Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znani naukowcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znani naukowcy. Pokaż wszystkie posty

5 września 2016

Światełko w ciemności

Zgodnie z zapowiedziami sprzed kilku tygodni udało mi się skończyć drugą część autobiografii Richarda Dawkinsa zatytułowaną "Brief Candle in the Dark: My Life in Science". Było mi spieszno do skończenia książki, bo czekała mnie przeprowadzka za granicę i niespecjalnie miałem ochotę zabierać książkę ze sobą żeby dokończyć kilkadziesiąt stron. Szczęśliwie udało się doczytać ją do końca przed opuszczeniem kraju.
 
Pierwszy tom wspomnień zorganizowany był chronologicznie i urywał się na wydaniu "Samolubnego Genu" (rok 1976). Spodziewałem się że tom drugi będzie kontynuował od tego momentu, jednak spotkała mnie niespodzianka. "Brief Candle in the Dark" nie jest uporządkowana chronologicznie, lecz tematycznie. Każdy rozdział poświęcony jest innemu aspektowi życia Dawkinsa: życiu akademickiemu (dla kogoś pracującego w polskim świecie akademickim jest to jak opowieść z innej planety), kręceniu filmów dla telewizji, relacjom z wydawcami, debatom publicznym czy wykładom świątecznym. W pierwszej chwili odruchowo nie spodobała mi się taka zmiana formuły książki, no bo jak to może być żeby napisać pierwszą część wspomnień według jednego klucza, a drugą według innego. Mój opór zniknął jednak już w trakcie lektury pierwszych kilkunastu stron. Każdy rozdział wypełniony jest mnóstwem fascynujących anegdot, z których bardzo wiele poświęconych jest innym znanym naukowcom, i tak naprawdę brak chronologii pomiędzy poszczególnymi rozdziałami nie ma tutaj żadnego znaczenia. Po przeczytaniu całości śmiało mogę powiedzieć że decyzja o zorganizowaniu książki według klucza tematycznego była strzałem w dziesiątkę.

Jest tylko jeden fragment książki który czytało mi się średnio. Jakieś 1/3 książki poświęcona jest podsumowaniu wszystkich książek napisanych przez Dawkinsa. Nie jest to oczywiście tylko i wyłącznie ich suche streszczenie. Autor poświęcił sporo miejsca samemu procesowi powstawania książek (mnóstwo ciekawych anegdot!). Niemniej jednak znowu prezentowane są oklepane pomysły, w szczególności nieszczęsne biomorfy o których Dawkins pisał już chyba w czterech czy pięciu innych książkach.

Drugi tom autobiografii Dawkinsa został wydany dokładnie rok temu, początkowo jako wydanie w twardej oprawie z obwolutą liczące ok. 460 stron. Dla osób z mniej zasobnym portfelem ukazała się też wersja w miękkiej oprawie. Polscy czytelnicy powinni już niebawem dostać do rąk polskie wydanie książki przygotowane przez wydawnictwo CiS. Książkę zdecydowanie polecam fanom Dawkinsa. Jak już wspomniałem, momentami przynudzał mnie przegląd wszystkich książek napisanych przez Dawkinsa, ale całą resztę przeczytałem z zapartym tchem. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że drugi tom autobiografii spodobał mi się bardziej od pierwszego.

30 lipca 2016

Listy miłosne do Richarda Dawkinsa

Richard Dawkins czyta "listy miłosne" przesłane mu przez wszelkiego rodzaju fanatyków religijnych:


Stare, ale trafiłem na filmik dopiero niedawno.

29 października 2013

Apetyt na cuda

Tuż przed moim wyjazdem z Cambridge na angielskim rynku wydawniczym pojawiły się dwie autobiografie znanych naukowców. Pierwsza to "My Brief History" Stephena Hawkinga. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o Hawkinga to jestem kompletnym ignorantem - nie czytałem żadnej jego książki, w związku z czym odpuściłem też autobiografię. Drugą nowością jest "An Appetite For Wonder: The Making of a Scientist" Richarda Dawkinsa. Ponieważ czytałem prawie wszystkie książki Dawkinsa, zakup tej był dla mnie oczywisty. Od razu jednak pragnę podkreślić jedno słowo tytułu, które doskonale określa treść książki: "making". Wspomnienia Dawkinsa obejmują okres od narodzin do wydania "Samolubnego genu" - tą połowę jego życia, która kształtowała go jako naukowca.

Książka zaczyna się od wspomnień rodzinnych (do kilku pokoleń wstecz!). Dawkins opisuje wczesne dzieciństwo w Afryce czasów wojny, jednak najwięcej miejsca poświęca szkołom do których chodził jako dziecko i nastolatek. Przyznam, że lektura tych opisów jest wyjątkowo ciekawa, bo pokazuje jak bardzo zmieniły się zwyczaje przez zaledwie (?) kilkadziesiąt lat. Zaskakująco niewiele miejsca, bo zaledwie kilka stron, Dawkins poświęca swojemu porzuceniu religii, chociaż nawiązania do tej kwestii znajdują się w wielu fragmentach książki. Kilka końcowych rozdziałów poświęconych jest studiom na Oxfordzie i późniejszej pracy naukowej, zarówno na Oxfordzie jak i w Berkeley. O ile wcześniejszą część poświęconą dzieciństwu czytało się bardzo przyjemnie, o tyle w rozdziałach opisujących badania zdarzyło mi się kilka razy ziewnąć. Dawkins opisuje prowadzone przez siebie eksperymenty naukowe, co ogólnie rzecz biorąc jest ciekawe, ale jak na mój gust momentami trochę za bardzo szczegółowe.

Dodam jeszcze, że dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem było czytanie Dawkinsa w oryginale. Pamiętam, że w jednym z polskich wydań tłumacz wspomniał coś o specyficznym języku i sposobie pisania. Faktycznie, czuć że Dawkins jest profesorem z Oxfordu - natężenie niezrozumiałych angielskich słów znacznie powyżej przeciętnej (do tego jeszcze sporo poezji).

Książka wydana jest bardzo ładnie - twarda oprawa, ładna obwoluta, gruby papier (z lekką tendencją do rolowania). Cena okładkowa - 20 funtów - trochę odstrasza, ale Amazon oferuje książkę już za 12 funtów (+ VAT i przesyłka). Myślę, że osobom ceniącym sobie książki Dawkinsa i ta przypadnie do gustu, aczkolwiek trzeba mieć na uwadze, że obejmuje ona tylko pierwszą połowę życia autora. Mnie spodobała się bardzo, ale osoby chcące dowiedzieć się więcej o Dawkinsie jako popularyzatorze nauki i ateizmu będą rozczarowane. W takiej sytuacji trzeba uzbroić się w cierpliwość i czekać na kontynuację, która ma zostać wydana za dwa lata.

17 sierpnia 2013

Pocztówka z Cambridge i Londynu

Witam wszystkich wiernych czytelników. Wiernych, bo po ponad dwóch latach braku aktywności chyba tylko tacy mi zostali. Zawsze kiedy zabieram się do pisania posta po tak długiej przerwie czuję potrzebę wytłumaczenia się czemu zaniedbałem pisanie. Pamiętam, że kiedy założyłem bloga ktoś mi prorokował (sic!), że zapał do pisania szybko mija. Ta osoba była w błędzie - nadal lubię blogować. Problem w tym że ostatnio nie bardzo mam o czym. Literatury popularno-naukowej praktycznie nie czytam (chociaż jest pewna nadzieja że to się niedługo zmieni), a na walkę z ludzką głupotą chyba już nie mam siły. Z innych informacji które mogą was zaciekawić - w ciągu dwóch lat które upłynęły od napisania poprzedniego posta dorobiłem się jakże zaszczytnego tytułu doktora nauk technicznych i dalej kroczę ścieżką kariery naukowej. Tyle słowem wstępu, pora na treść właściwą.

Jestem aktualnie na kilkumiesięcznym stażu naukowym w Cambridge. Tym brytyjskim, gdzie jest University of, nie tym amerykańskim gdzie jest MIT i Harvard. Miasto naprawdę uniwersyteckie, ociekające nauką na każdym kroku. Jedną z atrakcji - poza starymi koledżami - jest oficjalna księgarnia Cambridge University Press, która na dwóch piętrach mieści książki na praktycznie każdy, nawet najbardziej egzotyczny, temat naukowy (do moich osobistych faworytów należą książki o "Językach migowych i komunikacji niewerbalnej w średniowiecznych klasztorach wymagających ślubów milczenia" i "Wyobrażenia Iwana Groźnego w rosyjskim folklorze"). No i oczywiście nie może zabraknąć Darwina - "oczywiście", bo przez pewien okres czasu studiował w Cambridge, przygotowując się do kariery duchownego - którego książki wydawane są tutaj na wszystkie możliwe sposoby. Tak wygląda półka we wspomnianej księgarni:

Te zielone tomy na górnej półce to kolekcja listów Darwina - gdzieś pod koniec czerwca wyszedł 20 tom i chyba będą kolejne. Nie ukrywam, że bardzo mnie kusiło kupienie czegoś niedostępnego w Polsce, ale zreflektowałem się że w domu czeka na mnie jeszcze nieprzeczytana "Podróż na okręcie Beagle". Sprawiłem sobie natomiast dwie książki E.O.Wilsona. Jedna to napisana wspólnie z Bertem Holldoblerem "Superorganism. The Beauty, Elegance, and Strangeness of Insect Societies", druga to króciutkie "Letters to a Young Scientist".

Na inną ciekawostkę natrafiłem na spacerze w pobliżu domu. Otóż udałem się na cmentarz Ascension Parish Burial Ground - tutejsze cmentarze z kamiennymi, stuletnimi płytami i celtyckimi krzyżami zdobionymi plecionkami naprawdę mają swój urok. Chodząc po cmentarnej alejce zauważyłem taki nagrobek:

Tak, dobrze widzicie (tzn. zobaczycie jak powiększycie zdjęcie) - "Horace Darwin, son of Charles Darwin". No to w domu do gugli i sprawdzanie. Faktycznie, syn tego Karola Darwina (jak by Karolów Darwinów było wielu...). Wspomniany cmentarz w ogóle okazuje się być ciekawym miejscem - leży na nim mnóstwo naukowców i wybitnych osobistości, w tym trzech noblistów. BBC twierdzi nawet, że "cmentarz może mieć nagromadzone najwięcej IQ na jednostkę powierzchni niż jakikolwiek inny cmentarz na świecie". No, to teraz muszę tylko odkryć jeszcze kilka wybitnych rzeczy i może po śmierci będę mógł się znaleźć w tym doborowym towarzystwie. Byle tylko nie odkryć za dużo, bo skończę jak Darwin, którego w ramach psikusa pochowano w Opactwie Westminsterskim w Londynie.

Londyn też udało się odwiedzić, chociaż w Opactwie Westminsterskim nie byłem, bo dla takiego bezbożnika jak ja 18 funtów to jednak trochę za dużo jak za wstęp do kościoła. Odwiedziłem natomiast Natural History Museum. Gmach muzeum naprawdę robi wrażenie. Po pierwsze jest monumentalny. Po drugie jest zdobiony motywami związanymi z historią naturalną, zarówno za zewnątrz jak i w środku:
 

No i wrażenie robi kolejka, w której trzeba stać przez jakieś 30 minut żeby w ogóle dostać się do środka. Kiedy już uda się wejść, na samym środku hallu zwiedzających wita szkielet dinozaura, a za nim, na schodach, posąg Darwina:
 

Sir Alfred Russel Wallace już chyba na zawsze pozostanie w cieniu Darwina (chociaż tu na zdjęciu akurat jest w świetle):
 
 
Niestety, o samych eksponatach wystawianych w muzeum nie mogę powiedzieć wiele dobrego. Po prostu jest ich mało! Muzeum skupiło się na organizowaniu wystaw edukacyjnych stawiających na interakcję ze zwiedzającym, pokazywaniu gumowych modeli albo plastikowych replik autentycznych artefaktów. Nie ma się co dziwić, że kreacjoniści krzyczą o braku dowodów na ewolucję, skoro największe muzeum historii naturalnej na świecie prawie nic nie pokazuje. Nie powiem że "nic nie pokazuje" bo nie było by to prawdą - jest kilka ciekawych skamieniałości gadów morskich, dinozaurów i wielkich ssaków, ale można by je zmieścić na kilkukrotnie mniejszej powierzchni. A skoro o dinozaurach mowa, to największą porażką okazała się właśnie sala z dinozaurami. Do niej jest osobna kolejka, która wygląda tak:
 

To co widzicie na filmiku to niecała połowa kolejki. Dalej kolejka ciągnie się już w sali wystawowej, po rampie prowadzącej nad ekspozycją właściwą z której można podziwiać szkielety kilku dinozaurów uzupełnione całym mnóstwem plastikowych "eksponatów". Całość posuwa się w żółwim tempie, a na samym końcu kolejki znajduje się sala w której umieszczono, jakże ciekawy, ruchomy model Tyranozaura. Kilka osób stoi i robi mu zdjęcia (bo to atrakcja taka że hej!), reszta ich wymija i czym prędzej rusza na zwiedzanie ekspozycji właściwej. Prawdę mówiąc większego bezsensu organizacyjnego dawno nie widziałem.
Najciekawsza część muzeum znajduje się na jego szarym końcu. Jest to Darwin Center, które gromadzi okazy zwierząt z całego świata. Aktualnie mają 28 milionów owadów i 27 milionów innych zwierząt. Część z tych okazów wystawiona jest w formalinie na pokaz zwiedzających, resztę można podziwiać przyklejając się do szyb za którymi kryją się tysiące regałów z preparatami. 
Ogólnie rzecz biorąc, londyńskie Muzeum Historii Naturalnej to jakaś porażka. Mam poczucie zmarnowania czasu, ale przynajmniej zaspokoiłem ciekawość. Dodam jeszcze że muzeum Nauk o Ziemi w Cambridge na kilkunastokrotnie (a może i kilkudziesięciokrotnie) mniejszej powierzchni oferuje zwiedzającym kilka razy więcej eksponatów. Jeśli będziecie mieć okazję je zobaczyć to jej nie zmarnujcie.

23 maja 2011

Co nauka może powiedzieć o moralności? Dyskusja

Znalazłem ostatnio na Atheist Movies dyskusję pomiędzy Samem Harrisem i Richardem Dawkinsem zatytułowaną "Who Says Science has Nothing to Say About Morality?". Sam Harris jest znanym w Stanach propagatorem ateizmu i sekularyzmu. W Polsce może być nieco mniej znany bo, co ciekawe, nie doczekaliśmy się wydania żadnej z jego książek: The End of Faith, Letter to a Christian Nation i The Moral Landscape. Tematyka tej ostatniej jest tematem opisywanej dyskusji, choć słowo dyskusja nie wydaje mi się tutaj do końca trafione, bo przez 90% czasu mówi Harris. Przez pierwsze trzydzieści minut nagrania, trwającego sumarycznie godzinę i 17 minut, prowadzi zwykły wykład. Następnie zasiada do rozmowy z Dawkinsem, przy czym Dawkins ogranicza się głównie do zadawania Harrisowi pytań na temat jego poglądów. Końcówka to pytania publiczności.

O czym jest dyskusja łatwo wywnioskować z jej tytułu - o relacji pomiędzy moralnością a nauką. Harris argumentuje, że nauka ma pełne prawo wypowiadać się o moralności i ludzkim szczęściu, gdyż są to wartości obiektywne. Ich odczuwanie wynika zarówno ze stanów otoczenia, a te jak najbardziej dają się mierzyć (podobnie zresztą jak aktywność naszego mózgu, choć jeszcze nie zawsze potrafimy ją dokładnie zinterpretować). Harris odrzuca stwierdzenie, że nauka może jedynie opisywać to co jest, a nie może się wypowiadać w kwestii tego jak powinno być. Przekonuje również, dlaczego religia nie jest obecnie najlepszym wyznacznikiem moralności (odrzucając jeszcze przy okazji relatywizm kulturowy) i dlaczego nauka może zaoferować lepsze odpowiedzi. Dyskusja jest z założenia mocno filozoficzna, nie dziwi więc że Harris porusza kwestię dobra i zła czy szczęścia - zarówno jednostkowego jak i społecznego.

Tak to w skrócie wygląda. Całości nie będę streszczał, ale zachęcę do obejrzenia jeśli macie akurat wolny wieczór. Na zachętę krótki cytat Harrisa:
I just want to suggest to you: just as we don't have Christian physics - though the Christians invented physics - and we don't have Muslim algebra - though the Muslims invented algebra - we, at some point, will not have Christian and Muslim morality. The truth has to float free from these provential ideas.
Całość można obejrzeć bez ściągania na YouTube.

29 kwietnia 2010

Roger Penrose - wykłady w Polsce

Podaję za stroną Polskiego Towarzystwa Matematycznego:

Rektor Uniwersytetu Łódzkiego zaprasza na

Pierwszy wykład rektorski

pt. Aeons before the Big Bang

który wygłosi

sir Roger Penrose

emerytowany profesor University of Oxford. Wykład rozpocznie się 19 maja 2010 roku o godz. 13:00w Auli Czerwonej Wydziału Prawa i Administracji UŁ w Łodzi przy ul. Kopcińskiego 8/12

Wyklad pod tym samym tytułem R. Penrose wygłosi 21 maja 2010 r. na Uniwersytecie Warszawskim. Wiecej informacji pod adresem: http://www.fuw.edu.pl/aktualnosci-all/items/news0811.html

I jeszcze streszczenie wykładu:
Abstract: There is much impressive observational evidence, mainly from the cosmic microwave background (CMB), for an enormously hot and dense early stage of the universe referred to as the Big Bang. Observations of the CMB are now very detailed, but this very detail presents new puzzles of various kinds, one of the most blatant being an apparent paradox in relation to the second law of thermodynamics. The hypothesis of inflationary cosmology has long been argued to explain away some of these puzzles, but it does not resolve some key issues, including that raised by the second law. In this talk, I describe a quite different proposal, which posits a succession of universe aeons prior to our own. The expansion of the universe never reverses in this scheme, but the space-time geometry is nevertheless made consistent through a novel geometrical conception. Some very recent analysis of the CMB data, obtained from the WMAP satellite, will be described, this having a profound but tantalizing bearing on these issues.

7 lutego 2010

(R)Ewolucja myślenia

W końcu urlop i chwila wolnego, którą mogę wykorzystać do nadgonienia zaległości na blogu. Jakoś do tej pory nie mogłem się zebrać do zrecenzowania dwóch książek, które przeczytałem w minione wakacje. Dziś na warsztat biorę pierwszą z nich - "Richard Dawkins. Ewolucja myślenia". Książka, wydana u nas w 2008 roku na fali popularności Dawkinsa, jest zbiorem dwudziestu pięciu esejów pod redakcją Alana Grafena i Marka Ridleya. Autorami esejów są m.in. Daniel Dennett, Marian Stamp Dawkins (prywatnie była żona Dawkinsa), Steven Pinker, Michael Shermer i Richard Harries (biskup Oksfordu).

Eseje z założenia poświęcone są osobie Dawkinsa, jego książkom, poglądom i ich wpływowi na dzisiejszych badaczy. Lwia część esejów dotyczy, jak łatwo się domyślić, "Samolubnego genu" i wpływu tej książki na sposób prowadzenia i interpretowania badań. Na szczęście, autorzy większości esejów potraktowali wzmiankę o "Samolubnym genie" jedynie jako punkt wyjścia do opowiedzenia historii swoich badań. To zdecydowanie dobry pomysł, gdyż w ten sposób książka nie jest monotonnym peanem na cześć Dawkinsa, ale pozwala czytelnikowi na dowiedzenie się kilku ciekawych rzeczy. Eseje podzielono na siedem kategorii, ułożonych w rozdziały: Biologia, Samolubny gen, Logika, Głosy Antyfonalne, Ludzie, Kontrowersje i Pisarstwo. Oczywiście, jak to bywa ze zbiorami esejów, są wśród nich lepsze i gorsze. Esej "Dawkins a socjobiologia", którego autorką jest Ullica Segerstråle, jest moim zdaniem szczególnie ciekawy. Autorka przeprowadza analizę porównawczą "Samolubnego genu" oraz "Socjobiologii" Wilsona, prezentując reakcje na wydanie tych, kontrowersyjnych w swoim czasie, książek (przypominam, że wydano je w odstępie jednego roku) oraz ich wpływ na rozwój socjobiologii. Wnioski, do których dochodzi, są ciekawe: pomimo wrzucenia do jednego wora z Wilsonem, Dawkins nigdy nie był socjobiologiem. Jednak to właśnie jego książka była naprawdę postępowa i stworzyła język, którym dzisiaj posługują się socjobiologowie, podczas gdy Wilson w "Socjobiologii" pomijał bądź umniejszał znaczenie naprawdę ważnych teorii. Dobrym przykładem jest chociażby koncepcja doboru krewniaczego Hamiltona, o której Wilson tylko krótko napomknął jako o jednej z wielu teorii tłumaczącej altruizm.

Polskim wydawcą książki jest Editio (po zajrzeniu do środka okazuje się, że jest to podwydawnictwo Helionu, znanego u nas z wydawania liczących po 1000 stron cegieł informatycznych). Książka wydana jest poprawnie, liczy 300 stron i kosztuje 33 złote. "Richard Dawkins. Ewolucja myślenia" to pozycja ciekawa, ale na pewno nie zaliczyłbym jej do listy lektur obowiązkowych. Osoby szczególnie zainteresowane Dawkinsem mogą ją kupować w ciemno. Pozostałym osobom polecam tylko pod warunkiem, że przeczytały już znacznie ciekawsze pozycje traktujące o biologii ewolucyjnej, dostępne na naszym rynku.

2 lutego 2010

It's a trap, czyli jak nie należy wydawać książek (na przykładzie "O pochodzeniu człowieka")

Na początku grudnia na półkach sklepowych niespodziewanie pojawiła się książka "O pochodzeniu człowieka" Karola Darwina, wydana przez wydawnictwo Jirafa Roja. Moją początkową radość szybko przyćmiła refleksja na temat wydania "O powstawaniu gatunków", które jakiś czas wcześniej zafundowało nam to samo wydawnictwo. Było ono prawdziwym koszmarem wydawniczym. Fatalne tłumaczenie (nieprzetłumaczone fragmenty z francuskiego), praktycznie brak korekty, a także brak jakiegokolwiek komentarz naukowego - to trzy kardynalne zarzuty jakie można było postawić tamtemu wydaniu. Już z nieco mniejszym entuzjazmem sięgnąłem po "O pochodzeniu człowieka". Szybkie oględziny książki - literówka w spisie treści, a na odwrocie informacja, że książka posłużyła Hitlerowi do uzasadnienia swoich poczynań (pisałem o tym tutaj, warto też przeczytać ten wpis). Pomimo, że przeczuwałem co mnie czeka, zdecydowałem się na zakup. Rzeczywistość przerosła moje najczarniejsze przeczucia.

Nim przejdę do zmieszania wydawcy z błotem, pozwolę sobie napisać co nieco o książce jako takiej. Przede wszystkim "O pochodzeniu człowieka" w oryginale jest książką znacznie grubszą, podzieloną na dwie części. Pierwsza z nich dotyczy bezpośrednio pochodzenia człowieka, druga zaś jest poświęcona doborowi płciowemu (oryginalny tytuł to "The Descent of Man, and Selection in Relation to Sex"). W Polsce wydawcy zwykli rozdzielać ją na dwie osobne książki: "O pochodzeniu człowieka" i "Dobór płciowy". Tak jest i tym razem. W "O powstawaniu gatunków" Darwin unikał tematu pochodzenia rasy ludzkiej od "zwierząt niższych". Na ostatnich stronach książki napomknął tylko: "Światło padnie na problem pochodzenia człowieka i jego historię". Oczywiście książka i tak rozpętała burzę. Wszyscy jasno rozumieli implikacje teorii Darwina. W "O pochodzeniu człowieka" Darwin postanowił zmierzyć się wprost z problemem ewolucji ludzi. Książka ukazała się w 1871 roku, 12 lat po pierwszy wydaniu "O pochodzeniu gatunków".

Tym razem Darwin mówi wprost - człowiek pochodzi od małpy, jego najbliższymi krewnymi są najprawdopodobniej małpy człekokształtne (zwane przez niego antropoidami), a małpy te żyją w Afryce, więc i ludzie najprawdopodobniej się stamtąd wywodzą (trzeba jasno podkreślić, że w tamtych czasach była to śmiała hipoteza, która nie miała poparcia w dowodach). Książka zawiera analizę władz umysłowych zwierząt oraz argumentację za tym, że różnice w tej kwestii między zwierzętami a ludźmi są wyłącznie natury ilościowej, a nie jakościowej. Pojawia się także analiza tematyki ras ludzkich, a także argumentacja za tym, że wszyscy ludzie - zarówno "cywilizowani" jak i "dzicy" - tworzą jeden gatunek. Z jednej strony w książce wyczuć można wiktoriańskie przekonanie o wyższości człowieka cywilizowanego nad dzikusami, ale z drugiej w wielu miejscach Darwin przeciwstawia się takiemu poglądowi. To co pisze przypomina także jako żywo podstawowe twierdzenia socjobiologii. Największym zaskoczeniem było dla mnie jednak coś zupełnie innego. W dzisiejszych czasach, gdyby ktoś zapytał jaka była naukowa alternatywa dla teorii darwinowskiej, zapewne pierwszą odpowiedzią jaka przychodzi do głowy jest lamarkizm. Lamarkizm, dzisiaj kojarzony z "dziedziczeniem cech nabytych", bywa często przeciwstawiany teorii Darwina. Dlatego gigantycznym zaskoczeniem jest to, że Darwin uznaje dziedziczność cech nabytych jako siłę napędzającą ewolucję w praktycznie takim stopniu jak dobór naturalny. W pierwszej chwili nie byłem pewien, czy Darwin naprawdę miał na myśli to co napisał, ale w miarę czytania książki wszelkie wątpliwości rozwiewają się - ojciec teorii ewolucji drogą doboru naturalnego uznaje dziedziczenie cech nabytych jako istotny czynnik wywołujący ewolucję.

A teraz przejdźmy do tego jak wygląda wydanie książki przez Jirafa Roja. W trakcie czytania natknąłem się na słowo "genetyczny". Trochę mnie to zastanowiło - nie byłem pewien, czy w 1871 roku takie słowo istniało. Podejrzewając wpadkę tłumacza, sięgnąłem do dostępnego w sieci oryginału. Podejrzenie było bezpodstawne, bo faktycznie Darwin używa słowa "genetic", jednak stwierdziłem coś innego. Książka powinna zawierać ilustracje, których w tym wydaniu brak! Sięgnąłem więc do skanów polskiego wydania z 1884 roku (również dostępne na podanej wyżej stronie). W tym wydaniu ilustracje są. Dalsze porównywanie tych wydań doprowadziło do kolejnych odkryć. Okazuje się, że wyleciały nie tylko ilustracje, ale także tekst w którym były odwołania do tych ilustracji. Czasami są to "tylko" akapity, czasami zaś kilka stron tekstu! Ponadto z nowego wydania całkowicie zniknął wstęp do książki. Mało atrakcji? Ależ proszę, jest więcej. Wyleciały również przypisy autora. Po dłuższej analizie tekstu - bo było kilka fragmentów w których coś mi bardzo nie pasowało - okazało się, że przypisy nie zniknęły całkowicie. Okazuje się, że niektóre z nich (te dłuższe) zostały włączone do głównego tekstu w formie akapitów. W rezultacie takiego zabiegu powstają dosyć rozpraszające nieciągłości wywodu. Co ciekawe, na jednej ze stron, ni stąd ni zowąd, przy trzech nazwiskach pojawiają się krótkie przypisy redakcji, wyjaśniające w jednym zdaniu kim była dana osoba i w jakich latach żyła. No bardzo fajnie, tylko że książka najeżona jest nazwiskami ówczesnych przyrodników i jeśli już robić przy nich przypisy to konsekwentnie przy wszystkich, a nie przy osobach takich jak Galton. To niestety nie wszystko. Pod koniec książki ze zdziwieniem zauważyłem, że chochlik drukarski doprowadził do powtórzenia w moim egzemplarzu kilku stron. Będąc w księgarni przejrzałem kilka innych egzemplarzy i ze zdziwieniem stwierdziłem, że w nich również powtarzają się strony. Nie wiem czy to felerna partia, czy też cały nakład cierpi na tą przypadłość. Żeby jeszcze bardziej skopać leżącego dodam, że korekta w "O pochodzeniu człowieka" jest tragiczna. Liczne literówki, brakujące litery, kropki zamiast przecinków itp. dopełniają obrazu rozpaczy.

Nie wiem jak to wszystko podsumować. Cieszy fakt, że jest wydawnictwo, które wydaje na naszym rynku takie książki jak "O pochodzeniu człowieka". Jak by nie patrzeć, docelowa grupa czytelników nie jest chyba zbyt liczna. Z drugiej strony żal nie-powiem-co ściska, kiedy patrzy się na to jak niechlujnie, amatorsko i na odwal została wydana książka. Czy warto kupować? Sama książka jako taka jest pozycją obowiązkową dla osób zainteresowanych historią nauki. Radość z czytania psuje jednak kiepskie wydanie. Dręczy mnie również pytanie jak daleko posunęły się ingerencje wydawcy w oryginalny tekst książki. Osobiście nie miałem czasu, żeby porównywać akapit po akapicie z tekstem zamieszczonym w internecie i "zadowoliłem" się przeanalizowaniem trzech początkowych rozdziałów, co pozwoliło mi na dojście do powyższych wniosków. Czy warto kupować akurat to wydanie? Jeśli ktoś chce mieć "O pochodzeniu człowieka" na własność, to niestety nie ma większego wyboru, choć można próbować upolować stare wydania PWRiL, które od czasu do czasu pojawiają się na Allegro.

Na koniec pytanie do czytelników bloga. Czy ktoś czytał inne książki wydane przez Jirafa Roja w tej samej serii? Mam ochotę na "Prawo ludności" Malthusa, "O naturze wojny" Clausewitza i "Manifest komunistyczny" (wiadomych autorów), ale jeśli mam przechodzić przez podobne męczarnie jak z książkami Darwina, to sobie odpuszczę.

28 stycznia 2010

Wielcy przyrodnicy - Od Arystotelesa do Darwina

Pod koniec 2009 roku, nakładem PWN, w księgarniach pojawiła się książka "Wielcy przyrodnicy. Od Arystotelesa do Darwina". Przeglądając półki z literaturą popularnonaukową trudno było nie zwrócić na nią uwagi. Po pierwsze, duży format (19x25,6 cm) i objętość (304 strony). Po drugie, książka prezentuje się niesamowicie od strony wizualnej - twarda oprawa, szycie, papier rewelacyjnej jakości, no i całe mnóstwo kolorowych ilustracji, zarówno umieszczonych w tekście jak i całostronicowych. Wiedziałem, że muszę ją mieć. Cena okładkowa - 99 PLN - nieco odstrasza, ale szczęście dopisało i udało mi się znaleźć ją w antykwariacie za jedyne 46 złotych. Dziś mogę w końcu pokusić się o recenzję.

Książka jest pracą zbiorową napisaną pod redakcją niejakiego Roberta Huxley'a. Przedstawia postacie 40 najwybitniejszych przyrodników, począwszy od czasów starożytnych, a na XIX wieku skończywszy. Tutaj pozwolę sobie zacytować książkę:
W tej książce celowo ograniczyliśmy historię naturalną przede wszystkim do historii odkrycia, opisu, klasyfikacji i zrozumienia organizmów jako jednej całości. Nie zostali uwzględnieni badacze, których interesowały szczegóły wewnętrznego funkcjonowania żywych istot czy też specyficzne procesy geologiczne - chyba że ich badania miały szersze znaczenie. Z tej przyczyny pominięto wielu znakomitych autorów pionierskich prac, takich jak angielski lekarz William Harvey, który opisał krążenie krwi, czy też Louis Paster, słynny francuski mikrobiolog.
Żeby być bardziej konkretnym powiem, że w książce opisano następujących badaczy: Arystoteles, Teofrast, Pedanios Dioskurydes, Pliniusz Starszy, Leonhart Fuchs, Ulisses Aldrovandi, Andrea Cesalpino, Pierre Belon, Konrad Gessner, Nicolaus Steno, John Ray, Robert Hooke, Antony van Leeuwenhoek, Sir Hans Sloane, Maria Sibylla Merian, Mark Catesby, Karol Lineusz, Comte de Buffon, Georg Steller, Michael Adanson, Erazm Darwin, William Bartram, Joseph Banks, Johann Christian Fabricius, James Hutton, Jean-Baptiste Lamarck, Antoine-Laurent de Jussieu, Georges Cuvier, William Smith, Alexander von Humboldt, John James Audubon, William Buckland, Charles Lyell, Mary Anning, Richard Owen, Jean Louis Rodolphe Agassiz, Karol Darwin, Alfred Russel Wallace i Asa Gray. Kiedy pierwszy raz zerknąłem do spisu treści poczułem się nieswojo - pomimo kilkuletniego zainteresowania biologią, większość nazwisk była mi kompletnie obca. No cóż, gdybym wiedział wszystko, nie musiałbym czytać książek. Postacie badaczy zostały pogrupowane według okresów historycznych - od Starożytności, przez Renesans, Oświecenie, aż do XIX wieku (zgadnijcie, czemu pominięto Średniowiecze).

Jak przedstawia się zawartość merytoryczna? Książka liczy 304 strony, z czego kilkanaście odchodzi na indeks, bibliografię itp. Do tego każda epoka historyczna podsumowana jest na kilku-kilkunastu stronach. Tak więc na biografie pozostaje ok. 270 stron. Po podzieleniu tej liczby przez 39 - bo tylu przyrodników zostało opisanych - okazuje się, że na jedną osobę przypada średnio ok. 7 stron. Uwzględnijmy jeszcze liczne ilustracje, zajmujące zarówno całe strony jak i wstawione w tekst, i łatwo dochodzimy do wniosku, że od strony merytorycznej książka musi być pobieżna. Wystarczy powiedzieć, że Karolowi Darwinowi poświęcono 10 stron, a Lyellowi zaledwie cztery (a po odjęciu ilustracji, niecałe dwie i pół!). Efekt był taki, że gdy siadałem na dłużej nad książką i czytałem pięć czy sześć biografii pod rząd, to wszystkie potem zlewały się w jedno, i gdyby ktoś przepytał mnie kto czego dokonał, to miałbym spore problemy z odpowiedzią. Właściwie każdy w książce to pionier albo ojciec czegoś tam, ale jak wszyscy są wyjątkowi to w rezultacie nikt się niczym nie wyróżnia. Z drugiej strony, gdy zasiadłem do pisania tej recenzji, stwierdziłem że część nieznanych mi wcześniej nazwisk w spisie treści kojarzę z konkretnymi dokonaniami - coś mi więc z tej lektury zostało w głowie.

Jedną rzecz muszę wytknąć polskiemu wydaniu. W tekście bardzo licznie pojawiają się tytuły dzieł przyrodniczych. Pozostawiono je w oryginalnym brzmieniu - w z decydowanej większości przypadków jest to łacina, francuski lub angielski - dodając w nawiasach polskie tłumaczenie. Niestety, zabrakło konsekwencji, bo o ile początkowo wszystkie tytuły są tłumaczone, to w którymś momencie tłumaczenia znikają, a czytelnik zostaje sam na sam z francuskim bełkotem. Bardzo frustrujące.

Ciężko podsumować książkę, szczególnie w kontekście wysokiej ceny. Czy warto wydać 100 złotych na "Wielkich przyrodników"? Patrząc tylko od strony merytorycznej, raczej nie. Nie mówię, że nie warto przeczytać książki. Jest to doskonałe "streszczenie" historii badań przyrodniczych i przedstawia postacie, o których nigdzie indziej się już nie przeczyta. Jednak to nie strona merytoryczna stanowi o atrakcyjności tej pozycji, lecz jej strona wizualna. Proponuję po prostu wybranie się do empiku, obejrzenie książki na własne oczy i podjęcie samodzielnej decyzji.

15 listopada 2009

The Selfish Green

Za sprawą bloga Atheist Movies dotarłem do kolejnego ciekawego dokumentu wyemitowanego przez czwarty kanał telewizji BBC. "The Selfish Green" - bo o nim tu mowa - stanowi zapis debaty z 2005 roku poświęconej ochronie środowiska. Wzięli w niej udział Jane Goodall (wieloletnia badaczka szympansów), Sir David Attenborough (chyba nie muszę przedstawiać?), Richard Leakey (jeden z najbardziej znanych antropologów) oraz Richard Dawkins. Przyznam, że pomimo mojej sympatii do Dawkinsa, wydawał mi się on początkowo nie pasować do tego grona i uznałem, że zamiast niego chętniej zobaczyłbym E.O.Wilsona. Okazało się jednak, że byłem w błędzie - Dawkins wniósł bardzo dużo do dyskusji. Jej kluczowym tematem było pytanie co należy zrobić, żeby zapobiec katastrofie środowiska naturalnego, która właśnie ma miejsce. Odpowiedzią, która przewijała się chyba najczęściej była ludzka bieda. Zgodność dyskutantów była duża - trzeba pomóc najuboższym z krajów Trzeciego Świata, bo człowiek który umiera z głodu nie zastanawia się czy zwierzę które akurat zabija jest pod ochroną czy nie. No i trzeba obniżyć standard życia w krajach zachodnich (mowa głównie o USA, chociaż my, europejczycy, też nie jesteśmy pod tym względem idealni) - Ziemia po prostu nie ma tylu zasobów, żeby zapewnić wszystkim zachodni standard życia. Ciekawe, że przy takich dyskusjach właściwie nie mówi się o ścisłej kontroli urodzin jako rozwiązaniu problemu przeludnienia. Owszem, jest to rozwiązanie które zdecydowanej większości ludzi wydaje się niehumanitarne i kojarzy się z Chinami, ale chyba lepiej ograniczyć rozmiar populacji przez kontrolę urodzeń niż przez śmierć głodową. W tej kwestii ciekawe rozwiązanie podała Jane Goodall - edukacja kobiet. Pomysł wynika z obserwacji, że w miarę wzrostu wykształcenia kobiet, maleje ilość dzieci w rodzinie. Cóż, nie jestem pewien czy pomysł ten da się wprowadzić w życie dostatecznie szybko, ale myślę że mógłby się sprawdzić (patrząc na kraje wysoko rozwinięte, gdzie przyrost naturalny bywa ujemny można śmiało stwierdzić, że pomysł wydaje się działać).



Jedyne co mnie denerwowało w "The Selfish Green" to osoba prowadzącego dyskusję. Zwracając się do Dawkinsa ciągle mówił o tym jakie to samolubne są nasze geny i jak ślepi jesteśmy my jako ich marionetki. Kojarzy mi się z to z tymi najgłupszymi zarzutami wysuwanymi pod kątem "Samolubnego genu", wynikającymi z totalnego niezrozumienia przesłania książki i dosłownego traktowania metafor. Tym bardziej podziwiam Dawkinsa, który tłumaczył wszystko na spokojnie od podstaw, chociaż pewnie powtarzał to już setki razy przez ostatnie 33 lata. Nie zmienia to jednak faktu, że "The Selfish Green" jest dobrą okazją do wysłuchania czterech wybitnych postaci świata nauki i ochrony przyrody. Jeśli macie 50 minut wolnego czasu, to jak najbardziej polecam.

11 listopada 2009

The Enemies of Reason

W styczniu 2006 roku angielska telewizja Channel 4 wyemitowała dwuodcinkowy serial dokumentalny Richarda Dawkinsa pt. "Root of All Evil?" ("Źródło wszelkiego zła?"). Emisja serialu poprzedziła wydanie książki "Bóg urojony", która szeroko omawiała tematy wstępnie poruszone w filmie. Korzystają z okazji wspomnę, że narzucony przez telewizję tytuł - nie ukrywajmy, że prowokacyjny - nie podoba się Dawkinsowi i jedyne co udało mu się wywalczyć to dodanie w nim znaku zapytania. Dzisiejszy wpis poświęcony będzie kolejnemu dwuodcinkowemu dokumentowi stworzonemu przez Dawkinsa. "The Enemies of Reason" ("Wrogowie rozsądku"), stanowiącemu luźną kontynuację "Root of All Evil?" i wyemitowanemu w drugiej połowie 2007 roku.

Pierwszy odcinek, zatytułowany "Slaves to Superstition" ("Niewolnicy zabobonów") traktuje dosyć ogólnie o wszelkich zjawiskach nadnaturalnych typu wróżenie z kart, astrologia, media psychiczne, radiestezja itp. Drugi z odcinków - "The Irrational Helath Service" ("Irracjonalna służba zdrowia" - wbrew pozorom nie chodzi tu o polską służbę zdrowia) - skupia się na homeopatii oraz medycynie alternatywnej. W obu odcinkach Dawkins rozmawia z różnymi szarlatanami, bezlitośnie piętnując ich jako oszustów żerujących na ludzkiej naiwności i obnażając stosowane przez nich metody (np. cold reading). W drugim odcinku mocno dostaje się homeopatom, którzy naciągają pacjentów na lekarstwa tak rozcieńczone, że stanowią praktycznie czystą wodę (tzn. zawierają średnio jedną cząsteczkę substancji aktywnej na buteleczkę).

Ogólnie dokument ogląda się przyjemnie, jednak nie jest on jakoś niesamowicie rewelacyjny. Stanowi dobrą okazję do pośmiania się z bzdur w które ludzie naprawdę wierzą. No i do refleksji, jak tak wiele osób może nabierać się na tak oczywiste oszustwa (choć osobiście rozumiem np. ludzi, którzy stracili kogoś bliskiego i szukają pocieszenia u medium, które "wejdzie w kontakt" z ich bliską osobą i powie im że u niej wszystko dobrze). Film momentami wydawał mi się trochę przedramatyzowany. Potem jednak przeczytałem na Pharynguli, że w USA modlitwa ma zostać wpisana na listę świadczeń medycznych (co oznacza, że osoby i instytucje świadczące taką "usługę" będą otrzymywać za nią pieniądze tak jak szpitale wykonujące operacje), co pokazuje że Dawkins chyba aż tak bardzo nie przesadza obwieszczając, że nauka i zdrowy rozsądek są w dzisiejszych czasach w odwrocie. Na poparcie tego twierdzenia przytacza liczby pokazujące jak w ciągu kilkudziesięciu lat spadło zainteresowanie studiowaniem nauk ścisłych. Smutne to, ale jest spora szansa, że film Dawkinsa niektórym osobom otworzy oczy. Jeśli macie półtorej godziny wolnego czasu z którym nie ma co zrobić, to możecie śmiało obejrzeć "Enemies of Reason". Z drugiej strony, niewiele tracicie odpuszczając sobie ten film.

30 października 2009

Creation

24 listopada czeka nas 150-ta rocznica pierwszego wydania "O powstawaniu gatunków". Zamknie ona tym samym obchody roku Darwina, które tak naprawdę trwały już od lipca 2008. W tym czasie na całym świecie pojawił się wysyp filmów dokumentalnych, książek, wykładów i innych imprez towarzyszących mających uczcić dwie okrągłe rocznice związane z Darwinem (ta druga to oczywiście dwusetna rocznica urodzin). Czeka nas jednak jeszcze jedna bardzo miła rzecz. Na początku września na ekrany kin wszedł film "Creation" będący fabularyzowaną biografią Karola Darwina. Mówię tu o kinach zachodnich, bo na naszym podwórku filmu póki co nie widać. Z filmem wiąże się jednak pewna dość dziwna (?) sytuacja. Film znalazł dystrybutorów właściwie wszędzie na świecie. Początkowo wyglądało jednak na to, że nie będzie wyświetlany w... Stanach Zjednoczonych! Żaden dystrybutor ze Stanów nie chciał się podjąć wprowadzenia "Creation" na ekrany kin, ponieważ poruszany w nim temat ewolucji jest w USA bardzo kontrowersyjny. Nie, nie żartuję. Niestety. To chyba niezły miernik publicznego postrzegania nauki w Stanach. W takich momentach uświadamiam sobie prawdziwe zagrożenie płynące ze strony fundamentalizmu religijnego. Mam jednak nadzieję, że w naszym kraju uda się go stłumić w zarodku. Na szczęście cała historia ze Stanami zakończyła się dobrze. Dystrybutorem filmu zostało Newmarket Films, które planuje wprowadzenie filmu do amerykańskich kin w grudniu. Ja czekam gorąco na polską premierę.

23 lipca 2009

Darwin - żywot uczonego

Jakiś rok temu, po lekturze "O powstawaniu gatunków" z wydawnictwa Jirafa Roja, byłem mało zachwycony. Jednym z moich licznych zarzutów w stronę tego wydania był brak jakiegokolwiek komentarza naukowego. Nie było też żadnych informacji na temat samego uczonego (krótkiej noty na odwrocie książki nie liczę). Ten ostatni problem rozwiązała biografia Karola Darwina autorstwa Janet Browne. Książka była niezwykle ciekawa i wciągająca, doskonale przybliżała sylwetkę uczonego i ducha czasów w których żył. Była jednak dosyć krótka i pomimo zaspokojenia mojego niedosytu wiedzy, trudno jest uznać ją za wyczerpującą. Ostatnio postanowiłem uzupełnić moją widzę o Karolu Darwinie obszerniejszą biografią. Sięgnąłem po pozycję "Darwin. Żywot uczonego" autorstwa Michaela White'a i Johna Gribbina, wydaną na naszym rynku przez Prószyński i S-ka w 1998 roku.

Książka jest znacznie obszerniejsza od biografii autorstwa Janet Browne, choć na pierwszy rzut oka nie widać tego aż tak bardzo. Dopiero po uważniejszym przyjrzeniu się widać większy format, znacznie większą ilość tekstu na stronie no i przede wszystkim znacznie większą ilość stron - 340 (u pani Browne tylko 165, z czego 20 odpada na indeks itp.). Miejsca starczyło na 14 rozdziałów, dwa krótkie aneksy i bardzo solidnie opracowany indeks (u wydawnictwa Prószyński i S-ka to norma - duży plus za to). Autorzy podeszli do biografii niezwykle rzetelnie. Opisują nie tylko życie Darwina, jego dzieciństwo, podróż na Beagle, pracę naukową, codzienne zwyczaje, życie rodzinne i towarzyskie. Prezentują również historię poglądów ewolucyjnych przed Darwinem jak i po nim (każde z tych zagadnień to osobny rozdział). Dzięki temu czytelnik ma całościowy obraz zarówno epoki jak i sylwetki uczonego. Książka poza wymienionymi zaletami ma jeszcze dwie, bardzo istotne. Po pierwsze czyta się ją z zapartym tchem, jak doskonałą książkę fabularną. Po drugie widać, że autorzy są pasjonatami ewolucji i przeciwnikami wszelkiej pseudonauki, kreacjonizmu itp. Po prostu czułem, że są to ludzie, którzy myślą tak jak ja.

Te wszystkie plusy książki prowadzą do pewnej wady - książka po prostu zbyt szybko się kończy! Paradoksalnie, pomimo wyczerpującego potraktowania tematu po jej przeczytaniu odczuwam znacznie większy niedosyt niż po lekturze książki Browne. To jednak świadczy o tym, że White i Gribbin napisali doskonałą biografię Darwina, która wciąga i po którą może sięgnąć dosłownie każdy, co też wszystkim polecam. Niestety, książka obecnie dostępna tylko w antykwariatach i na Allegro.

6 lipca 2009

"Regres człowieczeństwa"

Często wpadam do antykwariatu bez ściśle określonego celu, licząc że wśród starych książek znajdzie się coś potencjalnie ciekawego. W trakcie jednej z niedawnych wizyt, na półce z książkami z serii"+/- nieskończoność" zauważyłem autora, którego nazwisko zabrzmiało znajomo - Konrad Lorenz. Nastąpiła krótka chwila refleksji i próba przypomnienia sobie skąd znam to nazwisko. Po krótkim namyśle już wiedziałem - po pierwsze noblista w dziedzinie medycyny i fizjologii, po drugie wybitny etolog (o ile pamiętam, to Dawkins wspominał o nim w swoich książkach) i wreszcie po trzecie autor książki "Tak zwane zło", o której już kilkukrotnie słyszałem z różnych źródeł (m.in. wspominał o niej Wilson w "O naturze ludzkiej"). W domu uzupełniłem moją wiedzę o autorze. Streszczając życiorys Lorenza można powiedzieć, że jest twórcą nowoczesnej etologii, urodził się w 1903 r. w Wiedniu. Ukończył studia medyczne i filozoficzne, uzyskując doktoraty w latach 1928 i 1933. Był jednym z założycieli i przez długie lata kierował Instytutem Etologii Porównawczej w Altenbergu. W 1973 roku Lorenz otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii, wspólnie z Karlem von Frischem (odkrywca "tańca pszczół") i Niko Tinbergenem (ornitolog, pod jego kierunkiem Dawkins zrobił doktorat). Zmarł w 1989 roku. Książka o której tu piszę została wydana przez PIW w 1986. Na rynku polskim ukazały się jeszcze "Tak zwane zło", "Odwrotna strona zwierciadła" (posiadam obie), "I tak człowiek trafił na psa" oraz "Opowiadania o zwierzętach". Wszystko to zostało wydane u nas wiele lat temu, także książki można znaleźć jedynie w antykwariatach i na Allegro. Pora przystąpić do lektury.
W obecnej dobie widoki na przyszłość ludzkości są wyjątkowo smutne. Najprawdopodobniej szybko, aczkolwiek bynajmniej nie bezboleśnie, zginie samobójczo od broni jądrowej. Nawet gdyby to nie nastąpiło, grozi jej powolna śmierć wskutek zatrucia i wszelkich innych zniszczeń środowiska, w jakim i dzięki któremu żyje. Zresztą nawet gdyby potrafiła w porę zahamować swoje ślepe i niewiarygodnie głupie działanie, zagraża jej stopniowy regres wszystkich cech i osiągnięć stanowiących o jej człowieczeństwie. Wielu myślicieli to dostrzegło, wiele książek zawiera wiedzę o tym, że wyniszczenie środowiska i "dekadencja" kultury idą ze sobą w parze. Jednakże niewielu traktuje regresję tego, co ludzkie jako chorobę, niewielu poszukuje, jak Aldous Huxley, przyczyn choroby i ewentualnych środków zaradczych. Książka ta ma służyć takim poszukiwaniom.
Przywitała mnie taka oto, jakże ponura, przedmowa autora. Nie ukrywam, że przy fragmencie o broni jądrowej nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu. Jak widać Zimna Wojna odcisnęła swoje piętno na książce. No ale przecież nie będę omawiał książki jedynie na podstawie wstępu. Pora przyjrzeć się temu co jest dalej.

A dalej jest nieźle. Książka podzielona jest na cztery tworzące spójną całość części. I w tym momencie staję przed poważnym problemem co napisać dalej. "Regres człowieczeństwa" jest niezwykłą mieszanką. Każdy rozdział ma oczywiście tematykę przewodnią, jakąś tezę którą autor uzasadnia, jednak wywód porusza się po wielu dziedzinach, krąży wokół głównego tematu nieraz odbiegając od niego, wydawałoby się, całkowicie tylko po to by w konkluzji rozdziału w błyskotliwy sposób powrócić do tezy wyjściowej. Autor wychodzi od rozprawienia się z mitem istnienia jakiegoś transcendentalnego celu w naszym świecie, przedstawia argumenty na rzecz niemożliwości istnienia takiego celu, ale przede wszystkim koncentruje się na zgubnych skutkach takiego myślenia. Następnie skupia się na ewolucyjnych adaptacjach które wykształciły się u człowieka oraz ich potencjalnie zgubnym charakterze we współczesnym społeczeństwie. Książka kończy się powiewem optymizmu i próbą odpowiedzi na pytanie co zrobić, by do zagłady ludzkości jednak nie doszło. Jak więc widać różnorodność poruszanej tematyki jest bardzo duża. Momentami książka zmienia się w niesamowity wręcz wykład biologii ewolucyjnej (czy wiedzieliście, że kręgowce miały trzecie oko?), innym znowu razem schodzi na tematy filozoficzne czy socjologiczne. Rodzi się więc pytanie jak właściwie zaklasyfikować "Regres człowieczeństwa"? Jak dla mnie jest to filozofia rozumiana w sensie rozważań przyrodniczych na temat ludzkości. To zwięzłe określenie wydaje mi się najbardziej trafne.

Niestety książka trzyma bardzo nierówny poziom. W jednym momencie mamy wciągający i pełen niesamowitych faktów wykład ewolucji oraz solidną argumentację, a za chwilę pojawiają się ewidentne błędy logiczne, myślenie w kategoriach doboru grupowego i dobra gatunku (!), domorosła psychologia, myślenie życzeniowe albo - dla kontrastu - wyolbrzymianie zagrożeń. Autora zdaje się przerażać konflikt pokoleń, a przynajmniej mam takie wrażenie, że ówczesna młodzież została przedstawiona jako pozbawiona wszelkich zasad, rozsądku itd. Jak na mój gust jest to stereotypowe przekonanie pod tytułem "za moich czasów to ...". Co więcej, przekonanie o "regresie człowieczeństwa" nie wydaje się niczym szczególnie oryginalnym. Przecież w każdej epoce historycznej na świecie działy się potworne rzeczy z wojnami, zarazami i ludobójstwami na czele i wielu intelektualistów postrzegało to jako oznaki upadku ludzkiej rasy. Z drugiej strony nie sposób odmówić Lorenzowi racji w wielu kwestiach i słuszności wniosków dotyczących cywilizacji technokratycznej.

Czytając książkę doznawałem często uczucia, że część prezentowanych idei jest mi dziwnie znajoma. Faktycznie, koncepcje Lorenza są zbieżne z poglądami prezentowanymi przez innych badaczy. Najwięcej skojarzeń miałem ze wspomnianą już na początku "O naturze ludzkiej" Wilsona. Obie książki są podobne w wymowie, obie zahaczają o ewolucję, problemy ludzkich społeczeństw, czy wreszcie o samą naukę i metodykę badawczą. Drugą książką, o której nieodparcie myślałem podczas czytania "Regresu człowieczeństwa" to "Dialogi" Stanisława Lema, a konkretnie zawarte w nich rozważania na temat systemu kapitalistycznego.

Komu więc polecić "Regres człowieczeństwa"? Przede wszystkim osobom zainteresowanym filozofią, historią nauki, rozwoju myśli społecznej oraz poglądami znanych naukowców. Dla reszty osób zdecydowana większość książki będzie źródłem refleksji na temat współczesnej cywilizacji i naszego udziału w niej, a niektóre fragmenty okażą się kopalnią bardzo ciekawych faktów. Dla mnie osobiście niezwykły był fragment poświęcony temu jak powinno wyglądać podejście naukowca do badań - nie ukrywam, że bardzo podniósł mnie on na duchu i skłonił do przemyślenia mojego własnego podejścia do tego co robię. Pomimo wytkniętych wad w warstwie merytoryczno-argumentacyjnej, skończyłem czytać książkę z poczuciem, że w większości jest to gorzka prawda o naszym świecie.

22 czerwca 2009

The Genius of Charles Darwin

Kolejnym filmem ściągniętym przeze mnie z Atheist Movies jest trzyczęściowa seria "The Genius of Charles Darwin" prowadzona przez Richarda Dawkinsa. Każdy z ok. 48-minutowych odcinków poświęcony jest innemu tematowi. Oczywiście powstanie filmu wiąże się ściśle z Rokiem Darwina. Byłbym wielce zaskoczony, gdyby Dawkins nie wykorzystał takiej okazji do nakręcenia filmu (a jak dobrze wiemy jest to dla niego również okazja do napisania kolejnej książki, która ma się ukazać już we wrześniu).

Za oglądanie serii wziąłem się od razu po obejrzeniu dwóch opisywanych w poprzednim wpisie filmów Davida Attenborough. Było to dla mnie przyczyną pewnego szoku. Trzeba to od razu jasno podkreślić - choć wydaje się to oczywiste - Dawkins to nie Attenborough. Nie ma tu poetyckiego stylu, malowniczo przedstawiającego cudowność przyrody. Są twarde wypowiedzi Dawkinsa, ani trochę nie owijającego w bawełnę i mówiącego wprost, że natura jest brutalna, nie ma litości, a harmonia, którą dostrzegamy, to tylko pozór i w ostatecznym rozrachunku the fittest will survive. Mając to w świadomości możemy już spokojnie oglądać.


Pierwszy odcinek jest dosyć ogólny. Dawkins opowiada o powstaniu teorii ewolucji (nie jest to aż tak dokładnie przedstawione jak w filmie "Karol Darwin i drzewo życia"). Omawia również mechanizmy ewolucji, w szczególności dobór naturalny (tutaj z kolei przewaga nad wspomnianym filmem Attenborough), a także prezentuje argumenty na rzecz teorii ewolucji. Ponadto konfrontuje swoje ewolucyjne poglądy z grupą brytyjskich nastolatków, które o ewolucji nie wiedzą aż tak dużo jak by sobie tego Dawkins życzył i, co gorsza, w większości wyznają kreacjonistyczne poglądy o stworzeniu życia. O ile Dawkins posiada niesamowity talent do wyjaśniania rzeczy trudnych prostym językiem, o tyle jego dar przekonywania w bezpośredniej dyskusji nie jest chyba aż tak powalający. Przynajmniej ja mam dziwne wrażenie, że w do rozmowy z nastolatkami podchodzi momentami z pewnym zażenowaniem. Z drugiej strony jednak zmuszony jest do opowiadania banałów - o tym że gady wyewoluowały od płazów, ptaki od gadów itp. Drugi odcinek jest o wiele ciekawszy, dotyczy bowiem zastosowania teorii ewolucji do człowieka, w szczególności socjobiologii. Dawkins rozmawia z Richardem Leakey'em, który prezentuje w skrócie ewolucję człowieka na podstawie skamieniałości czaszek. Następnie pora na konfrontację z kenijskim biskupem, który sprzeciwia się wystawieniu takich skamieniałości dla publiczności (ściślej mówiąc, to sprzeciwia się umieszczaniu przy nich informacji o ewolucji). Ponadto w odcinku występuje także Steven Pinker, dyskutowane są podobieństwa między ewolucją a ekonomią. Pojawia się także temat eugeniki, tym razem we współczesnym wydaniu, czyli kobiety selekcjonujące ojca swojego dziecka w banku spermy. Trzeci odcinek poświęcony jest już w całości konfrontacji ewolucji i religii. Dawkins rozmawia z wieloma osobami, począwszy od fanatyków religijnych odrzucających ewolucję całkowicie, poprzez nauczyciela nauki (u nas w kraju chyba nie ma bezpośredniego szkolnego odpowiednika takiego przedmiotu), który twierdzi że Ziemia ma mniej niż 10000 lat, oraz arcybiskupa Cantenbury, który stara się pogodzić naukę i religię, a kończąc na grupie nauczycieli, którzy twierdzą że wprawdzie uznają całkowicie naukę, ale nie chcą mówić uczniom, że ich poglądy religijne są sprzeczne z nauką.

Podsumowując, pierwszy odcinek jest przeciętny, dwa pozostałe są o wiele ciekawsze i sprawiają, że warto poświęcić trochę wolnego czasu na obejrzenie całości. W polskiej telewizji się raczej Dawkinsa nie doczekamy, pozostaje więc wspomniany na początku blog albo sprowadzenie wydania DVD. Od razu nadmienię, że wydanie DVD składa się z trzech płyt, na których znajduje się 26 pełnych wersji wywiadów, których fragmenty znalazły się w serialu. W internecie udostępnione zostały wywiady z Danielem Dennettem, Stevenem Pinkerem, Randolphem Nesse, Peterem Singerem i ojcem George'm Coyne'm.

P.S. Na Atheist Movies można także znaleźć odcinek specjalny serii zatytułowany "The Genius of Charles Darwin - EXTRAS". Przyznam, że nie wiem czy oryginalnie ma on coś wspólnego z serią. Trwa pół godziny i składa się z trzech krótkich opowieści o ewolucji trzech wybranych gatunków zwierząt z Galapagos. Nie ma bezpośredniego związku z trzema odcinkami omówionymi wyżej.

17 czerwca 2009

Dwa filmy Davida Attenborough o ewolucji

Ostatnio trafiłem na rewelacyjnego bloga Atheist Movies. Nazwa trochę myląca, bo są na nim nie tylko filmy i nie tylko ateistyczne. Dla mnie największą gratką są oczywiście filmy o religii i ewolucji i nie ukrywam tutaj - nawiązując jeszcze do nazwy bloga - że stawianie znaku równości między ewolucją a ateizmem mi osobiście odpowiada. Chciałbym dzisiaj napisać krótko o kilku filmach ściągniętych z Atheist Movies.

Na początek film Davida Attenborough pt. "The Link. Uncovering our earliest ancestor?". Tak tak, chodzi o Idę, czyli o skamieniałość "lemura" sprzed 47 milionów lat, o której ostatnio zrobiło się głośno, gdyż ma to być nasz najwcześniejszy znany przodek (zwracam jednak uwagę na znak zapytania w tytule). Akurat sam moment ogłoszenia odkrycia mnie ominął. Wracam sobie z konferencji naukowej po tygodniu nieobecności, a tu mi ludzie o jakimś lemurze mówią. Na początku nie bardzo wiedziałem o co chodzi, ale szybkie śledztwo wszystko wyjaśniło. Uznałem, że obejrzenie filmu będzie najlepszą metodą nadrobienia braków. Od razu przyznam, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony film jest naprawdę niesamowity - kilkadziesiąt lat doświadczenia w kręceniu dokumentów przyrodniczych robi swoje i pod względem prezentacji David Attenborough jak zawsze stanął na szczycie zadania. Film jest wciągający, niesamowicie pobudza wyobraźnię i bardzo przystępnie przedstawia kolejne badania prowadzone nad skamieniałością. Jednak z drugiej strony razi mnie nieco sensacyjny charakter przedstawienia informacji. Naukowcy otwarcie mówią, że "w chwili opublikowania odkrycie to będzie niczym meteor uderzający w Ziemię". Panowie, nieco pokory! Ja rozumiem, że to niezwykle obiecujące znalezisko i potencjalny kamień milowy na miarę Lucy, a nawet większy - 47 milionów lat to jednak gigantyczny szmat czasu. Odkrycie zostało jednak dopiero co ogłoszone, nie przesądzajmy z góry o jego rewolucyjności. Poczekajmy aż szerokie grono naukowców uzyska dostęp do skamieniałości. Niech hipotezy postawione przez pierwszych badaczy zostaną krytycznie zweryfikowane przez środowisko naukowe. Dopiero z perspektywy czasu będziemy mogli ocenić czy Ida zrewolucjonizowała naszą wiedzę o pochodzeniu człekokształtnych. Tyle moich zastrzeżeń. Nie zmieniają one jednak faktu, że film zdecydowanie wart obejrzenia, przede wszystkim jako solidna i bardzo przystępna dawka informacji na temat tego co do tej pory wiemy o Idzie.


Kolejnym filmem ściągniętym z Atheist Movies jest, wspomniany już na blogu i emitowany w TVP, film "Charles Darwin and the Tree of Life". Prowadzącym jest David Attenborough i tym razem nie zawiódł ani odrobinę. Film jest bardzo przekrojowy i obejmuje nieprawdopodobną wręcz ilość informacji. W ciągu zaledwie godziny Attenborough prezentuje proces powstawania teorii ewolucji, wpływ podróży na Beagle na Darwina czy jego późniejsze badania w Down House i liczną korespondencję z hodowcami. Poznajemy prywatne życie Darwina, jego relacje z głęboko wierzącą żoną Emmą i przebieg pierwszego odczytu prezentującego teorię ewolucji. Tutaj drobna uwaga - do tej pory byłem przekonany, że Darwin dokonał odczytu osobiście. W rzeczywistości było jednak inaczej. Zarówno przemówienie Darwina jak i Wallace'a zostały odczytane przez sekretarza. Wallace był nieobecny, gdyż znajdował się w tym czasie w Indiach, a Darwinowi kilka dni wcześniej zmarł syn i był zdruzgotany po jego śmierci. Około pół filmu poświęcone jest temu co się działo po opublikowaniu "O powstawaniu gatunków", w szczególności przedstawiony jest przebieg sporu Darwina z Richardem Owenem. Końcówka filmu to krótki mini-wykład o ewolucji. Powtórzę się, ale jestem pod wrażeniem ilości faktów, które udało się umieścić w zaledwie godzinnym filmie. Narracja Davida Attenborough w jego prawdziwie poetyckim stylu nie pozwala ani na moment się nudzić. Jeśli ktoś chciałby poznać życie Karola Darwina i proces powstawania teorii ewolucji, a nie ma czasu na czytanie biografii, to ten film będzie doskonałym substytutem.

I na koniec informacja przydatna przy ściąganiu plików. Wszelkie materiały na Atheist Movies udostępniane są przez Rapidshare. W celu zautomatyzowania ściągania polecam wykorzystać skrypt zamieszczony w 31-szym numerze Dragonia Magazine. Skrypt napisany jest w Perlu z przeznaczeniem pod system Linux (użytkownicy Windowsa mają niestety pecha). Bardzo fajna sprawa, wystarczy umieścić w pliku tekstowym odpowiednie linki, a reszta zrobi się sama bez jakiegokolwiek udziału z naszej strony.

15 czerwca 2009

Alfred Russell Wallace - współtwórca teorii ewolucji

Dziś, w ramach obchodów Roku Darwina, pora na przyjrzenie się postaci Alfred'a Russel'a Wallace'a - zapomnianego współodkrywcy doboru naturalnego. Jak już pisałem niecałe dwa tygodnie temu, na polskim rynku ukazała się książka pt. "W cieniu Darwina", będąca wyborem fragmentów z książki "Darwinism". Jest to pierwsza w Polsce (nie licząc dwóch tytułów wydanych ponad 100 lat temu) - i niestety najprawdopodobniej ostatnia - książka mająca na celu przybliżyć postać i poglądy tego badacza. Prawdę mówiąc to planowałem odłożyć książkę na później, ale po odbiorze zamówienia okazało się, że po pierwsze nie jest ona zbyt obszerna (200 stron), a po drugie wybrane na chybił-trafił fragmenty okazały się bardzo ciekawe. Postanowiłem zabrać ja ze sobą na wyjazd weekendowy, co by sobie podróż umilić.

Książka zasadniczo podzielona jest na trzy części. Pierwsza z nich to bardzo krótki wstęp do książki, kończący się listą książek napisanych przez Wallace'a oraz książek napisanych o nim. Tutaj wychodzi pewien problem, gdyż ze spisu widzimy, że w 2002 roku ukazała się książka Michael'a Shermer'a pt. "In Darwin's Shadow : The Life and Science of Alfred Russel Wallace". Gdyby książka miała się kiedyś ukazać na polskim rynku, to pojawiłby się spory problem z tłumaczeniem tytułu, który pokrywa się z tytułem omawianej obecnie książki. Póki co jest to (niestety) problem wyimaginowany, bo nic nie wskazuje byśmy mieli się doczekać książki Shermer'a u nas. Przejdźmy więc dalej.

Druga część książki to ok. 50-stronicowy esej prezentujący postać Wallace'a, omawiający jego poglądy oraz kolejne pisane przez niego książki (nadmienię tutaj, że autorem eseju, a także tłumaczenia, jest Marcin Ryszkiewicz - pracownik PAN, autor książek popularnonaukowych, m.in. "Ewolucja. Od Wielkiego Wybuchu do Homo Sapiens", "4 miliardy lat. Eseje o ewolucji"). Wallace jest dzisiaj postacią nieco zapomnianą - przynajmniej w naszym kraju mało kto kojarzy go z teorią ewolucji, a jest on przecież jej współtwórcą. Równolegle z Darwinem odkrył dobór naturalny. To jego list z 1858 roku skłonił Darwina do opublikowania swojej teorii. Poglądy obu panów zostały ogłoszone w tym samym momencie, dnia 1 lipca 1858, w Towarzystwie Lineuszowym. Wallace, podobnie jak Darwin, był przyrodnikiem podróżującym po świecie - zajmował się badaniem przyrody Archipelagu Malajskiego. To tam, podczas wysokiej gorączki i rozmyślań o pracach Thomas'a Malthus'a doszedł do koncepcji doboru naturalnego. Wallace był - jak pisze pan Ryszkiewicz - przekonany o istnieniu ewolucji już w 1848 roku, kiedy wyruszał na wyprawę do Amazonii. Wszystko za sprawą wydanej anonimowo w 1844 książki "Vestiges of the Natural History of Creation". Głosiła ona zmienność gatunków, jednak spotkała się z bardzo krytycznym przyjęciem, zarówno ze strony duchownych jak i naukowców, którzy zarzucali jej "braki merytoryczne i spekulacje". Książka ta podkopała bardzo wiarę Darwina w tworzoną przez niego, już wtedy od wielu lat, teorię. Wszystko za sprawą jej negatywnego przyjęcia, które napełniło Darwina obawami przed opublikowaniem (bynajmniej nie anonimowym) swoich odkryć. Wallace'a jednak książka przekonała - był pewien, że ewolucja zachodzi, nie potrafił jednak odnaleźć mechanizmu, który by ją powodował. Tym mechanizmem był właśnie "dobór naturalny". Widać tutaj olbrzymią różnicę między Darwinem, który przez wiele lat przeprowadzał eksperymenty i gromadził dowody mające na celu ostateczną weryfikację jego koncepcji, a Wallace'm który po prostu oparł się na obserwacjach i uznał dobór naturalny za koncepcję potrafiącą wystarczająco dobrze wyjaśnić to co obserwował. Po opublikowaniu "O powstawaniu gatunków" Wallace stał się gorącym rzecznikiem darwinizmu. Co ciekawe, zdawał się on umniejszać swoje prawa do odkrycia, sam propagując użycie terminu "darwinizm". Darwin z kolei nie miał wątpliwości co do tego, że obaj są współautorami odkrycia, które nazwał "ich wspólnym dzieckiem". Dlaczego więc Wallace został niejako zapomniany jako odkrywca ewolucji? Sądzę, że w dużej mierze zawdzięcza to swoim późniejszym poglądom nie mającym wiele wspólnego z nauką. Otóż w miarę upływu czasu Wallace coraz bardziej fascynował się spirytyzmem, uznając nawet wpływ bliżej nieokreślonych sił nadnaturalnych za element niezbędny do wyewoluowania człowieka. Uznawał Wszechświat za stworzony właśnie po to, by mogło w nim wyewoluować inteligentne życie, Ziemia miała być położona w uprzywilejowanym miejscu w pobliżu centrum Wszechświata, które miało być miejscem szczególnie korzystnym do powstania życia. Pan Ryszkiewicz broni tutaj Wallace'a pokazując, że przyjęte przez niego dodatkowe założenia nie były sprzeczne z wyznawaną potęgą doboru naturalnego (Wallace był skrajnym selekcjonistą, odrzucał np. koncepcję doboru płciowego głoszoną przez Darwina). Był to po prostu dodatkowy czynnik, który miał "wspomagać" dobór naturalny w momentach kiedy dobór ten okazywał się bezsilny.

Trzecia, najistotniejsza część książki to wybór fragmentów z "Darwinism" - chyba najważniejszego dzieła Wallace'a poświęconej ewolucji. Wybrane fragmenty zajmują 130 stron - jak na moje oko jest to około 1/4 albo 1/5 książki Wallace'a. Tekst opatrzony jest licznymi przypisami redakcyjnymi, przede wszystkim przybliżającymi postacie badaczy o których mowa w tekście. Wywód Wallace'a jest niezwykle ciekawy i wciągający (po części jest to niewątpliwie duża zasługa współczesnego tłumaczenia). Wallace omawia walkę o byt, kwestię tego czym są gatunki, zagadnienie ubarwienia u zwierząt, rozmieszczenie geograficzne oraz inne tematy związane z ewolucją. Oczywiście nie należy traktować tego jako wykładu o współczesnej teorii ewolucji, bo choć w ogólności koncepcje Wallace'a są słuszne, a liczne przykłady i obserwacje przyrodnicze nadzwyczaj trafne, to pod względem szczegółów wiele stwierdzeń jest po prostu błędnych (jednym z bardziej oczywistych przykładów jest pogląd o nieprzemieszaniu się kontynentów). Chyba najciekawsze są wspomniane obserwacje przyrodnicze, wykorzystywane jako ilustracje omawianych zagadnień ewolucyjnych. Dopiero na końcu książki ujawniają się spirytystyczne zapędy autora:
Te specyficzne własności, o których tu mówiliśmy, jasno wskazują na istnienie u człowieka czegoś szczególnego, co nie wywodzi się od naszych zwierzęcych przodków - czegoś, co najlepiej określić można jako pierwiastek duchowy, zdolny w sprzyjających warunkach do progresywnego rozwoju. (...) Tylko tak możemy pojąć, że pasja szukania prawdy, uniesienie towarzyszące uczuciu piękna, głód sprawiedliwości i podziw towarzyszący przejawom bezinteresownego poświęcenia są dziełem drzemiącej w nas wyższej natury, która nie powstała za sprawą ewolucyjnej walki o byt. (...)
"Specyficzne własności", o których pisze Wallace to zdolności matematyczne, muzyczne czy malarskie, które, jak dowodzi, nie mogły powstać na drodze doboru naturalnego, gdyż nie są to zdolności od których zależało nasze przeżycie. Dalsze fragmenty wyraźnie pokazują, że dla Wallace ten pogląd o duchowości człowieka jest po prostu ucieczką przed światem pozbawionym celu.

"W cieniu Darwina" okazała się o wiele ciekawszą książką, niż początkowo sądziłem. Jeśli reszta "Darwinism" jest tak ciekawa, jak jej wybrane fragmenty zamieszczone w tym wydaniu, to pozostaje żałować, że nie dane nam było przeczytać całości. Obawiam się jednak, że byłoby to niewykonalne z punktu widzenia ekonomicznego. Taką grubą książkę przeczytałaby pewnie grupka osób zainteresowanych historią nauki i ewolucją, a skrócone wydanie ma o nieco większe szanse na trafienie do szerszego grona osób (choć obawiam się, że tak się nie stało i że WUW dołożyło trochę pieniędzy do tego "interesu"). No cóż, trzeba się cieszyć tym co dostaliśmy, bo naprawdę jest to kawałek wciągającej lektury.

4 czerwca 2009

"Karol Darwin i drzewo życia" w TVP

W najbliższy wtorek (9 czerwca) TVP1 wyemituje o 22:45 film dokumentalny Davida Attenborough pt. "Karol Darwin i drzewo życia". Osoby niecierpliwe, ew. bojkotujące TVP, mogą ściągnąć film z sieci. Ja, będąc niecierpliwym, już to zrobiłem i nawet go obejrzałem. Za jakiś czas napiszę więcej, a póki co powiem jedynie, że naprawdę warto (zresztą nie przypominam sobie, by Davidowi Attenborough zdarzyło się nakręcić jakikolwiek nudny film).

3 czerwca 2009

Rok Darwina

No tak, prawie rok temu ogłosiłem z dumą rozpoczęcie obchodów rocznic związanych z Karolem Darwinem, po czym zamilkłem. Wstyd mi niezmiernie i biorę się natychmiast do nadrabiania zaległości.

W ramach przypomnienia : 1 lipca 2008 roku obchodziliśmy 150-tą rocznicę odczytu Darwina w Linnean Society, na którym to odczycie Darwin ogłosił swoją teorię ewolucji i przedstawił koncepcję doboru naturalnego. 12 lutego 2009 roku obchodziliśmy dwusetną rocznicę urodzin Darwina, a 24 listopada przypadnie 150-ta rocznica pierwszego wydania "O powstawaniu gatunków". Stąd też rok 2009 jest rokiem Darwina. Z tej okazji doczekaliśmy się różnych uroczystości, filmów, wydań książek i innych projektów.


Jeśli chodzi o obchody Roku Darwina w Polsce, to najaktywniej działa Uniwersytet Warszawski. Wydział Biologii UW przygotował dosyć obszerne obchody obejmujące m.in. nowe wydanie "O powstawaniu gatunków" (o tym szerzej za chwilę), zaproszenie do Polski Jamesa Watsona (czerwiec 2008), liczne wystawy, dyskusje panelowe etc. (przyznaję, że trochę zaspałem, bo najciekawsze już niestety było). Przygotowano obszerny biuletyn internetowy poświęcony obchodom rocznicy oraz samemu Darwinowi. Znajdują się w nim informacje na temat życia Darwina, prac nad teorią ewolucji, a także o polskich tłumaczeniach książek Darwina i tym, jak teoria ewolucji rozwijała się w ówczesnej Polsce pod zaborami. Generalnie zwięzły kawałek ciekawej wiedzy z którym warto się zapoznać.

Kolejnym bardzo ciekawym projektem jest udostępnienie w internecie dzieł Karola Darwina w wersji elektronicznej. Dostępna jest zarówno wersja tekstowa jak i zeskanowane obrazy stron. Ja sam spędziłem trochę czasu porównując pierwsze i drugie wydanie "O powstawaniu gatunków".

Ponadto, jeszcze w 2008, powstała krótka (3 odcinki + odcinek specjalny) seria pt. "The genius of Charles Darwin" prowadzona przez Richarda Dawkinsa. Napiszę o niej krótko w osobnym wpisie. Póki co zachęcam do ściągnięcia (nie wydaje mi się to nielegalne, skoro na stronie Dawkinsa podane są torrenty do niej).

No i wreszcie najważniejsza rzecz, którą pozwoliłem sobie zostawić na koniec. Na rynku ukazało się, nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, nowe wydanie "O powstawaniu gatunków". Nie jest to jednak zwyczajna reedycja. Pamiętacie jak opisywałem "O powstawaniu gatunków" wydane przez Jirafa Roja? Moja lista zarzutów skierowana pod adresem tego wydania była spora i obejmowała m.in. brak jakiegokolwiek komentarza naukowego, tragiczną korektę, tłumaczenie pozostawiające momentami wiele do życzenia (zastosowano oczywiście jedyny polski przekład pochodzący z 1884 roku) oraz oparcie się na wydaniu szóstym, w którym Darwin podopisywał wiele rzeczy, które w opinii wielu dzisiejszych badaczy wyszły książce na złe. Nie potrafię opisać mojej radości z nowego wydania WUW-u, ponieważ nie mogę mu postawić żadnego z tych zarzutów! Po pierwsze, tłumaczenie zostało zaktualizowane po 125 latach. Przeredagowano całość pod kątem zmian w języku i błędów merytorycznych, które niestety zdarzyły się Nusbaumowi i Dicksteinowi. Póki co nie mam czasu na przeczytanie całej książki, ale porównałem wyrywkowo kilka akapitów i widać, że aktualizacja była naprawdę gruntowna. Co więcej, przekład oparto na drugim wydaniu "O powstawaniu gatunków". Celem tego wydania jest bowiem jak największa zgodność z wersją "kanoniczną", a więc z pierwotną myślą Darwina. Oznacza to, że wiele fragmentów zostało z książki usuniętych (w tym cały rozdział pt. "Rozmaite zarzuty stawiane teorii doboru naturalnego"), ale pojawiło się też kilka nowych, które Darwin usunął z późniejszych wydań. Oczywiście rodzi się pytanie czemu drugie wydanie, a nie pierwsze. Cóż, nie umiem na to odpowiedzieć i pozostaje mi tutaj zaufać redakcji naukowej czuwającej nad wydaniem. Ponoć wydanie drugie od pierwszego różni się tylko kilkoma drobnymi fragmentami. Ciekawym było dla mnie, wspomniane już wcześniej, porównywanie wydania pierwszego z drugim. Skupiłem się oczywiście na ostatnim zdaniu książki :
There is grandeur in this view of life, with its several powers, having been originally breathed [ by the Creator ] into a few forms or into one; and that, whilst this planet has gone cycling on according to the fixed law of gravity, from so simple a beginning endless forms most beautiful and most wonderful have been, and are being, evolved.
Tekstu w nawiasach kwadratowych nie ma w pierwszym wydaniu, jest natomiast w drugim. Przejrzałem inne fragmenty pierwszego wydania i pojawiają się tam nawiązania do Stwórcy. Nie jest więc tak, jak wcześniej sądziłem, że w pierwszym wydaniu w ogóle o Stwórcy nie było mowy. Jak widać byłem w błędzie.

W nowym wydaniu pojawił się również obszerny komentarz naukowy. Jest więc wstęp pt. "Po co dziś czytać Darwina", mówiący jasno że z tej książki biologii ewolucyjnej lepiej się nie uczyć, gdyż jest po prostu nieaktualna. Wstęp w dużej mierze pokrywa się z biuletynem internetowym Uniwersytetu Warszawskiego, do którego link podałem wcześniej. Ponadto w książce umieszczono liczne przypisy do tekstu, które przybliżają kontekst dzieła (np. przedstawiając postacie naukowców, o których wspomina Darwin) oraz informują jak przedstawia się oryginalny tekst "O powstawaniu gatunków" na tle dzisiejszej wiedzy o ewolucji.

Przyznam, że lepszego prezentu na Dzień Dziecka sobie wymarzyć nie mogłem. Jestem wprost zachwycony. Aktualizacja tłumaczenia, komentarz naukowy i powrót do oryginalnego tekstu dzieła - nie wiem czy można chcieć więcej? Mówiąc krótko nowe wydanie jest przygotowane z myślą o historykach nauki i osobach chcących poznać chyba największe dzieło naukowe w dziejach w formie pierwotnej, pozbawionej późniejszych uzupełnień, często dodawanych pod wpływem krytyki. Pochwały należą się tym bardziej, że WUW chyba do tego interesu trochę pieniędzy dołożył. Popularność "O powstawaniu gatunków" nie jest dzisiaj zbyt duża. Sam obszedłem bezskutecznie większość księgarni w centrum miasta (w tym Empiki). Jedna z nich posiadała pojedynczy egzemplarz, który zakupiłem. W pozostałych robiono wielkie oczy i tylko w jednej usłyszałem, że książka owszem była, ale się sprzedała. Dodam jeszcze, że "O powstawaniu gatunków" to nie jedyna książka wydana przez WUW z okazji Roku Darwina. Ukazał się m.in. wybór tekstów Alfreda Russella Wallace'a pt. "W cieniu Darwina". Wallace jest osobą, która równolegle z Darwinem odkryła dobór naturalny, ale o tym innym razem. Książka wyszła już w 2008. Nie udało mi się jej nigdzie dostać, także czekam na realizację zamówienia złożonego przez internet. Z przykrością stwierdzam, że "O powstawaniu gatunków" póki co wędruje na półkę, gdyż mam sporo innych ciekawych pozycji do przeczytania (udało mi się zdobyć "Ślepego zegarmistrza", a także kilka książek Konrada Lorenza).