mnóstwo zdjęć i ilustracji. Wydana jest na papierze kredowym, co niestety wiąże się z bardzo wysoką ceną. 80 złotych z pewnością odstraszy większość osób. Wielka szkoda, bo to pozycja z którą naprawdę warto się zapoznać, biorąc pod uwagę to jak kwestie genetyki zmieniają nasze codzienne życie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-5442569545645931550?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/5442569545645931550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/najwiksza-tajemnica.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5442569545645931550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5442569545645931550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/najwiksza-tajemnica.html' title='Największa Tajemnica'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGZ1djjqmzI/AAAAAAAAAGY/5q3qt-VjDBs/s72-c/url.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-6771140247500077715</id><published>2008-08-11T00:01:00.002+02:00</published><updated>2008-08-11T00:01:02.450+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='genetyka'/><title type='text'>Fight the system?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyobraź sobie następującą sytuację. Masz wygłosić przemówienie. Przygotowujesz więc sobie zawczasu jego tekst. Okazuje się jednak, że niektóre metafory i związki frazeologiczne oraz idea zadawania pytań retorycznych, których chciałeś użyć, aby twoje przemówienie było bardziej barwne, zostały przez kogoś opatentowane. Oznacza to, że albo musisz z nich zrezygnować albo zapłacić właścicielowi patentu za ich wykorzystanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Absurd? Niestety nie do końca. Kilka lat temu bardzo zbulwersowała mnie (i nadal bulwersuje) kwestia tzw. patentów na oprogramowanie. Sam jestem informatykiem, problem był mi więc od początku bliski. Postaram się w miarę przystępnie wyjaśnić o co chodzi. Każdy program chroniony jest prawem autorskim, które pozwala m.in. na wyciąganie konsekwencji w stosunku do osób nielegalnie go kopiujących. Niektórym korporacjom to jednak nie wystarczyło. Zaczęto patentować pewne idee programistyczne. Co to oznacza? Może się okazać, że jeśli jakiś programista stworzy program samemu całkowicie od podstaw, to taki program i tak nie będzie w świetle prawa "legalny", ponieważ może okazać się, że naruszony został czyjś patent. Mówiąc krótko ograniczona zostaje swoboda tworzenia oprogramowania. Patentem, który wzbudził bardzo duże oburzenie jest, przyznany Microsoftowi w 2004 roku, &lt;a href="http://www.newscientist.com/article.ns?id=dn5072"&gt;patent na podwójne kliknięcie myszką&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio wyczytałem o czymś, co jeszcze bardziej mnie wzburzyło - patenty na DNA! Tak, dobrze przeczytałeś/aś. Geny, które nosisz w sobie, są patentowane przez liczne korporacje. Tutaj absurd i niebezpieczeństwo sięgają jeszcze dalej. Wyjaśnię sprawę bardziej szczegółowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;DNA składa się z ciągów nukleotydów. Gen (w znaczeniu, którego będę teraz używał) to sekwencja nukleotydów kodująca jakieś białko. Jednak większość naszego DNA nie służy niczemu - białka kodowane są przez zaledwie 2% naszego genomu. Gdy rozpoczęto badania ludzkiego genomu, firmy, które odkrywały że jakiś fragment genomu może być genem a nie zwykłym śmieciem, patentowały go. Sytuacja jest o tyle niezrozumiała, że samo znalezienie potencjalnego genu jeszcze nic nie oznacza. Nie wiadomo bowiem jakie białko koduje, a już tym bardziej jaką funkcję to białko pełni w organizmie. Takie odkrycia mogą dopiero zostać dokonane. Żeby jednak móc badać taki opatentowany gen, trzeba płacić właścicielowi patentu. Oznacza to, że firma, która odkryje białko kodowane przez gen (i potencjalnie wykorzysta tą wiedzę do stworzenia jakiegoś leku), musi płacić firmie, która jako pierwsza odczytała sekwencję genu, nawet jeśli firma ta palca nie przyłożyła do późniejszych odkryć! Co więcej, zdarza się, że jakaś firma jest właścicielem patentu na gen oraz produkuje lekarstwo bądź testy diagnostyczne o niego oparte. Wtedy ma całkowity monopol na gen i może skutecznie blokować działania konkurencji. Tak na przykład postępuje firma Myriad, która posiada liczne patenty na geny BRCA1 i BRCA2, odpowiedzialne za raka piersi. Źródłem dochodów dla korporacji są testy na obecność tych genów. Cena jednego testu to 2700 dolarów! Myriad jednocześnie ogranicza uniwersyteckie badania, które mogłyby doprowadzić do opracowania tańszych testów. Co więcej, osoby które zgłoszą się jako ochotnicy do badań akademickich nie mogą nawet zostać poinformowani o wynikach sekwencjonowanie, ponieważ byłoby to zastosowanie diagnostyczno-kliniczne, naruszające patenty Myriad!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patentowane są nie tylko geny, ale nawet zmodyfikowane genetycznie organizmy. Przykładem może być "harvardzka mysz". Otóż naukowcy z Harvardu za pomocą powszechnie znanych technik zmodyfikowali genetycznie myszy tak, że stały się one szczególnie podatne na raka piersi. Badania nad nimi mogłyby przyczynić się do wyjaśnienia mechanizmów powstania tej choroby u ludzi. Naukowcy opatentowali więc wszystkie podatne na nowotwory zwierzęta transgeniczne (czyli opatentowali całą ideę, a nie konkretny organizm)! W praktyce patent nie należy do Harvardu, tylko do firmy DuPont, która finansowała badania. Wszelkie badania w tym zakresie zostały natychmiast zahamowane wygórowanymi opłatami patentowymi DuPonta. Firma żądała nawet, aby ośrodki akademickie ujawniły wyniki wszystkich eksperymentów przeprowadzanych z wykorzystaniem opatentowanej myszy! Instytuty badawcze odmówiły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że niektórym ludziom, niewidzącym nic poza liczbą zer na swoim koncie, w dupach się poprzewracało. Wolę nie pisać, co zrobiłbym z tymi, którzy dla własnych zysków kładą na szalę życie innych ludzi. Pozostaje liczyć na władze Unii Europejskiej, że będą te kwestie prostować.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-6771140247500077715?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/6771140247500077715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/fight-system.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6771140247500077715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6771140247500077715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/fight-system.html' title='Fight the system?'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-2976797939869708915</id><published>2008-08-07T00:01:00.001+02:00</published><updated>2008-08-07T00:01:17.810+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Frustracje mola książkowego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś będzie trochę przemyśleń. Mam nadzieję, że nie będą nudne. Chodzi o książki i pewną frustrację, którą w związku z nimi odczuwam. Nie martwi mnie bynajmniej to, że czytam je znacznie wolniej niż bym tego sobie życzył (w chwili obecnej na mojej półce czeka na przeczytanie aż czternaście książek). Chodzi o sprawy nakładów i dostępności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo chciałbym przeczytać "Społeczeństwa owadów" Edwarda O. Wilsona. Niestety jest pewien problem. Książka była wydana w Polsce w 1979, czyli prawie 30 lat temu. Dodając do tego niski nakład (prawdopodobnie około 20 tysięcy egzemplarzy) otrzymujemy pozycję praktycznie dzisiaj niedostępną. Znalezienie jej w antykwariacie czy na Allegro graniczy z cudem. Są wprawdzie biblioteki, ale tam mogę książkę przejrzeć jedynie na miejscu, a w najlepszym wypadku wypożyczyć na dzień. Podobna sytuacja dotyczy kilku innych interesujących mnie tytułów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze, jestem w stanie zrozumieć niedostępność książki sprzed 30 lat. Szlag mnie jednak trafia, jeżeli tak samo niedostępna okazuje się pozycja wydana kilka lat temu! O znalezieniu, przykładowo, "Socjobiologii" Wilsona wydanej w 2003 roku również można zapomnieć. Co więcej, ostatnio zmuszony byłem obejść większość księgarni w centrum miasta, żeby dostać wydaną w 2007 "Rzekę genów" (nie było ani w Matrasach ani w Empikach). To już było naprawdę irytujące. Rozumiem, że w interesie zarówno wydawcy jak i księgarzy leży, aby cały nakład rozszedł się jak najszybciej. Wiąże się to oczywiście z szybkim zwrotem poniesionych kosztów (i oczywiście zyskiem) jak również nieponoszeniem dodatkowych kosztów magazynowania (czyli kosztów tego, że książka zalega na półce czy w magazynie). Z drugiej jednak strony sytuacja w której książka znika z półek błyskawicznie i jest niedostępna nawet w obiegu wtórnym świadczy o tym, że nakład mógł być jednak nieco zbyt niski. Zaryzykuję więc twierdzenie, że przydałyby się dodruki tak co 8-10 lat. Osobiście stosuję taktykę, że jeśli jakaś niedostępna książka mnie interesuje, to piszę do wydawnictwa, które ją wydało, informując że byłbym chętny na dodruk. Wprawdzie mój pojedynczy głos nie jest pewnie zbyt wiele wart, jednak - jak uczy obserwacja mrówek - w ilości siła. Trochę więcej takich głosów i może uda się zachęcić wydawnictwo do reedycji. Czasami niestety wydawnictwa odpisują, że dodruków na pewno nie będzie, co wynika zapewne z kwestii praw autorskich, które trzeba by ponownie wykupić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała nadzieja w Allegro i antykwariatach. Niestety, niektóre z tych ostatnich bardzo się wycwaniły i praktycznie każdą książkę, której nakład w księgarniach się wyczerpał, sprzedają w cenie przewyższającej cenę okładkową. Dotyczy to w szczególności unikatów, takich jak "Ślepy zegarmistrz" Dawkinsa, którego cena waha się od 100 do 130 złotych. Pozostaje więc jedynie zgrzytanie zębami, bo większości zainteresowanych na taki luksus po prostu nie stać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyne wyjście, jakie znalazłem z całej tej sytuacji to kupowanie na zapas. Niestety, w moim przypadku, na każdą przeczytaną książkę przypadają średnio dwie nowe. Efektem jest stale rosnąca liczba książek zalegających na mojej półce i czekających na swoją kolej. Przypomina mi to Prawo Murphy'ego dotyczące informatyki, które mówi, że usunięcie jednego błędu w programie powoduje powstanie dwóch kolejnych.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-2976797939869708915?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/2976797939869708915/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/frustracje-mola-ksikowego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2976797939869708915'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/2976797939869708915'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/frustracje-mola-ksikowego.html' title='Frustracje mola książkowego'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-5800430269856349426</id><published>2008-08-03T00:01:00.003+02:00</published><updated>2008-12-09T08:54:19.484+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>A z Edenu wypływała rzeka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGFDbuPYTmI/AAAAAAAAAFk/Ij96_HOQJo0/s1600-h/137602.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGFDbuPYTmI/AAAAAAAAAFk/Ij96_HOQJo0/s200/137602.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5215523987019812450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pochłonąłem - bo określenie 'przeczytałem' tutaj zdecydowanie nie pasuje - kolejną książkę Dawkinsa. Tym razem była to "Rzeka genów". W przeciwieństwie do czytanej wcześniej "Wspinaczki na Szczyt Nieprawdopodobieństwa", która momentami mnie rozczarowywała, "Rzeka genów" okazała się być niesamowicie wciągającą lekturą.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Książka powstała w 1995 jako część serii Science Masters. Jest, jak do tej pory, najkrótszą pozycją Dawkinsa, co zapewne wynika bezpośrednio z ograniczeń owej serii. Bałem się, że wymuszona zwięzłość skończy się podobnie jak w przypadku "Początku Wszechświata" Barrowa, czyli niejasnościami i ogólnikami. Na szczęście byłem w błędzie. Całość to zaledwie pięć rozdziałów. Każdy omawia osobne zagadnienie, przy czym wspólnym wątkiem spajającym wywód w jedną całość jest DNA. Pierwszy rozdział wyjaśnia czym jest DNA i jak jest przekazywany przez pokolenia w procesie dziedziczenia i doboru naturalnego. Dawkins używa tutaj metafory "rzeki genów", która płynie przez kolejne pokolenia i której każda odnoga to osobny gatunek. Rozdział drugi koncentruje się na kwestii mitochondriów i wspólnych przodkach, w szczególności na "mitochondrialnej Ewie", czyli wspólnym przodku wszystkich ludzi. Rozdział trzeci to odpowiedź standardowy zarzut kreacjonistów. Dawkins po raz kolejny wyjaśniania, że ewolucja działa krok po kroku. Temat ten był już wałkowany wielokrotnie. Tutaj jednak udało się go omówić w bardzo wciągający sposób, a to za sprawą ciekawych przykładów przytaczanych przez Dawkinsa (m.in. "taniec pszczół"). Rozdział czwarty odpowiada na pytanie "do czego dąży ewolucja?", a piąty to ogólne rozważania kolejnych etapów jakie ewolucja osiąga, czy to na Ziemi, czy hipotetycznie na innej planecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie największym plusem całej książki było dobieranie przez Dawkinsa ciekawych przykładów do ilustracji różnych mechanizmów ewolucyjnych. Z wielką chęcią powróciłem do wywodów skupionych na DNA, takich jakie dominowały w "Samolubnym genie". Minusem są drobne nieścisłości, ale na szczęście są one prostowane przez przypisy redaktora naukowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polską wersję "Rzeki genów" zawdzięczamy wydawnictwu CiS. W roku 2007 pojawiło się drugie wydanie (pierwsze było w 1995). W odróżnieniu od innych pozycji tego wydawnictwa, książka ma miękką okładkę i jest niestety stosunkowo droga. 30 złotych za niewielką, 220-stronicową książkę, którą czyta się w dwa dni to niestety dosyć dużo, szczególnie jeśli porównać ją do innych pozycji z tego wydawnictwa, np. "Boga urojonego" (twarda oprawa, obwoluta, 520 stron i cena 50 złotych). No cóż, może nakład był mniejszy. Na polskiej Wikipedii znalazłem informację, że książka jest ilustrowana przez Lallę Ward (żona Dawkinsa). Nie wiem jak w pierwszym wydaniu, ale w drugim nie ma ani jednego rysunku. Na szczęście rysunki nie są potrzebne do zrozumienia tez Dawkinsa. Tak więc gorąco polecam, zanim nakład zniknie z księgarni.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-5800430269856349426?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/5800430269856349426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/z-edenu-wypywaa-rzeka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5800430269856349426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/5800430269856349426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/08/z-edenu-wypywaa-rzeka.html' title='A z Edenu wypływała rzeka'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGFDbuPYTmI/AAAAAAAAAFk/Ij96_HOQJo0/s72-c/137602.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-6631748794286361022</id><published>2008-07-30T00:01:00.002+02:00</published><updated>2008-12-09T08:54:19.913+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kosmos'/><title type='text'>Początek Wszechświata</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakiś czas temu postanowiłem sobie, że będę nadrabiał zaległości w dziedzinie astronomii i kosmologii. Uznałem, że będzie to świetna okazja do zapoznania się z nowymi autorami książek popularnonaukowych (i jednocześnie fizykami). Na pierwszy ogień poszedł Martin Rees, &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/witaj-w-domu.html"&gt;o którym pisałem jakiś czas temu&lt;/a&gt;. Kolejną moją lekturą była, znaleziona w antykwariacie, książka "Początek Wszechświata" Johna D. Barrowa. Chciałem poznać styl tego autora, ponieważ niedawno na rynku ukazała się "Księga nieskończoności" jego autorstwa i rozważałem jej zakup.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGE2XHYYi-I/AAAAAAAAAFc/C37nkFXV3Co/s1600-h/39139.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGE2XHYYi-I/AAAAAAAAAFc/C37nkFXV3Co/s200/39139.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5215509614217956322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Początek Wszechświata" został napisany w 1994 roku. Do polskich czytelników trafił w 1995 dzięki wydawnictwu CiS jako część serii Science Masters. Przyznam, że pewne obawy z mojej strony wzbudziło to, że książka została napisana kilkanaście lat temu. W przypadku dynamicznie rozwijającej się dziedziny, jaką jest astronomia, to spory okres czasu i miałem obawy, że będę czytał wiedzę już nieaktualną. Moje obawy częściowo się potwierdziły, np. w 1998 roku pomiary wykazały, że nasz Wszechświat nie tylko się rozszerza (co wiemy już od dłuzszego czasu), ale że to rozszerzanie przyspiesza (co było nieoczekiwane). Z oczywistych przyczyn to odkrycie nie mogło zostać uwzględnione w książce. Barrow omawia powstanie Wszechświata dosyć ogólnie (żeby nie powiedzieć ogólnikowo), bez zagłębiania się w szczegóły. Przyznam, że dla mnie książka była z tego powodu momentami niejasna. Prawdopodobnie, ze względu na niewielką objętość, autor po prostu zmuszony był rezygnować z bardziej przejrzystego omawiania niektórych zagadnień. Prezentowany jest krótki rys historyczny i przegląd różnych teorii. Duży plus dla autora za wyjaśnienie (choć bardzo skrótowe) na czym polegają teorie wielkiej unifikacji oraz teoria supersturn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym miał porównać styl pisania pomiędzy Barrowem a wspomnianym wcześniej Rees'em, to ten drugi zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu.  Nie polecam więc jakoś szczególnie tej książki. Lepiej sięgnąć po "Nasz kosmiczny dom", który omawia praktycznie te same zagadnienia w sposób bardziej przejrzysty, bardziej szczegółowy, aktualniejszy i przy użyciu o wiele lepszego stylu. No i o wiele łatwiej dostać go w księgarni, podczas gdy "Początek Wszechświata" jest do dostania tylko w antykwariatach.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-6631748794286361022?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/6631748794286361022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/pocztek-wszechwiata.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6631748794286361022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/6631748794286361022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/pocztek-wszechwiata.html' title='Początek Wszechświata'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SGE2XHYYi-I/AAAAAAAAAFc/C37nkFXV3Co/s72-c/39139.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-7325977714253754586</id><published>2008-07-26T00:01:00.001+02:00</published><updated>2008-07-26T00:01:00.599+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znani naukowcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Dobra krytyka nie jest zła</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pisałem już kilkukrotnie o Richardzie Dawkinsie i jego książkach. Jest on osobą bardzo znaną. Jednocześnie budzi sporo kontrowersji. Dziś postanowiłem przyjrzeć się niektórym zarzutom wysuwanym pod jego adresem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy zarzut to upraszczające podejście do zagadnień naukowych prezentowanych w książkach. No cóż, w moim odczuciu są dwie strony medalu. Jedna jest taka, że Dawkins pisze po prostu książki popularnonaukowe, których celem jest popularyzacja nauki. Z definicji oznacza to konieczność zastosowania pewnych uproszczeń, żeby najzwyczajniej w świecie czytelnika nie zanudzić lub nie namącić mu w głowie. Takie podejście stosują chyba wszyscy popularyzatorzy nauki - podają esencję, bez wnikania w zbędne szczegóły. Jest jednak druga strona medalu. Niektóre uproszczenia mogą zmieniać postać omawianego zagadnienia i wprowadzać czytelnika w błąd. &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/06/wspinaczka-na-szczyt.html"&gt;Pisałem już o takich uproszczeniach&lt;/a&gt; we "Wspinaczce na Szczyt Nieprawdopodobieństwa". Uważam, że pretensje z powodu stosowania tego typu uproszczeń są całkowicie uzasadnione. Ponadto Dawkins czasami posługuje się dosyć kiepskimi argumentami albo zakłada że "tak musiało się stać" bez dokładniejszego wyjaśnienia. To trochę przykre, że zamiast poświęcić stronę albo dwie na zgłębienie jakiegoś zagadnienia czy przytoczenie konkretnych argumentów, zbywa problem skrótami myślowymi. No cóż, jak widać jest niezłym naukowcem, ale do Darwina mu jeszcze sporo brakuje. Z drugiej strony, nie trafiłem jeszcze w żadnej z czytanych przeze mnie książek Dawkinsa (zaznaczam, że nie czytałem wszystkich) na takie uproszczenia, które w sposób diametralny zmieniałyby aspekt omawianego zagadnienia (chyba, że czegoś nie wychwyciłem - dopuszczam własną omylność). Swoją drogą, to Dawkins sam często krytykował innych naukowców za uprawianie - jak on to określa - "złej poezji nauki". Szkoda, że niektóre jego słowa można również podciągnąć pod tę etykietkę. No cóż, nikt nie napisał jeszcze książki idealnej. Na szczęście książki Dawkinsa - pomimo czasami zbytnich uproszczeń - zaliczają się do bardzo dobrych.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugi zarzut na jaki się natknąłem to taki, że Dawkins tak naprawdę nic nowego nie odkrył i zdobył sławę wielkiego naukowca bazując jedynie na osiągnięciach innych. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale tytułu doktora nie dostaje się za cudze osiągnięcia. Dawkins ma na koncie prace naukowe, chociaż faktycznie największą sławę przyniosły mu pozycje popularnonaukowe. Dzięki nim osiągnął coś, co nie udaje się zbyt wielu naukowcom - zainteresował zwykłych ludzi nauką. To z kolei może bezpośrednio przełożyć się na ilość odkryć dokonanych w przyszłości przez osoby, których fascynacja nauką wyniknęła właśnie z prac Dawkinsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec zostawiłem sobie najczęstszy i najpoważniejszy zarzut. Chodzi o agresywną postawę Dawkinsa w kwestii religii. Wiele osób zarzuca mu, że stawiając mur pomiędzy tymi dwiema dziedzinami i otwarcie krytykując religię, zniechęca wielu religijnych ludzi do interesowania się nauką. Po raz kolejny widzę dwie strony medalu. Z jednej strony uważam, że w sensie merytorycznym Dawkins ma całkowitą rację. Religia nie może być traktowana jako wyjaśnienie otaczającego nas świata. Nie do zaakceptowania jest również idea osobowego boga, który wysłuchuje modlitw, karze za grzechy itd. Dawkins, w rozmowie z PZ Myersem, stwierdził: "skoro księża i ewangeliści mówią ludziom, że nauka i religia nie mogą iść w parze, to połowa pracy została już za nas wykonana. Teraz wystarczy pokazać tym ludziom dowody naukowe, żeby porzucili oni religię." Piękna wizja - szkoda, że nierealna. Osoba, która tkwi w religii raczej nie porzuci jej z dnia na dzień, nawet jeśli pokaże się jej dowody całkowicie przeczące temu w co wierzy - w końcu wiara religijna polega na trwaniu w niej pomimo faktów jej przeczących. Dawkins krytykuje postępowanie osób, które mówią ludziom, że nauka i religia mogą iść w parze i nie trzeba porzucać religii, by dopuszczać wyjaśnienia naukowe. Merytorycznie ma rację. Niestety, w przypadku osób, które nie miały styczności z nauką, a jedynie z religią (takich jest sporo w USA) takie kompromisowe podejście jako jedyne może prowadzić do sukcesu. Nie można oczekiwać, że ktoś z dnia na dzień porzuci wiarę. W tej kwestii oczekiwałbym powolnej ewolucji i dziwi mnie, że taki wybitny ewolucjonista, wielokrotnie podkreślający stopniowe działanie doboru naturalnego, oczekuje nagłej rewolucji. Być może miną jeszcze stulecia, zanim największe obecnie religie świata podzielą los dawnych wierzeń greckich i przejdą do lamusa. W tej kwestii potrzeba po prostu czasu na zmiany, przy czym nie można biernie czekać, aż one nadejdą. Trzeba aktywnie działać, aby zmiany stały się realne i to Dawkins robi bardzo dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, wiele z zarzutów stawianych czy to Dawkinsowi czy też jego książkom jest po części trafna. Nie są to jednak zarzuty na tyle poważne, by uczynić książki złymi albo nudnymi, a ich autora zdyskredytować jako dobrego naukowca. W kwestii religii trzeba pochwalić Dawkinsa za konsekwentne uświadamianie ludziom, że nauka i religia w jej obecnej formie po prostu nie mogą zostać pogodzone.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-7325977714253754586?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/7325977714253754586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/dobra-krytyka-nie-jest-za.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7325977714253754586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/7325977714253754586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/dobra-krytyka-nie-jest-za.html' title='Dobra krytyka nie jest zła'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-3355013052023943635</id><published>2008-07-22T00:01:00.002+02:00</published><updated>2008-12-09T08:54:20.146+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><title type='text'>Raport z pola bitwy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zdarzyło mi się kilkukrotnie wspomnieć o czymś takim jak kreacjonizm i inteligentny projekt. Nie wyjaśniałem tych pojęć, zakładając, że każdy mniej więcej coś o nich wie. Teraz chciałbym nieco dokładniej przybliżyć o co w tym wszystkim chodzi. Jest to prawdziwy temat rzeka, zaprezentuję więc jedynie krótki szkic zagadnienia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Kreacjonizm to dosłowna wiara w to, co mówi Biblia. Kreacjoniści wierzą, że Ziemia ma 6 tysięcy lat. Wynika to z "obliczeń" dokonanych przez żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku James's Usher'a, arcybiskupa Armagh i prymasa Irlandii. Ogłosił on, że świat zaczął się dokładnie w południe 23 października 4004 roku p.n.e. Według sondażu Newsweeka z 2007 roku, przeprowadzonego na próbie 1004 dorosłych mieszkańców USA, 48% jest zdania, że Bóg stworzył człowieka w jego obecnej postaci w ciągu ostatnich 10 tysięcy lat (podaję za Światem Nauki, nr 192, sierpień 2007). Kreacjoniści całkowicie odrzucają ewolucję. Dążą do nauczania swojego poglądu w szkołach i na uczelniach jako równoprawnego z teorią ewolucji (albo nawet lepszego). Według ankiety z 2005 roku 30% nauczycieli zetknęło się z naciskami, by nie nauczać teorii ewolucji, a na 31% naciskano, by uwzględnić nienaukowe alternatywy dla ewolucjonizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kreacjoniści działają głównie w USA (choć nas ten problem też dotyka, o czym nieco później). Można wymienić długą listę procesów, w których kreacjoniści próbowali zmusić szkoły do nauczania ich poglądów. Na szczęście procesy te były przegrane dla kreacjonistów. &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Edwards_v._Aguillard"&gt;Najważniejszy z tych procesów&lt;/a&gt; odbył się pod koniec lat 80tych. Sąd Najwyższy uznał wtedy nauczanie kreacjonizmu za niezgodne z konstytucją, stwierdzając jednocześnie, że "możliwe jest nauczanie w szkołach alternatywnych naukowych teorii o pochodzeniu człowieka". To stało się furtką dla kreacjonistów. Stworzyli oni "teorię inteligentnego projektu" (w skrócie ID od Intelligent Design). Mówi ona, że życie powstało przy udziale inteligentnego projektanta, nadzorującego "ewolucję". Ujmuję słowo "ewolucja" w cudzysłów, ponieważ jego definicja mówi, że jest to proces niekierowany w sposób świadomy. ID jest kreacjonizmem w przebraniu, choć osoby go promujące z reguły unikają publicznych stwierdzeń na temat tożsamości projektanta. Nie mogą mówić, że jest nim Bóg, ponieważ teoria ID ma sprawiać wrażenie teorii w pełni naukowej, aby obejść wyroki sądowe i móc nauczać jej w szkołach. Teoria ID akceptuje (przynajmniej oficjalnie), że świat ma kilka miliardów lat oraz, że wszystkie organizmy pochodzą od wspólnego przodka. Z tego powodu "klasyczny" kreacjonizm bywa nazywany kreacjonizmem młodej Ziemi, a ID kreacjonizmem starej Ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak sprawy mają się obecnie? Ciężko powiedzieć prawdę mówiąc. Z jednej strony kolejne wyroki sądu mówią, że teoria ID to to samo co kreacjonizm i nie może być ona nauczana w szkołach. Z drugiej strony powstają projekty ustaw (niektóre przechodzą!), które mają umożliwić nauczanie nienaukowych alternatyw dla ewolucji. Zacytuję fragmenty newsa z Wirtualnej Polski pochodzącego z marca 2008:&lt;br /&gt;&lt;span id="adv_wl"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;strong&gt;Komisja ds. Edukacji Izby Reprezentantów w stanie Oklahoma zatwierdziła projekt ustawy, która ma promować wolność religijną w publicznych placówkach edukacyjnych. Wedle ustawy poglądy o Chrystusie Zbawicielu czy bogu, który wzywa do zabijania, mogą być swobodnie i bezkarnie promowane w szkołach i uniwersytetach. Projekt ma trafić wkrótce do stanowego Senatu. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ustawa zobowiązuje szkoły i uczelnie do zagwarantowania uczniom prawa do swobodnego wyrażania poglądów religijnych w klasie, podczas pisania prac domowych i w każdym innym przypadku.    Jeśli uczeń w odpowiedzi na pytanie na teście wyrazi teorię religijną sprzeczną z tym, co mówi nauka, powinien być oceniony pozytywnie. Przykładowo, jeśli na pytanie „Ile lat ma Ziemia?”, uczeń odpowie, że 6 tys. lat (a nie zgodnie z nauką – 4,65 mld), odpowiedź powinna być zaliczona.&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;Podobny przepis wprowadzono w stanie Teksas. Pracownicy szkół w tym stanie nie są zadowoleni. Obawiają się pozwów sądowych od studentów, którzy skarżą się, że narzuca im się poglądy i aktywność religijną, z którymi się nie zgadzają. Boją się też procesów od studentów, którzy stwierdzą, że nie daje im się odpowiedniej wolności do wyrażania publicznie swych przekonań.&lt;br /&gt;Uczelnie w stanie Oklahoma zaapelowały o wycofanie projektu ustawy.  &lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;Myślicie, że to jest śmieszne? Ja pewnie bym się śmiał, gdyby nie to, że dzieje się to naprawdę. Takich nonsensów jest niestety pełno. Co powiecie na kolorowankę dla dzieci, która mówi, że Jezus prawdopodobnie jeździł na dinozaurach:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SF9ujlg8HYI/AAAAAAAAAFM/z4KQ9-XanyA/s1600-h/2h6yet5.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SF9ujlg8HYI/AAAAAAAAAFM/z4KQ9-XanyA/s400/2h6yet5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5215008451163069826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A może "Creation Museum", czyli &lt;a href="http://www.demonbaby.com/blog/2008/06/exploring-creation-museum-americas-new.html"&gt;muzeum, które promuje pogląd, że ludzie i dinozaury żyli w tym samym czasie&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/aiV39cR2jgc&amp;amp;hl=en"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/aiV39cR2jgc&amp;amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ten pan to Ken Ham. Jest założycielem wspomnianego muzeum jak również jednym z założycieli "Answers In Genesis" ("Odpowiedzi w Księdze Rodzaju") - organizacji, która promuje poglądy kreacjonistyczne i jednocześnie walczy z ewolucją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo wyroków sądowych, kreacjonizm w szkołach amerykańskich ma się nieźle. &lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=7279391298706188148"&gt;Według jednej z ankiet&lt;/a&gt;, 25% amerykańskich nauczycieli nauki uczy kreacjonizmu/inteligentnego projektu, a połowa z tych 25% (czyli 12.5% całości) uczy, że są to teorie równoprawne z darwinizmem. Ostatnio głośna stała się &lt;a href="http://cafephilos.wordpress.com/2008/06/20/the-firing-of-john-freshwater/"&gt;sprawa nauczyciela John'a Freshwater'a&lt;/a&gt;, który poza nauczaniem kreacjonizmu, posunął się nawet do wypalenia znaku krzyża na ręce ucznia:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SF9yjB6oyzI/AAAAAAAAAFU/x-jFP2hrMNo/s1600-h/mtvernon.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SF9yjB6oyzI/AAAAAAAAAFU/x-jFP2hrMNo/s400/mtvernon.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5215012839653690162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Niestety ludzi takich jak Freshwater jest wielu. W Polsce też mieliśmy "piękny" popis głupoty w wykonaniu Orzechowskiego, wiceministra edukacji za czasów Romana Giertycha. W &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75248,3684136.html"&gt;wywiadzie dla gazety&lt;/a&gt; wyborczej stwierdził:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Powiedziałem, że teoria ewolucji to kłamstwo. Mam przekonanie, że to pomyłka, którą zalegalizowano jako obowiązującą prawdę. Dla mnie to opowieść o charakterze literackim, mogłaby np. stać się kanwą filmu science fiction.&lt;br /&gt;Sama teoria Darwina jeszcze za jego życia była modyfikowana, podawano kolejne fakty, które ją kwestionowały. To w zasadzie luźna koncepcja niewierzącego starszego pana, który tak właśnie widział świat.&lt;br /&gt;Może dlatego, że był wegetarianinem i zabrakło mu ognia wewnętrznego.&lt;br /&gt;To smutne, a tego uczy się w polskiej szkole.&lt;/blockquote&gt;To smutne, że ten kretyn był wiceministrem edukacji. Bardzo spodobały mi się słowa byłem Minister Edukacji Krystyny Łybackiej: "Przeciwko teorii ewolucji protestują tylko ci, którzy jej nie podlegali". Co ciekawe, przeciwko słowom ministra zaprotestowały nie tylko środowiska naukowe, ale także kościelne. Dziwnie brzmi obrona teorii ewolucji, ze strony osób które nie akceptują - z definicji - jej fundamentalnych założeń, takich jak brak jakiegokolwiek świadomego nadzoru zachodzących procesów czy niemożliwość zaistnienia złożonych form inteligencji (Bóg musiałby taką być) z niczego. Zaznaczyć jednak trzeba, że środowiska kościelne często oficjalnie odcinają się od kreacjonizmu rozumianego jako dosłowne rozumienie Księgi Rodzaju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wygląda to wszystko w wielkim skrócie. Mam nadzieję, że nieco przybliżyłem zagadnienie kreacjonizmu. Niestety, wielu ludzi naprawdę w to wierzy i robi wiele, by ich poglądy były nauczane w szkołach. W Polsce nie jest to jeszcze tak zintensyfikowane jak w Stanach, niemniej trzeba się mieć na baczności. Środowiska kreacjonistyczne potrafią się dobrze zorganizować i działać naprawdę bardzo skutecznie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7279391298706188148-3355013052023943635?l=rozplatajactecze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/feeds/3355013052023943635/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/raport-z-pola-bitwy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/3355013052023943635'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7279391298706188148/posts/default/3355013052023943635'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/07/raport-z-pola-bitwy.html' title='Raport z pola bitwy'/><author><name>killy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06896473142672097499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_zzriw4L6fdk/SGIpcbXAs_I/AAAAAAAAAFw/8N0YIjYvzbk/S220/806291969449a80229a81b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SF9ujlg8HYI/AAAAAAAAAFM/z4KQ9-XanyA/s72-c/2h6yet5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7279391298706188148.post-6722437992934790819</id><published>2008-07-18T00:01:00.008+02:00</published><updated>2008-12-09T08:54:23.894+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><title type='text'>Wędrówki tatrzańskie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jedną z moich pasji jest chodzenie po górach. Daje mi to możliwość odetchnięcia od zgiełku betonowej dżungli, w której na co dzień żyję, sprawdzenia swoich możliwości oraz bezpośredniego obcowania z dziką przyrodą. Ostatnio spędziłem kilka dni chodząc po Tatrach Wysokich oraz Zachodnich. Nie ukrywam, że tatrzańska przyroda wywiera na mnie bardzo duże wrażenie, dlatego też chciałbym podzielić się częścią materiału fotograficznego z wyjazdu. Przypominam tylko, że nie jestem ekspertem, i choć wszystkie poniższe gatunki starałem się zidentyfikować poprawnie, to mogłem się pomylić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHyip4lvrrI/AAAAAAAAAGo/3Z3oYNcIhYI/s1600-h/dscn9554.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHyip4lvrrI/AAAAAAAAAGo/3Z3oYNcIhYI/s400/dscn9554.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223228508291968690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzsmakBTAI/AAAAAAAAAIA/xZ2Z5IMlqVc/s1600-h/dscn9650.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzsmakBTAI/AAAAAAAAAIA/xZ2Z5IMlqVc/s400/dscn9650.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223309812552518658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kuklik górski (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Geum montanum&lt;/span&gt;) na podejściu pod Szpiglasową Przełęcz od strony Doliny Pięciu Stawów Polskich i na zejściu z Rysów. Płatki kwiatu są żółte. Te fioletowe włoski to owocostan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHyiqWSRfYI/AAAAAAAAAGw/2kCvAyeUKJg/s1600-h/dscn9559.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHyiqWSRfYI/AAAAAAAAAGw/2kCvAyeUKJg/s400/dscn9559.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223228516263361922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zdjęcie tego nie oddaje, ale ta mrówka ma około 2cm długości. Prawdziwy gigant. Nie mam pojęcia jaki to gatunek. Zdjęcie zrobione pod szczytem Szpiglasowego Wierchu na wysokości ok. 2150m n.p.m.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHyiqouNngI/AAAAAAAAAG4/KaQU8-MABtc/s1600-h/dscn9578.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHyiqouNngI/AAAAAAAAAG4/KaQU8-MABtc/s400/dscn9578.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223228521212386818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzyUvt7a-I/AAAAAAAAAI4/NvBASQVGhWU/s1600-h/dscn9775.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzyUvt7a-I/AAAAAAAAAI4/NvBASQVGhWU/s400/dscn9775.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223316106063342562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A to Biegacz złocisty, chrząszcz z rodziny biegaczowatych. W trakcie całego wyjazdu spotkałem ich około 5.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHyirHn0MxI/AAAAAAAAAHA/A-GGRovSgHY/s1600-h/dscn9580.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHyirHn0MxI/AAAAAAAAAHA/A-GGRovSgHY/s400/dscn9580.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223228529507054354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHyirpurVxI/AAAAAAAAAHI/A2cb4F2IXAA/s1600-h/dscn9581.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHyirpurVxI/AAAAAAAAAHI/A2cb4F2IXAA/s400/dscn9581.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223228538662639378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ta roślina bardzo mnie zainteresowała, kiedy ją zobaczyłem. To goryczka kropkowana (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gentiana punctata&lt;/span&gt;). Jej kwiaty mają kształt kielichów, nakrapianych od środka brązowymi plamkami. W każdym takim kielichu były muchy (widać na zdjęciach), chociaż zapylenie jest ponoć dokonywane przez trzmiele. Podobno jest to roślina pospolita w Tatrach, ale ja natknąłem się tylko raz na kilka osobników rosnących blisko siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzouuKuURI/AAAAAAAAAHQ/DUTz3wnzopk/s1600-h/dscn9596.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzouuKuURI/AAAAAAAAAHQ/DUTz3wnzopk/s400/dscn9596.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223305557207568658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Hm... oset?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzpQdDZyYI/AAAAAAAAAHY/wEZYCdpXtHo/s1600-h/dscn9601.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzpQdDZyYI/AAAAAAAAAHY/wEZYCdpXtHo/s400/dscn9601.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223306136729012610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A to porosty. Tak, takie zwykłe naskalne porosty. Właściwie nie robiły na mnie żadnego szczególnego wrażenia, do momentu, kiedy nie uświadomiłem sobie, że porastają one większość skał tatrzańskich piargów. Dzięki nim kamieniste rumowiska zmieniają kolor na bladozielony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzq2bJTgtI/AAAAAAAAAHg/iDMDM93cuRY/s1600-h/dscn9614.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzq2bJTgtI/AAAAAAAAAHg/iDMDM93cuRY/s400/dscn9614.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223307888563552978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Naparstnica zwyczajna. Dochodzi do 1,5m wysokości. Tą roślinę można spotkać nie tylko w górach, ale i na nizinach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzsk1AA0EI/AAAAAAAAAHo/ztrJ6XXLOhk/s1600-h/dscn9644.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzsk1AA0EI/AAAAAAAAAHo/ztrJ6XXLOhk/s400/dscn9644.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223309785289510978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzsmKQzz6I/AAAAAAAAAH4/d0JghEoyq2Y/s1600-h/dscn9649.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzsmKQzz6I/AAAAAAAAAH4/d0JghEoyq2Y/s400/dscn9649.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223309808176975778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzsm5PuzXI/AAAAAAAAAII/pc7HC1ESuU8/s1600-h/dscn9651.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzsm5PuzXI/AAAAAAAAAII/pc7HC1ESuU8/s400/dscn9651.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223309820788919666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;To jest Omieg kozłowiec. Rośnie go w Tatrach mnóstwo. Te zdjęcia zrobione zostały w trakcie schodzenia z Rysów. Łatwo pomylić go z Omiegiem górskim, czego mam nadzieję nie zrobiłem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zzriw4L6fdk/SHzukc6_9WI/AAAAAAAAAIQ/IYzG84DK3Pk/s1600-h/dscn9666.jpg"&gt;&lt;img style="margin:
