13 lutego 2010

O ewolucji języka

Znowu popełniłem błąd! Jakiś czas temu dotyczył on "Naszej wewnętrznej menażerii". Tym razem konsekwentnie omijałem w księgarni książkę Robina Dunbara pt. "Pchły, plotki a ewolucja języka" (nie wiem skąd te pchły w tytule - w oryginale jest "grooming", czyli iskanie). Owszem, przejrzałem ją kilkukrotnie i uznałem nawet za potencjalnie ciekawą. Niestety, muszę się przyznać, że przy kupnie książek w dużej mierze kieruję się osobą autorem. Jeśli go nie znam, to maleją szanse na kupno książki. Usprawiedliwiam się tym, że muszę stosować jakieś kryterium przesiewania literatury dostępnej na rynku (no i tym, że na przeczytanie czeka u mnie aktualnie ok. 20 książek). Książkę Dunbara w końcu jednak kupiłem - nie mogłem się oprzeć 30% obniżce ceny w likwidowanym właśnie salonie Matrasu. No i teraz jest mi wstyd, że nie kupiłem jej wcześniej.

Robin Dunbar urodził się w 1947 roku. Ma więc już za sobą długą karierę akademicką oraz liczne osiągnięcia naukowe na koncie. Jak łatwo się domyślić z tytułu książki, Dunbar jest biologiem ewolucyjnym, specjalizującym się w ewolucji naczelnych. Znany jest z wyznaczenia tzw. liczby Dunbara, określającej ilość osób, które są w stanie utrzymać stabilne relacje towarzyskie pomiędzy sobą nawzajem (kwestia ta jest dokładnie omówiona w książce).

Tytuł książki jest trochę mylący. Nie chodzi już nawet o te "pchły" zamiast "iskania", ale o to, że książka jest nie tylko o ewolucji języka. Właściwie to kwestia ewolucji języka jest omawiana gdzieś dopiero w połowie książki i stanowi poniekąd zwieńczenie całego wywodu. Więc o czym jest na początku? W "Pchły, plotki a ewolucja języka" Dunbar przedstawia ewolucję zachowań społecznych u naczelnych. Ze szczegółami relacjonuje liczne badania nad zachowaniami współcześnie żyjących małp Nowego i Starego Świata. Analizuje relacje pomiędzy ich zwyczajami społecznymi a budową mózgu. Na podstawie tej analizy stawia tezę: iskanie służy u naczelnych zawiązywaniu sojuszy, a czas poświęcany na iskanie jest tym dłuższy im większe są grupy społeczne danego gatunku. No i tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Otóż zwierzęta łączą się w grupy w celu minimalizacji zagrożenia drapieżników w trakcie poszukiwaniu pokarmu. Oczywiście im większa grupa tym więcej pożywienia potrzeba na jej wyżywienie, a więc należy przeszukiwać większe terytorium, co z kolei zwiększa szansę natknięcia się na drapieżnika. Ponadto, im większa grupa, tym większy mózg jest potrzebny do utrzymania relacji społecznych, a mózg pochłania bardzo dużo energii. Zagrożenie ze strony drapieżników można też minimalizować zwiększając rozmiary ciała, ale to również powoduje zwiększenie zapotrzebowania energetycznego (znowu potrzeba przeszukiwać większe terytorium). Jest to typowy ewolucyjny problem utrzymywania balansu pomiędzy zyskami i stratami. No i bardzo istotnym problemem staje się utrzymanie spójności coraz większych grup. Jak już powiedziałem, tą rolę spełnia iskanie, jednak w miarę zwiększania grupy potrzeba na nie coraz więcej czasu. Właściwie to w pewnym momencie potrzeba na nie tak dużo czasu, że zabraknie go na poszukiwanie pożywienia. Pojawia się więc problem: jak dalej zwiększać liczebność grupy? Dunbar sugeruje odpowiedź: język. Według niego potrzeba zwiększania rozmiaru grupy pełniła rolę presji selekcyjnej ku ewolucji języka, który zastąpił iskanie. W celu potwierdzenia swojej hipotezy Dunbar analizuje zarówno dane kopalne jak i... bada tematykę rozmów pomiędzy współcześnie żyjącymi ludźmi.

To co napisałem powyżej, to tylko przedsmak tego, co oferuje książka. A do zaoferowania ma naprawdę dużo. Pierwsze i najważniejsze: Dunbar przytacza gigantyczną ilość relacji i wyników badań naukowych, ale książka nie jest suchym wywodem, który autor wlewa do głowy czytelnika. O nie! Tutaj trzeba włączyć się w tok myślowy autora i podążać za nim całą swoją uwagą, jak przy najlepszych książkach Dawkinsa. Inaczej niewiele wyniesie się z lektury. Dunbar pozwala też sobie na bardzo ciekawe dygresje, które stanowią uzupełnienie głównego wywodu myślowego (szczególnie zaciekawiły mnie informacje o zespole Aspergera i autyzmie). Ponadto stwierdzam, że książka świetnie uzupełnia się z "Trzecim szympansem", gdzie temat rozprzestrzeniania się języków i ich ewolucji został bardzo obszernie potraktowany. O ile jednak Diamond starał się odpowiedzieć na pytanie "jak zachodziły zmiany języków i jak języki się rozprzestrzeniały?", to Dunbar stawia sobie raczej za cel pytanie "dlaczego język powstał i dlaczego się zmienia?".

Wady książki? Właściwie brak, ale na siłę coś znajdę. Pierwsza to fakt, że książka ma już swoje lata (napisana w 1997). To sprawia, że na pewno na część pytań udało się już znaleźć odpowiedź. No i z pewnością pojawiło się wiele nowych wyników badań. Przyczepię się też, że w niektórych miejscach nie czuję się przekonany przez Dunbara. To znaczy autor w wielu miejscach pisze otwarcie, że to co mówi jest hipotezą. Przytacza oczywiście liczne dowody na jej poparcie, zastrzegając jednak, że może być w błędzie. W kilku miejscach jednak takich zastrzeżeń nie ma, a ja mam wrażenie, że to co napisał jest nie do końca potwierdzone. Od razu powiem, że dotyczyło to raptem kilku, raczej drugorzędnych, stwierdzeń w całej książce, a ja po prostu jestem chyba trochę wyczulony wiedząc, że będę potem recenzował książkę. Ponadto, w polskim wydaniu kilka razy ukłuło mnie w oczy tłumaczenie: "dobór seksualny" zamiast "doboru płciowego" (ang. sexual selection) oraz "dobór przez pokrewieństwo" zamiast "doboru krewniaczego" (ang. kin selection). No ale to już ekstremalne czepialstwo z mojej strony (zresztą może to ja się nie znam i tak właśnie powinno to być przetłumaczone?). Tak naprawdę tłumaczenie jest dobre i nie można mieć do niego żadnych poważnych zastrzeżeń.

Książka trafiła do rąk polskich czytelników dzięki wydawnictwu Czarna Owca w 2009 roku, powinna więc być bez problemu dostępna w ksiegarniach. Liczy sobie 270 stron, przy dosyć niewielkim formacie (a więc jest stosunkowo krótka). Cena: 34,90. Uczciwa, biorąc pod uwagę zawartość merytoryczną książki. Gorąco polecam. Zgaduję, że warto byłoby zainteresować się innymi tytułami tego autora. Na polskim rynku wydano jeszcze jedną książkę Dunbara pt. "Kłopoty z nauką". Ponieważ było to w 1996, więc oczywiście jedynym ratunkiem jest Allegro i antykwariaty.

12 lutego 2010

Dzień Darwina

Dziś Dzień Darwina, czyli 201. rocznica urodzin wielkiego uczonego. Pierwszym i najbardziej oczywistym sposobem na uczczenia tego dnia jest kupno nowej książki Dawkinsa, która już dostępna jest w Empikach. Przejrzałem ją dzisiaj i muszę powiedzieć, że polskie wydanie robi naprawdę niesamowite wrażenie. Po pierwsze jest to wielka cegła. Po drugie błyszcząca na srebrno obwoluta bardzo przyciąga wzrok. No i do tego kolorowe zdjęcia. Jak do tej pory jest to najlepiej wydana książka CiS. Dobre wrażenie psuje nieznacznie duży rozmiar czcionki, a co za tym idzie niewielka ilość tekstu na stronę. Cieszy mnie bardzo, że CiS zdecydowało się na takie 'widowiskowe' wydanie, ale obiektywnie patrząc nic nie stało na przeszkodzie, żeby wydać książkę tak samo jak "Boga urojonego". Podejrzewam, że gdyby tak postąpić, to "Największe widowisko świata" okazałoby się książką krótszą od "Boga urojonego". No i cena - 70 PLN. Ja kupię, ale boję się, że część osób może zrezygnować. Zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej, gdyby wydawnictwo zdecydowało się wypuścić dwie wersje: ekskluzywną (dla tych którzy chcą się zachwycać pięknym wydaniem) oraz ekonomiczną (dla tych którzy chcą tylko przeczytać książkę). Tak wyglądają pierwsze wrażenia. Nie posiadam jeszcze swojego egzemplarza. Czekam, aż pojawi się w Matrasie - aktualnie wszystkie Matrasy w Łodzi oferują 25% zniżki, więc jest okazja sporo zaoszczędzić.

Uczciłem za to Dzień Darwina składając apostazję. O dziwo formalności w parafii poszły gładko - bez prób odwiedzenia mnie od mojej decyzji, grożenia konsekwencjami itp. Aż mi się to podejrzane wydaje. Po podpisaniu papierków dałem się wciągnąć księdzu w rozmowę. Już od jakichś dziesięciu lat nie rozmawiałem z żadnym księdzem. Całkowicie zdążyłem zapomnieć, jak bardzo ci ludzie mają wyprany mózg. Jestem naprawdę przerażony. Ksiądz, z którym rozmawiałem, nie odbiegał niczym od standardów wyznaczanych przez sekty. Klapki na oczach, woda z mózgu. Nasłuchałem się, że masoneria to siła szatana, która kieruje ataki przeciwko chrześcijanom. Potem ksiądz zszedł na temat komunizmu i zaczął mówić o tym, jak to za komunizmu Kościół Katolicki był zwalczany, a inne wyznania mogły robić co chciały. Zapytałem go o akcję Wisła, kiedy to Rzeczpospolita dokonała czystki etnicznej w oparciu o wyznanie: wysiedlono ludność wyznania prawosławnego i grecko-katolickiego, a cerkwie przekształcono w kościoły rzymskokatolickie. Ksiądz był całkowicie zaskoczony, że coś takiego w ogóle miało miejsce. Powiedziałem, że i owszem coś takiego zaszło oraz, że niektórym udało się uratować dzięki księżom katolickim, którzy wystawiali fałszywe zaświadczenia chrztu. Ksiądz wykorzystał to do powiedzenia, że w trakcie II WŚ wielu chrześcijan ratowało Żydów. Zapytałem o Piusa XII, który jakoś nie kwapił się do otwartego potępienia nazizmu i Holokaustu. Usłyszałem, że to oczywiście nieprawda, a kiedy zapytałem gdzie mogę znaleźć wypowiedzi Piusa XII, które potępiają nazizm, zostałem odesłany do artykułów w Naszym Dzienniku. W tym momencie serdecznie podziękowałem za rozmowę i wyszedłem. Był jeszcze wątek komunizmu w Chinach, wieszania krzyży w urzędach (oczywiście zdjęcie krzyża to manifestacja ateizmu), równouprawnienia homoseksualistów i kilka innych. Naprawdę ciężko uwierzyć, że można być tak głupim i ślepym.

11 lutego 2010

Cudze chwalicie, swojego nie znacie. "4 miliardy lat. Eseje o ewolucji"

Ciąg dalszy nadrabiania zaległości. Dziś kolejny zbiór esejów. Od ponad półtora roku recenzuję książki na tym blogu, ale jak do tej pory nie trafiła się chyba ani jedna książka polskiego autora (nie licząc "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd", ale to nie była książka popularnonaukowa). Pora to zmienić, bo przecież w naszym kraju mamy w końcu kilku popularyzatorów nauki. Jednym z nich jest Marcin Ryszkiewicz, znany mi wcześniej doskonale jako tłumacz książek popularnonaukowych. Dziś będzie o jego książce "4 miliardy lat. Eseje o ewolucji". Kupiłem ją poniekąd przypadkiem, trafiając na wyprzedaż w likwidowanej księgarni. Nie planowałem zakupu, ale skuszony niską ceną nie mogłem się oprzeć.

Esejów w książce jest całkiem sporo, bo aż 35, przy czym najkrótsze liczą zaledwie jedną stronę. Podzielono je na sześć kategorii: 'Egzobiologia', 'Biosfera i noosfera', 'Darwinizm i ewolucja', 'Socjobiologia', 'Człowiek to dziwne zwierzę' oraz 'Język i sztuka'. Już po samym wstępie książki - zatytułowanym "Luźna koncepcja starszego pana" - widać, że autor to "swój chłop". W samych esejach Ryszkiewicz porusza bardzo szeroki zakres tematów: od kanałów na Marsie i geologii, przez dziurę ozonową, historię Oetzi'ego (tzw. człowiek lodu) aż do sztuki ludów pierwotnych. Sądzę, że każdy znajdzie coś, co go zaciekawi. "4 miliardy lat" czyta się naprawdę z dużą przyjemnością, co jest zasługą zarówno ciekawego doboru tematyki jak i przystępnego stylu autora. Wspomnieć należy, że eseje ukazywały się wcześniej w różnych czasopismach (Newsweek, Polityka, Świat wiedzy, Gazeta Wyborcza). Na potrzeby wydania książkowego zostały przejrzane i uzupełnione.

"4 miliardy lat" wydał Prószyński i S-ka w 2007 roku. Pozycja liczy sobie 300 stron i jest całkiem sporego formatu. Polecam tą książkę z czystym sumieniem. Niestety, obecnie dostępna jest praktycznie tylko w obiegu wtórnym, tak jak inne książki Ryszkiewicza wydane przez Prószyński i S-ka: "Ewolucja. Od wielkiego wybuchu do Homo sapiens" oraz "Ziemia i życie. Rozważania o ewolucji i ekologii". Stosunkowo łatwo dostępną książką jest "Mieszkańcy światów alternatywnych, czyli Historia naturalna rozumu", którą bez problemu można kupić na Allegro. Myślę, że po tym co pan Ryszkiewicz zaprezentował w "4 miliardy lat" sięgnę jeszcze kiedyś po inne książki jego autorstwa.