Niedawno w Tygodniku Powszechnym ukazał się wywiad z ks. Michałem Hellerem (tym od
Nagrody Templetona) pt.
Czy kosmita może być zbawiony. Jak już wspominałem, myślałem o przeczytaniu którejś z jego książek. Po tym wywiadzie mój zapęd w tym kierunku spadł do zera. I nie chodzi tu wcale o to, że Heller nie zna matematyki na poziomie szkoły podstawowej (twierdzi, że rozkład 10 na czynniki pierwsze to 3 razy 3 plus 1, a oczywiście jest to 2 razy 5).
Już sam początek jest "niezły":
Artur Sporniak: Czy możemy się spodziewać, że nie jesteśmy sami we wszechświecie?
Ks. Michał Heller: Z punktu widzenia nauki w jej obecnym kształcie jest to problem marginalny…
Że jak? Możesz powtórzyć? Jedno z największych pytań współczesnej nauki to "problem marginalny"? W takim razie
co robią na Marsie sondy poszukujące śladów życia? Wysyłają nam zdjęcia z wakacji? I po co NASA bada Tytana (księżyc Saturna) i Europę (księżyc Jowisza)? Skąd plany budowy Terrestrial Planet Finder, kilku połączonych w jedno urządzeń, takich jak interferometry i koronograf, które miałyby wyszukiwać w kosmosie planet podobnych do Ziemi? I po co Europejska Agencja Kosmiczna planuje podobny projekt o nazwie Darwin?
I skąd to całe zamieszanie wokół jakiegoś kawałka meteorytu?
Odnośnie mozliwości istnienia życia gdzieś indziej we wszechświecie:
Możemy podać także rację teologiczną, jaką jest stwórcza płodność Pana Boga – trudno przypuszczać, że w tak ogromnym świecie Bóg stworzył życie tylko na Ziemi, skoro mógłby stworzyć je także gdzie indziej. Niemniej są to tylko nasze przypuszczenia.
Powstanie życia to kwestia sprzyjających warunków i przypadku, nie potrzeba do tego żadnych sił nadprzyrodzonych. Możliwe, że życie na naszej planecie pochodzi z kosmosu, ale do tego nie są konieczne czary. To zwykła chemia. Swoją drogą, to czy religia nie powinna wiedzieć, czy jesteśmy sami? Skoro Bóg był tak miły i powiedział nam o tym jak stworzył świat w 6 dni, to mógł przy okazji coś napomknąć o tym czy stworzył kogoś jeszcze.
Czy teologia nie głosi, że człowiek jest szczytem stworzenia i najbliższą Bogu istotą?
Dlatego sądzę, że z koncepcji innych istot we wszechświecie bardziej niż nauka skorzystać mogłaby teologia.
Litości! Znowu? Na odkryciu pozaziemskich form życia skorzystałyby w pierwszej kolejności chemia i biologia (prawdopodobnie medycyna również), a gdyby to życie było inteligentne to w dodatku jeszcze cały szereg nauk społecznych oraz technicznych - jeśli byłaby to cywilizacja bardziej zaawansowana od nas. A teologia? Ogłoszono by, że Bóg jest wielki i co dalej? Komisja do rozstrzygnięcia czy kosmici mają duszę? Czy może misje i nawracanie kosmitów? Dobrze przynajmniej, że Heller wyraźnie odgranicza teologię od nauki.
Przyznam się że jestem mocno zmieszany. Generalnie to po usunięciu idiotycznych fragmentów, w których Heller próbuje pokazać, że teologia może się do czegokolwiek przydać, otrzymujemy całkiem porządny wywiad z astronomem. Przez część wywiadu Heller mówi jak prawdziwy naukowiec, tylko po to, by za chwilę wyskoczyć z jakimiś niedorzecznymi koncepcjami:
Po pierwsze, powinniśmy na nowo przemyśleć określenie Boga jako nieskończoności. Przez bardzo długi czas nieskończoność była rozumiana negatywnie: jako coś, co nie jest skończone. Dzisiaj wiemy o nieskończoności dużo więcej. Dzięki analizom matematycznym ujawnia nam ona rozmaite aspekty zupełnie nieoczekiwane. Na przykład, że mogą być różne rodzaje nieskończoności. Liczb rzeczywistych jest nieskończenie wiele, ale liczb całkowitych…
...jest mniej?
Ich jest także nieskończenie wiele, ale jest ich mniej. W matematyce mówi się, że jest to nieskończoność mniejszej mocy.
Idźmy dalej: jeszcze większej mocy nieskończonością od zbioru wszystkich liczb rzeczywistych jest zbiór wszystkich podzbiorów osi liczb rzeczywistych. Rodzi się pytanie, czy jest nieskończoność najmocniejsza? Georg Cantor – twórca teorii mnogości, która dała podwaliny do tych matematycznych analiz – uważał, że jest taka nieskończoność, i utożsamiał ją z Bogiem.
Deus ex machina?
Na pewno jest w tym przeskok z matematyki do ontologii. Przez długi czas w matematyce przeważał pogląd, że nie ma absolutnej nieskończoności. Ostatnio jednak pojawiły się badania sugerujące, że nie jest wykluczone, iż Cantor w pewnym sensie miał rację.
Słucham? Nieprzeliczalność zbioru liczb rzeczywistych dowodem istnienia boga? I ten człowiek jest uznawany za wybitną osobę i szanowany? Przecież to jest jakiś ponury żart.
Jak puścimy wodze fantazji, to możemy sobie wyobrazić, że wśród istot rozumnych zamieszkujących jakąś odległą planetę w ogóle nie nastąpił grzech pierworodny, gdyż mają one lepiej rozwinięty umysł i wyraźniej widzą różnicę między dobrem a złem. Żyją zatem w przyjaźni ze Stwórcą i nie wymagają odkupienia.
No tak, to by się nawet zgadzało - przecież w raju nie było kosmitów, a jedynie Adam i Ewa. Może kosmici mieli swój własny raj i nie zjedli zakazanego owocu? Może owoce stworzone przez Boga na innej planecie były po prostu niesmaczne? Albo nie ma tam węży, które mogłyby ich kusić? Dobra, dosyć tych bzdur, chyba nikt nie bierze tego na poważnie? Swoją drogą, to koncepcja grzechu pierworodnego jest jednym ze śmieszniejszych założeń wiary chrzescijańskiej. Grzech ten ma wynikać rzekomo ze złej natury człowieka. Wystarczy się chwilę zastanowić, by - na nieszczęscie tej koncepcji - dojść do oczywistego wniosku, że człowiek jest z natury istotą dobrą. Odpowiedz sobie na proste pytanie: jaki odsetek ludzi w twoim otoczeniu (znajomych z pracy czy ludzi mieszkających z tobą na osiedlu) można by zaliczyć do złych? Ilu z nich kradnie czy napada na innych? Jeśli nie czytasz tego bloga z więziennej celi to najbardziej prawdopodobna odpowiedź będzie brzmiała: niewielu.
Nasz rozum gubi się w perspektywie wielu światów. To jest dla nas lekcja, że tym bardziej powinien „gubić się” w obliczu każdej religijnej tajemnicy.
To dziwne, mój rozum nie gubi się w obliczu żadnej "religijnej tajemnicy". Przyznam jednak, że często gubię się w obliczu wielu religijnych absurdów, w które ludzie autentycznie wierzą.
Przyznam, że dawno czegoś takiego nie czytałem. To jest esencja tego, czego nie trawię - kiedy ktoś próbuje za wszelką cenę skazić naukę jakimiś chorymi absurdami. Heller to wszystko mówi na poważnie, a to jasno pokazuje, żeby nie marnować czasu na jego książki. Wolę poczytać kogoś, kto ma coś naprawdę wartościowego do powiedzenia.