30 lipca 2009

Jaszczurki z piekła chcą nam WPROWADZIĆ CHIPY!

Dziś w skrzynce pocztowej (zwykłej, nie elektronicznej) znalazłem następującą ulotkę:


Co to ma być? W pierwszej chwili myślałem, że scjentologia, ale chyba nie. Po krótkich poszukiwaniach w internecie trafiłem na artykuł sprzed kilku miesięcy dotyczący tej sekty. Niestety szykuję się do wyjazdu i nie mam czasu na rozpisywanie się, ale jedną rzecz muszę skomentować.
Ich przekaz na pewno nie trafi do ludzi w dobrym stanie psychicznym, ale do osób, których światopogląd wykracza poza rzeczywistość, które nie potrafią zweryfikować tego, co jest prawdą, a co nie.
Niewątpliwie prawda. Szczytem ironii jest jednak fakt, że słowa te padają z ust księdza!

Powyższa ulotka, poza poprawieniem mi humoru na cały dzień (głównie przez dosyć toporną polszczyznę), skłoniła mnie do refleksji na temat tego jak łatwo ludzie wierzą w różne kretynizmy. Smutne to, ale widać takimi już nas ewolucja ukształtowała.

PS. Ten cały Astar Seran ma nawet swój profil na Facebooku.

23 lipca 2009

Darwin - żywot uczonego

Jakiś rok temu, po lekturze "O powstawaniu gatunków" z wydawnictwa Jirafa Roja, byłem mało zachwycony. Jednym z moich licznych zarzutów w stronę tego wydania był brak jakiegokolwiek komentarza naukowego. Nie było też żadnych informacji na temat samego uczonego (krótkiej noty na odwrocie książki nie liczę). Ten ostatni problem rozwiązała biografia Karola Darwina autorstwa Janet Browne. Książka była niezwykle ciekawa i wciągająca, doskonale przybliżała sylwetkę uczonego i ducha czasów w których żył. Była jednak dosyć krótka i pomimo zaspokojenia mojego niedosytu wiedzy, trudno jest uznać ją za wyczerpującą. Ostatnio postanowiłem uzupełnić moją widzę o Karolu Darwinie obszerniejszą biografią. Sięgnąłem po pozycję "Darwin. Żywot uczonego" autorstwa Michaela White'a i Johna Gribbina, wydaną na naszym rynku przez Prószyński i S-ka w 1998 roku.

Książka jest znacznie obszerniejsza od biografii autorstwa Janet Browne, choć na pierwszy rzut oka nie widać tego aż tak bardzo. Dopiero po uważniejszym przyjrzeniu się widać większy format, znacznie większą ilość tekstu na stronie no i przede wszystkim znacznie większą ilość stron - 340 (u pani Browne tylko 165, z czego 20 odpada na indeks itp.). Miejsca starczyło na 14 rozdziałów, dwa krótkie aneksy i bardzo solidnie opracowany indeks (u wydawnictwa Prószyński i S-ka to norma - duży plus za to). Autorzy podeszli do biografii niezwykle rzetelnie. Opisują nie tylko życie Darwina, jego dzieciństwo, podróż na Beagle, pracę naukową, codzienne zwyczaje, życie rodzinne i towarzyskie. Prezentują również historię poglądów ewolucyjnych przed Darwinem jak i po nim (każde z tych zagadnień to osobny rozdział). Dzięki temu czytelnik ma całościowy obraz zarówno epoki jak i sylwetki uczonego. Książka poza wymienionymi zaletami ma jeszcze dwie, bardzo istotne. Po pierwsze czyta się ją z zapartym tchem, jak doskonałą książkę fabularną. Po drugie widać, że autorzy są pasjonatami ewolucji i przeciwnikami wszelkiej pseudonauki, kreacjonizmu itp. Po prostu czułem, że są to ludzie, którzy myślą tak jak ja.

Te wszystkie plusy książki prowadzą do pewnej wady - książka po prostu zbyt szybko się kończy! Paradoksalnie, pomimo wyczerpującego potraktowania tematu po jej przeczytaniu odczuwam znacznie większy niedosyt niż po lekturze książki Browne. To jednak świadczy o tym, że White i Gribbin napisali doskonałą biografię Darwina, która wciąga i po którą może sięgnąć dosłownie każdy, co też wszystkim polecam. Niestety, książka obecnie dostępna tylko w antykwariatach i na Allegro.

9 lipca 2009

Nauka a kreacjonizm: Włącz swoją inteligencję

W 2007 roku, a więc względnie niedawno na polskim rynku nakładem CiS ukazała się książka "Nauka a kreacjonizm: o naukowych uproszczeniach teorii inteligentnego projektu" (w oryginale: "Intelligent Thought: Science Versus the Intelligent Design Movement") będąca zbiorem szesnastu esejów pod redakcją Johna Brockmana. Książkę tą omijałem szerokim łukiem. Powód? Ależ proszę bardzo: kreacjonizm to totalny absurd, teoria inteligentnego projektu to kreacjonizm w przebraniu, po co więc poświęcać czas na czytanie krytyki koncepcji o której i tak nie da się niczego pozytywnego napisać? Ostatnio jednak zmieniłem zdanie i uznałem, że może jednak warto dowiedzieć się co na temat ID mają do powiedzenia współcześni naukowcy. Wśród autorów esejów znajdują się m.in. Jerry A. Coyle, Daniel C. Dennett, Richard Dawkins, Steven Pinker czy Lee Smolin. Reszta nazwisk jest mi obca - z reguły są to profesorowie z amerykańskich uniwersytetów, będący przy okazji autorami książek popularnonaukowych. Pełna lista autorów dostępna jest na stronie CiS.

Jak więc prezentuje się książka? Po pierwsze nie do końca byłem pewien czego właściwie od książki oczekuję. Może to i lepiej, bo nie mając sprecyzowanych oczekiwań miałem mniejsze szanse na rozczarowanie. Przede wszystkim książka jest pisana - jak już wspomniałem - przez amerykanów i odnosi się do amerykańskich realiów. Osoby śledzące działania kreacjonistów w Ameryce wiedzą, że sytuacja wygląda niewesoło (w tym miejscu pragnę przypomnieć jeden z niedawnych wpisów, poświęcony Expelled). Co rusz słychać o kolejnych legislacyjnych próbach wprowadzenia ID na lekcjach biologii. Na szczęście z reguły są to próby nieudane, ale ilość takich inicjatyw jest zatrważająca. Jeszcze straszniejsze jest to, że ruch ID ma bardzo duże szanse na przekonanie do siebie sporej części niezbyt dobrze wykształconego amerykańskiego społeczeństwa. To właśnie te zagrożenia stanowiły impuls do powstania omawianej książki.

Eseje umieszczone w "Nauka a kreacjonizm" trzymają różny poziom. Niektóre niezwykle wciągają, inne można skwitować wzruszeniem ramion (rozczarował mnie Dawkins, którego esej obraca się wokół jednego argumentu przeciw ID: kto zaprojektował projektanta?). Tak naprawdę to tematyka samych esejów jest bardzo rozległa: niektóre skupiają się na wykazywaniu nienaukowości ID (np. bardzo dobry esej Dennetta), inne nie wspominają o ID ani słowem, a zamiast tego skupiają się na dowodach ewolucji (świetne eseje Tima D. White'a o ewolucji człowieka i Neila H. Shubina o przejściu ewolucyjnym od ryb do zwierząt lądowych). Niestety, jak dla mnie całość jest trochę chaotyczna. W jednym momencie czytam o ewolucji moralności, by za chwilę przeskoczyć na kosmologię. Po przeczytaniu esejów uświadomiłem sobie, czego podświadomie oczekiwałem od książki: pewnego rodzaju wsparcia merytorycznego w dyskusji ze zwolennikami kreacjonizmu bądź poglądów, że Kościół wspiera ewolucję. Z tego zadania książka wywiązuje się w ograniczonym zakresie. Najbardziej przydatny pod tym względem jest aneks do książki zawierający fragment uzasadnienia orzeczenia amerykańskiego sądu okręgowego środkowego Okręgu Pensylwanii w sprawie Kitzmiller vs. Dover (była to sprawa wytoczona Dover Area School Distrcit po tym jak rada szkolna w Dover wprowadziła ID do programu nauczania). Fragment orzeczenia streszcza przebieg procesu, zeznania biegłych (m.in. kompromitujące zeznania profesora Behe, będącego jednym z głównych promotorów ID) i stanowi skondensowaną dawkę świadectw i argumentów przeciwko ID.

Duży plus należy się wydawnictwu CiS za posłowie do polskiego wydania. Poświęcone jest ono wypowiedzi wiceministra edukacji Mirosława Orzechowskiego, który w październiku 2006 stwierdził m.in. że
"Teoria ewolucji to kłamstwo. Mam przekonanie, że to pomyłka, którą zalegalizowano jako obowiązującą prawdę. Dla mnie to opowieść o charakterze literackim, mogłaby np. stać się kanwą filmu science fiction. "
Wypowiedź ta odbiła się dużym echem w kraju (i niewielkim za granicą, chociaż komentowało ją nawet "Nature"). Posłowie przytacza listy protestacyjne wystosowane przez instytucje naukowe i/lub kościelne w sprawie wypowiedzi ministra. W momencie wydawania książki była to sprawa dosyć świeża. Na szczęście mamy już za sobą czasy kiedy ignoranci z LPR piastowali stanowiska w Ministerstwie Edukacji.

Dla porządku dodam, że polskie wydanie trzyma standardy CiSu. Twarda okładka, dobry papier (przynajmniej ja bardzo taki lubię), solidne tłumaczenie opatrzone dodatkowo przypisami. Na minus kilka literówek i koszmarna okładka (wygląda jakby składano ją na kilka godzin przed oddaniem książki do druku).

"Nauka a kreacjonizm" to książka w miarę dobra. Nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie, ale też nie żałuję, że do tej pory ją omijałem. Owszem, znajduje się w niej sporo naprawdę ciekawych esejów, można dowiedzieć się co nieco o ewolucji czy o samym ID, jednak po skończonej lekturze odczuwam pewien niedosyt (a może niesmak?). Myśl przewodnia jest luźno potraktowana, dlatego w rezultacie mamy nieco chaotyczną książkę o wszystkim. Mi to momentami przeszkadzało. Ponadto cena - 38 złotych - sprawia, że warto się mocno zastanowić przed zakupem. Myślę, że te pieniądze można zainwestować w lepszą lekturę.

7 lipca 2009

6 lipca 2009

"Regres człowieczeństwa"

Często wpadam do antykwariatu bez ściśle określonego celu, licząc że wśród starych książek znajdzie się coś potencjalnie ciekawego. W trakcie jednej z niedawnych wizyt, na półce z książkami z serii"+/- nieskończoność" zauważyłem autora, którego nazwisko zabrzmiało znajomo - Konrad Lorenz. Nastąpiła krótka chwila refleksji i próba przypomnienia sobie skąd znam to nazwisko. Po krótkim namyśle już wiedziałem - po pierwsze noblista w dziedzinie medycyny i fizjologii, po drugie wybitny etolog (o ile pamiętam, to Dawkins wspominał o nim w swoich książkach) i wreszcie po trzecie autor książki "Tak zwane zło", o której już kilkukrotnie słyszałem z różnych źródeł (m.in. wspominał o niej Wilson w "O naturze ludzkiej"). W domu uzupełniłem moją wiedzę o autorze. Streszczając życiorys Lorenza można powiedzieć, że jest twórcą nowoczesnej etologii, urodził się w 1903 r. w Wiedniu. Ukończył studia medyczne i filozoficzne, uzyskując doktoraty w latach 1928 i 1933. Był jednym z założycieli i przez długie lata kierował Instytutem Etologii Porównawczej w Altenbergu. W 1973 roku Lorenz otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii, wspólnie z Karlem von Frischem (odkrywca "tańca pszczół") i Niko Tinbergenem (ornitolog, pod jego kierunkiem Dawkins zrobił doktorat). Zmarł w 1989 roku. Książka o której tu piszę została wydana przez PIW w 1986. Na rynku polskim ukazały się jeszcze "Tak zwane zło", "Odwrotna strona zwierciadła" (posiadam obie), "I tak człowiek trafił na psa" oraz "Opowiadania o zwierzętach". Wszystko to zostało wydane u nas wiele lat temu, także książki można znaleźć jedynie w antykwariatach i na Allegro. Pora przystąpić do lektury.
W obecnej dobie widoki na przyszłość ludzkości są wyjątkowo smutne. Najprawdopodobniej szybko, aczkolwiek bynajmniej nie bezboleśnie, zginie samobójczo od broni jądrowej. Nawet gdyby to nie nastąpiło, grozi jej powolna śmierć wskutek zatrucia i wszelkich innych zniszczeń środowiska, w jakim i dzięki któremu żyje. Zresztą nawet gdyby potrafiła w porę zahamować swoje ślepe i niewiarygodnie głupie działanie, zagraża jej stopniowy regres wszystkich cech i osiągnięć stanowiących o jej człowieczeństwie. Wielu myślicieli to dostrzegło, wiele książek zawiera wiedzę o tym, że wyniszczenie środowiska i "dekadencja" kultury idą ze sobą w parze. Jednakże niewielu traktuje regresję tego, co ludzkie jako chorobę, niewielu poszukuje, jak Aldous Huxley, przyczyn choroby i ewentualnych środków zaradczych. Książka ta ma służyć takim poszukiwaniom.
Przywitała mnie taka oto, jakże ponura, przedmowa autora. Nie ukrywam, że przy fragmencie o broni jądrowej nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu. Jak widać Zimna Wojna odcisnęła swoje piętno na książce. No ale przecież nie będę omawiał książki jedynie na podstawie wstępu. Pora przyjrzeć się temu co jest dalej.

A dalej jest nieźle. Książka podzielona jest na cztery tworzące spójną całość części. I w tym momencie staję przed poważnym problemem co napisać dalej. "Regres człowieczeństwa" jest niezwykłą mieszanką. Każdy rozdział ma oczywiście tematykę przewodnią, jakąś tezę którą autor uzasadnia, jednak wywód porusza się po wielu dziedzinach, krąży wokół głównego tematu nieraz odbiegając od niego, wydawałoby się, całkowicie tylko po to by w konkluzji rozdziału w błyskotliwy sposób powrócić do tezy wyjściowej. Autor wychodzi od rozprawienia się z mitem istnienia jakiegoś transcendentalnego celu w naszym świecie, przedstawia argumenty na rzecz niemożliwości istnienia takiego celu, ale przede wszystkim koncentruje się na zgubnych skutkach takiego myślenia. Następnie skupia się na ewolucyjnych adaptacjach które wykształciły się u człowieka oraz ich potencjalnie zgubnym charakterze we współczesnym społeczeństwie. Książka kończy się powiewem optymizmu i próbą odpowiedzi na pytanie co zrobić, by do zagłady ludzkości jednak nie doszło. Jak więc widać różnorodność poruszanej tematyki jest bardzo duża. Momentami książka zmienia się w niesamowity wręcz wykład biologii ewolucyjnej (czy wiedzieliście, że kręgowce miały trzecie oko?), innym znowu razem schodzi na tematy filozoficzne czy socjologiczne. Rodzi się więc pytanie jak właściwie zaklasyfikować "Regres człowieczeństwa"? Jak dla mnie jest to filozofia rozumiana w sensie rozważań przyrodniczych na temat ludzkości. To zwięzłe określenie wydaje mi się najbardziej trafne.

Niestety książka trzyma bardzo nierówny poziom. W jednym momencie mamy wciągający i pełen niesamowitych faktów wykład ewolucji oraz solidną argumentację, a za chwilę pojawiają się ewidentne błędy logiczne, myślenie w kategoriach doboru grupowego i dobra gatunku (!), domorosła psychologia, myślenie życzeniowe albo - dla kontrastu - wyolbrzymianie zagrożeń. Autora zdaje się przerażać konflikt pokoleń, a przynajmniej mam takie wrażenie, że ówczesna młodzież została przedstawiona jako pozbawiona wszelkich zasad, rozsądku itd. Jak na mój gust jest to stereotypowe przekonanie pod tytułem "za moich czasów to ...". Co więcej, przekonanie o "regresie człowieczeństwa" nie wydaje się niczym szczególnie oryginalnym. Przecież w każdej epoce historycznej na świecie działy się potworne rzeczy z wojnami, zarazami i ludobójstwami na czele i wielu intelektualistów postrzegało to jako oznaki upadku ludzkiej rasy. Z drugiej strony nie sposób odmówić Lorenzowi racji w wielu kwestiach i słuszności wniosków dotyczących cywilizacji technokratycznej.

Czytając książkę doznawałem często uczucia, że część prezentowanych idei jest mi dziwnie znajoma. Faktycznie, koncepcje Lorenza są zbieżne z poglądami prezentowanymi przez innych badaczy. Najwięcej skojarzeń miałem ze wspomnianą już na początku "O naturze ludzkiej" Wilsona. Obie książki są podobne w wymowie, obie zahaczają o ewolucję, problemy ludzkich społeczeństw, czy wreszcie o samą naukę i metodykę badawczą. Drugą książką, o której nieodparcie myślałem podczas czytania "Regresu człowieczeństwa" to "Dialogi" Stanisława Lema, a konkretnie zawarte w nich rozważania na temat systemu kapitalistycznego.

Komu więc polecić "Regres człowieczeństwa"? Przede wszystkim osobom zainteresowanym filozofią, historią nauki, rozwoju myśli społecznej oraz poglądami znanych naukowców. Dla reszty osób zdecydowana większość książki będzie źródłem refleksji na temat współczesnej cywilizacji i naszego udziału w niej, a niektóre fragmenty okażą się kopalnią bardzo ciekawych faktów. Dla mnie osobiście niezwykły był fragment poświęcony temu jak powinno wyglądać podejście naukowca do badań - nie ukrywam, że bardzo podniósł mnie on na duchu i skłonił do przemyślenia mojego własnego podejścia do tego co robię. Pomimo wytkniętych wad w warstwie merytoryczno-argumentacyjnej, skończyłem czytać książkę z poczuciem, że w większości jest to gorzka prawda o naszym świecie.