29 czerwca 2008

Natura umysłów

Nigdy nie lubiłem filozofii. Zawsze kojarzyła mi się z niezrozumiałym bełkotem nie mającym solidnego oparcia w rzeczywistości. Miałem więc pewne opory podchodząc do lektury "Natury umysłów" Daniela C. Dennett'a. Przeważyły jednak pozytywne opinie o autorze, jako o osobie, która podchodzi do filozofii w sposób naukowy. Postanowiłem spróbować

Już na samym początku autor stwierdza, że filozofia lepiej sobie radzi ze stawianiem pytań niż odpowiedzi. Plus za szczerość. Pierwszy rozdział mnie zachwycił. Z kolejnymi było już różnie. O czym w ogóle autor pisze? Otóż książka koncentruje się - co nietrudno wydedukować z tytułu - na umysłach. Autor mówi jasno, że jego celem ma być postawienie dobrych pytań. Dennett wskazuje, którymi ścieżkami należy podążać, a którymi nie, w poszukiwaniu definicji umysłu. Czy meduza ma umysł? Albo jaszczurka? Albo pies? Czy gdzieś w ogóle przebiega linia podziału? I czy to są dobre pytania? To właśnie stanowi oś rozważań autora. Muszę przyznać, że choć momentami elementy formalne filozofii mnie nieco nudziły, to podążanie wzdłuż ścieżki ewolucji, od prostych struktur do coraz bardziej złożonych układów nerwowych, było ciekawe.

Wiele koncepcji naukowych budzi często odruchowy opór. Bardzo dobrym przykładem może być teoria ciążenia, zgodnie z którą kowadło i piórko puszczone w tej chwili z tej samej wysokości spadną jednocześnie na ziemię. Odruchowo nasz umysł się temu sprzeciwia, a to dlatego że zapominamy o istnieniu ośrodka, który stawia inny opór każdemu z tych ciał. Tak samo niektóre tezy stawiane przez Dennetta wzbudziły we mnie odruchowy opór. Bo jak tu pogodzić się z twierdzeniem, że nasz umysł nie jest ściśle związany z mózgiem, ale z całym ciałem? W sumie to ciężko mi się jednoznacznie ustosunkować do niektórych twierdzeń zawartych w książce. Nie interesuję się filozofią ani psychologią, musiałbym więc najpierw zdobyć jakieś solidne podstawy z tych dziedzin. Na szczęście Dennett przez dużą część czasu obraca się w kręgu biologii ewolucyjnej, w której mam rozeznanie. Na tej płaszczyźnie jego wywody wydają się być trafne, oczywiście po przezwyciężeniu odruchowego oporu umysłu. Podejrzewam więc, że w przyszłości jeszcze sięgnę po kolejną książkę tego autora.

26 czerwca 2008

Król jest nagi

Jest taka baśń Andersena zatytułowana "Nowe szaty króla". Tytułowy król zatrudnia dwóch oszustów, podających się za krawców, którzy obiecują mu sporządzenie najwspanialszych szat. Mówią mu, że szaty będą niewidzialne dla osób głupich bądź niegodnych osoby królewskiej. W rzeczywistości szaty nie istnieją. Król oczywiście nie widzi szat, jednak nie przyznaje się do tego w obawie przed uznaniem za głupca. Doradcy królewscy również nie widzą szat, jednak bardzo je chwalą, bojąc się, że zostaną uznani za głupich lub niegodnych. Król zostaje ubrany przez mima i wyrusza na przemarsz ulicami miasta, gdzie podziwiają go tłumy. W pewnym momencie dziecko z tłumu krzyczy "przecież on jest nagi". W tym momencie obywatele uświadamiają sobie, że dziecko mówi prawdę i wybuchają śmiechem. Król jednak niewzruszony kontynuuje przemarsz.

W dzisiejszych czasach sytuacja osób broniących istnienia Boga, używających przy tym wyrafinowanych argumentów filozoficznych, etycznych itp, wygląda identycznie jak sytuacja dworzan chwalących nieistniejące szaty. Richard Dawkins w książce "Bóg urojony" nie boi się powiedzieć wprost, że król jest nagi - Bóg nie istnieje. Poddaje religię druzgocącej krytyce merytorycznej. Prawdę mówiąc obnażenie irracjonalności, nielogiczności i fałszywości religii nie jest zadaniem trudnym - coś jak kopanie leżącego. Zastanawiacie się po co właściwie czytać te kilkaset stron krytyki? Też się nad tym zastanawiałem zanim przeczytałem książkę. Muszę przyznać, że do lektury podszedłem bardzo sceptycznie. Nie wierzę w istnienie żadnej nadnaturalnej istoty i nie odczuwałem żadnej potrzeby dodatkowego utwierdzania się w tym przekonaniu. Sądziłem też, że Dawkins będzie po prostu szydził z religii. Byłem w błędzie. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, książka okazała się być naprawdę wciągająca i merytoryczna, jak na naukowca przystało (choć i retoryka się wkradła, o czym za chwilę). Należy zdecydowanie pochwalić Dawkinsa za bardzo trafne wytknięcie religii wielu rzeczy (jak chociażby niezasłużonego szacunku, którego religia się nieustannie domaga, połączonego z uchylaniem się od wszelkiej krytyki).

O "Bogu urojonym" można powiedzieć naprawdę wiele dobrego. Wiele już zresztą powiedziano. Można także co nieco wytknąć, co mam zamiar zrobić, ponieważ nie we wszystkim się z autorem zgadzam. Już we wstępie Dawkins pisze, że "cel książki zostanie osiągnięty, jeśli każdy religijny czytelnik, przeczytawszy ją pilnie od deski do deski, stanie się ateistą". Takie stwierdzenie u mnie wywołuje uśmiech. Nie wydaje mi się aby silnie wierząca osoba została ateistą po przeczytaniu jednej książki, tak samo jak przeczytanie Biblii nie powoduje automatycznego nawrócenia na chrześcijaństwo. O ile ton Dawkinsa przez zdecydowaną większość książki jest rzeczowy i konkretny, o tyle w kilku miejscach staje się bardzo ostry. Przykładowo, Bóg starotestamentowy zostaje określony mianem "okrutnego potwora". Z formalnego punktu widzenia takie określenie jest uzasadnione, tzn. na podstawie tekstu Biblii można nazwać Boga "okrutnym potworem". Osoby wierzące raczej nie będą zastanawiały się nad tym czy takie nazywanie Boga jest uzasadnione czy nie, bo po prostu podejdą do sprawy emocjonalnie. Urażanie kogokolwiek raczej nie jest dobrym sposobem przekonywania do swoich racji. Dawkins, w niektórych rozdziałach książki, zbyt bardzo opiera się na retoryce oraz zapędza się za daleko ze swoimi koncepcjami. Nie wydaje mi się, aby indoktrynację religijną dzieci można z definicji określać mianem "molestowania", choć niektóre formy indoktrynacji z pewnością się pod to określenie kwalifikują.

O tej książce zostało już tyle powiedziane, że nadmierne rozpisywanie się nie ma raczej sensu. Nie wniosę już chyba nic jakościowo nowego w tym temacie. Mogę jedynie bardzo pochwalić wydawnictwo CiS za bardzo dobre wydanie oraz polecić "Boga urojonego" wszystkim tym, których temat religii w jakikolwiek sposób interesuje, bez względu na to po której stronie się opowiadają. Zachęcam również do przeczytania ciekawej recenzji na Racjonaliście

23 czerwca 2008

Etologia owadów społecznych

Pisałem kiedyś na blogu o "teorii spokrewnienia 3/4". Jest to element większej teorii W.D. Hamiltona dotyczącej tzw. "doboru krewniaczego". Ujmując w skrócie, teoria ta mówi, że zachowania altruistyczne wobec blisko spokrewnionych osobników są faworyzowane przez dobór naturalny. Wynika to z tego, że osobniki spokrewnione mają częściowo te same geny. Tym samym, osobnik pomagający swoim krewnym zwiększa szansę na przetrwanie własnych genów, fizycznie znajdujących się w ciałach jego bliskich (rodzeństwo, rodzice). Ta teoria miała też tłumaczyć wyewoluowanie owadów społecznych.

Czytałem ostanio ciekawy artykuł pt. "Etologia owadów społecznych: Fakty i kontrowersje". Koncentruje się on na zachowaniach obserwowanych wśród mrówek i stanowi krótki przegląd całej dziedziny. Porusza również kwestię teorii Hamiltona, która - jak się okazuje - nie zawsze sprawdza się w praktyce. Wynika to z tego, że samica może kopulować z wieloma samcami, a więc nie wszystkie robotnice mają tego samego ojca. Ponadto zdarzają się kolonie w których jest więcej niż jedna królowa (rekordowa kolonia liczyła ich ponad milion!), co sprawia, że pokrewieństwo pomiędzy dwoma przypadkowo wybranymi robotnicami maleje jeszcze bardziej. Przystępne omówienie tego zagadnienia, jak i innych aspektów etologii związanych z doborem krewniaczym, można znaleźć w rozdziale 10 "Samolubnego genu" Dawkinsa (wydanie jubileuszowe z 2007 roku zawiera bardzo rozbudowane i cenne przypisy). Bardziej szczegółowe informacje można znaleźć - z tego co słyszałem, ponieważ nie miałem okazji osobiście czytać - w "Społeczeństwach owadów" E.O. Wilsona (wydane w Polsce w 1979)

Pamiętacie jak pisałem, że mrówki stosują hodowlę? Niektóre gatunki zajmują się także rolnictwem. Amerykańskie mrówki z gatunku Atta colombica uprawiają pewien gatunek grzyba, który służy im za pokarm. Przygotowują w tym celu specjalny kompost z liści (potrafią w tym celu ogołocić z liści całe drzewo cytrusowe w ciągu zaledwie 24 godzin!) i własnych odchodów, czyszczą i przycinają strzępki grzybni oraz chronią grzyba przed pasożytami. Co więcej, mrówki potrafią zarejestrować reakcję grzyba na liście którymi jest "karmiony". Jeżeli któraś z roślin okazuje się dla grzyba toksyczna, mrówki nie będą jej więcej zbierać. Poniżej kilka zdjęć Atta colombica w trakcie zbierania liści.